Fałszywa diagnoza.
Reakcja Marka.
Rozmowy, które podsłuchałem.
Spisek mający na celu zabójstwo pracownika szpitala.
Długi hazardowe.
Rzeczoznawcy.
Wszystko.
Sarah robiła notatki na tablecie, od czasu do czasu kiwając głową.
Kiedy skończyłem, spojrzała w górę.
„To poważniejsze, niż myślałem. Nie mówimy tu tylko o chciwości, panno Helen. Mówimy o spisku mającym na celu popełnienie morderstwa. To kara więzienia”.
„Chcę, żeby zapłacili” – powiedziałem stanowczo. „Chcę, żeby ponieśli konsekwencje każdej okropnej rzeczy, którą zaplanowali”.
„I tak się stanie” – powiedziała Sarah – „ale musimy zgromadzić solidne dowody. Rozmowy, które podsłuchałeś, są cenne, ale potrzebujemy nagrań, dokumentów, dowodów rzeczowych”.
„Brenda jutro instaluje kamery.”
„Doskonale. Ale możemy zrobić więcej.”
Sarah wyciągnęła kilka dokumentów z teczki.
„Musimy zmienić twój obecny testament i fundusz powierniczy. Kto jest głównym beneficjentem?”
„Mark. Wszystko jest w jego imieniu. Uważałem, że to właściwa decyzja. To mój jedyny syn”.
„Już nie” – powiedziała bez wahania. „Dziś wieczorem sporządzimy nowy testament i fundusz powierniczy – taki, którego Mark i Rachel nie zobaczą, dopóki nie będzie za późno”.
Poświęciliśmy dwie godziny na pracę nad dokumentami. Sarah była skrupulatna, wyjaśniając każdy punkt, każde zabezpieczenie.
W nowym testamencie głównym beneficjentem został mój brat Michael, mieszkający w Oregonie, ustanowiono fundację na rzecz kilku organizacji charytatywnych wspierających weteranów, a Markowi zapisano minimalną kwotę pięćdziesięciu tysięcy dolarów — minimum prawne — aby nie mógł podważyć dokumentu, powołując się na nieumyślne pominięcie.
„Będziemy potrzebować świadków do podpisania umowy” – powiedziała Sarah. „Brenda może być jedną z nich. Potrzebujemy dwóch, najlepiej osób, które nie mają żadnego interesu w twoim majątku”.
„Doktor Henry” – powiedziałem. „On może być drugi”.
„Doskonale. Skontaktuję się z nimi jutro, żeby przyszli i podpisali. Tymczasem ten dokument pozostaje pod moją wyłączną opieką. Mark nie dowie się o jego istnieniu, dopóki nie zdecydujemy się go ujawnić”.
Podpisałam nowy testament drżącą ręką – nie ze słabości, a ze wzruszenia.
To był mój pierwszy prawdziwy cios w Marka.
Pierwszy element układanki wskakuje na swoje miejsce.
„Teraz” – kontynuowała Sarah – „muszę dać mi dostęp do waszych kont bankowych, waszych nieruchomości – do wszystkiego. Przeprowadzę pełny audyt. Jeśli Mark kradł, a podejrzewam, że tak, znajdę każdy grosz”.
Dałem jej wszystkie numery kont, wszystkie hasła i wszystkie dokumenty, które trzymałem w moim prywatnym sejfie depozytowym.
Sarah pracowała szybko, robiąc zdjęcia wszystkiego telefonem.
„Jeszcze jedno” – powiedziała przed wyjściem. „Musisz dalej udawać. Nadal być umierającą, ufną matką. Każdy dzień, w którym myślą, że wygrywają, to kolejny dzień, w którym musimy zebrać dowody”.
„Mogę to zrobić” – powiedziałam. „Jestem lepszą aktorką, niż im się wydaje”.
Sarah uśmiechnęła się po raz pierwszy.
„Wiem. Sam fakt, że planujesz to, podczas gdy oni myślą, że umierasz, mówi mi, że jesteś niezwykłą kobietą, panno Helen.”
Kiedy wyszła po drugiej w nocy, poczułem coś, czego nie czułem od wielu dni.
Mieć nadzieję.
Kontrola.
Moc.
Mark i Rachel wrócili o trzeciej – pijani i głośni. Słyszałem, jak potykają się na schodach, śmiejąc się jak nastolatki.
„Wygrałem dwa tysiące” – mówił Mark. „Dwa tysiące cholernych dolarów w jedną noc. To znak”.
