Mój chłopak zamknął mnie w samochodzie na dwie godziny podczas ślubu swojej siostry, bo, jak to ujął:
„Moja rodzina nie musi oglądać twojej żałosnej twarzy i obrzydliwej sukienki. Po prostu poczekaj tutaj”.
Zabrał mi telefon i zostawił mnie tam. Dwa miesiące zbierałam pieniądze na prezent ślubny. Kiedy w końcu mnie wpuścił, przedstawił mnie jako zwykłą koleżankę, puszczając oko do druhen. Uśmiechnęłam się uprzejmie. Kilka tygodni później zostawił 41 nerwowych wiadomości głosowych.
Spotykam się z Raulem od 8 miesięcy i myślałam, że wszystko idzie dobrze. Nie idealnie, nie jak bratnia dusza, ale zdecydowanie na granicy tego, co może być prawdziwe. Ale wczoraj, na ślubie jego siostry, katastrofa, która najwyraźniej zawsze czyhała na nasz związek, właśnie eksplodowała. Wróćmy więc do tego, jak się poznaliśmy, bo to ma znaczenie dla tego, jak bardzo boli ta zdrada.
Poznaliśmy się w ten super przypadkowy sposób, który wydawał się zrządzeniem losu czy czymś takim. Byłem na wystawie sztuki podczas corocznej imprezy z okazji jej wieczornego oglądania. Wydarzenie było szalone, ponieważ sponsorowała je firma, w której pracuje Raul, a oni mieli premierę nowej technologii projekcyjnej. W środku wystawy z powodu potężnej burzy zabrakło prądu. Panowała całkowita ciemność, z wyjątkiem latarek w telefonach ludzi. Próbowałem znaleźć drogę do wyjścia, gdy ktoś we mnie wjechał. Tym kimś był Raul. Przeprosił, pomagając mi znaleźć łazienkę, w której musiałem naprawić soczewkę kontaktową, która się odkleiła. Skończyło się na tym, że rozmawialiśmy godzinami w kawiarni wystawy po tym, jak włączono prąd. Powiedział mi, że widok mojej twarzy oświetlonej światłami awaryjnymi był najpiękniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek widział. Kto to powiedział? Moje mózgowe gremliny od razu się w nim zakochały.
Przewińmy do wczoraj: ślub jego siostry Moniki. Nigdy wcześniej nie znałam jego rodziny, co z perspektywy czasu było czerwoną flagą w naszym związku. Zawsze miał wymówki. Są zajęci. Mieszkają po drugiej stronie miasta. Jego siostra planowała swój ślub. Bla, bla, bla. Ale w końcu miałam ich poznać na tym ślubie. Spędziłam tygodnie szukając idealnej sukni. Nic wyszukanego, co przyćmiłoby pannę młodą, oczywiście, ale wystarczająco ładne, żeby zrobić dobre pierwsze wrażenie. Zdecydowałam się na tę sukienkę midi w kolorze brudnego różu z małymi srebrnymi haftowanymi kwiatkami. Wydawała się odpowiednia, biorąc pod uwagę nasze urocze spotkanie. Starannie zrobiłam makijaż, założyłam srebrny naszyjnik, który Raul dał mi na naszą szóstą rocznicę, a potem prezent ślubny – o mój Boże.
Monica i jej narzeczony Stanley są wielkimi fanami anime i wspomnieli, że chcieliby kiedyś pojechać w podróż poślubną do Japonii. Oszczędzałam dosłownie przez dwa miesiące, żeby dołożyć się do ich funduszu na wyjazd. Zebrałam 1500 dolarów w jenach japońskich i bon na tradycyjną ceremonię parzenia herbaty w Kioto, a wszystko to w pięknym drewnianym pudełku ręcznie malowanym w kwiaty wiśni. Raul wspomniał, że to za dużo, ale chciałam, żeby jego rodzina mnie polubiła.
Nadszedł dzień ślubu. Raul odbiera mnie samochodem. Wygląda na spiętego, ale domyślam się, że to stres związany z dniem ślubu, cokolwiek. Kiedy jedziemy do miejsca ceremonii, do tego ładnego ogrodu, jakąś godzinę drogi od miasta, zaczyna wygłaszać dziwne komentarze na temat mojej sukni.
„To właśnie masz na sobie?”
„Nie uważasz, że to trochę przesada?”
„Moja rodzina jest dość tradycyjna”.
Zaczynam się denerwować, ale spędziłam tygodnie na tej stylizacji i szczerze mówiąc, wyglądałam dobrze.
Ceremonia miała się zacząć o 15:00, a dotarliśmy tam około 14:30. Raul parkuje na tym tylnym parkingu, za drzewami. Potem uderza mnie.
„Musisz poczekać w samochodzie”.
Yyy, co? Śmieję się, bo na pewno żartuje. Nie żartuje. Jego twarz się marszczy, a on mówi, że jego rodzina jest wymagająca i musi ich przygotować, zanim mnie przedstawi. Jestem zdezorientowana, bo… oni wiedzą, że istnieję, prawda? Spotykamy się od ośmiu miesięcy. Zaczynam zadawać pytania, a on po prostu wybucha. Mówi, cytuję:
„Moja rodzina nie musi oglądać twojej żałosnej twarzy i obrzydliwej sukienki. Po prostu poczekaj tutaj”.
Jestem dosłownie w szoku. Zanim zdążę pojąć, co się dzieje, on chwyta moją torebkę, wyjmuje z niej telefon i wysiada z samochodu. Próbuję otworzyć drzwi, ale on zamknął je od zewnątrz kluczykiem. Jestem dosłownie uwięziona. Przez przednią szybę widzę, jak odchodzi z moim telefonem w dłoni i prezentem, na który zbierałam 2 miesiące. Siedzę tam w kompletnym niedowierzaniu.
