Obok mnie poczułem, jak całe ciało Davida się napina. Jego dłoń zacisnęła się na ramieniu naszego syna.
„Skąd o tym wiesz, kochanie?” – zapytałam, starając się, aby mój głos brzmiał tak łagodnie, jak to tylko możliwe.
Odwróciła się, żeby na mnie spojrzeć, jej oczy były szeroko otwarte w słabym świetle.
„Babcia wspomniała o tym wczoraj, kiedy dzwoniła” – powiedziała. „Zapytała, czy cieszę się na imprezę i co będę miała na sobie. Powiedziałam jej, że chcę założyć moją błyszczącą sukienkę”. Zmarszczyła brwi. „Idziemy po akwarium? Dlatego teraz jej nie założę?”
Oczywiście, że tak, pomyślałem. Oczywiście moja matka założyła, że się poddamy, albo że dzieci nie wiedzą, albo jedno i drugie. Oczywiście traktowała przyjęcie jak coś oczywistego.
„Kochanie” – powiedziałam, klękając, żebyśmy mogli spojrzeć sobie w oczy – „to dzisiaj. Ale nie idziemy na tę imprezę”.
Jej czoło się zmarszczyło.
„Dlaczego nie?” zapytała.
Jak to wytłumaczyć sześciolatkowi? Jak powiedzieć dziecku, że jego ciotka nie uważała go za wystarczająco ważnego, by się nim opiekować? Że jego uczucia były traktowane jako zbędne zabezpieczenie w pogoni za pewną „atmosferą”?
„Czasami imprezy są tylko dla konkretnych osób” – powiedziałam ostrożnie, nienawidząc każdego słowa, które wypowiedziałam. „Ta jest tylko dla szkolnych przyjaciół Emily”.
Zamrugała.
„Ale ja jestem jej kuzynką” – powiedziała. „Jesteśmy rodziną”.
Paliło mnie w gardle.
„Wiem, kochanie” – powiedziałem cicho.
Jej oczy napełniły się łzami.
„Czy ciocia Sarah nas nie lubi?” – wyszeptała.
Za nią mój syn znieruchomiał. Spojrzał na nasze twarze, zdezorientowany, po czym, wyczuwając rozpacz siostry, usta mu zadrżały i on też zaczął płakać.
David podniósł go, a jego wyraz twarzy ponury odbijał się w delikatnym, błękitnym świetle akwariów z meduzami.
„Wracajmy do domu” – powiedział cicho.
Jazda do domu przebiegała w ciszy, z wyjątkiem sporadycznego pociągnięcia nosem z tylnego siedzenia. Moja córka patrzyła przez okno, przyciskając dłoń płasko do szyby. Syn ściskał pluszowego dinozaura, ciągnąc go po policzkach, z opuchniętymi i zaczerwienionymi oczami.
Poczułem ciężar winy w piersi. Wiedziałem, że to nie moja wina, nie do końca, ale i tak czułem, że w jakiś sposób ich zawiodłem – nie ochroniłem ich, nie przewidziałem, w jaki konkretny sposób mogą zostać zranieni.
Kiedy wróciliśmy do domu, posadziłem dzieciaki na kanapie z filmem i ich ulubionymi przekąskami, próbując zamaskować ich rany normalnym wyglądem. Okryłem je kocem i pocałowałem w główki.
„Mamy swój własny, wyjątkowy dzień” – powiedziałem im. „Tylko my”.
Skinęli głowami, ale ich twarze były ponure, czego wcześniej nie widziałem.
Dawid zniknął w swoim biurze.
Na początku założyłam, że potrzebuje tylko chwili. Że musi ochłonąć, zanim zaczną się nieuniknione telefony. Krzątałam się po kuchni, ładując zmywarkę, wycierając blaty, które tego nie wymagały.
Godzinę później nasze telefony zaczęły się świecić.
Najpierw Dawida, potem mnie, a potem znów jego.
Wytarłem ręce i poszedłem korytarzem. Drzwi jego gabinetu były uchylone. Pchnąłem je.
Siedział przy biurku z telefonem w dłoni i otwartym laptopem przed sobą. Jego wyraz twarzy był taki sam, jaki widziałem kilka razy przez lata, gdy odkrył coś brzydkiego w transakcji – oszustwo, kłamstwa, ukryte zobowiązania. To spojrzenie oznaczało, że ktoś popełnił bardzo poważny błąd w kontaktach biznesowych z nim.
