Po opublikowaniu posta, przez cały dzień ignorowałam SMS-y Raula. Wysłał swoje zwyczajowe
„Dzień dobry, piękna”
, jakby nie zamknął mnie w samochodzie i nie udawał, że jestem jakąś przypadkową koleżanką z pracy przez całe wesele. Bezczelność tego człowieka jest przytłaczająca. Jakby żył w rzeczywistości, w której logika i przyzwoitość nie mają zastosowania.
Musiałam wszystko przemyśleć, zanim się z nim skonfrontuję, więc zadzwoniłam do pracy, że jestem chora. Plusy pracy zdalnej. Nikt nie wie, czy opuchnięte oczy to przeziębienie, czy kryzys w związku. Ciągle myślałam o tym prezencie ślubnym, który leżał gdzieś w domu Moniki i Stanleya, a oni nie mieli pojęcia, że jest ode mnie. O 1500 dolarach zaoszczędzonych dzięki jedzeniu ramenu na lunch, dodatkowym projektom freelance i rezygnujeniu z moich zwykłych sesji pisarskich w kawiarni. I o wyjątkowej ceremonii parzenia herbaty, której tygodniami szukałam, żeby znaleźć najbardziej autentyczną, a wszystko to w tym pięknym, ręcznie malowanym pudełku.
Mała uwaga, o której nie wspomniałem w pierwszym poście: wcale nie jestem bogaty. Jestem copywriterem, który w niektóre miesiące ledwo zarabia na czynsz. Ten prezent był poświęceniem, bo chciałem, żeby jego rodzina mnie polubiła. Zdecydowanie doskonały osąd z mojej strony.
Spędziłam więc dzień, snując plan. Ale tego wieczoru Raul pojawił się w moim mieszkaniu bez zapowiedzi, z jedzeniem na wynos z mojej ulubionej knajpy, jakby nic się nie stało. Kiedy otworzyłam drzwi, miał czelność spojrzeć ze zdziwieniem na moją ewidentnie płaczącą twarz.
„Co się z tobą dzieje?”
zapytał, wpychając się obok mnie do mieszkania.
Zapytałam go wprost, dlaczego zamknął mnie w samochodzie i przedstawił wszystkim jako zwykłą przyjaciółkę. Słuchajcie, jego wyjaśnienie – nawet nie potrafię go zrozumieć. Powiedział, że jego była była na ślubie. Jedna z druhen, ta puszczająca oko. Niespodzianka, niespodzianka. Podobno spotykali się przez dwa lata, zanim rozstali się około roku temu. Według niego, to ona go rzuciła, a on nie chciał wyjść na nieudacznika, który związał się z kimś mniej imponującym.
Mniej imponujące.
Kiedy zapytałem, co to znaczy, odpowiedział, cytuję dokładnie:
„Wiesz, o co mi chodzi. Gina pochodzi z bogatej rodziny. Jej tata gra w golfa z moim tatą. Ty, cóż, jesteś słodki, ale nie nadajesz się do klubu golfowego”.
Znów się trzęsę, pisząc to.
Potem miał niewiarygodną czelność powiedzieć, że to komplement, bo spotyka się ze mną, mimo mojego statusu społecznego. Że powinnam być wdzięczna, że dostrzega we mnie coś więcej niż tylko moją zwykłą pracę i mieszkanie. Przez cały czas, kiedy to mówi, rozpakowuje jedzenie na moim stoliku kawowym, jakbyśmy mieli zjeść normalną kolację. Byłam w takim szoku, że nawet nie byłam w stanie na niego krzyczeć. To było jak oglądanie filmu przyrodniczego, w którym narrator spokojnie wyjaśnia, jak wąż otwierający paszczę, by pożreć ofiarę dwa razy większą od siebie, jest w rzeczywistości fascynujący.
Zapytałem o prezent ślubny. Wiesz, co powiedział?
„Och, tak. Powiedziałem im, że to ode mnie. Monica była pod wrażeniem. Szczerze mówiąc, to i tak trochę przesada z twojej strony. Mogli pomyśleć, że za bardzo się starasz”.
Wtedy coś we mnie drgnęło. Jakby wszystko nagle wskoczyło na swoje miejsce. Nagle zobaczyłem wszystko tak wyraźnie.
Bardzo spokojnie poprosiłem go, żeby wyszedł.
Wydawał się autentycznie zdezorientowany.
„Czemu jesteś taki wrażliwy? Po prostu jestem szczery. Większość facetów nawet nie zawracałaby sobie głowy kimś takim jak ty”.