Czy mój chłopak właśnie zamknął mnie w samochodzie i ukradł mi telefon? Czy to się naprawdę dzieje?
W samochodzie robi się gorąco, a potem jeszcze goręcej. Jest czerwiec. Próbuję otworzyć drzwi jeszcze raz. Nic. Próbuję zatrąbić, ale jesteśmy zaparkowani tak daleko od miejsca ceremonii, że nikt nie słyszy. A jeśli już, to nikt nie przychodzi. Dwie godziny. Dwie godziny siedziałem w tym samochodzie. Ceremonia nadeszła i minęła. Zmyłem z siebie makijaż. Rozważałem wybicie szyby, ale samochód to dosłownie jedyna cenna rzecz, jaką ma Raul. A mój mózg powtarzał mi: nie przesadzaj, musi być jakieś wytłumaczenie. Patrząc wstecz, powinienem był rozbić tę szybę na kawałki.
W końcu, w końcu wraca, zachowuje się, jakby nic się nie stało, po prostu otwiera samochód, otwiera moje drzwi i mówi:
„Są już gotowi, żeby cię przyjąć”.
Jestem bez słowa. Mój makijaż jest rozwalony. Jestem spocona. Mam rozczochrane włosy i jestem prawie pewna, że moja „obrzydliwa sukienka” jest pognieciona do tego stopnia, że nie da się jej naprawić. Ale jestem też w szoku, więc po prostu wysiadam z samochodu i proszę o zwrot telefonu. On mówi, że da mi go później.
W tym momencie myślę, że to musi być jakieś ogromne nieporozumienie. Może jego rodzina naprawdę jest bardzo tradycyjna i spanikował. Może wstydzi się czegoś, o czym nie wiem. Idąc za nim na przyjęcie, dosłownie wymyślam w głowie tysiące wymówek.
Wchodzimy do tego pięknego namiotu z migoczącymi światełkami. Monica wygląda olśniewająco w swojej sukni ślubnej. Raul prowadzi mnie w stronę jej i Stanleya, a ja uśmiecham się najszerzej, jak potrafię, mimo że czuję się jak śmieć.
A potem ostateczna zdrada.
„Hej, siostro, to jest Nadia. To, eee… tylko koleżanka z pracy”.
Tylko przyjaciółka. Osiem miesięcy. To romantyczne spotkanie. Srebrny naszyjnik, który nosiłam. Trzydzieści jeden noclegów u mnie w mieszkaniu. Święta z rodzicami. Wszystko to sprowadzone do „tylko przyjaciółki”.
A potem – wtedy puszcza oko. Puszcza oko do druhny stojącej obok Moniki, która chichocze i odwzajemnia puszcza oko.
Stoję tam, czując się, jakbym znalazła się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, gdzie nic nie ma sensu. Monica wygląda na zdezorientowaną, ale to dosłownie dzień jej ślubu, więc tylko się uśmiecha i mówi:
„Miło mi cię poznać”,
po czym zwraca się do pozostałych gości.
Komentarz „kolega z pracy” powtarza się całą noc, gdy Raul przedstawia mnie krewnym, kuzynom, wujkom, zawsze tym samym dziwnym, lekceważącym tonem, zawsze rozglądając się po sali, jakby szukał kogoś bardziej interesującego. Uśmiecham się. Jestem uprzejma. Mówię wszystko, co trzeba, bo co innego mam zrobić? Zrobić awanturę na czyimś weselu? Krzyczeć, zamknął mnie w samochodzie na dwie godziny przed stołem z tortem?
Piszę to następnego ranka. W końcu odzyskałam telefon, a Raul odwiózł mnie wczoraj wieczorem do mieszkania, udając, że wieczór był wspaniały. Próbował nawet pocałować mnie na dobranoc. Odwróciłam twarz, a on zdawał się nawet nie zauważać, że coś jest nie tak.
Prezent ślubny. Prezent ślubny, na który zbierałam pieniądze przez dwa miesiące, najwyraźniej leży razem z innymi prezentami w domu Moniki i Stanleya. Raul nawet im nie powiedział, że to ode mnie.
Nie spałam. Mój umysł wciąż odtwarza wszystko w pamięci, szukając znaków, które przegapiłam. Czy cały nasz związek był udawany? Czy po prostu byłam dla niego wygodna, dopóki nie pojawiło się coś lepszego? Nie wiem, co teraz robić. Chcę się z nim skonfrontować, ale chcę też być mądra. Część mnie chce skontaktować się bezpośrednio z Moniką i powiedzieć jej wszystko. Część mnie chce po prostu całkowicie go zignorować. Każda rada byłaby pomocna, ponieważ moje gremliny w mózgu pracują na najwyższych obrotach i jestem prawie pewna, że nasz związek właśnie się rozpadł w najgorszy możliwy sposób. Edit: Dziękuję za wszystkie rady. Muszę się chwilę zastanowić, ale dam znać, jak zdecyduję, co zrobić. A do osób pytających, czy to prawda – życzę sobie, żeby nie było.
Pierwsza aktualizacja. Przede wszystkim dziękuję wszystkim, którzy skomentowali mój ostatni post. Dosłownie płakałam, czytając niektóre z waszych wiadomości. Pomogły mi one zrozumieć, że nie przesadzam ani nie wariuję. Internet skierował mnie tutaj po wsparcie, a wy dostarczyliście je ekspresowo. Minęły już 4 dni od katastrofy ślubnej i sytuacja się rozwinęła.
Leave a Comment