Mój mąż powiedział, że jedzie do Toronto na dwuletni staż. Pożegnałam go ze łzami w oczach. Ale gdy tylko wróciłam do domu, przelałam całe 650 000 dolarów z naszych oszczędności i wniosłam pozew o rozwód.
Mój mąż powiedział, że jedzie do Toronto na dwuletni staż. Pożegnałam go z płaczem, ale gdy tylko wróciłam do domu, przelałam całe 650 000 dolarów z naszych oszczędności i wniosłam pozew o rozwód.
Następnego dnia poszłam do sądu, aby złożyć pozew o rozwód.
Terminal na międzynarodowym lotnisku O’Hare tętnił życiem. Mocno trzymałam Marka za rękę, a łzy spływały mi po twarzy niekontrolowanie.
„Marku, naprawdę musisz wyjechać na całe dwa lata?” – zapytałem. Głos załamał mi się z emocji.
Mark delikatnie otarł moje łzy, a w jego głosie słychać było niechęć. „Hannah, wiesz, jak ważny jest ten projekt dla mojej kariery. Dwa lata miną jak z bicza strzelił. Będę do ciebie ciągle dzwonił przez wideo, ale będzie mi cię brakowało”.
Wtuliłam głowę w jego pierś. Delikatnie poklepał mnie po plecach. „Głupia dziewczyno. Ja też będę za tobą tęsknić. Ale to ogromna szansa dla naszej przyszłości. Kiedy wrócę, będziemy mieli wystarczająco dużo pieniędzy, żeby w końcu wpłacić zaliczkę na dom w dobrej okolicy”.
Ogłoszenie o wejściu na pokład rozbrzmiało echem po korytarzu. Mark pocałował mnie mocno w czoło.
„Poczekaj na mnie.”
Stałem jak sparaliżowany, patrząc, jak jego plecy znikają za punktem kontroli bezpieczeństwa, aż łzy zaszły mi po oczach. Podróżni wokół mnie pospiesznie minęli mnie, nikt nie zauważył płaczącej kobiety w kącie.
Przetarłam oczy chusteczką, wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się, żeby opuścić lotnisko.
Siedząc z tyłu Ubera, oparłem się o szybę, obserwując rozmywające się znajome ulice Chicago. Kierowca spojrzał na mnie w lusterku wstecznym.
„Odprowadzasz kogoś?”
Skinąłem głową, nie mówiąc ani słowa.
„Skoro widzisz taką zdenerwowaną, to pewnie twój chłopak albo mąż”.
„Mój mąż” – odpowiedziałam cicho.
Kierowca westchnął. „Młodym parom jest ciężko w dzisiejszych czasach, kiedy muszą mieszkać osobno z powodu pracy. Ale nie martw się, dobry człowiek zawsze wraca”.
Zdobyłem się na delikatny uśmiech, ale nie odpowiedziałem.
Samochód wkrótce dotarł do naszego apartamentowca w Lincoln Park. Zapłaciłem za przejazd i wszedłem do domu, który dzieliliśmy z Markiem. W pustym mieszkaniu rozbrzmiewał odgłos moich kroków.
Stałam w przedpokoju, patrząc na parę kapci, które zostawił przy drzwiach, a z moich ust wyrwał się gorzki śmiech.
Zdjęłam szpilki, weszłam boso do salonu i opadłam na sofę. Wyciągnęłam telefon z torebki i otworzyłam aplikację bankową.
Saldo naszego wspólnego konta było wyraźnie wyświetlone: 650 482,117 dolarów.
To były nasze oszczędności z pięciu lat małżeństwa. Moja wypłata była przelewana bezpośrednio na to konto co miesiąc. Mark powiedział, że to lepsze dla zarządzania finansami.
Nigdy tego nie kwestionowałam, bo mu ufałam. Ufałam naszemu małżeństwu.
Do trzech dni temu.
