Moja córka powiedziała na urodziny: „Najlepszym prezentem będzie kosmos”.

Moja córka powiedziała na urodziny: „Najlepszym prezentem będzie kosmos”.

Lato nadeszło z eksplozją ciepła i kolorów. Mój ogród rozkwitł, podobnie jak moja sztuka.

Prowadzenie warsztatów dla początkujących przyniosło mi nieoczekiwaną radość, gdy obserwowałem, jak starsi dorośli odkrywają lub na nowo odkrywają twórczą ekspresję.

Niektórzy z nich byli początkowo nieufni, przepraszając za amatorskie wysiłki, ale ja rozpoznałem w ich oczach głód, to samo pragnienie samoekspresji, które obudziło się we mnie.

Zapomnijcie o perfekcji – powiedziałem im pierwszego dnia.

Szukaj kontaktu ze sobą, z tym co widzisz i z tym co czujesz.

technika przyjdzie sama.

W trzecim tygodniu atmosfera zmieniła się z niepewnej na entuzjastyczną.

Phyllis, 70-letnia była księgowa, odkryła w sobie talent do tworzenia odważnych, ekspresjonistycznych pejzaży.

Walter, wdowiec i rowerzysta, tak jak ja, znajdował ukojenie w misternych martwych naturach przedstawiających zwykłe przedmioty: okulary do czytania jego zmarłej żony, zużytą rękawicę baseballową i klucze na wieszaku.

Stworzyliście tu bezpieczną przestrzeń – powiedział mi dyrektor programu po obserwacji zajęć.

Ufają ci.

Zaufanie.

To był prezent, którego nie potraktowałem lekko.

Kiedy Clare wróciła z Nowego Meksyku we wrześniu, opalona pustynnym słońcem i pełna nowych pomysłów, nalegała, żeby zobaczyć moje najnowsze dzieło.

„Dorothy Wilson” – wykrzyknęła, oglądając obrazy w moim studio w werandzie.

„Znalazłeś swój głos”.

„Naprawdę?” – zapytałem zaskoczony jej oceną.

Absolutnie.

Twoja praca ma teraz wyjątkową jakość.

Ta gra światła i cienia, sposób w jaki przedstawiasz dłonie, to wszystko jest niewątpliwie twoje.

Jej słowa towarzyszyły mi podczas przygotowań do mojej największej wystawy.

Wystawa specjalna w Fairview Community Gallery w październiku. 20 prac, wszystkie ukończone w ciągu ostatniego roku, będzie eksponowanych przez 3 tygodnie.

Dyrektor galerii zaproponował temat: widoczne portrety kobiet po 60. roku życia.

Spędziłam miesiące nad kolekcją, malując kobiety z mojej społeczności, panią Langley w jej ogrodzie, Elaine z mojego klubu książki z jej ukochaną wiolonczelą, Phyllis z moich zajęć plastycznych, dłonie pokryte żywą farbą. Moją siostrę Marge, z twarzą pomarszczoną, ale groźną, trenującą do swojego 10. maratonu w wieku 68 lat.

Każdy portret uchwycił nie tylko podobieństwo, ale i w pełni przeżyte życie.

Kobieta, która nie chciała zniknąć pomimo upływu lat.

Tydzień przed wystawą odwiedził mnie niespodziewany gość. Elegancki czarny samochód zajechał na mój podjazd, a z niego wyszła młoda kobieta w szytym na miarę garniturze.

Przedstawiła się jako Vanessa Morgan, dyrektorka Westfield Art Center w mieście.

Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko niezapowiedzianej wizycie – powiedziała.

Widziałam Twoje prace na małej wystawie w zeszłym miesiącu i chciałam z Tobą porozmawiać bezpośrednio.

Przy herbacie w mojej kuchni opowiedziała mi, że Westfield planuje specjalną wystawę z okazji Miesiąca Historii Kobiet zatytułowaną „Późno rozkwitające, artystki, które zaczęły po 50.”

Chcielibyśmy pokazać twoje prace, powiedziała, a konkretnie portrety starszych kobiet. Są niezwykłe, bez zbędnych ozdób, ale pełne głębokiego współczucia.

O mało nie upuściłem filiżanki. Westfield nie było galerią społecznościową. To było prestiżowe regionalne centrum sztuki, w którym wystawiali się uznani artyści.