„Tak” – odpowiedziała Rachel. „Sytuacja się dla nas zmienia. W końcu dostaniemy to, na co zasługujemy”.
Poszli do swojej sypialni, znajdującej się po drugiej stronie korytarza od mojej, i kontynuowali rozmowę.
Podgłośniłem interkom.
„Kiedy przyjdzie rzeczoznawca?” zapytał Mark.
„Jutro o dziesiątej. Kazałem mu wejść tylnymi drzwiami, żeby był dyskretny. Twoja matka nie może go zobaczyć”.
„Idealnie. I papiery transferowe.”
„Mam je gotowe. Potrzebujemy tylko jej podpisu.”
„Nawet jeśli jest słaba, nawet jeśli ledwo umie pisać, wystarczy znak. Mój kuzyn – notariusz – już wie, co robić. Zapłacimy mu pięć tysięcy, żeby przymknął na to oko”.
„A co jeśli odmówi podpisania?”
Zapadła cisza.
Wtedy Rachel powiedziała coś, co pozbawiło mnie tchu.
„Wtedy Frank wykona swoją pracę przed terminem. Tak czy inaczej, za maksymalnie cztery dni nie będzie już problemem”.
„Podoba mi się twój sposób myślenia” – zaśmiał się Mark.
Nagrałem każde słowo na swoim telefonie.
Każde cholerne słowo.
Następnego dnia Brenda przyszła wcześnie z torbą z zakupami, której nikt nie sprawdził. W środku znajdowały się trzy maleńkie aparaty – wielkości guzika, z połączeniem Wi-Fi bezpośrednio do aplikacji w moim telefonie.
„Gdzie mam je zainstalować?” – wyszeptała.
„W głównym salonie, gdzie siedzą i rozmawiają” – powiedziałem. „Jedną włóż do kompozycji kwiatowej na kominku. Drugą w gabinecie za książkami na półce. A trzecią w jadalni – schowaj pod wiszącym żyrandolem”.
Brenda pracowała szybko i cicho, podczas gdy Mark i Rachel jedli śniadanie na tarasie.
W ciągu dwudziestu minut wszystkie trzy kamery zostały zainstalowane i uruchomione.
Sprawdziłem aplikację na swoim telefonie.
Obrazy były wyraźne.
Dźwięk był idealny.
„Świetna robota, Brenda.”
„Żeby pani służyć, panno Helen” – wyszeptała. „Te dwie nie wiedzą, z kim zadarły”.
Punktualnie o dziesiątej – dokładnie tak, jak zapowiedziała Rachel – przybył rzeczoznawca. Mężczyzna po pięćdziesiątce z teczką i profesjonalnym aparatem fotograficznym.
Mark wprowadził go przez drzwi ogrodowe.
Z mojego pokoju, przez kamery, obserwowałem, jak przemieszczają się po moim domu niczym sępy.
Rzeczoznawca zrobił zdjęcia, zrobił notatki, wycenił każdy mebel, każde dzieło sztuki, każdy szczegół.
„Ta lampa to antyczny Tiffany” – powiedział, wskazując na kryształowy żyrandol w jadalni, który kupiłem w Nowym Jorku. „Jest wart co najmniej pięćdziesiąt tysięcy”.
„A co z pianinem?” zapytała Rachel.
„To oryginalny Steinway. Sto tysięcy, spokojnie.”
Mark uśmiechnął się, sumując liczby.
„Ile w sumie za całe wyposażenie domu? Nie licząc samego domu.”
„Mówimy o około czterystu tysiącach w meblach, dziełach sztuki i przedmiotach.”
„Niesamowite” – wyszeptała Rachel. „To więcej, niż myślałam”.
„Kiedy możemy rozpocząć sprzedaż?” zapytał Mark.
Rzeczoznawca spojrzał na niego z pewnym zakłopotaniem. „Czy twoja matka się na to zgadza?”
„Moja matka jest bardzo chora” – powiedział gładko Mark. „Zostało jej kilka dni. Dała mi pełne upoważnienie do zajmowania się jej sprawami”.
Kłamstwo wyszło z jego ust tak naturalnie.
„Rozumiem” – powiedział rzeczoznawca. „Cóż, będę potrzebował dokumentów prawnych potwierdzających to upoważnienie”.
„Wkrótce je otrzymamy” – zapewnił go Mark.
Nagrywałam wszystko – każde słowo, każdy gest, każde spojrzenie Marka i Rachel.
Po wyjściu rzeczoznawcy przyszli do mojego pokoju z papierami w rękach i fałszywymi uśmiechami na twarzach.
