Wróciłem ze Stanów Zjednoczonych udając, że nic nie mam; moja własna rodzina zamknęła przede mną drzwi, nawet nie zaglądając do moich kieszeni.
Suchy kurz drogi wpełzał mi do nosa i gardła, przypominając smak ziemi, w której się urodziłem: San Miguel del Llano w Oaxaca. Wysiadłem z autobusu drugiej klasy ze starym plecakiem…









