Mój chłopak zerwał ze mną z najgłupszego powodu, po tym jak przez lata go wspierałam, ale zapomniał, że dom jest na moje nazwisko i teraz mieszka w swoim samochodzie.
Pozwólcie, że zacznę od tego, że jestem z Finnem od 6 lat. Sześciu lat tego, co uważałam za miłość, lojalność i zdecydowanie mnóstwo cierpliwości. A kiedy mówię o cierpliwości, mam na myśli to, że to ja wspierałam go finansowo, gdy wahał się między projektami, które realizował z pasją. Był kanał na YouTube, który nigdy nie wystartował, mimo że twierdził, że będzie większy niż PewDiePie. Szał na NFT, w którym przysięgał, że wyprzedza trendy – spoiler: nie wyprzedzał. I jego krótka próba odniesienia sukcesu w kryptowalutach, gdzie stracił większość oszczędności. Przez cały ten czas ja nas wspierałam. Kredyt hipoteczny: ja. Media: ja. Artykuły spożywcze: również ja. Raty za samochód? Zgadliście, ja. Finn był marzycielem, a ja byłam – cóż, chyba byłam tą głupią, która ciągle wierzyła w te marzenia. Za każdym razem, gdy przychodził do mnie z nowym pomysłem, z oczami błyszczącymi entuzjazmem, tłumiłam swoje wątpliwości i wspierałam go.
„Tym razem będzie inaczej” – mawiał, a ja jak idiotka wierzyłam mu.
Jakieś 2 tygodnie temu zaczęło się robić dziwnie. Finn zaczął zachowywać się z dystansem, spędzając więcej czasu niż zwykle na telefonie i wygłaszając te dziwne uwagi o potrzebie przestrzeni do rozwoju i odnalezienia siebie. Na początku nie zwróciłam na to większej uwagi – ma tendencję do filozoficznego podejścia, gdy zaczyna kolejny projekt – ale potem zaczął komentować stan domu, który był nowy. Zwracał uwagę na nieumyte naczynia i rozłożone pranie tym dziwnym, osądzającym tonem, jakiego nigdy wcześniej u niego nie słyszałam.
W zeszłym tygodniu, po powrocie z pracy, posadził mnie przy kuchennym stole. Miał ten poważny wyraz twarzy, który widziałam już tylko kilka razy, zazwyczaj gdy zapowiadał kolejną porażkę Venture, ale to, co powiedział, sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie żyję w jakimś równoległym wszechświecie.
„Myślę, że powinniśmy się rozstać” – powiedział. „Za mało robisz w domu”.
Naprawdę się roześmiałam. Myślałam, że żartuje, ale kiedy się nie uśmiechnął, poczułam, jak coś we mnie drgnęło. Ten mężczyzna, któremu właściwie jestem matką od 6 lat, oskarżał mnie o to, że nie wkładam w to wystarczająco dużo wysiłku. Kiedy poprosiłam go o wyjaśnienie – bo przecież nie mówił poważnie – podwoił stawkę.
„Nigdy po sobie nie sprzątasz, a ja mam wrażenie, że to ja tu wykonuję całą pracę emocjonalną” – powiedział. „Zawsze to ja muszę wskazywać, kiedy coś trzeba zrobić”.
Pozwólcie, że wam to nakreślę. Pracuję w szalonych godzinach, żebyśmy mogli się utrzymać, podczas gdy on siedzi w domu i burzliwie myśli o swoim kolejnym wielkim ruchu. Tak, czasami jestem zbyt zmęczona, żeby od razu pozmywać naczynia albo poskładać pranie. Czasami zostawiam kubek kawy na blacie albo zapominam schować buty. Ale wiecie, co robię? Płacę każdy rachunek, który zapewnia nam dach nad głową i jedzenie w lodówce. Tymczasem największym wkładem Finna w nasze gospodarstwo domowe jest trzykrotne przemeblowanie półki z książkami według gatunku i wyrzucenie mojego idealnego pojemnika Tupperware, bo już nie rozpalał Joy.
To ten sam facet, który ma załamanie nerwowe, gdy Wi-Fi przestaje działać na dłużej niż 5 minut. Zgadnij, kto dzwoni do dostawcy za każdym razem? Ja. Za każdym razem, gdy planuję urodziny, święta czy weekend. Nie zamawia nawet jedzenia na wynos, dopóki nie poprosi mnie o trzy odpowiedzi, a potem i tak nie udaje mu się pomylić mojego zamówienia.
