Stałem na kontroli bezpieczeństwa na lotnisku, z pasem w dłoniach i kartą pokładową na tacy. Wtedy podszedł funkcjonariusz: „Proszę pani, proszę z nami”. Pokazał mi raport – moje nazwisko, poważne oskarżenia. Moi chciwi rodzice go złożyli… Tylko po to, żebym spóźnił się na samolot. Bo tego ranka była rozprawa spadkowa: testament dziadka – mój spadek. Zachowałem spokój i powiedziałem tylko: „Wyciągnij rejestr połączeń alarmowych. Natychmiast”. Funkcjonariusz spojrzał na ekran, zrobił pauzę i zmienił ton – ale jak tylko odczytał nazwisko dzwoniącego…

Stałem na kontroli bezpieczeństwa na lotnisku, z pasem w dłoniach i kartą pokładową na tacy. Wtedy podszedł funkcjonariusz: „Proszę pani, proszę z nami”. Pokazał mi raport – moje nazwisko, poważne oskarżenia. Moi chciwi rodzice go złożyli… Tylko po to, żebym spóźnił się na samolot. Bo tego ranka była rozprawa spadkowa: testament dziadka – mój spadek. Zachowałem spokój i powiedziałem tylko: „Wyciągnij rejestr połączeń alarmowych. Natychmiast”. Funkcjonariusz spojrzał na ekran, zrobił pauzę i zmienił ton – ale jak tylko odczytał nazwisko dzwoniącego…

Sędzia kontynuował.

„Mam tu zaświadczenie z policji lotniskowej. Zatrzymano mnie, zidentyfikowano i pozwolono kontynuować podróż. Nie aresztowano, nie skuto kajdankami, nie zatrzymano za groźby”.

Kolejna pauza. Wyobraziłem sobie mojego ojca stojącego w drogim garniturze, z zaciśniętymi ustami, gdy system odmawiał posłuszeństwa jego kłamstwu. Moją matkę, pewnie ze złożonymi rękami jak do modlitwy, gotową płakać na zawołanie. Ich adwokata gotowego do zmiany zdania.

Głos sędziego lekko się zaostrzył.

„Teraz” – powiedział – „mam również oświadczenie prawnika osoby zgłaszającej, w którym twierdzi on, że panią Holloway wyprowadzono z ochrony w kajdankach”.

„To stwierdzenie wydaje się fałszywe”.

Lane wyszeptał, niemal niesłyszalnie: „On patrzy na ich ruch”.

Mój ojciec spróbował ponownie.

„Wysoki Sądzie, ona jest niezrównoważona…”

Sędzia mu przerwał.

„Panie Holloway, nie może pan stawiać diagnoz swojej córce w ramach strategii.”

Znowu cisza. Potem sędzia powiedział: „Pełnomocnicy Granta i Lindy Holloway, czy podtrzymujecie ten wniosek?”

Ich prawnik mówił gładko.

„Wysoki Sądzie, złożyliśmy wniosek w dobrej wierze, opierając się na informacjach dostarczonych naszemu biuru”.

„Kto przekazał te informacje?” – zapytał sędzia.

Adwokat zawahał się przez ułamek sekundy.

„Przez naszych klientów, Wasza Wysokość.”

„A twoi klienci” – powiedział sędzia – „wygląda na to, że to oni złożyli zawiadomienie na policji lotniskowej, a następnie skontaktowali się z linią lotniczą, aby odwołać podróż panny Holloway, opierając się na twierdzeniach, że nie była bezpieczna do lotu”.

Lane wyszeptał: „On czyta notatkę linii lotniczych od początku do końca”.

Głos mojego ojca podniósł się, niemal obrażony.

„Próbowaliśmy chronić społeczeństwo”.

Ton sędziego stał się chłodniejszy.

„Przed czym konkretnie chronić społeczeństwo?” – zapytał. „Przesłuchaniem spadkowym?”

Ta kwestia była jak policzek, bo sędzia nie potrzebował moich emocji. Miał ich harmonogram.

Urzędnik sądowy odczytał z protokołu numer zgłoszenia, godzinę połączenia oraz nazwisko osoby zgłaszającej. Słyszałem, jak urzędnik wyraźnie powiedział: „Grant Holloway”, i brzmiało to inaczej w sali sądowej niż w banku czy na lotnisku. W sądzie nazwiska stają się faktami.

Lane szepnął: „On nie jest szczęśliwy”.

Następnie sędzia ogłosił wyrok, którego wykonania moi rodzice próbowali uniknąć przez cały ranek.

„Pani Holloway” – powiedział – „czy jest pani obecna telefonicznie?”

Lane przysunął telefon bliżej.

„Tak, Wysoki Sądzie” – powiedziałem spokojnym głosem. „Jestem w samolocie w tranzycie z powodu zakłóceń opisanych w moich dowodach. Jestem gotowy do złożenia zeznań i proszę o ich wysłuchanie”.

Sędzia zrobił pauzę.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

back to top