„Mamo, nie śpisz” – powiedział Mark z mdłą słodyczą. „Musisz podpisać te papiery. To dla ubezpieczenia zdrowotnego, żebyśmy mogli bez problemu opłacić twoje leczenie”.
Przejrzałem dokumenty.
Były to przeniesienia własności — dokumenty, które dawały im całkowitą kontrolę nad moim majątkiem.
„Źle widzę” – mruknęłam. „Litery są rozmazane”.
„Nieważne, mamo. Po prostu podpisz tutaj”. Mark włożył mi długopis do ręki.
Pozwoliłem, aby moja ręka drżała przesadnie.
„Nie mogę, synu. To za bardzo boli.”
„Jutro, proszę.”
Zobaczyłem frustrację w jego oczach, ale skinął głową.
„Wszystko w porządku, mamo. Jutro.”
Kiedy wyszli, słyszałem ich na korytarzu.
„Robi się coraz trudniej” – warknął Mark. „Zadzwoń do Franka. Niech przyjdzie dziś wieczorem. Mam już dość czekania”.
Moje serce waliło.
Chcieli mnie dziś wieczorem zabić.
Natychmiast zadzwoniłem do Sary.
„Musisz teraz przyjechać – z policją, jeśli to możliwe. Będą dziś wieczorem próbować czegoś nowego”.
„Proszę się uspokoić, panno Helen” – powiedziała Sarah. „Już się tego spodziewałam. Współpracuję z prywatnym detektywem. Monitorujemy Franka – pracownika szpitala. Mamy nagrania, na których Mark oferuje mu pieniądze. Zostanie dziś aresztowany”.
“Dzisiaj?”
„Za dwie godziny. A kiedy to nastąpi, Mark będzie bardzo zdenerwowany. Wtedy popełniają błędy. Wtedy zdobędziemy więcej dowodów”.
Rozłączyłam się, czując mieszankę strachu i satysfakcji.
Pułapka się zamykała.
Ale czegoś nadal brakowało.
Potrzebowałem jeszcze więcej, żeby ich całkowicie zniszczyć.
Tego popołudnia przyszedł doktor Henry, aby przeprowadzić rutynowe badanie.
Diagnoza, jaką usłyszał Mark, była druzgocąca.
„Stan pani Helen gwałtownie się pogarsza. Jej parametry życiowe są słabe. Szacuję, że zostało jej maksymalnie trzy dni życia”.
Mark próbował wyglądać na smutnego, ale dostrzegłam ulgę na jego twarzy.
Trzy dni, pomyślał.
Trzy dni do końca jego świata, pomyślałem.
O szóstej wieczorem mój telefon zawibrował, przynosząc wiadomość, która napełniła mnie satysfakcją.
Sarah wysłała mi wiadomość:
Frank aresztowany. Przyznał się do wszystkiego. Wspomniał imię Marka. Policja chce porozmawiać z twoim synem.
Uśmiechnęłam się, leżąc w łóżku.
Pierwsza kostka domina właśnie upadła.
Godzinę później dwóch detektywów zapukało do moich drzwi. Z mojego pokoju, przez kamery, obserwowałem Marka otwierającego je z pewnym siebie wyrazem twarzy, który zmienił się w panikę, gdy zobaczył policyjne odznaki.
„Mark Harrison?” zapytał jeden z detektywów.
„Tak” – powiedział Mark. „To ja. Co się dzieje?”
„Musimy zadać ci kilka pytań o Franka Herrerę. Znasz go?”
Obserwowałem, jak twarz Marka traci kolor.
„Jaki Frank? Nie, to imię nie brzmi znajomo.”
„To dziwne” – powiedział spokojnie detektyw. „Mówi, że zaoferowałeś mu pięćdziesiąt tysięcy dolarów za przyspieszenie śmierci swojej matki, która jest chora i przebywa w tym domu”.
Rachel pojawiła się za Markiem, z szeroko otwartymi oczami.
„To śmieszne” – powiedziała szybko. „Mój mąż nigdy by czegoś takiego nie zrobił”.
„Mamy nagrania.”
„Frank był mądrzejszy, niż myślał twój mąż” – dodała Rachel, ale głos jej się załamał, gdy tylko wypowiedział te słowa.
Mark się zająknął. „Ja… to kłamstwo. Frank kłamie. Pewnie chce pieniędzy. On coś zmyśla.”
„Więc całkowicie zaprzeczasz, że go znasz?” – naciskał detektyw.
„Tak. Całkowicie temu zaprzeczam.”