„Co się dzieje?” zapytałem, opierając się o framugę drzwi.
Podniósł telefon.
„Piętnaście nieodebranych połączeń” – powiedział. „Trzy od twojej siostry, cztery od twojej matki, reszta od Toma i innych członków rodziny”.
Skręciło mi się w żołądku.
„Dlaczego?” zapytałem.
Odłożył telefon.
„Ponieważ wykonałem telefon” – odpowiedział po prostu.
Zrobiło mi się sucho w ustach.
„Jaki rodzaj połączenia?” zapytałem powoli.
„Takiego, który wyjaśnia pewne relacje biznesowe” – powiedział.
Wszedłem do pokoju i usiadłem na krześle naprzeciwko jego biurka.
„Dawidzie” – powiedziałem – „co zrobiłeś?”
Odwrócił laptopa w moją stronę.
Na ekranie widniał ciąg e-maili. Od razu rozpoznałem nagłówek.
Morrison Property Development.
Firma mojego szwagra Marka.
Przejrzałem pobieżnie ostatnią wiadomość, a mój wzrok padł na takie zwroty jak „z przykrością informuję”, „decyzja prezesa” i „zgodność wartości”.
Dawid obserwował moją twarz.
„Mąż twojej siostry od sześciu miesięcy stara się o kontrakt z Centennial Group” – powiedział. „Duży projekt komercyjny. Kompleks wielofunkcyjny, wieloetapowy. To w zasadzie zapewniłoby ich firmie przetrwanie na kolejne pięć lat”.
Wiedziałem o tym. Sarah wspominała o tym wielokrotnie przy winie podczas rodzinnych kolacji. Jak ta umowa wszystko dla nich zmieni. Jak w końcu będą mogli sobie pozwolić na większy dom w lepszej okolicy, prywatną szkołę z uroczą fotografią Emily w broszurze.
„Co to ma wspólnego z czymkolwiek?” – zapytałem, chociaż czułem, że odpowiedź kształtuje się między nami.
Dawid spojrzał na mnie uważnie.
„Jestem większościowym udziałowcem Centennial Group” – powiedział. „Jestem nim od trzech lat”.
Przez chwilę po prostu na niego patrzyłem.
„Co?” zapytałem.
„To inna struktura korporacyjna” – powiedział. „Większość ludzi nie dostrzega powiązań między Davidem Chinam a spółkami portfelowymi Centennial. Wolę to. Daje to mojemu zespołowi ds. przejęć przestrzeń do negocjacji, bez konieczności omijania ich, żeby mnie dopaść”.
„Nigdy mi nie mówiłeś” – powiedziałam, bardziej oszołomiona niż oskarżycielska.
Lekko wzruszył ramionami.
„Nigdy nie pytałeś o moje inwestycje” – powiedział. „I szczerze mówiąc, to nudna rozmowa. Znasz ogólne zarysy. Chodzi o to, że twój szwagier negocjuje z moim zespołem ds. przejęć od miesięcy. Mieli mi przedstawić ostateczną umowę w przyszłym tygodniu do zatwierdzenia”.
„Zamierzamy…” zacząłem automatycznie, ale przerwałem, gdy uświadomiłem sobie, do czego to zmierza.
„Zadzwoniłem do zespołu godzinę temu” – powiedział. „Powiedziałem im, żeby zerwali umowę”.
Spojrzałam na niego.
„Zniszczyłeś wielomilionowy kontrakt, bo Sarah nie zaprosiła naszych dzieci na przyjęcie urodzinowe” – powiedziałem powoli.
„Nie” – powiedział. „Zerwałem wielomilionowy kontrakt, bo Sarah powiedziała naszym dzieciom, że nie są wystarczająco ważne. To różnica”.
Mój telefon zawibrował w kieszeni.
Wyciągnąłem to. SMS od Sary.
Dlaczego David torpeduje umowę Marka? Co do cholery się dzieje?
Jeszcze jedno od mojej matki.
Twój mąż rujnuje finansowo rodzinę twojej siostry przez zaproszenie na imprezę. Zadzwoń do mnie teraz.
Potem Tom.
Leave a Comment