Tego popołudnia wyszłam wcześniej z pracy, żeby zrobić Markowi niespodziankę. Zbliżając się do naszego budynku, zobaczyłam go wychodzącego z kawiarni na końcu ulicy z inną kobietą. Trzymała go pod rękę i śmiali się poufale.
Zamarłem.
Mark mnie nie widział.
Odprowadził kobietę na krawężnik i zatrzymał dla niej taksówkę. Zanim wsiadła, Mark pochylił się i pocałował ją w policzek.
Schowałem się za dużym dębem, czując, jak serce ściska mi się w imadle, a ból utrudnia oddychanie. Gdy taksówka odjechała, Mark odwrócił się i poszedł z powrotem w stronę naszego budynku.
Nie skonfrontowałem go.
Zamiast tego wybrałem okrężną drogę i wróciłem do domu.
Tej nocy Mark wrócił do domu, zachowując się zupełnie normalnie.
„Hannah, przepraszam – miałam późne spotkanie w biurze. Jadłaś już?” Podszedł i pocałował mnie nonszalancko w policzek.
Zwalczyłam chęć odrzucenia. „Już jadłam” – powiedziałam z uśmiechem. „Zachowałam ci talerz w piekarniku”.
„Jesteś najlepsza, kochanie”. Uśmiechnął się i poszedł do kuchni, żeby podgrzać sobie kolację.
Siedziałam w salonie i patrzyłam, jak się porusza, i nagle poczułam, że jest dla mnie zupełnie obcy.
Po kolacji Mark poruszył ten temat, jakby to była kwestia drugorzędna.
„A tak przy okazji, Hannah. Firma ma duży projekt w Toronto. Chcą, żebym nim kierował. Może będę musiał tam zostać przez dwa lata.”
Moja ręka zadrżała, prawie przewracając szklankę z wodą. „Dwa lata? To tak długo”.
„Tak, to projekt długoterminowy, ale to jedyna w życiu okazja”. W jego oczach błyszczało podekscytowanie. „Mój szef powiedział, że jeśli mi się uda, mam gwarantowany awans na wiceprezesa po powrocie”.
„A co ze mną?” – zapytałam cicho.
Mark podszedł i objął mnie ramionami. „Po prostu pracuj tu dalej. Będę ci co miesiąc wysyłał pieniądze na utrzymanie. Dwa lata miną, zanim się obejrzysz. Kiedy wrócę, będziemy mieli zapewnione dożywocie”.
Oparłam się o jego ramię i zamknęłam oczy, a łzy cicho spływały mi po policzkach.
W tym momencie wszystko zrozumiałem.
Nie jechał do Toronto w związku z projektem.
Miał być z tą kobietą.
Zadanie było po prostu misternym kłamstwem.
Następnego dnia wziąłem dzień wolny. Musiałem poznać prawdę.
Zatrudniłem prywatnego detektywa, którego polecił mi kolega ze studiów. Nazywał się Kevin Vance, mężczyzna po trzydziestce, który wydawał się profesjonalny i rzetelny.
„Więc, panno Miller, w czym mogę pani pomóc?” – zapytał Kevin, siadając naprzeciwko mnie w cichej kawiarni.
Opowiedziałem mu wszystko, łącznie ze sceną, której byłem świadkiem.
Kevin skinął głową. „Rozumiem. W takich sytuacjach, jeśli dochodzi do niewierności, zazwyczaj jest jakiś ślad. Daj mi tydzień. Przygotuję ci pełny raport”.
„Dziękuję”. Wstałem, żeby wyjść.
„Pani Miller” – zawołał za mną Kevin. „Czasami prawda bywa brutalna. Czy jest pani przygotowana na to, co może pani odkryć?”
Uśmiechnęłam się do niego krzywo. „Nieważne, jak bardzo to przykre, muszę wiedzieć”.
Przez następne kilka dni żyłem w kłamstwie.
Szłam do pracy, wracałam do domu, gotowałam Markowi obiad i rozmawialiśmy o minionym dniu. Na pozór byliśmy tą samą kochającą się parą, ale wiedziałam, że moje serce umarło.
