Kiedy skończyłem, miałem skurcze ręki i twarz mokrą od łez.
Przeczytałem to co napisałem kiedyś.
Potem wyniosłem kartki na zewnątrz, do ogniska. Zapaliłem je zapałką i patrzyłem, jak papier zwija się i czernieje, a słowa zamieniają się w popiół.
Miałem wrażenie, jakbym uwolnił się od czegoś, co trzymałem zbyt kurczowo przez długi czas.
Kiedy ostatni kawałek się wypalił, wróciłam do środka, umyłam twarz i poczułam się lżejsza niż od lat.
Sześć miesięcy po podróży do Kalifornii byliśmy już w zupełnie innym miejscu niż to, z którego zaczynaliśmy.
Regularna terapia i leki pomagały mu radzić sobie z zespołem stresu pourazowego (PTSD), co łagodziło koszmary senne i stany lękowe.
Odbudowałam swoją zdolność do zaufania dzięki konsekwentnej pracy z Gage’em — nauczyłam się rozpoznawać, kiedy moja przeszłość przemawiała, a kiedy coś było naprawdę nie tak.
Nadal mieliśmy trudne dni. Jego smutek wciąż nachodził nas niespodziewanie. Moje niepewności wciąż od czasu do czasu dawały o sobie znać.
Nadal zdarzały się sytuacje, które nas zaskakiwały, momenty, w których wracaliśmy do starych schematów.
Ale teraz stawiliśmy czoła tym chwilom razem – z uczciwością i współczuciem, a nie ze strachem i podejrzliwością.
Kiedy miał złą noc, mówił mi o tym zamiast się wycofywać.
Gdy odczuwałam niepokój, dawałam mu o tym znać, zamiast pozwolić mu narastać.
Budowaliśmy coś prawdziwego na fundamencie wspólnej wrażliwości i wzajemnego uzdrawiania – każde z nas wykonywało swoją indywidualną pracę, a jednocześnie wspierało się nawzajem.
Nie było idealnie. Nie było łatwo.
Ale to było uczciwe.
A po tym wszystkim, przez co przeszliśmy, szczerość wydawała się wystarczająca.
Dobrze. To wszystko, co mam na dziś. Dziękuję, że pozwoliłeś mi podzielić się z Tobą tą chwilą.
Leave a Comment