Detektyw powoli skinął głową.
„Ciekawe, bo mamy zapisy połączeń telefonicznych pokazujące siedemnaście połączeń między twoim numerem a Frankiem w ciągu ostatnich dwóch tygodni. A także kilka dość drastycznych SMS-ów.”
Mark się pocił.
„Chcę porozmawiać z prawnikiem.”
„Możesz to zrobić” – powiedział detektyw – „ale wiedz, że prowadzimy śledztwo w sprawie usiłowania zabójstwa. Jeśli masz nam coś do powiedzenia, teraz jest na to czas”.
„Nie mam nic do powiedzenia bez mojego prawnika”.
Detektywi odeszli, ale zostawili wizytówkę.
„Będziemy w kontakcie, panie Harrison. Proszę nie opuszczać stanu”.
Mark eksplodował, gdy tylko drzwi się zamknęły.
„Cholera, Frank. Ten idiota mnie zdradził.”
Rachel chodziła tam i z powrotem, histeryzując.
„Aresztują nas, Mark. Wsadzą nas do więzienia. Co mamy zrobić?”
„Uspokój się. Nie mają prawdziwych dowodów – tylko słowa zdesperowanego sanitariusza. Każdy dobry prawnik potrafi to obalić w sądzie”.
„A co jeśli twoja matka się dowie?” wyszeptała Rachel.
Mark zamyślił się. „Nieważne. I tak zostały jej tylko dwa, trzy dni. Zanim sprawa trafi do sądu, ona będzie martwa, a my będziemy mieli pieniądze, żeby zapłacić najlepszym prawnikom w kraju”.
„A co jeśli zmieni testament przed śmiercią?”
„Nie może. Jest za słaba. Poza tym, ona nic nie wie, co się dzieje”.
Jak bardzo mylił się mój syn.
Nagrałem każde słowo tej rozmowy, każde przyznanie się do winy, każdy przewrotny plan.
Tej nocy Sarah wróciła z kolejnymi dokumentami. Zakończyła audyt moich rachunków i to, co odkryła, przyprawiło mnie o zawrót głowy.
„Mark okrada cię od dwóch lat” – wyjaśniła, pokazując mi mnóstwo stron przelewów. „Zaczął od małych kwot – pięć tysięcy tu, dziesięć tysięcy tam. Ale w ciągu ostatnich sześciu miesięcy nabrał śmiałości. Z twoich kont zabrał w sumie trzysta dwadzieścia tysięcy dolarów”.
„Trzysta dwadzieścia tysięcy” – powtórzyłem, czując mdłości.
„Wszystko poszło na kasyna, spłatę długów, luksusowe zakupy Rachel. Są paragony za markowe torebki za dwadzieścia tysięcy dolarów, zegarek za czterdzieści tysięcy dolarów, wycieczki do Las Vegas”.
„Jak uzyskał dostęp do moich kont?”
„Dwa lata temu sfałszował twój podpis na dokumentach bankowych. Mam oryginały. Ekspert grafologii z łatwością udowodni oszustwo”.
„Chcę, żeby postawiono mu zarzuty za każdy skradziony grosz”.
Sarah się uśmiechnęła. „Już przygotowałam pozew. Oszustwo. Kradzież. Sfałszowanie dokumentów. Ale poczekamy na idealny moment, żeby go złożyć – kiedy będą najbardziej pewni siebie”.
„A co z Frankiem?”
„W pełni współpracuje” – powiedziała Sarah. „W zamian za złagodzenie wyroku będzie zeznawał przeciwko Markowi. Ma SMS-y, nagrania rozmów – wszystko. Mark nawet wysłał mu dziesięć tysięcy dolarów zaliczki przelewem bankowym”.
Spojrzała mi w oczy.
„Ta pojedyncza transakcja stanowi wystarczający dowód spisku mającego na celu zabójstwo”.
Oparłam się o poduszkę, próbując wszystko przetworzyć.
Mój syn nie życzył mi tylko śmierci.
On to sfinansował.
Zapłacił z góry, żeby mieć pewność, że umrę.
„Kiedy przedstawimy wszystko władzom?” – zapytałem.
„Jeszcze nie” – powiedziała Sarah. „Potrzebujemy ostatecznego ciosu. Musimy ich złapać na próbie czegoś innego – czegoś tak niepodważalnego, że żaden adwokat nie będzie w stanie ich obronić”.
„Co masz na myśli?”
Sarah pochyliła się do przodu. „Czy podpiszesz te papiery transferowe, których tak bardzo pragną?”
