Sprzedana miliarderowi? Szokująca historia miłości i zdrady
Czarnoskóra kobieta wydana za koreańskiego trylionera na wózku inwalidzkim… a to, co odkryła później, wstrząsnęło wszystkimi.
Solange Coleman zeszła po schodach prywatnego odrzutowca w Seulu w sukni ślubnej, którą zaprojektowała sama. Uznała, że jeśli już ma zostać „sprzedana” do miliardowej dynastii, zrobi to na własnych zasadach. Pan młody czekał w wózku inwalidzkim — niebezpiecznie przystojny, z oczami ciemniejszymi niż rzeka Han o północy.
Park Ji Hun — chłodny spadkobierca imperium, z plotkami o mafijnych powiązaniach w tle. Rok fikcyjnego małżeństwa. Dom pełen wrogów. Anonimowe groźby. A kiedy „poszukiwaczka złota” i złamany dziedzic zaczynają czuć coś naprawdę? Co się stanie, gdy ludzie, którzy go otruli, uznają, że ona jest następna?
Zapnij pasy. To małżeństwo miało wybuchnąć.
Jeśli dopiero dołączasz do tej historii — polub, zasubskrybuj i udostępnij, aby nie przegapić kolejnych rozdziałów. Twoje wsparcie ma znaczenie.
A teraz zanurzmy się w opowieść.
Oferta nie do odrzucenia
Solange stała w swoim niewielkim studiu w Soho, otoczona stojakami z niedokończonymi sukniami i belami jedwabiu, które lśniły jak złamane obietnice. Zawiadomienie o zaległym czynszu wisiało na drzwiach od trzech tygodni. Światło migotało za każdym razem, gdy włączała się klimatyzacja.
Telefon znów zawibrował — kolejna firma windykacyjna. Miała dwadzieścia osiem lat i czuła, że wszystko, na co pracowała, rozpada się na jej oczach.
Matka weszła do środka w eleganckim kościelnym płaszczu, choć był środek tygodnia. W jej spojrzeniu czaił się strach.
Ojciec Solange zadłużył rodzinę na miliony. Dom, emerytura matki, firma Solange — wszystko było zagrożone. A wtedy pojawiła się „oferta”.
Koperta z logo PARK GLOBAL HOLDINGS była ciężka, kremowa, opieczętowana złotem. Warunki były brutalnie jasne: rok małżeństwa, publiczne wystąpienia, pełna dyskrecja. W zamian — spłata długów, inwestycja w markę Solange, bezpieczeństwo rodziny.
Brak obowiązku dzieci. Brak wymuszonej intymności.
Ale jedno zdanie mroziło krew: niewywiązanie się z umowy oznaczało natychmiastową egzekucję wszystkich zobowiązań finansowych rodziny Coleman.
— To handel ludźmi, tylko na droższym papierze — powiedziała Solange.
— To przetrwanie — odpowiedziała matka.
Trzy dni później Solange siedziała w prywatnym odrzutowcu do Seulu, ubrana w kremową suknię z jedwabiu, którą uszyła sama. Jeśli miała zostać pionkiem, przynajmniej miała wyglądać jak królowa.
Leave a Comment