Podczas mojej ostatniej wizyty prenatalnej lekarz obejrzał USG i wyszeptał: „Proszę pani… pani dziecko przestało rosnąć”. Całe moje ciało zadrżało, gdy zapytał: „Czy przyjmuje pani coś nietypowego?”. Powiedziałam mu, że brałam tylko witaminy prenatalne, które ktoś mi przepisał, i w chwili, gdy powiedziałam, kim jest ta osoba, wszystko w pokoju się zmieniło.

Podczas mojej ostatniej wizyty prenatalnej lekarz obejrzał USG i wyszeptał: „Proszę pani… pani dziecko przestało rosnąć”. Całe moje ciało zadrżało, gdy zapytał: „Czy przyjmuje pani coś nietypowego?”. Powiedziałam mu, że brałam tylko witaminy prenatalne, które ktoś mi przepisał, i w chwili, gdy powiedziałam, kim jest ta osoba, wszystko w pokoju się zmieniło.

Podczas mojej ostatniej wizyty prenatalnej na korytarzu Szpitala Ogólnego w Walencji panowała niezwykła cisza. Był jasny kwietniowy poranek, ale w sali USG panowała ciężka, niemal zamarznięta atmosfera. Leżałam na stole zabiegowym, gdy dr Serrano przesuwała głowicę po moim brzuchu – jej ruchy były zazwyczaj spokojne, skupione, uspokajające.

Ale tym razem… zatrzymała się.
Całkowicie.

arrow_forward_iosCzytaj więcej
Pauza

00:00
00:04
01:31
Wycisz

Obsługiwane przez
GliaStudios
„Proszę pani…” wymamrotała w końcu ledwo słyszalnym głosem. „Pani dziecko… przestało rosnąć”.

Świat wokół mnie ucichł, jakby ktoś zanurzył mnie pod wodą.

„Co pani ma na myśli? Dlaczego?” – wydusiłam z siebie, mimo że gardło mi się ścisnęło.

Nie odpowiedziała od razu. Ponownie spojrzała na ekran, zmierzyła go jeszcze raz i zmarszczyła brwi.

Potem spojrzała na mnie z niepokojącą powagą.

„Muszę cię o coś zapytać. Bierzesz jakieś leki? Jakieś suplementy?”

„Tylko witaminy prenatalne”.

„Sama je kupiłaś… czy ktoś ci je dał?”

Przeszył mnie zimny dreszcz. Coś w jej głosie było nie tak.

„Dała mi je… przyjaciółka” – powiedziałam powoli. „A przynajmniej… tak mi się wydawało”.

Klara. Koleżanka z pracy, która od pierwszego dnia dziwnie interesowała się moją ciążą. Ta sama kobieta, która praktycznie wcisnęła mi w ręce błyszczące pudełko „witamin premium”, twierdząc, że ma do nich specjalny dostęp.

Wyraz twarzy lekarki stężał z niepokojem.

„Czy nadal masz to pudełko? Musisz mi je dzisiaj przynieść”.

Skinęłam głową, niezdolna do wykrztuszenia.

Wzięła mnie za rękę. Jej uścisk był mocny, ale w oczach malowało się napięcie.

„Słuchaj uważnie. Możemy nie mieć do czynienia z normalnymi witaminami”.

Ziemia pode mną zdawała się drżeć.

„Co mówisz?” wyszeptałam.

„Że twoje dziecko mogło zostać wystawione na działanie czegoś szkodliwego. Czegoś bardzo szkodliwego”.

Mój puls przyspieszył. Wszystko, co Clara powiedziała lub zrobiła, wypłynęło jak koszmar.

Właśnie wtedy drzwi gabinetu otworzyły się gwałtownie.

Wbiegła młoda pielęgniarka, blada i zdenerwowana.

„Panie doktorze, musi pan przyjść. To pilne”.

„Mam pacjenta” – powiedziała ostro dr Serrano.

Pielęgniarka pokręciła głową. „Chodzi o wstępne badanie witamin, które badało laboratorium. Musi pan to zobaczyć”.