Spojrzałem na nią.
„Ale to będą fałszywe wersje, które przygotuję” – kontynuowała spokojnie i precyzyjnie. „Dokumenty bez wartości prawnej. Będą myśleć, że wygrali – że mają całkowitą kontrolę nad twoim majątkiem. Staną się nieostrożni. Będą otwarcie świętować. Będą mówić bez ogródek. A kamery wszystko nagrają”.
„Dokładnie” – szepnąłem.
„Ich własna arogancja będzie ich potępieniem”.
Następnego dnia udawałem, że jest gorzej. Ledwo mogłem mówić. Ledwo otwierałem oczy.
Doktor Henry przyszedł i postawił jeszcze poważniejszą prognozę w obecności Marka i Rachel.
„Dwadzieścia cztery godziny” – powiedział. „Maksymalnie czterdzieści osiem. Jej ciało się wyłącza”.
„Czy ona będzie bardzo cierpieć?” zapytał Mark.
Doktor Henry spojrzał na niego z mieszaniną ukrytego obrzydzenia i profesjonalizmu.
„Zrobimy wszystko, co możliwe, żeby zapewnić jej komfort”.
Kiedy Mark i Rachel wyszli z pokoju, Henry podszedł do mnie.
„To się kończy. Helen, jesteś gotowa?”
„Jestem bardziej niż gotowy” – powiedziałem. „Chcę zobaczyć ich miny, kiedy poznają prawdę”.
Tego popołudnia Brenda pomogła mi usiąść na łóżku. Sarah perfekcyjnie przygotowała fałszywe dokumenty. Wyglądały na legalne – urzędowe – z pieczęciami i notarialnymi podpisami, które oczywiście były całkowicie nieważne.
Mark wszedł z Rachel, oboje ledwo powstrzymując pośpiech.
„Mamo, musisz podpisać dzisiaj. Nie możemy dłużej czekać. Lekarze mówią, że jutro możesz nie być w stanie… wiesz.”
„Rozumiem, synu” – wyszeptałem słabo. „Daj mi dokumenty”.
Widziałem podekscytowanie w ich oczach.
W końcu miałem zamiar dać im to, czego chcieli.
Albo tak im się wydawało.
Drżącą ręką podpisywałem każdy dokument – przeniesienia własności, dostępu do konta bankowego, pełnomocnictwa – każdą stronę fałszywą, każdą stronę prawnie bezwartościową.
Ale oni o tym nie wiedzieli.
„Dziękuję, mamo” – powiedział Mark, całując mnie w czoło.
Ten pocałunek wywołał u mnie dreszcze.
„Odpocznij sobie” – mruknął. „Wszystko będzie dobrze”.
Gdy tylko wyszli z pokoju, usłyszałem, jak krzyczą ze szczęścia na korytarzu.
„Mamy to. Nareszcie to mamy.”
Głos Rachel drżał z radości.
„Siedem milionów, kochanie. Siedem milionów. Jesteśmy bogaci. Oficjalnie bogaci.”
Zeszli do salonu — dokładnie tam, gdzie jedna z kamer idealnie skupiła się na nich.
Mark otworzył butelkę drogiego francuskiego szampana z mojej prywatnej piwniczki.
„Mojej drogiej matce” – powiedział sarkastycznie, unosząc kieliszek – „oby jak najszybciej odpoczywała w pokoju”.
Rachel się zaśmiała.
„W końcu pozbywamy się tej staruszki. Myślałam, że ten dzień nigdy nie nadejdzie”.
„Jutro” – powiedział Mark – „dzwonię do banku. Przelejemy wszystko na nasze konta, zanim umrze. W ten sposób unikniemy komplikacji prawnych”.
„A jeśli o coś zapytają” – dodała Rachel – „mamy podpisane dokumenty. To całkowicie legalne”.
Mark uśmiechnął się łobuzersko.
„Cóż… prawie legalne.”
„Co zrobimy najpierw z pieniędzmi?” zapytała Rachel.
„Spłacam długi” – powiedział Mark. „Osiemset tysięcy naraz. Potem ten penthouse, który widzieliśmy w Miami – trzy miliony – a potem podróże. Europa. Azja. Gdziekolwiek zechcemy”.
„I dom” – powiedziała Rachel. „Sprzedajemy go umeblowany. Dwa i osiem milionów. Nie chcę tu zostać ani dnia dłużej po jej śmierci”.
Pili coraz więcej szampana, byli coraz bardziej pijani i coraz bardziej nieostrożni w wypowiadaniu słów.
