Małżeństwo jak kontrakt
Rezydencja rodziny Park wznosiła się na prywatnym wzgórzu w Gangnam — czarny marmur, ochrona, monumentalna architektura. Madame Park Sujin przywitała ją uprzejmym, lodowatym uśmiechem.
Ceremonia odbyła się w ogrodzie pod baldachimem białych orchidei. Dwieście osób z elity biznesowej obserwowało każdy ruch. Ji Hun siedział w czarnym wózku, który bardziej przypominał tron niż sprzęt medyczny.
Przysięgi brzmiały jak zapis umowy. Obrączki wsunięto na palce. Jeden fotograf dokumentował „idealny sojusz”.
— To kontrakt. Nic więcej — powiedział Ji Hun później w apartamencie.
Solange uniosła podbródek.
— Zgoda.
Pierwszy tydzień był jak życie w muzeum. Rytuały, cisza, obserwujące spojrzenia służby. A potem przypadkowe odkrycie w jego gabinecie.
Dokumentacja medyczna. Wyniki badań. Jedno słowo powtarzało się w raportach: tal.
To nie był wypadek. To była próba zabójstwa.
— Kto to zrobił? — zapytała.
— Ktoś z wewnątrz — odpowiedział.
Między nimi zaczęła rodzić się więź — najpierw nieufna, później coraz bardziej prawdziwa. Gdy pocałowali się po raz pierwszy w jego gabinecie, cisza była głośniejsza niż wszystkie przysięgi.
A potem pojawiły się groźby.
Anonimowe wiadomości. Włamanie do rezydencji. Czarna rękawiczka zostawiona jak podpis.
Ktoś obserwował każdy ich krok.
Zdrada i rozstanie
Kiedy fałszywe dokumenty finansowe zaczęły wskazywać Solange jako sprawczynię defraudacji, zarząd firmy zażądał jej usunięcia. Mina, siostra Ji Huna, grała swoją grę.
Solange poczuła, że traci grunt pod nogami.
— Kocham cię — powiedział Ji Hun w chwili, gdy wszystko się rozpadało.
— Jestem w ciąży — wyszeptała.
Wyjechała do Nowego Jorku, by odzyskać siebie.
Leave a Comment