Ale tu robi się naprawdę dziwnie. Po swoim małym ogłoszeniu o rozstaniu Finn zaczął zachowywać się, jakby dom już należał do niego. Rzucił zarozumiały komentarz, że to będzie dobry reset dla nas obojga i zasugerował, żebym wróciła do mamy albo coś w tym stylu. Zaczął nawet mówić o tym, że po mojej śmierci pokój gościnny zamieni w swoje biuro i że może kupić sobie psa, skoro już nikt nie będzie narzekał na sierść.
Wtedy mnie olśniło: on naprawdę chyba zapomniał – a może nigdy nie zdał sobie sprawy – czyje nazwisko widnieje w akcie własności tego domu. Podpowiedź: to nie jego. Ani trochę. Ten dom odziedziczyłem po dziadkach i jestem jego jedynym właścicielem. Każda rata kredytu hipotecznego, każda naprawa, każdy rachunek za media, wszystko jest na moje nazwisko.
Przeprosiłam, poszłam na górę i zamknęłam się w naszej sypialni. Nie zamierzam się z nim kłócić ani próbować zmienić jego zdania. Nie. Pozwolę mu tkwić w tej małej iluzji tak długo, jak zechce. Niech myśli, że wygrywa to rozstanie. Niech myśli, że pakuję walizki i wychodzę. Bo rzecz w tym, że Finn nie ma pojęcia, co go czeka. Nie ma pojęcia, że zaraz wszystko straci i szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać, aż zrozumie, jak bardzo wszystko schrzanił.
Pierwsza aktualizacja: wspominałam w poprzednim poście, że mój chłopak – a właściwie były chłopak – Finn zerwał ze mną znienacka, twierdząc, że za mało robię w domu. To oczywiście było zabawne, bo to ja płaciłam dosłownie za wszystko: kredyt hipoteczny, media, zakupy spożywcze, podczas gdy on pracował nad sobą przez ostatnie 3 lata. A, i nie zapominajmy, że gotowałam, sprzątałam i robiłam wszystkie prace domowe, które nie były w jakiś sposób związane z jego ukochanym sprzętem do gier.
Ale tu jest haczyk: po rozstaniu Finn zachowywał się, jakby to miejsce należało do niego. Dosłownie. Chyba zajęło mu jakieś 5 sekund, żeby zdecydować, że ten dom jest już jego. Nie powiedział tego wprost, ale sposób, w jaki się zachowywał, dawał temu wyraz. Zaczął się leniuchować jak król w zamku, którego nawet nie zbudował, zostawiając wszędzie bałagan i grając w swoje gierki do 4:00 rano, jakby nic się nie zmieniło. Zaczął mi nawet mówić, co muszę spakować, żebym mogła wyjechać w uporządkowany sposób. Tymczasem ja po prostu siedziałam tam w szoku, czekając, jak daleko zajdzie to złudzenie. Spoiler: zaszło bardzo daleko.
Mniej więcej tydzień po rozstaniu Finn powiedział mi, że zaprasza znajomego. To był jeden z tych momentów, kiedy ledwo na mnie spojrzał, mamrocząc coś o tym, że muszę uszanować jego przestrzeń. Szanować jego przestrzeń w moim domu? Jasne, stary. Po prostu skinąłem głową, myśląc: dobra, zobaczmy, kim jest ten znajomy.
Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, otworzyłam je i zobaczyłam kobietę stojącą z promiennym uśmiechem i butelką wina. Miała na imię Mila i muszę przyznać, że była przemiła, wręcz uprzejma, ale nie trzeba było detektywa, żeby się domyślić, że to nie była tylko przyjaciółka. Sposób, w jaki patrzyła na Finna… eee, byli bardzo ze sobą zżyci. Finn nawet nas porządnie nie przedstawił. Po prostu minął mnie, jakbym była pokojówką, oprowadzając Milę po domu. Moim domu. I och, czyżby sprzedał go jak jakiś potentat nieruchomości?
„To salon” – powiedział. „Myślałem o wstawieniu tu nowej kanapy, czegoś bardziej nowoczesnego, wiesz”.
„To kuchnia” – powiedział. „Uwielbiam ten otwarty układ. Świetnie nadaje się do przyjmowania gości”.
