Potrzebuję twojej pomocy” – powiedziałem, kiedy odebrała. „Chodzi o Rebeccę”.
Irene nie zadawała pytań. „Będę za godzinę”.
Tego popołudnia odebrałam Sophie ze szkoły – pierwszy raz od trzech miesięcy, kiedy Derek na to pozwolił. Zadzwoniłam rano i nalegałam: musi zobaczyć się z babcią. Minęło za dużo czasu. Może w końcu dopadło go poczucie winy, a może myślał, że kolejna odmowa wzbudzi podejrzenia. Tak czy inaczej, zgodził się.
Sophie siedziała cicho w samochodzie, ściskając plecak. Zabrałem ją do Tony’s Pizza na Market Street i zamówiłem jej ulubione pepperoni z dodatkowym serem. Przesuwała kawałki po talerzu, prawie nie jedząc.
„Kochanie” – powiedziałem łagodnie – „czy w domu wszystko w porządku?”
Skinęła głową, ale nie spojrzała mi w oczy.
„Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko, prawda? Zawsze jestem tu dla ciebie.”
Sophie zawahała się. Potem cicho powiedziała: „Tata ma przyjaciółkę. Jakąś kobietę. Czasami przychodzi w odwiedziny”.
Serce mi stanęło. „Jak ona wygląda?”
„Blond włosy. Naprawdę ładna. Jest dla mnie miła”. Sophie zmarszczyła brwi, zamyślona. „Jej imię zaczyna się chyba na A. Jak Amy… albo Anna. Amber”.
„Czy ona często tu przychodzi?”
Sophie wzruszyła ramionami. „Czasami tata mówi, że pomaga mu w pracy, ale dużo się śmieją. A czasami zostaje dłużej”.
Zmusiłam się do uśmiechu, choć czułam ucisk w piersi. „To dobrze, kochanie. Cieszę się, że twój tata ma przyjaciół, którzy mu pomagają”.
Po obiedzie odwiozłem Sophie do domu Dereka. Otworzył drzwi, rzucił mi krótkie spojrzenie, wziął Sophie za rękę i zamknął drzwi bez słowa.
Natychmiast wysłałem SMS-a do Irene: Jest w domu. Jesteś na miejscu?
Jej odpowiedź nadeszła kilka sekund później: Kawiarnia po drugiej stronie ulicy. Widzę jego drzwi wejściowe.
Przez następne dwie godziny Irene czekała. Siedziałem w samochodzie trzy przecznice dalej, z rękami zaciśniętymi na kierownicy, telefonem na siedzeniu pasażera i bijącym sercem.
O 16:47 Irene wysłała zdjęcie: Derek idzie ulicą, sam, z rękami w kieszeniach.
Podążając za nim, wysłała mu wiadomość.
Dziesięć minut później: Zmierza w kierunku Columbus Boulevard, szybko idąc.
A potem: po prostu poszedł do Brew Coffee House.
Kolejny tekst: Spotyka się z kimś. Blondynka, około 35 lat. Siedzą razem.
Poczułem ucisk w żołądku.
Przybyło zdjęcie: Derek i kobieta siedzą przy małym stoliku w rogu, pochylają się nad nim, ze splatanymi palcami na blacie.
Potem kolejne zdjęcie – na zewnątrz kawiarni, pod latarnią: Derek i kobieta obejmują się, całują. Nie szybki pocałunek, ale taki, jaki ludzie wymieniają, gdy myślą, że nikt nie patrzy.
Wpatrywałem się w obrazy, a moje ręce drżały.
Irene napisała ostatnią wiadomość: „Ma tablice rejestracyjne”. Amber Daniels, 35 lat. Pracuje w salonie Divine Cuts na Market Street. Jeździ niebieską Hondą Civic.
Siedziałam jak sparaliżowana, wpatrując się w zdjęcia. Derek nie pogrążał się w żałobie. Nie miał problemów. Ruszył dalej. Miał kogoś innego. A jeśli Derek poszedł dalej – jeśli miał Amber w swoim życiu, publicznie i wygodnie – to gdzie w tym wszystkim mieściła się Rebecca?
Czy moja córka w ogóle jeszcze była częścią jego planu, czy też stała się po prostu kolejną osobą, którą zamierzał zostawić – tak jak planował zostawić Sophie?
Irene dodała jeszcze jedną wiadomość: Właśnie wyszli razem, kierując się w stronę Columbus Boulevard. Tam są wszystkie motele. Nie będę ich tam śledził, Dorothy. Zbyt ryzykowne. Ale mam wszystko, czego potrzebujemy – zdjęcia, jej imię i numer rejestracyjny.
Odpisałem natychmiast: Dziękuję. Zrobiłeś/aś już wystarczająco dużo. Proszę, uważaj na siebie.
Irene odpowiedziała: Już jadę do domu. Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebować. Mówię serio.
Odłożyłam telefon i znów spojrzałam na zdjęcia, czując na piersi ściśniętą ze złości. Derek nie był zrozpaczonym wdowcem, za jakiego go uważałam. Podczas gdy Henry siedział w ciemności, rozmawiając z workiem jesionu, a ja szyłam, aż krwawiły mi palce, żeby pomóc utrzymać to, co uważałam za rozbity dom, Derek budował nowe życie.
A on przez cały czas brał ode mnie pieniądze.
Ale coś jeszcze mnie dręczyło – coś, co nie do końca do mnie pasowało. Jeśli Derek był związany z Amber Daniels, czy Rebecca o tym wiedziała? Kobieta na nagraniu z monitoringu to była Rebecca. Teraz byłem tego pewien – blizna, sposób, w jaki się poruszała, sposób, w jaki wślizgnęła się do budynku Dereka, jakby była tam na swoim miejscu.