Jestem zaszczycony – wyjąkałem.

Ale jestem w tym temacie nowicjuszem, w dużej mierze uczę się sam.

Vanessa się uśmiechnęła.

To właśnie nas interesuje.

Twoja praca ma w sobie autentyczność, którą czasem można przyćmić formalnym szkoleniem.

Widzisz, te kobiety naprawdę to dostrzegają.

Zostawiła mi swoją wizytówkę z prośbą o rozważenie możliwości skorzystania z jej usług.

Po jej odejściu siedziałem w ogrodzie, przytłoczony możliwościami, które się przede mną otwierały.

Gdyby ktoś powiedział mi 3 lata temu, że będę brała pod uwagę prestiżową wystawę, pomyślałabym, że ma urojenia.

A jednak tu byłem.

Tego wieczoru zadzwoniłem do Catherine, żeby podzielić się z nią tą nowiną.

„Mamo, to niesamowite!” – wykrzyknęła z autentycznym entuzjazmem.

Westfield to wielka sprawa.

Emma i ja odwiedziliśmy to miejsce na wycieczce szkolnej w zeszłym roku.

Przyznałem, że nie jestem pewien, czy jestem gotowy na coś tak widocznego.

Czyż nie o to właśnie chodzi?

Catherine zapytała cicho.

Być znów widocznym.

Jej spostrzeżenia mnie zaskoczyły.

Tak, powiedziałem po chwili.

Tak, sądzę, że tak.

W takim razie musisz to zrobić – powiedziała stanowczo.

I my wszyscy będziemy tam w noc otwarcia.

Wieczór otwarcia mojej galerii społecznościowej był rześki i czysty. Miałam na sobie ciemnoniebieską sukienkę, która podkreślała moje oczy, i srebrny naszyjnik, który Robert dał mi z okazji naszej 25. rocznicy ślubu.

Pani Langley nalegała, żeby zawieźć nas oboje, mimo moich zapewnień, że dam radę.

Nonsens.

Stwierdziła, że ​​artyści nie powinni musieć martwić się o parkowanie w swój wielki wieczór.

Kiedy dotarliśmy, galeria była już zatłoczona.

Clare przywitała mnie ciepłym uściskiem, gotowa zabłysnąć.

Skinęłam głową, mimo że w brzuchu miałam motyle.

Rozejrzałem się po pokoju, dostrzegając znajome twarze: moich uczniów z klasy artystycznej, sąsiadów, przyjaciół z klubu książki.

A potem, w środkowej części galerii, stali Catherine, James i dzieci, wszyscy ubrani w swoje najlepsze ubrania.

Emma podbiegła i mocno mnie przytuliła.

Babciu, to jest takie fajne.

Wszyscy mówią o twoich obrazach.

Noah, wyglądając na nieswojo w koszuli zapinanej na guziki, dodał:

„Tak, jest też jakiś wymyślny ser.”

Zaśmiałam się, wdzięczna za jego uspokajającą obecność.

Dyrektor galerii stuknął kieliszkiem, aby przyciągnąć moją uwagę, i wygłosił krótkie wprowadzenie, w którym elokwentnie opowiedział o temacie widoczności i mojej drodze jako artysty.

Następnie poprosiła mnie o wygłoszenie krótkiego przemówienia.

Stojąc przed tłumem, poczułem na chwilę panikę.

Ale potem spojrzałem na obrazy, które wisiały na ścianach.

Wszystkie te kobiety, które zaufały mi i pozwoliły mi zobaczyć je, ukazać ich siłę i kruchość na płótnie.

Byłem im winien odwagę.

3 lata temu zacząłem.

Powiedziano mi, że najlepszym prezentem, jaki mogę dać, będzie zniknięcie.

Był to druzgocący moment, ale także sygnał ostrzegawczy.

Spojrzałem na Catherine, która skinęła mi głową, by mnie zachęcić.

Zdałem sobie sprawę, że znikałem już od lat, stawałem się mniejszy, cichszy, mniej wymagający, mniej widoczny.

Te obrazy są moją odpowiedzią na to pytanie.

Nie tylko moja niechęć do zniknięcia, ale także moje oddawanie czci kobietom, które pozostają żywo obecne w szóstej, siódmej, ósmej dekadzie życia i dalej.

Wśród tłumu rozległ się pomruk uznania.