Otworzyłam drzwi i po prostu mu to wskazałam. Kiedy zrozumiał, że mówię poważnie, spakował jedzenie, zabrał je ze sobą, tego pasożyta, i wyszedł, mamrocząc pod nosem, że dramatyzuję i że zadzwoni, jak się uspokoję.
W chwili, gdy odszedł, ogarnął mnie dziwny spokój, niczym cisza po burzy, i wiedziałem dokładnie, co muszę zrobić.
Następny dzień spędziłam na researchu, znalazłam Monikę w mediach społecznościowych i dowiedziałam się, że ona i Stanley będą w mieście jeszcze tydzień, zanim wyjadą na mini weekendowy miesiąc miodowy. Ich wielka podróż jest zaplanowana na później. Dowiedziałam się też, gdzie mieszkają rodzice Raula. Wspominał już o tej okolicy. Co ważniejsze, odkryłam, że Monica zamieściła post o jutrzejszej kolacji rodzinnej, aby podziękować wszystkim za przybycie na ślub.
Idealny moment na realizację mojego planu zemsty.
Kolejne trzy dni to była prawdziwa lekcja powściągliwości. Raul pisał dalej, stopniowo przechodząc od zdezorientowania, czy nadal jesteś zdenerwowana, przez irytację, że to milczenie jest dziecinne, po złość, w porządku, bądź szczera, po ugodowość, kochanie, proszę, porozmawiaj ze mną, tęsknię za tobą. Odpisałam tylko na tyle, żeby nie pojawił się znowu w moich drzwiach. Potrzebuję przestrzeni. Wciąż to przetwarzam. Pogadamy później.
W międzyczasie poszedłem do banku i wypłaciłem kolejne 1500 dolarów w gotówce. Ledwo mnie na to stać, ale teraz chodziło o zasadę. Wymieniłem je na jeny w tym specjalistycznym kantorze w centrum miasta. Kupiłem kolejne piękne pudełko. Nie tak ładne jak oryginał, ale wciąż ładne. Udało mi się nawet ponownie zarezerwować tę samą ceremonię parzenia herbaty. W zasadzie odtworzyłem cały prezent ślubny. Wyczyściłem przez to swoje oszczędności, ale niektóre rzeczy są warte więcej niż pieniądze.
Wczoraj była rodzinna kolacja u rodziców Raula. Wiedziałam oczywiście, że nie zostanę zaproszona, ale miałam własne plany. Napisałam do Raula z pytaniem, czy moglibyśmy się spotkać i omówić szczegóły. Od razu się zgodził, zadowolony, że w końcu jestem rozsądna. Zaproponowałam kawiarnię jakieś 15 minut od domu jego rodziców. Dokładnie o 17:00, wiedząc, że rodzinna kolacja jest o 19:00, pojawił się w kawiarni z zadowoloną miną. Ja już tam byłam, siedząc przy stoliku z dwiema kawami i odtworzonym pudełkiem prezentowym obok siebie.
Rozmowa była krótka. Zapytałam, czy rozumie, dlaczego jego zachowanie na ślubie mnie zraniło. Przeprosił mnie trochę, jakby od niechcenia, że ma tyle na głowie, bo była tam jego żona, ale upierał się, że przesadzam. Potem zobaczył pudełko.
„Co to jest?”
„Prezent ślubny dla twojej siostry” – powiedziałam. „Skoro przypisałeś sobie mój pierwotny prezent, zrobiłam drugi”.
On się roześmiał.
„Nie mówisz poważnie. To śmieszne. Co ty chcesz zrobić, wysłać jej to pocztą?”
Uśmiechnęłam się i powiedziałam:
„Nie. Wręczę jej to osobiście teraz”.
Jego twarz. O mój Boże. Krew całkowicie odpłynęła.
„O czym ty mówisz?”
„Wiem o dzisiejszej rodzinnej kolacji” – powiedziałem. „Tym razem wpadnę i przedstawię się porządnie”.
Zaczął panikować, mówiąc, że nie mogę tego zrobić, jego rodzina by nie zrozumiała, że go zawstydzę. Wtedy wypowiedziałem kwestię, którą ćwiczyłem w głowie od dni.
„Nie zamierzam cię zawstydzić, Raul. Już to sobie zrobiłeś. Po prostu powiem prawdę”.