Mark był zajęty przygotowaniami do podróży – rezerwacją lotów, pakowaniem, załatwianiem wizy. Był całkowicie pochłonięty ekscytacją związaną z nowym życiem, zupełnie nieświadomy mojej zmiany w zachowaniu.
Tydzień później Kevin spotkał mnie w tej samej kawiarni. Wręczył mi dużą kopertę manilską.
„Pani Miller, oto raport.”
Wziąłem głęboki oddech i otworzyłem drzwi.
W środku znajdował się gruby stos zdjęć i dokumentów. Każde zdjęcie było jak nóż wbijany w moje serce.
Mark i kobieta trzymają się za ręce podczas zakupów na Michigan Avenue.
Mark i kobieta meldują się w hotelu Thompson.
Mark i kobieta podczas intymnej kolacji w ekskluzywnej restauracji.
Moje ręce się trzęsły.
Głos Kevina zdawał się dochodzić z oddali. „Nazywa się Claire Sutton. Jest nową dyrektor ds. marketingu w firmie twojego męża. Spotykają się trzy miesiące temu”.
Zatrzymał się, po czym kontynuował. „Według mojego dochodzenia, pani mąż rzeczywiście jedzie do Toronto – ale nie w podróż służbową. On i panna Sutton imigrują. Kupił już tam mieszkanie, a zaliczka została wpłacona z pieniędzy z waszego wspólnego konta”.
Świat wirował wokół mnie.
„Wszystko w porządku? Mogę ci przynieść wody?” – zapytał Kevin z troską.
Machnęłam ręką, zmuszając się do uspokojenia i kontynuowania czytania.
W pliku znajdowały się zrzuty ekranu ich wiadomości tekstowych.
„Claire, jeszcze trochę. Jak tylko Hannah się zadomowi, w końcu będziemy mogli być razem na otwartej przestrzeni”.
„Mark, czekam na ciebie, kochanie. Poza tym, większość pieniędzy ze wspólnego konta już przelałeś. To tylko kobieta. Co ona może zrobić?”
„Claire, to prawda. Cała jej pensja od lat wpływa na to konto. Inwestuję ją. Ma bardzo mało oszczędności osobistych. Po rozwodzie niewiele będzie mogła zrobić”.
„Marku, kiedy jej to powiesz?”
„Claire, nie ma potrzeby. Najpierw pojadę do Toronto. Po sześciu miesiącach powiem jej, że poznałem tam kogoś innego i chcę rozwodu. W ten sposób nie będzie robiła scen. Skoro to ja inicjuję, będzie wyglądała na małostkową, jeśli będzie się sprzeciwiać”.
„Mark, pomyślałeś o wszystkim. To kiedy zaczniemy urządzać nasz dom w Toronto?”
„Claire, jak tylko tam dotrę. Nie martw się. Będziemy mieli cudowne życie”.
Zamknąłem plik, zamknąłem oczy i wziąłem długi, głęboki oddech.
Pięć lat małżeństwa.
Wszystko to było skrupulatnie zaplanowanym oszustwem.
„Pani Miller, co pani planuje zrobić?” zapytał Kevin, podając mi szklankę wody.
Otworzyłem oczy, mój wzrok był teraz stanowczy. „Przeleję każdy grosz z tego wspólnego konta”.
Kevin zawahał się. „Czy to legalne?”
„To wspólne konto. Mam prawo dostępu do tych środków” – powiedziałam z zimnym śmiechem. „Poza tym większość tych pieniędzy pochodziła z mojej pensji. On myśli, że jestem idiotką, która będzie tu siedzieć i czekać, aż wróci i mnie zostawi. On śni”.
Kevin skinął głową. „Rozumiem. Jeśli potrzebujesz pomocy prawnej, mogę polecić Ci dobrego prawnika”.
„Dziękuję. Tak.”
Wychodząc z kawiarni, nie poszedłem do domu. Poszedłem prosto do banku.