Ściskało mnie w żołądku.

„Co… co im jest?” – zapytałam.

Lekarka wstała i gestem nakazała pielęgniarce zamknięcie drzwi.
„Proszę spojrzeć” – zwróciła się do mnie. „Kilka tygodni temu szpital powiadomił personel o podejrzanych przypadkach – kobietach w ciąży przyjmujących zafałszowane suplementy. Nie wyobrażałam sobie, że to może dotyczyć ciebie. Aż do teraz”.

W uszach dudniło mi serce.

„Zafałszowane? Czym?”

„Zafałszowane inhibitorami wzrostu płodu” – odpowiedziała pielęgniarka, szeroko otwierając oczy. „Eksperymentalne, nielegalne substancje”.

Poczułam, jak mój oddech zanika.

„Ale… kto zrobiłby coś tak okropnego?”

Lekarz spojrzał na mnie poważnie.

„Ktoś, kto chciał zaszkodzić twojej ciąży. Albo tobie”.

Przemknęła mi przez myśl twarz Clary – jej słodki uśmiech, pudełko, które wcisnęła mi do rąk, i wszystkie jej mrożące krew w żyłach, pozornie „niewinne” komentarze:

„Jaka szkoda, że ​​dziecko może spowolnić twoją karierę…”
„Z twoim talentem, byłoby tragicznie, gdyby ta ciąża cię opóźniła…”
„Niektóre ciąże przebiegają idealnie… inne nie”.

Głos lekarki przyciągnął mnie do siebie.

„Potrzebuję tego pudełka. Natychmiast. I muszę wiedzieć, kto ci je dał”.

„To była Clara” – wyszeptałam. „Ona ze mną pracuje. Ja… ufałam jej”.

Lekarka i pielęgniarka wymieniły napięte spojrzenia.

„To może być śledztwo” – powiedziała dr Serrano. „Musimy działać szybko”.

Zanim zdążyłam cokolwiek przetworzyć, mój telefon zawibrował.

Wiadomość od Clary.

Tylko jedna linijka:

„Nie otwieraj tego pudełka w obecności nikogo”.

Całe moje ciało zamieniło się w lód.

Dr Serrano przeczytała to przez moje ramię. Jej twarz stwardniała.

„To już nie są tylko podejrzenia” – powiedziała. „Należy natychmiast powiadomić ochronę szpitala i policję”.

Moje ręce drżały niekontrolowanie.

„Myślisz, że ona… mnie obserwuje?” – wyszeptałam.

„Przeniesiemy panią do bezpiecznego pokoju, dopóki nie skontaktujemy się z administracją” – powiedziała pielęgniarka.

Ale pokręciłam głową.

„Nie. Jeśli zdobycie tego pudełka może uratować moje dziecko, muszę je sama zdobyć”.

Lekarz zawahał się, po czym niechętnie skinął głową.

„Dobrze. Ale nie pójdzie pani sama. Ochrona panią odprowadzi. Nie wiemy, jak bardzo to niebezpieczne”.

Następne chwile to była mgła korytarzy, podpisów i identyfikatorów. Strażnik poszedł za mną do samochodu, a potem swoim pojazdem do mojego budynku mieszkalnego.

Każdy stopień skrzypiał mi pod stopami, gdy wspinałam się do drzwi.

Podeszłam prosto do szuflady, w której trzymałam witaminy, i otworzyłam ją…

Pudełka nie było.

Ciało mi zdrętwiało.
„Nie… nie, to niemożliwe” – wyszeptałam.

Strażnik wbiegł do środka.

„Jest pani pewna, że ​​to tu było? Czy ktoś jeszcze ma dostęp?”

„Tylko ja… i Clara. Odwiedzała mnie kilka razy, kiedy źle się czułam”.

Gdy tylko to powiedziałam, żal uderzył mnie w pierś. Gdyby Clara wróciła… co próbowała wymazać?

Albo… co planowała dalej?

Po tym, jak strażnik sprawdził mieszkanie, pojechaliśmy z powrotem do szpitala. Czekał na nas policjant.

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top