Kiedy się urodziłem, ona zapomniała, jak kochać bezwarunkowo.
A Megan — była produktem obojga.
Wychowywani w przekonaniu, że wartość wynika z osiągnięć.
Na tę miłość trzeba było zasłużyć poprzez sukces.
Nigdy nie nauczyła się empatii, bo nikt jej tego nie nauczył.
Zignorowała mnie, bo byłem „gorszy” według jedynego znanego jej kryterium.
A ja?
Moja słabość była oczywista.
Przez 26 lat próbowałam zdobyć miłość ludzi, którzy już wcześniej uznali, że nie jestem jej warta.
Pomyliłem ciszę ze spokojem.
Myślałam, że jeśli bardziej się postaram, bardziej się postaram, po cichu przełknę ból, to w końcu mnie zauważą.
Nigdy by tego nie zrobili.
To nie jest porażka moich wysiłków.
To jest porażka ich możliwości.
Jeśli cokolwiek z tego brzmi znajomo — jeśli kiedykolwiek byłeś pomijany, kozłem ofiarnym, członkiem rodziny, który nigdy nie dorównał innym — posłuchaj mnie.
Nie jesteś zepsuty.
Nie jesteś niegodny miłości.
Nie jesteś kosztem utopionym.
Ustalanie granic nie jest zdradą.
To kwestia przetrwania.
A wybranie siebie – nawet jeśli oznacza to utratę osób spokrewnionych z tobą – jest najodważniejszą rzeczą, jaką możesz zrobić.
Rodzina nie zawsze składa się z osób, wśród których się urodziłeś.
Czasami to babcia sprzedaje swoje skarby, żeby cię uratować.
Nieznajomi, którzy przekazują darowiznę, bo usłyszeli Twoją historię.
Przyjaciele, którzy pojawiają się, gdy krewni odchodzą.
Oto moja historia.
Dziękuję, że przeszedłeś przez to ze mną.
Jeśli dotarłeś aż tutaj, polub, zasubskrybuj i udostępnij ten artykuł komuś, kto może chcieć go usłyszeć.
W opisie zamieściłem link do innej historii o granicach i uzdrawianiu. Sprawdź ją, jeśli Cię poruszyła.
A jeśli macie własną historię – o stawianiu granic, o odnalezieniu prawdziwej rodziny – podzielcie się nią w komentarzach.
Chętnie to usłyszę.
Leave a Comment