Kasjer był zaskoczony kwotą, którą chciałem przelać. „Proszę pani, to spora suma. Czy na pewno chce pani przelać całe saldo?”
„Jestem pewien. Na moje osobiste konto.”
„Dobrze. Proszę podać PIN.”
Wpisałam liczby i zobaczyłam migający ekran: Transfer pomyślny.
Fala ulgi mnie zalała.
650 000 dolarów, cała kwota na moim koncie osobistym.
To było to, na co zasługiwałem. To była moja krew, pot i łzy z ostatnich pięciu lat.
Kiedy wróciłem do domu, Mark jeszcze nie wrócił. Usiadłem na sofie i zacząłem składać w całość ostatnie pięć lat.
Poznaliśmy się przez wspólnego znajomego. Właśnie skończyłam studia i pracowałam jako copywriterka w małej agencji. Mark był ode mnie o trzy lata starszy i był już kierownikiem projektu w międzynarodowej korporacji.
Był dojrzały, zrównoważony i czarujący. Zabiegał o mnie nieustannie – kwiaty, prezenty, odbierał mnie z pracy każdego dnia. Powiedział, że zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia, że byłam najszczerszą i najserdeczniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek poznał.
Jego słodkie słowa oczarowały mnie i od razu zgodziłam się zostać jego dziewczyną.
Rok później wzięliśmy ślub.
Ślub nie był wystawny, ale ciepły i uroczy. Myślałam, że znalazłam mężczyznę, z którym mogę spędzić resztę życia.
Nasze małżeństwo wydawało się szczęśliwe. Mark był dla mnie dobry. Jadł ze mną kolację każdego wieczoru, a w weekendy wychodziliśmy razem. Myślałam, że właśnie tak powinno wyglądać małżeństwo.
Ale patrząc teraz wstecz, widzę, że wiele szczegółów było błędnych.
Mark zawsze nalegał, żebym wpłacała pensję na nasze wspólne konto, żebym mogła planować finanse, ale przez te wszystkie lata nie widziałam ani jednego wyciągu. Nigdy nie wiedziałam, gdzie te pieniądze się podziały.
Często wracał późno do domu, twierdząc, że pracuje, ale gdy do niego dzwoniłam, słyszałam głośne dźwięki w tle, jakby z baru lub restauracji.
Był obojętny wobec mojej rodziny, ciągle znajdował wymówki, żeby nie odwiedzać moich rodziców w święta. Mówił, że jest zajęty pracą, ale zawsze miał czas dla swoich przyjaciół.
Powtarzałam sobie, że po prostu stresuje się pracą. Powtarzałam sobie, że jest po prostu introwertykiem. Wymyślałam tysiące wymówek, żeby przekonać samą siebie, że moje małżeństwo jest szczęśliwe.
Patrząc wstecz, jestem kompletnym pośmiewiskiem.
O godzinie 20:00 Mark wrócił do domu.
„Hannah, wróciłem”. Jak zwykle pocałował mnie w policzek.
Stłumiłam obrzydzenie i uśmiechnęłam się. „Wróciłeś. Jadłeś coś?”
„Tak, kolacja firmowa w biurze” – powiedział, zdejmując marynarkę. „A tak przy okazji, wyjeżdżam pojutrze. Muszę tylko dokończyć parę spraw w pracy”.
„Tak szybko?” Udałem zdziwienie.
„Tak, projekt ma napięty harmonogram.”
Usiadł na sofie. „Hannah, skoro mnie nie będzie przez te dwa lata, musisz o siebie dbać. Nie wydawaj pieniędzy bezmyślnie. Oszczędzaj, gdzie możesz”.
Prawie parsknąłem śmiechem.
Chciał zabrać wszystkie nasze pieniądze i uciec, ale miał czelność powiedzieć mi, żebym nie wydawał ich bezmyślnie.
„Dobrze” – powiedziałem, patrząc w dół. „Mark, ty też dbaj o siebie w Toronto”.
