Poranek na uniwersytecie niósł zapach kredy, zimnej kawy i rutyny, którą wielu myli z normalnością.
Carmen Herrera pchała swój wózek sprzątający głównym korytarzem, a jej zaokrąglony brzuch i zmęczony uśmiech ledwie ukrywały skutki nieprzespanych nocy.
Opanowała sztukę poruszania się w ciszy między akademią a wspomnieniami: biura, które sprzątała, były kiedyś jej światem wykładów, laboratoriów i marzeń.
Każde drzwi, które otwierała, przywoływały splątanie nostalgii i cichej frustracji.
Tego dnia jednak atmosfera była inna: wyczuwalna była krzykliwa, przechwalająca się obecność doktora Sebastiána Vegi, milionera i badacza z większą pewnością siebie niż etyki.
Stał w głównej auli, otoczony studentami śmiejącymi się z jego arogancji. Sebastián trzymał marker z tą samą łatwością, z jaką okazywał pogardę.
Leave a Comment