Mam prawo stawiać granice
Nie jestem święta. I nie zamierzam udawać, że nią jestem.
Nie zamierzam nadstawiać drugiego policzka po wymierzonym we mnie ciosie. Nie zamierzam z pokorą, w ciszy i bez słowa sprzeciwu dawać przyzwolenia na krzywdzenie mnie – ani w imię fałszywego spokoju, ani w imię źle pojętej wyrozumiałości.
To, że jestem wrażliwa, nie oznacza, że jestem naiwna. Wrażliwość nie jest zaproszeniem do nadużyć. To zdolność dostrzegania niuansów, emocji i potrzeb – także własnych. A ja swoje potrzeby zaczynam traktować poważnie.
To, że jestem empatyczna, nie znaczy, że można na mnie „żerować” bez końca. Empatia nie jest nieograniczonym zasobem, z którego inni mogą czerpać bez odpowiedzialności. Jest darem, ale nie jest zobowiązaniem do poświęcania siebie.
Owszem, jestem cierpliwa i kulturalna. Wierzę w rozmowę, w próbę zrozumienia, w dawanie drugiej szansy. Ale gdy sytuacja tego wymaga, potrafię całą swoją kulturę schować głęboko do kieszeni i powiedzieć stanowcze „dość”.
Fakt, że wiele potrafię wytrzymać, nie oznacza, że zniosę w milczeniu wszystko. Wytrzymałość nie jest zgodą na przekraczanie granic. Siła nie jest zgodą na dokładanie mi bezmiaru problemów i trosk tylko dlatego, że „i tak sobie poradzę”.
Bo istnieją granice. I są takie, których nie pozwolę przekroczyć.
Leave a Comment