Rozdział 4: Konfrontacja w siedzibie korporacji.
Tydzień później Jonathan, Blake i Cynthia siedzieli w luksusowym biurze korporacji nieruchomości, podpisując ostatnie dokumenty. Z radością dzielili się ciężko zarobionymi pieniędzmi rodziców.
Drzwi otworzyły się gwałtownie. Wszedłem, wyprostowany, w znoszonym garniturze, ale z płonącymi oczami. Za mną podążał Henry i liczna ekipa prawników.
„Tato? Co ty tu robisz? Już zabraliśmy mamę i tatę do domu opieki!” – wykrzyknęła Cynthia z twarzą pełną niezadowolenia.
Położyłem starą walizkę na drogim, hebanowym biurku. „Jesteś mądry, tato”.
„Jestem tu, żeby prosić was, dzieciaki, o pieniądze. Jestem tu, żeby wypełnić wolę dziadka”.
Henry zrobił krok naprzód, otwierając stos dokumentów. „Panie i panowie, zgodnie z Ustawą o Złożach Mineralnych Stanu Montana, wasza własność gruntu jest legalna. Prawo do wydobywania minerałów spod farmy należy jednak do posiadacza certyfikatów znajdujących się w tej teczce. A zgodnie ze wstępnymi badaniami geologicznymi, które przeprowadziliśmy wczoraj… ta farma znajduje się na jednej z największych żył neodymu w Stanach Zjednoczonych”.
Twarze moich trojga dzieci zmieniły się diametralnie. Od zaskoczenia, przez przerażenie, aż w końcu zawrzała w nich chciwość.
„Więc… więc to znaczy, że jesteśmy bogaci?!” krzyknął Blake, zamierzając rzucić się do przodu i mnie przytulić.
Cofnęłam się o krok, a mój uśmiech zniknął. „Nie, Blake. Nie jesteśmy bogaci. Tylko twój ojciec i ja jesteśmy właścicielami”. A zgodnie z nakazem wstrzymania wykonania wyroku, który właśnie złożyliśmy w sądzie, sprzedaż ziemi jest nielegalna, ponieważ dzieci celowo ukryły nasz stan zdrowia psychicznego, aby przejąć nieruchomość. „Cała transakcja jest anulowana”.
Rozdział 5: Wyrok samotności
Spółka zajmująca się obrotem nieruchomościami, zdając sobie sprawę, że jest uwikłana w potężny proces sądowy i ma do czynienia z żyłą mineralną, której nie ma prawa ruszać, natychmiast się wycofała i zażądała od moich trojga dzieci odszkodowania za niewykorzystany kontrakt.
Jonathan, Blake i Cynthia nie tylko stracili wszystkie pieniądze ze sprzedaży domu, ale również stanęli w obliczu ogromnych długów i ryzyka kary więzienia za oszukiwanie osób starszych.
„Tato… nie możesz tego zrobić!” Jonathan uklęknął i złapał mnie za spodnie. „Jesteśmy twoją krwią i kością!”
Spojrzałem na mojego najstarszego syna, który porzucił rodziców na poboczu drogi bez słowa pożegnania. Pamiętałem kłujący pył w oczach i szloch Marty w świetle księżyca.
„Rodzina nie sprzedaje domu rodziców, żeby kupić mieszkanie w Seattle, Jonathanie” – powiedziałem głosem zimnym jak zimowy śnieg Montany. „Rodzina też nie porzuca rodziców z kulawą kozą na poboczu drogi”. Czy dzieci chcą ciszy? Więc teraz ciesz się ciszą ze strony prawnika twojego ojca.
Leave a Comment