„To moje biuro” – powiedział. „To tutaj ostatnio wykonuję większość mojej pracy”.
Prawie się udławiłam, kiedy powiedział to ostatnie. Praca? Ten facet nie ma pracy od 2018 roku. Biuro, o którym mówił, to gościnny pokój, który dla niego urządziłam, żeby mógł zająć się kilkoma projektami freelancerskimi, ale głównie gra tam w Fortnite. Mila jednak była zachwycona. Wyobrażałam sobie, jak tu mieszka, zatapiając się w życiu idealnym jak z Pinteresta. Tymczasem ja stałam w kuchni, ściskając kubek kawy tak mocno, że myślałam, że pęknie.
W tym momencie miałem dwie możliwości: wybuchnąć i powiedzieć im obojgu dokładnie, co czuję, albo zachować spokój i pozwolić Finnowi wkopać się w dołek. Wybrałem drugą opcję. Szczerze mówiąc, chciałem zobaczyć, jak daleko posunie się w tej małej szaradzie.
Przez cały wieczór Finn zachowywał się, jakby już poszedł dalej i po prostu łaskawie pozwolił mi zostać, dopóki nie ogarnę sytuacji. Miał nawet czelność odciągnąć mnie na bok i powiedzieć:
„Myślę, że najlepiej będzie, jeśli zaczniemy ustalać harmonogram twojego powrotu. Oczywiście bez pośpiechu, ale Mila i ja musimy zacząć planować”.
Planujesz co? Parapetówkę w salonie? Uśmiechnęłam się tylko i powiedziałam:
„Och, nie martw się o mnie. Ja się wszystkim zajmę”.
Szkoda, że nie widziałeś jego miny. Taki zadowolony z siebie. Naprawdę myślał, że wygrał.
Następnego ranka wziąłem się do roboty. Kiedy Finn jeszcze spał, zadzwoniłem do ślusarza i kazałem wymienić wszystkie zamki. Ślusarz pojawił się i wyszedł w niecałą godzinę. Zapłaciłem mu, podziękowałem i usiadłem z filiżanką herbaty, żeby poczekać. Kiedy Finn w końcu się obudził i wszedł do kuchni, jakby był jej właścicielem, powiedziałem mu mimochodem:
„A tak przy okazji, dziś rano wymieniłem zamki. Musisz zabrać swoje rzeczy i wyjechać do końca dnia”.
Wy, chłopaki. Panika na jego twarzy. Zbladł.
„Co masz na myśli mówiąc, że wymieniłeś zamki? Nie możesz tego zrobić”.
Och, oczywiście, że mogę. To mój dom, pamiętasz? Jest na moje nazwisko. Nie ma cię w akcie własności, nie ma cię na hipotece i teraz nie jesteś tu mile widziany.
Próbował się kłócić. Próbował błagać. W pewnym momencie próbował nawet wywołać we mnie poczucie winy, mówiąc:
„Myślałem, że mnie kochasz. Myślałem, że coś razem budujemy”.
Mila podeszła do mnie w tym wszystkim, prawdopodobnie spodziewając się kolejnego przytulnego wieczoru ze swoim mężczyzną. Zamiast tego zobaczyła, jak Finn pakuje swoje rzeczy, podczas gdy ja stałam tam z założonymi rękami, przypominając mu, żeby nie zapomniał o fotelu do gier. Wyglądała na tak zdezorientowaną i ciągle pytała:
„Czekaj… to nie twój dom, Finn?”
Finn nawet nie próbował jej odpowiedzieć. Pod koniec dnia Finn zniknął. Mila zniknęła. Nalałam sobie kieliszek wina, usiadłam na kanapie, którą Finn chciał wymienić, i pomyślałam o tym, jak blisko byłam utraty wszystkiego, bo byłam zbyt hojna ze swoim czasem, pieniędzmi i cierpliwością. Nigdy więcej. A, i gdyby ktoś się zastanawiał, Finn teraz surfuje po kanapach u znajomych. Słyszałam od wspólnego znajomego, że Mila też go rzuciła, kiedy zdała sobie sprawę, że jest bezrobotny, spłukany i praktycznie bezdomny. Karma to piękna rzecz, prawda?