„Wiesz, co jest najzabawniejsze?” powiedziała Rachel. „Uważała cię za dobrego syna do samego końca. Umarła wierząc, że ją kochasz”.
Mark głośno się zaśmiał.
„Uwielbiałem jej pieniądze. Ona, jako osoba, zawsze była nie do zniesienia – kontrolująca, krytyczna, wścibska”.
„Wypijmy za to” – powiedziała Rachel, unosząc kieliszek. „Za jej rychłą śmierć i naszą wieczną wolność”.
Znów stuknęli się kieliszkami, zupełnie nieświadomi, że każde ich słowo, każdy gest, każde przyznanie się do pogardy było nagrywane w wysokiej rozdzielczości.
Siedząc w pokoju i trzymając telefon w ręku, na bieżąco wysyłałem Sarah filmy.
Jej odpowiedź była natychmiastowa.
Idealnie. To jest złoto. Z tym i innymi dowodami zniszczymy je w sądzie. Kiedy chcesz wdrożyć ostateczny plan?
Zastanowiłem się przez chwilę. Potrzebowałem, żeby to było publiczne – żeby było druzgocące – żeby nie mieli szansy uciec.
Jutro, odpowiedziałem. Zorganizujcie spotkanie rodzinne, o którym rozmawialiśmy. Zaproś wszystkich.
Jesteś pewien? To będzie brutalne.
Wiem i właśnie dlatego chcę to zrobić.
Następny poranek przywitał nas jasnym słońcem, które kontrastowało z nadchodzącą burzą.
Sarah pracowała całą noc, organizując to, co nazywała spotkaniem prawdy.
Skontaktowała się z moim bratem Michaelem, który mieszkał w Oregonie i nic nie wiedział o moim rzekomym stanie terminalnym.
Zaprosiła również trzech notariuszy, dwóch prawników będących świadkami i detektywów, którzy przesłuchiwali Marka dzień wcześniej.
Mark i Rachel nic o tym nie wiedzieli.
Myśleli, że to po prostu kolejny dzień czekania na moją śmierć.
O dziewiątej rano Mark wszedł do mojego pokoju z uśmiechem, którego już nie próbował ukrywać.
„Dzień dobry, mamo. Jak ci się spało?”
„Bardzo źle, synu” – wyszeptałem. „Chyba dziś jest mój ostatni dzień”.
Widziałem, jak w jego oczach błyszczało ledwie skrywane podniecenie.
„Nie mów tak, mamo” – powiedział, wślizgując się do przedstawienia. „Chociaż jeśli nadszedł twój czas… Chcę, żebyś wiedziała, że zawsze cię kochałem”.
Kłamca do samego końca.
„Marku” – powiedziałem – „chcę cię prosić o przysługę. Chcę zobaczyć całą rodzinę po raz ostatni. Twojego wujka Michaela. Ważne osoby w moim życiu. Godne pożegnanie”.
Mark zmarszczył brwi.
„Mamo, wujek Michael mieszka pięć godzin drogi stąd. Nie zdąży.”
„Już jedzie” – powiedziałem. „Dzwoniłem do niego wczoraj wieczorem. Przyjedzie do południa”.
„Proszę, synu. To moje ostatnie życzenie.”
Nie mógł odmówić, nie narażając się na podziw, jakim był.
„Dobrze, mamo” – powiedział sztywno. „Jak sobie życzysz”.
„I chcę, żeby to było w dużym salonie” – kontynuowałem. „Chcę zejść na dół. Chcę być otoczony moimi rzeczami po raz ostatni”.
„Mamo, jesteś za słaba, żeby zejść na dół.”
„Brenda mi pomoże. Proszę, Marku. To jedyne, o co proszę.”
Westchnął, wyraźnie zirytowany komplikacją, ale skinął głową.
„Jak sobie życzysz.”
O jedenastej Brenda pomogła mi się ubrać. Założyłam lawendową sukienkę, którą zawsze lubiłam, uczesałam się, a nawet nałożyłam lekki makijaż.
Mark i Rachel uważali, że to mój ostatni powód do próżności — chęć, by w ostatnich chwilach wyglądać schludnie.
Nie wiedzieli, że to moja zbroja wojenna.
Schodząc po schodach, opierając się o Brendę, zobaczyłam, że salon jest już przygotowany. Mark ustawił krzesła w kręgu, jak na oczekiwaną stypę.
Jak stosowne.
Usiadłem w swoim ulubionym fotelu – tym samym, w którym spędziłem tysiące nocy na czytaniu, planowaniu swoich biznesów, budowaniu swojego imperium.