Wstałem, wziąłem prezent i wyszedłem. Szedł za mną, na zmianę grożąc i prosząc, ale wsiadłem do Ubera, zanim zdążył mnie zatrzymać. Gdy samochód odjechał, widziałem, jak gorączkowo dzwoni do kogoś, prawdopodobnie ostrzegając rodzinę, ale było za późno.
Mój Uber wysadził mnie pod domem jego rodziców o 17:45. Wystarczająco wcześnie, żeby nie wszyscy jeszcze byli, ale wystarczająco późno, żeby Monica i Stanley na pewno już byli. Zapukałem do drzwi z prezentem w dłoni, z bijącym mocno sercem.
Drzwi otworzyła kobieta, która mogła być tylko matką Raula. Wyglądała na zdezorientowaną, ale uprzejmą.
„W czym mogę pomóc?”
„Przyszłam odwiedzić Monikę, jeśli będzie wolna” – powiedziałam. „Mam coś dla niej”.
Z wnętrza usłyszałem głos Moniki.
„Kto tam?”.
A potem pojawiła się w drzwiach. Na jej twarzy pojawił się błysk rozpoznania.
„Jesteś tą przyjaciółką ze ślubu”.
Uśmiechnąłem się.
„Właściwie o tym właśnie chciałem z tobą porozmawiać”.
Pani Alvarez zaprosiła mnie do środka, mimo że była zdezorientowana. Dom był piękny. Wszędzie pełno zdjęć. W kuchni trwały przygotowania do obiadu. Stanley pomagał nakrywać do stołu. Starszy mężczyzna, zapewne ojciec Raula, oglądał telewizję w salonie.
Monica zaprowadziła mnie w cichy kąt salonu. Podałem jej pudełko z prezentem.
„To dla ciebie i Stanleya. Gratulacje z okazji ślubu”.
Wyglądała na zaskoczoną, ale wzięła prezent.
„Dziękuję. Ale przepraszam… jak jeszcze raz mówiłaś, że masz na imię?”
„Nadia” – powiedziałem – „i tak naprawdę nie jestem koleżanką Raula z pracy”.
Co się stało później, opowiem w następnej aktualizacji. Ten post jest już bardzo długi, a Raul właśnie pojawił się i zaczął walić w drzwi mojego mieszkania. Muszę się z tym uporać, ale obiecuję, że wkrótce dam znać. Edit: już go nie ma, ale zostawił SMS-a długości powieści. Konsekwencje się zaczęły.
Druga aktualizacja. Okej. Wow. Nadal przetwarzam wszystko, co wydarzyło się wczoraj, ale byliście tak wspierający, że chciałem Was poinformować jak najszybciej.
Więc gdzie ja byłam? No dobrze, siedziałam w salonie rodziców Raula z Moniką, gotowa wyjaśnić, kim naprawdę jestem. Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam jej prawdę: że Raul i ja spotykaliśmy się przez osiem miesięcy, że zamknął mnie w samochodzie podczas jej ceremonii ślubnej, zabrał mi telefon, a potem przedstawiał mnie jako zwykłą przyjaciółkę przez całą noc, flirtując z Giną, byłą druhną.
Twarz Moniki przeszła fascynującą podróż od konsternacji, przez niedowierzanie, po narastającą grozę. Powtarzała:
„Nie. To niemożliwe”.
„A Raul by tego nie zrobił”.
Ale widziałam, że zaczyna mi wierzyć, kiedy wspomniałam o oryginalnym prezencie ślubnym, tym, który Raul przypisał sobie. Jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
„Ten prezent od funduszu japońskiego z ceremonią parzenia herbaty… to była twoja wina?”
Skinęłam głową i wyjaśniłam, jak zbierałam pieniądze przez dwa miesiące, żeby go skompletować. Pokazałam jej zdjęcia z kantoru wymiany walut na telefonie, oryginalne pudełko, które znalazłam w jakimś małym sklepie z rękodziełem, wszystko.
„Nie rozumiem” – powiedziała. „Raul robił tyle szumu wokół tego, ile w to włożył wysiłku. Opowiedział nawet całą historię o zgłębianiu tradycyjnych japońskich zwyczajów, bo wiedział, jak bardzo kochamy anime”.
„To ja” – powiedziałem cicho. „Zrobiłem research. Znalazłem ceremonię parzenia herbaty. Skontaktowałem się nawet z kaligrafem, żeby napisał wasze imiona japońskimi znakami do certyfikatu”.
Spojrzała na nowe pudełko z prezentem, które trzymała w rękach.
Leave a Comment