Liam spojrzał mu w oczy bez strachu. „Wiem” – powiedział cicho.
Wtedy mężczyzna spojrzał na mnie.
„To ty pewnie go wychowałaś” – powiedział, a w tym zdaniu krył się ciężar – szacunek, wdzięczność i coś jeszcze: żal, że nie byłaś tam wcześniej.
Przełknęłam ślinę. „Jestem tylko jego mamą” – powiedziałam.
Mężczyzna skinął głową, jakby to był jedyny tytuł, który się liczył. „W takim razie dziękuję” – powiedział po prostu.
Rozmawialiśmy godzinę – o życiu Liama, jego szkole, adopcji, latach skradzionych przez papierkową robotę i tajemnicę. Pan Calder nie oferował pieniędzy. Zaoferował stabilność: fundusz powierniczy na edukację Liama, wsparcie prawne i to, na co Liam zasługiwał najbardziej – bezwarunkową więź.
Kiedy wychodziliśmy, na moim telefonie było mnóstwo nieodebranych połączeń.
Vanessa. Moi rodzice. Brianna.
Leave a Comment