Michael przybył dokładnie w południe.
Mój młodszy brat — pięćdziesięcioośmioletni — wbiegł ze łzami w oczach.
„Helen… siostro. Przyjechałam tak szybko, jak mogłam. Jak się masz?”
„Wszystko w porządku, Michaelu” – powiedziałem cicho. „Lepiej, niż się spodziewałem”.
Ścisnąłem mocno jego dłoń.
Zrozumiał, że coś się dzieje.
Mark chłodno powitał wujka. Nigdy się nie dogadywali. Michael zawsze potrafił dostrzec kłamstwa Marka.
„Kto jeszcze przyjdzie?” zapytała Rachel, zdenerwowana, że spotkanie przybiera na sile, bardziej niż się spodziewali.
„Moja prawniczka, Sarah” – powiedziałem – „i kilka osób, które muszą być obecne”.
„Twój prawnik w jakiej sprawie?” zapytała Rachel.
„Za odczytanie mojego testamentu, Rachel” – powiedziałem spokojnie. „Pomyślałem, że chciałabyś go usłyszeć przed śmiercią, żeby uniknąć niespodzianek”.
Zobaczyłem, jak Mark i Rachel nerwowo spojrzeli na siebie.
To ich zaniepokoiło, ale nie mogli odmówić, nie wzbudzając przy tym podejrzeń.
O dwunastej trzydzieści Sarah przybyła z teczką.
Za nią szli trzej notariusze, dwaj prawnicy-świadkowie i na końcu dwaj detektywi.
Mark natychmiast wstał.
„Co tu się dzieje? Po co jest policja?”
„Usiądź, Marku” – powiedziałem, a mój głos nawet nie drgnął.
Zniknął słaby, umierający głos.
Mój prawdziwy głos – silny i czysty.
„Mamo… co?” wyjąkał.
Powiedziałem, usiądź.
Coś w moim głosie kazało mu posłusznie wykonać polecenie.
Rachel, blada, kurczowo trzymała się jego ramienia.
Sarah stanęła na czele sali.
„Dzień dobry wszystkim” – powiedziała. „Jesteśmy tu w związku z kilkoma pilnymi sprawami prawnymi dotyczącymi pani Helen Harrison i jej majątku”.
„Nie rozumiem” – wyjąkał Mark. „Mamo, mówiłaś, że dzisiaj umrzesz. Lekarz powiedział, że zostały ci godziny”.
Powoli wstałem.
Brenda zaoferowała pomoc, ale ją zbyłem.
Szłam w stronę Marka – każdy krok stawiałam pewnie, każdy ruch wskazywał, że wcale nie umieram.
„Lekarz wyolbrzymił mój stan” – powiedziałem. „Marku, tak… miałem poważny wypadek. Tak, byłem w niebezpieczeństwie. Ale nie umieram. Przynajmniej nie w ciągu najbliższych kilku dni. Mam jeszcze pewnie miesiące. Może więcej”.
Twarz Marka straciła wszelki kolor.
„Ale… ale lekarz powiedział…”
„Doktor Henry jest moim przyjacielem od trzydziestu lat” – wtrąciłem. „Pomógł mi zobaczyć twoją prawdziwą twarz. Tę, którą pokazywałaś, kiedy się uśmiechałaś – słysząc, że zostały mi tylko trzy dni życia”.
„Nie zrobiłem tego” – powiedział szybko Mark. „Mamo, jesteś zdezorientowana. Byłem w szoku. Nie wiedziałem, jak zareagować”.
„W szoku?” – zapytałam, a mój głos stał się ostrzejszy. „Dlatego powiedziałaś Rachel: »W końcu się dzieje, mamo. Wszystkie twoje pieniądze będą moje i Rachel. Najwyższy czas«?”
Rachel westchnęła.
„Ty… słyszałeś nas?”
„Słyszałem wszystko, Rachel” – powiedziałem. „Każdą rozmowę. Każdy plan. Każde okrutne słowo, które wypowiedziałaś – myśląc, że jestem zbyt słaby, żeby to zrozumieć”.
Sarah nacisnęła przycisk na swoim laptopie.
Na dużym ekranie telewizora, który Mark kupił za moje skradzione pieniądze, zaczął się odtwarzać film.
Głosy Marka i Rachel wypełniły pomieszczenie.
„Wreszcie się dzieje, mamo. Wszystkie twoje pieniądze będą moje i Rachel…”
„Siedem milionów…”
„Wypijmy toast za jej nieuchronną śmierć…”
Mark zerwał się na równe nogi.
