Myślał, że zostawi mnie bez grosza – aż wszedł mój ojciec
Korytarz przed salą rozpraw 4C pachniał pastą do podłóg, przypaloną kawą i czymś jeszcze – napięciem, które osiadało w płucach jak ciężki dym. Rebecca Sloan stała przy poidełku, dłonie splecione na granatowej sukience. Wpatrywała się w bladą plamę na płytkach i liczyła sekundy, byle tylko nie podnieść wzroku.
Śmiech odbił się od ścian korytarza. Rozpoznałaby go wszędzie. Eric Dalton, jej mąż przez dziesięć lat. Kiedyś ten śmiech dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Teraz skręcał żołądek.
— Mówiłem, że skończymy przed lunchem — rzucił Eric. — Ona nawet nie ma prawnika.
Jego adwokat, Milton Graves, uśmiechnął się pod nosem. Srebrne włosy, idealnie skrojony garnitur, buty droższe niż miesięczna pensja Rebeki jako szkolnej doradczyni.
— To upraszcza sprawę — odparł chłodno. — Strony bez pełnomocnika rzadko rozumieją procedurę.
Eric powtórzył to z rozbawieniem: — Bez pełnomocnika. Tak mówią, kiedy kogoś nie stać na pomoc.
Do ich śmiechu dołączył kobiecy głos. Jasny, wyćwiczony. Tiffany Ross. W kremowej sukience zbyt eleganckiej jak na sądowy poranek, z perfekcyjnym makijażem, kurczowo trzymała się ramienia Erica, jakby chciała go oznaczyć jako swoją własność.
Eric spojrzał na Rebeccę i uśmiechnął się. Nie uprzejmie. Tak, jak uśmiecha się ktoś, kto już świętuje zwycięstwo.
— Rebecca. Gotowa?
Nie odpowiedziała. Obok niej stała Dana, jej najlepsza przyjaciółka, ściskając jej dłoń aż do bólu.
— Pan Dalton. Sąd gotowy — zawołał woźny.
Eric i jego świta weszli do sali. Rebecca podążyła za nimi z cienką teczką dokumentów, zbieranych nocami przez sześć miesięcy. Wiedziała, że jest słabszą stroną. Ale znała prawdę.
Sala była niewielka, wyłożona ciemnym drewnem. Jarzeniówki brzęczały nad głowami. Zespół Erica rozłożył laptopy i segregatory jak armia szykująca się do bitwy. Rebecca usiadła sama przy drugim stole.
Sędzia Marlow weszła energicznym krokiem. — Proszę usiąść. Dalton przeciwko Sloan. Rozwiązanie małżeństwa.
Spojrzała na Rebeccę. — Pani Sloan. Czy posiada pani pełnomocnika?
Rebecca otworzyła usta, by powiedzieć „nie”.
Drzwi sali otworzyły się z ciężkim hukiem.
Kroki rozległy się w ciszy. Mężczyzna w granatowym garniturze, z siwizną przy skroniach, przeszedł pewnym krokiem przez środek sali. Niósł skórzaną teczkę. Jego obecność zmusiła wszystkich do milczenia.
Rebecca wstrzymała oddech.
Harold Sloan minął Erica, nie zaszczycając go spojrzeniem. Milton Graves pobladł. Nawet sędzia wyglądała na zaskoczoną.
Harold podszedł do stołu córki, pocałował ją w czoło, po czym zwrócił się do sędzi.
— Wysoki Sądzie. Harold Sloan. Pełnomocnik pozwanej.
Zapadła cisza.
Uśmiech Erica zniknął.
Leave a Comment