Druga aktualizacja: Myślałam, że to już koniec, ale najwyraźniej Finn jeszcze nie skończył się kompromitować. Kilka dni po odejściu Finna zadzwonił do mnie nasz wspólny przyjaciel Caleb, który chciał się dowiedzieć, co u niego. Po jego głosie wyczułam, że czegoś szuka, więc zapytałam go wprost: „Czy Finn cię przysłał?”. Caleb wahał się, ale w końcu wyjawił prawdę. Okazało się, że Finn planował to rozstanie od miesięcy. Mówił wszystkim – przyjaciołom, znajomym, nawet rodzinie – że zamierza przejąć dom i rozpocząć nowy rozdział. Przedstawiał się jako cierpliwy chłopak, który latami znosił moje narzekania. Według niego dom był praktycznie ukryty z powodu całej pracy, jaką włożył w przekształcenie go w prawdziwy dom.
Musiałam w tym momencie przerwać Calebowi, bo o mało się nie udławiłam ze śmiechu. Co za praca? Facet prawie nie prał, nie mówiąc już o utrzymaniu domu. Zapytałam Caleba, czy Finn wspominał kiedyś o tym drobnym szczególe, że dom jest na moje nazwisko. Powiedział, że Finn twierdzi, że pewnie po prostu odejdziesz, kiedy poprosi, a jeśli nie, to on się domyśli.
Och, Finn. Słodki, urojony Finn. Najwyraźniej Finn był tak pewien, że się przewrócę i oddam mu dom, że przed rozstaniem zrobił sobie małą rundkę zwycięstwa. Mówił ludziom, że w końcu może skupić się na swoim życiu, a nawet planował urządzić parapetówkę – znowu – u mnie. Co za bezczelność.
Caleb powiedział mi też coś, co mnie strasznie wkurzyło. Finn bagatelizował wszystko, co dla niego robiłem. Mówił ludziom, że ledwo spłacam rachunki i że to on to wszystko trzyma. To był facet, który nawet nie wiedział, ile co miesiąc spłacam ratę kredytu hipotecznego.
Kłamstwa były tak bezczelne i dziwaczne, że nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Podziękowałam Calebowi za informację i zaczęłam myśleć, jak to wszystko zakończyć, żeby Finn nigdy nie zapomniał. Na początku myślałam, żeby po prostu to puścić. Finna już nie było, dom był mój, a ja w końcu mogłam iść dalej. Ale potem przypomniałam sobie, ile gówna mi zrobił – lata manipulacji emocjonalnej, pasożytowanie na finansach, a teraz ta absurdalna kampania oszczerstw. Nie. Nie zamierzałam tego puścić płazem. Postanowiłam uderzyć Finna tam, gdzie bolało najbardziej: w jego ego.
Najpierw wysłałam uprzejmą, ale stanowczą wiadomość grupową do naszych wspólnych znajomych, wyjaśniając kilka rzeczy: dom był na moje nazwisko w 100%. Finn nigdy nie zapłacił ani grosza na ratę kredytu hipotecznego ani rachunków. Wszelkie twierdzenia, że zbudował nasze wspólne życie, były wierutnymi kłamstwami. Starałam się zachować obiektywizm i beznamiętność, ale dodałam zrzuty ekranu naszej starej umowy najmu i rachunków za media z moim nazwiskiem. Dołączyłam nawet zdjęcie aktu własności, na którym widniało tylko moje nazwisko. Nie zamierzałam pozwolić mu przeinaczyć narracji.
Po drugie, skontaktowałem się z lokalną organizacją charytatywną, która pomaga ludziom urządzać domy. Oddałem wszystkie śmieci, które zostały po Finnie: jego stare biurko, kanapę, na której nigdy nie siedział, a nawet fotel gamingowy, który zostawił w pośpiechu, żeby wyjechać. Byli zachwyceni, że mogą go przyjąć, a ja byłem zachwycony, widząc, jak odchodzi.
W końcu zdecydowałam się powiedzieć rodzicom Finna, co się naprawdę dzieje. Zawsze byli dla mnie dobrzy i czułam, że zasługują na prawdę. Nie wdawałam się w szczegóły, ale powiedziałam im wystarczająco dużo, żeby dać jasno do zrozumienia, że narracja Finna o byciu ofiarą była kompletnym kłamstwem.