„Oczywiście, że tak”. Wziął mnie za rękę. „Kiedy wrócę, kupimy ten wielki dom, o którym zawsze marzyliśmy, a potem będziemy mieli dziecko”.
„Dziecko? Jego dziecko z Claire?”
Uśmiechnąłem się tylko i nic nie powiedziałem.
Tej nocy spaliśmy w tym samym łóżku co zawsze, ale ja przewracałam się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Mężczyzna leżący obok mnie miał zamiar zabrać nasze oszczędności życia i uciec z inną kobietą, a ja i tak musiałam odegrać swoją rolę w tej szaradzie.
Następnego dnia poszedłem do pracy jak zwykle. W przerwie obiadowej zadzwoniłem do prawnika, którego polecił mi Kevin.
„Dzień dobry. Polecił mi cię Kevin Vance. Muszę się z tobą skonsultować w sprawie rozwodu.”
„Oczywiście. Proszę opowiedzieć mi o swojej sytuacji”. Głos prawnika był profesjonalny i uspokajający.
Powiedziałem jej wszystko.
Po wysłuchaniu, prawniczka, panna Davis, powiedziała: „Na podstawie tego, co pani opisała, pani mąż dopuścił się cudzołóstwa i próbuje przenieść majątek małżeński. Pani działanie polegające na przeniesieniu pieniędzy ze wspólnego konta na osobiste jest prawnie uzasadnione, ponieważ jest to majątek małżeński i ma pani prawo nim zarządzać”.
„Czego więc mogę się spodziewać, jeśli złożę teraz pozew o rozwód?” – zapytałem.
„Po pierwsze, możesz pozwać męża o odszkodowanie z tytułu cierpienia psychicznego, ponieważ to on ponosi winę. Po drugie, jeśli chodzi o podział majątku, jeśli udowodnisz, że większość środków na wspólnym koncie pochodziła z twojej pensji, możesz ubiegać się o większy udział. Ponadto, jeśli twój mąż wykorzystał środki małżeńskie na zakup nieruchomości za granicą, ta nieruchomość również podlega podziałowi”.
Jej analiza wskazała mi jasną drogę naprzód.
„Jakie dokumenty muszę przygotować?”
„Twój akt małżeństwa, numer ubezpieczenia społecznego, dowód jego niewierności, lista aktywów, wyciągi bankowe itd. Możesz zacząć je gromadzić, a my umówimy się na spotkanie i omówimy wszystko szczegółowo”.
Po rozłączeniu się wziąłem się za przygotowywanie dokumentów.
Akt ślubu i nasze karty ubezpieczenia społecznego leżały w szufladzie w domu. Kevin dał mi już komplet dowodów romansu. Mogłam wydrukować wyciągi bankowe online.
Wszystko było gotowe.
Wracając z pracy do domu, zadzwoniła moja mama.
„Hannah, słyszałam, że Mark jedzie do Toronto służbowo”.
„Tak, mamo. Firma go wysyła” – powiedziałem spokojnie.
„A co z tobą? Dasz sobie radę sama w domu?” – zapytała mama z troską w głosie.
„Dam sobie radę, mamo. Jestem dorosłą kobietą. Potrafię o siebie zadbać”.
„Ale dwa lata to długo. Może powinnaś z nim pojechać.”
„Mamo, moja praca jest tutaj. Nie mogę po prostu rzucić. Poza tym on jedzie do pracy, a nie żeby tam mieszkać na stałe. Nie ma sensu, żebym jechała.”
Mama westchnęła. „Chyba tak. No cóż, musisz o siebie dbać. Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebować”.
„Tak, mamo.”
Po rozłączeniu się uśmiechnąłem gorzko. Nie mogłem sobie wyobrazić, jak bardzo złamałaby serce moja mama, gdyby dowiedziała się, że mam się rozwieść.
Ale niczego nie żałowałem. Lepiej było zakończyć małżeństwo bez miłości, niż w nim cierpieć.
Kiedy wróciłem do domu, Mark się pakował. Duża walizka była pełna ubrań i kosmetyków.