„Wyłącz to. Nie masz prawa nagrywać prywatnych rozmów”.
„We własnym domu mam do tego pełne prawo” – odpowiedziałem chłodno. „A to dopiero początek”.
Sarah odtworzyła kolejny film – Mark rozmawiał z rzeczoznawcą, wyceniając mój majątek, podczas gdy ja rzekomo cierpiałam.
Potem zaczęły się rozmowy o Franku.
Spisek morderstwa.
Obiecane płatności.
Michael patrzył z narastającym przerażeniem.
Notariusze robili notatki.
Detektywi odnotowali każdą reakcję Marka i Rachel.
„To… to nieporozumienie” – próbował wyjaśnić Mark. „Żartowaliśmy. Stres sprawił, że powiedzieliśmy rzeczy, których nie mieliśmy na myśli”.
„Żartujesz?” Sarah wyciągnęła gruby folder. „Czy ty też żartowałaś, kiedy w ciągu ostatnich dwóch lat ukradłaś trzysta dwadzieścia tysięcy dolarów z kont swojej matki?”
W pokoju panowała absolutna cisza.
„Mam tu każdą oszukańczą transakcję” – kontynuowała Sarah – „każdy sfałszowany podpis, każdą nieautoryzowaną wypłatę – trzysta dwadzieścia tysięcy dolarów, które wydałeś w kasynach, na luksusy, na utrzymanie stylu życia, na który cię nie było stać”.
„Miałem pozwolenie” – skłamał Mark. „Mama dała mi dostęp do swoich kont”.
„Pokaż mi dokument, w którym dałem ci takie pozwolenie” – powiedziałem.
„Nie mam go tutaj” – warknął Mark – „ale istnieje”.
„To nie istnieje, Marku” – powiedziałem, a mój głos się nie załamał. „Bo nigdy ci na to nie pozwoliłem. Podrobiłeś mój podpis, a ja mam ekspertów od pisma ręcznego, którzy mogą to udowodnić”.
Rachel zaczęła płakać.
„Marku, mówiłeś, że to legalne. Mówiłeś, że twoja matka się zgodziła”.
„Zamknij się” – rozkazał jej Mark.
„Nie” – szlochała Rachel. „Nie zamknę się. Nie pójdę do więzienia za twoje kłamstwa!”
Sarah nawet nie drgnęła.
„Mamy również dowody na to, że Mark skontaktował się z pracownikiem szpitala, Frankiem Herrerą, oferując mu pięćdziesiąt tysięcy dolarów za przyspieszenie śmierci pani Helen za pomocą śmiertelnych dawek morfiny”.
Jeden z detektywów wstał.
„Panie Marku Harrisonie” – powiedział – „jest pan aresztowany za spisek mający na celu popełnienie zabójstwa, oszustwo, kradzież i fałszerstwo dokumentów”.
„Nie, czekaj. To jest śmieszne”. Mark odwrócił się do mnie zdesperowany. „Mamo, powiedz im, że to pomyłka”.
Spojrzałem mu prosto w oczy.
„Nie ma w tym żadnej pomyłki, Marku. Zaplanowałeś moje morderstwo. Ukradłeś moje pieniądze. Celebrowałeś pomysł mojej śmierci. I myślałeś, że jesteś wystarczająco sprytny, żeby uniknąć kary”.
„Jesteś moją matką” – syknął. „Jak możesz mi to robić?”
„Jak mogłeś mi zrobić to wszystko?” – odpaliłem. „Dałem ci wszystko, Marku. Wszystko. Kochałem cię bezwarunkowo – a ty życzyłeś mi śmierci dla pieniędzy”.
Łzy spływały mi po twarzy, ale nie były to łzy słabości.
Były to łzy wściekłości i wyzwolenia.
Detektywi założyli Markowi kajdanki na nadgarstki. Szarpał się, krzyczał i wszystkiemu zaprzeczał.
Rachel próbowała pobiec w stronę drzwi, ale drugi detektyw ją zatrzymał.
„Ty też, panno Harrison” – powiedział. „Spisek i współudział”.
„Nie” – szlochała Rachel. „Zrobiłam tylko to, co kazał mi Mark. To nie moja wina”.
„Masz prawo zachować milczenie” – zaczął detektyw, zakładając jej kajdanki.
Sarah podeszła bliżej mnie.
„Czy chcesz coś jeszcze powiedzieć, zanim je zabiorą?”
Leave a Comment