Wiadomość grupowa rozeszła się niemal natychmiast. Większość osób była zszokowana, ale wspierająca, mówiąc, że nie mieli pojęcia, że Finn opowiada tak absurdalną historię. Kilku jego bliższych przyjaciół próbowało go bronić, mówiąc, że wiele go to obchodzi, ale szybko to uciszyłem.
„Wszyscy przez to przechodzimy” – powiedziałem – „ale to nie daje ci prawa kłamać i kraść”.
Finn oczywiście dowiedział się o wiadomości i nazwał mnie Furious. Oskarżył mnie o zrujnowanie mu życia i powiedział, że nie mam prawa prać naszych brudów. Powiedziałem mu spokojnie, że sam to robił od miesięcy. Po prostu poprawiłem nagranie. Potem się rozłączyłem i go zablokowałem.
Jego rodzice byli przerażeni. Przepraszali go bardzo serdecznie i mówili, że nie mieli pojęcia, że Finn traktował mnie tak źle. Jego mama nawet zaproponowała mi zwrot części rachunków, które narobił, ale odmówiłem. Nie interesowały mnie pieniądze. Chciałem tylko, żeby poznali prawdę.
Prawdziwa wisienka na torcie nadeszła kilka tygodni później, kiedy wpadłam na Milę w kawiarni. Podeszła do mnie, wyraźnie zawstydzona, i przeprosiła za wmieszanie się w to. Powiedziała, że Finn okłamał ją we wszystkim, łącznie z tym, że sytuacja z domem była wtedy wspólna. Potem opowiedziała mi najzabawniejszą rzecz, jaką słyszałam przez cały rok: Finn mieszkał w swoim samochodzie. Najwyraźniej żaden z jego znajomych nie chciał go przyjąć, gdy dowiedział się prawdy, a jego rodzice też nie byli zainteresowani wpłaceniem kaucji. Spalił za sobą zbyt wiele mostów i teraz zbiera tego konsekwencje. Nie życzę nikomu bezdomności, ale w tym przypadku nie mogę powiedzieć, żebym czuła się z tym aż tak źle. Pościelił sobie łóżko – a raczej tylne siedzenie – i teraz musi w nim leżeć.
Trzecia aktualizacja: pamiętacie, jak wspominałam, że Finn nie skończył próbować odzyskać domu? No to szykujcie popcorn, bo ta historia stała się jeszcze bardziej absurdalna. W zeszłym tygodniu jadłam lunch z moją siostrą Norą, kiedy zaczęła się dziwnie zachowywać. Ciągle sprawdzała telefon i dziwnie na mnie patrzyła, jakby chciała mi coś powiedzieć, ale nie wiedziała jak. W końcu po prostu zapytałam, co się dzieje.
„Nie złość się” – zaczęła, co nigdy nie wróży dobrze – „ale Finn odezwał się do mnie w zeszłym tygodniu”.
Prawie wyplułem napój. Co?
Okazuje się, że Finn rozpowiadał każdemu, kto chciał słuchać, że zawarliśmy jakąś ustną umowę dotyczącą domu. Według niego byliśmy praktycznie małżeństwem – nie byliśmy – a on wnosił znaczący wkład w utrzymanie domu – nie był. Ale prawdziwy haczyk: poprosił Norę o pieniądze. I to nie byle jakie pieniądze. Chciał tyle, żeby stanąć na nogi i walczyć o to, co mu się prawnie należy. I ona mu je dała.
Zanim chwycisz za widły, pozwól, że wyjaśnię. Nora i ja zawsze byłyśmy sobie bliskie, a ona zazwyczaj jest najmądrzejszą osobą, jaką znam. Ale Finn najwyraźniej nakarmił ją tą żałosną historyjką o tym, jak zainwestował wszystko w nasz związek i teraz przeze mnie jest bezdomny. Pokazał jej nawet zrzuty ekranu rachunków, które zapłacił lata temu, celowo pomijając fakt, że zapłacił je moimi pieniędzmi.
„Żal mi go było” – przyznała Nora z winną miną. „Mieszkał w samochodzie i wydawał się taki pewny wszystkiego, co mówił. Potrzebował tylko tyle, żeby zacząć od nowa”.
Siedziałem tam, próbując przetworzyć tę zdradę.
„Ile mu dałeś?”
„2000” – mruknęła do kawy.
