W dniu mojego ślubu mama wcisnęła mi w dłoń starą książeczkę oszczędnościową, a tata ją wyrwał, rzucił na zimny marmur na oczach 150 gości i warknął: „Śmieci należą do śmieci!”, jakby mówił o niej, a nie o papierze. Nie protestowałem, nie płakałem, po prostu odszedłem – po cichu – ale i tak tydzień później zaniosłem tę małą książeczkę do banku.
W dniu mojego ślubu mama wręczyła mi starą książeczkę oszczędnościową. Tata rzucił ją na oblodzony grunt i krzyknął: „Śmieci należą do śmieci!”. Cicho odszedłem. Ale i tak zabrałem książeczkę do…