„Hannah, chodź i sprawdź, czy czegoś nie przegapiłem” – zwrócił się do mnie.
Podszedłem i zajrzałem do środka. „Wygląda na to, że masz wszystko”.
„Wspaniale”. Zapiął walizkę. „Wyjeżdżam jutro. Chodźmy dziś wieczorem na miłą kolację. Mała impreza pożegnalna”.
„Okej” – wymusiłam uśmiech.
Poszliśmy do eleganckiej restauracji w centrum miasta. To tam mieliśmy pierwszą randkę i zawsze tam świętowaliśmy rocznicę. Mark zamówił czerwone wino, stek i moje ulubione tiramisu.
„Hannah, te dwa lata będą dla ciebie ciężkie” – powiedział, unosząc kieliszek. „Kiedy wrócę, obiecuję, że ci to wynagrodzę”.
Podniosłam szklankę i stuknęłam nią o jego. „Będę czekać”.
Wino było słodko-gorzkie, zupełnie jak nasze małżeństwo – słodkie na powierzchni, ale gorzkie w środku.
„Och, jak już wyjdę, jeśli będziesz potrzebował pieniędzy na cokolwiek, po prostu weź je ze wspólnego konta” – powiedział Mark. „Zostawiłem ci tam mnóstwo pieniędzy”.
Prawie wybuchnąłem śmiechem.
Teraz na koncie nie zostało już prawie nic, a on mówił mi, że zostawił mi mnóstwo pieniędzy.
„Dobrze, zrobię to” – powiedziałem, skupiając się na krojeniu steku.
„Hannah”. Mark nagle złapał mnie za rękę. „Wiem, że przez te dwa lata będziesz samotna, ale musisz na mnie poczekać. Łączy nas tak silna relacja. Damy radę”.
Spojrzałem mu w oczy, które były pełne szczerości. Gdybym nie zobaczył dowodów, uwierzyłbym mu.
„Poczekam na ciebie” – powiedziałem.
Wróciliśmy do domu późno tego wieczoru. Mark wypił sporo i całą drogę do domu rozmawiał o swoich planach na przyszłość.
Powiedział, że po powrocie zamieszkamy w większym domu.
Powiedział, że po powrocie pojedziemy na Malediwy na drugi miesiąc miodowy.
Powiedział, że jak wróci, będziemy mieli dziecko.
Słuchając jego słów, czułem jedynie ironię. Prawdopodobnie spełniłby wszystkie te obietnice z Claire.
Byłem tylko kamieniem milowym w jego życiu.
Rano, kiedy odwoziłam Marka na lotnisko, nałożyłam dodatkowy makijaż, szczególnie ciemny cień do powiek, żeby mój płacz wyglądał bardziej przekonująco. Mark ciągnął swoją walizkę, a ja trzymałam go za rękę.
Wyglądaliśmy jak każda inna kochająca się para, odgrywająca scenę bolesnego pożegnania.
„Hannah, nie płacz. Dwa lata miną, zanim się obejrzysz” – powiedział Mark, ocierając mi łzy.
„Wiem. Po prostu nie mogę znieść myśli, że odchodzisz” – szlochałam.
„Głupia dziewczyno”. Przytulił mnie. „Musisz o siebie dbać. Będę do ciebie dzwonił cały czas”.
Zakopałam głowę w jego piersi, a moje łzy nasiąkły jego koszulę.
Nadszedł czas wejścia na pokład.
Mark pocałował mnie po raz ostatni. „Czekaj na mnie”.
„Będę czekać” – powiedziałem z uśmiechem.
Stałam tam i patrzyłam, jak przechodzi przez bramkę bezpieczeństwa. Jego postać robiła się coraz mniejsza, aż w końcu zniknęła całkowicie.
Tyle osób żegnało się – niektórzy płakali, inni się śmiali. Nikt nie wiedział, co tak naprawdę myśli ta najbardziej zrozpaczona kobieta.
Otarłam łzy i odwróciłam się od bramy.
Leave a Comment