2000 dolarów. Prawie straciłem pieniądze, ale Nora wyciągnęła telefon i pokazała mi ich rozmowę. Czytając, uświadomiłem sobie coś: moja siostra może być mądrzejsza, niż myślałem. Widzisz, Nora nie tylko dała mu pieniądze – kazała mu podpisać porządny weksel, z warunkami spłaty i odsetkami. Nawet namówiła go, żeby zastawił samochód. Kiedy zapytałem ją, po co tyle zachodu z małą pożyczką, tylko się uśmiechnęła.
„Bo wiedziałam, że bredzi” – powiedziała. „Chciałam dowodu na to, jak bardzo jest zdesperowany. Poza tym pomyślałem, że dokument potwierdzający, że musiał pożyczyć pieniądze, może się później przydać”.
Mógłbym ją wtedy przytulić, ale historia jest jeszcze lepsza.
Pamiętacie Caleba, naszego wspólnego znajomego, który wygadał się o planach Finna przed rozstaniem? No cóż, wysłał mi zrzuty ekranu z postów Finna w mediach społecznościowych, na których przedstawiał się jako ofiara wyrachowanej naciągaczki, która wciągnęła go w związek tylko po to, by ukraść mu przyszłe zarobki. Tak, dobrze przeczytaliście. Myśli, że spędziłam 6 lat na utrzymaniu jego bezrobotnego „ja”, bo zależało mi na jego przyszłych pieniądzach – pieniądzach, które z pewnością zarobiłby na wszystkich tych nieudanych projektach, które finansowałam.
Posty są pełne niejasnych oskarżeń o to, jak nim manipulowałam i wykorzystywałam jego ufność. Według nowej wersji wydarzeń Finna, to on wspierał mnie emocjonalnie, gdy byłam niestabilna i niezdolna do utrzymania zdrowych relacji. To od mężczyzny, który kiedyś miał trzygodzinny atak paniki, bo kupiłam złą markę napoju energetycznego.
Ale tu robi się naprawdę ciekawie. Moja przyjaciółka Zoe śledziła wszystkich, z którymi Finn się kontaktował, i najwyraźniej opowiadał różne historie różnym osobom. Dla niektórych jest ofiarą manipulującej byłej. Dla innych jest hojnym partnerem, który poświęcił dla mnie wszystko. A kilku twierdzi nawet, że mieliśmy jakąś spółkę biznesową, którą zdradziłam. Historie stają się coraz bardziej rozbudowane. W zeszłym tygodniu powiedział komuś, że obiecałam wpisać jego nazwisko do aktu notarialnego jako prezent urodzinowy, ale potem ze złości zmieniłam zdanie. Całkiem pomysłowe jak na kogoś, kto kiedyś całkowicie zapomniał o moich urodzinach, bo był zbyt zajęty próbami zostania streamerem na Twitchu.
Wczoraj dostałem od niego serię coraz bardziej niezrównoważonych wiadomości o tym, jak zamierza ujawnić mnie wszystkim, których znamy. Grozi, że wyjawi ludziom wszystkie moje sekrety, choć jestem naprawdę ciekaw, jakie sekrety on sobie wyobraża, biorąc pod uwagę, że to ja wiem o jego nieudanych inwestycjach w kryptowaluty i o tym, jak próbował zostać profesjonalnym fotografem psów z moim aparatem.
Nie odpowiedziałam na żadną z jego wiadomości, ale wszystkie zachowałam. Coś mi mówi, że to jeszcze nie koniec. Finn nigdy nie był dobry w akceptowaniu rzeczywistości, a teraz, kiedy przepuścił pieniądze Nory – prawdopodobnie na kolejny szybki sposób na wzbogacenie się – jestem pewna, że knuje jakiś nowy plan, żeby spróbować dostać to, na co jego zdaniem zasługuje.
Ostatnia aktualizacja: W zeszłą niedzielę, robiąc cotygodniowe zakupy spożywcze, dosłownie wpadłam na mamę Finna w sklepie. Próbowałam się tylko uśmiechnąć i przejść obok, ale złapała mój wózek i powiedziała:
„Musimy porozmawiać”.
Jego mama zawsze była dla mnie miła, nawet po tym wszystkim, co się wydarzyło, ale tym razem wyglądała inaczej – zmartwiona, ale też trochę zła. Zapytała, czy możemy pójść na kawę, a coś w jej głosie sprawiło, że się zgodziłam.
Leave a Comment