Rodzice kazali mi gotować i sprzątać sama na urodzinach siostry – w domu było 50 gości. Kiedy poprosiłam o pomoc, mama roześmiała się przy wszystkich: „Jesteś jedyną osobą bez prawdziwej pracy, masz czas”. Uśmiechnęłam się tylko, postawiłam tacę z naczyniami i wyszłam. Dokładnie godzinę później siostra zadzwoniła ze szlochem: „Do kogo dzwoniłaś? Mama go właśnie zobaczyła i… o mój Boże…”
Śmiech mojej matki unosił się nad brzękiem talerzy, jakby należał do sitcomu, a nie do kuchni, w której stałam od świtu. Pięćdziesięciu gości wypełniło podmiejski dom moich rodziców – kieliszki…