Każda z obecnych tu kobiet – kontynuowałem, wskazując na portrety – nauczyła mnie czegoś o odporności, o gejach, o walce o miejsce w świecie, który często nie zwraca na nas uwagi, gdy się starzejemy.

Pokazali mi, że życie nie maleje z upływem lat.

Pogłębia się, staje się bogatsze, bardziej złożone.

Gdy mówiłem, zauważyłem na końcu sali wysoką, elegancką kobietę, Vanessę Morgan z Westfield, która przykuła moją uwagę i uśmiechnęła się z aprobatą.

„Więc ta wystawa nie jest tylko po to, żeby inni ją obejrzeli”.

Podsumowałem.

Chodzi o dostrzeżenie siebie, swojej wartości, swojego piękna, naszego trwałego prawa do zajmowania miejsca na tym świecie.

Dziękuję wam wszystkim, że byliście tego dziś wieczorem świadkami.

Oklaski były ciepłe i długie.

Kiedy ludzie podchodzili, by bliżej przyjrzeć się obrazom, otoczył mnie tłum życzliwych ludzi.

Wieczór minął nam na rozmowach.

Gratulacje.

Ku mojemu zdumieniu, obok kilku elementów pojawiły się czerwone kropki.

Pod koniec nocy Vanessa podeszła do mnie.

To było piękne przemówienie, Dorothy, i jestem jeszcze bardziej przekonany, że powinnaś być na naszej wystawie.

Zdecydowałeś się już?

Rozejrzałem się po galerii, spojrzałem na swoją pracę, na ludzi, którzy się nią zajmowali, na społeczność, która utworzyła się wokół tego aktu tworzenia i świadczenia.

Tak, powiedziałem stanowczo.

Byłoby dla mnie zaszczytem wziąć udział.

Później, gdy tłum się przerzedził, Catherine znalazła mnie siedzącego na ławce i korzystającego z chwili ciszy.

„Jestem z ciebie taka dumna, mamo” – powiedziała, siadając obok mnie.

„Dziękuję” – odpowiedziałem, uświadamiając sobie, jak długo czekałem na usłyszenie od niej tych słów.

Myślałem o tym, co powiedziałeś o zniknięciu.

„Dopiero dziś wieczorem zrozumiałem, o co cię proszę”.

Wyciągnęła do mnie rękę.

“Przepraszam.”

„Wiem” – powiedziałem, delikatnie ściskając jej palce.

Siedzieliśmy w komfortowej ciszy, obserwując, jak James pomagał pracownikom galerii ostrożnie pakować sprzedany obraz dla nowego właściciela.

Życie jest zabawne, prawda?

Katarzyna zamyśliła się.

Trzy lata temu wszystko się rozpadło.

Ale spójrz, co wyrosło z gruzów.

Skinęłam głową, myśląc o wszystkich nieoczekiwanych darach, które pojawiły się w tym bolesnym czasie. O odkrytej na nowo pasji do sztuki, nowych przyjaźniach, silniejszym poczuciu własnej wartości i, tak, nawet o tej powoli odbudowującej się relacji z córką.

„Czy żałujesz czegokolwiek?” – zapytała niepewnie Katherine.

Zastanowiłem się nad tym pytaniem.

Żałuję bólu, jaki sobie nawzajem zadaliśmy – powiedziałem w końcu.

Ale nie żałuję, że odnalazłam siebie na nowo.

Nie sądzę, żebym mógł to zrobić bez przekroczenia punktu krytycznego.

Catherine zamyśliła się i skinęła głową.

Ja też nie.

Następnego ranka obudziłam się wcześnie i zrobiłam sobie herbatę. Zaniosłam ją do ogrodu, który teraz był już muśnięty jesienną złotą barwą. Kwiaty więdły, ale wciąż były piękne w swojej sezonowej przemianie.

Rozmyślałem o drodze, jaką przebyłem w ciągu ostatnich 3 lat – od niewidzialności do rozpoznania, od porzucenia siebie do odkrycia siebie.

Nie było łatwo.

Były dni zwątpienia, samotności, zastanawiania się, czy podjęłam właściwe decyzje.

Ale siedzę w ogrodzie, a poranne słońce ogrzewa mi twarz.

Wiedziałem z absolutną pewnością, że mam,

mój telefon zadzwonił, a na ekranie pojawiła się wiadomość od Emmy.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
back to top