Rebecca żyła i Derek o tym wiedział.
Kim więc była dla niego Amber Daniels?
Przykrywka? Dywersja? A może Derek grał na obu?
Pytanie krążyło mi w głowie coraz ostrzej i boleśniej z każdym zakrętem. Sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do Richarda.
„Musimy dowiedzieć się więcej o Amber Daniels” – powiedziałem, kiedy odebrał. „I musimy dowiedzieć się, co Derek naprawdę kombinuje… bo nie sądzę, żeby Rebecca znała całą prawdę”.
W środę po południu Richard zajął się kolejnym krokiem, podczas gdy Amber była w salonie. Nie powiedział mi dokładnie, jak to zrobić – powiedział tylko, że ma sposób, żeby śledzić jej drogę, nie śledząc jej w czasie rzeczywistym.
„To nie jest do końca legalne” – ostrzegł mnie Richard. Ale sfingowanie własnej śmierci i oszukanie rodziny też nie. Nie sprzeciwiałem się.
O 20:00 tego wieczoru siedziałem w pickupie Richarda zaparkowanym dwie przecznice od budynku mieszkalnego Amber i obserwowałem migającą kropkę na jego ekranie. Kropka – samochód Amber – stała nieruchomo od kilku godzin. Potem, o 20:14, zaczęła się poruszać.
„Rusza” – powiedział cicho Richard, odpalając silnik. „Zobaczmy, dokąd pojedzie”.
Podążaliśmy za sygnałem ulicami miasta, zachowując dystans. Amber skierowała się na wschód, potem na południe, a następnie na most Bena Franklina.
„Opuszcza Filadelfię” – powiedziałem, ściskając podłokietnik.
„Wygląda na to, że zmierza do Camden” – mruknął Richard.
Camden w stanie New Jersey – tuż za rzeką Delaware, ale świat odległy od naszej dzielnicy. Ślad GPS zaprowadził nas do dzielnicy przemysłowej: magazyny, opuszczone fabryki, puste działki. Latarnie uliczne były tu rzadkością, a wiele budynków wyglądało na nieużywane od lat – wybite okna, zardzewiałe ogrodzenia, popękany chodnik.
W końcu samochód Amber się zatrzymał.
„Cooper Street” – powiedział Richard, sprawdzając mapę. „Dzielnica magazynów”.
Skręciliśmy w Cooper Street i od razu zobaczyliśmy sedan Amber zaparkowany przed dużym, parterowym magazynem. Stare ceglane ściany poplamione starością. Z boku ciężkie metalowe drzwi. Żadnych innych samochodów w pobliżu, żadnych świateł, poza słabą poświatą sączącą się przez szpary w framudze drzwi.
Richard zaparkował pół przecznicy dalej, chowając ciężarówkę za siatką ogrodzeniową, skąd mieliśmy dobry widok, ale jednocześnie nie mogliśmy być łatwo zauważeni.
„Trzymaj się nisko” – wyszeptał.
Skinęłam głową, a moje serce waliło.
Amber wysiadła z samochodu, niosąc dwie plastikowe torby z jedzeniem na wynos. Szybko podeszła do drzwi magazynu, zerknęła raz przez ramię, a potem zapukała dwa razy. Drzwi otworzyły się od środka na tyle szeroko, że mogła się przez nie przecisnąć.
Potem znów się zamknęło.
„Ktoś tam mieszka” – mruknął Richard, podając mi lornetkę.
Siedzieliśmy w milczeniu. Dziesięć minut wydawało się jak dziesięć godzin. Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że ledwo mogłem utrzymać lornetkę w pionie.
Wtedy drzwi otworzyły się ponownie.
Amber wyszła pierwsza, wciąż trzymając puste torby. Za nią, w świetle przyćmionego światła w drzwiach, stała kobieta.
Podniosłem lornetkę i skupiłem wzrok na jej twarzy.
Była chudsza, niż pamiętałem. Jej włosy były dłuższe, ciemniejsze, związane w luźny kucyk. Miała na sobie dżinsy i za dużą bluzę z rękawami podwiniętymi za łokcie.
A tam, na jej lewym przedramieniu, oświetlona światłem z wnętrza magazynu, widniała blizna.
Dziesięć cali długości. Blade i postrzępione. Biegnące od nadgarstka do łokcia.
Blizna Rebekki.
Zatrzymałem oddech.
To była ona.
To naprawdę była ona.
Opuściłam lornetkę, a mój wzrok zamglił się od łez. „O mój Boże” – wyszeptałam. „Rebecca… moja córka… żyje”.
Richard wyciągnął rękę i ścisnął mnie za ramię, zaciskając szczękę. „Dorothy… Bardzo mi przykro”.
„Ona żyje” – powtórzyłem łamiącym się głosem.
Wtedy łzy popłynęły — gorące i ciche — po mojej twarzy.
Cztery lata. Cztery lata żalu, poczucia winy i żalu, że nie mogłam jej uratować. Cztery lata obserwowania, jak Henry odchodzi, w przekonaniu, że nasza córka odeszła na zawsze. A ona była tu, żywa, ukrywała się w magazynie w Camden.
Rebecca powiedziała coś do Amber, po czym wróciła do środka. Amber wróciła do samochodu, wsiadła i odjechała. Drzwi magazynu zamknęły się, a ulica znów zapadła ciemność i cisza.
Siedziałam drżąc i wpatrywałam się w budynek, w którym ukrywała się moja żywa, oddychająca córka.
Głos Richarda był łagodny. „Co chcesz zrobić?”
Otarłam oczy, próbując uspokoić oddech. „Musimy wiedzieć dlaczego. Dlaczego sfingowała swoją śmierć. Dlaczego pozwoliła Henry’emu umrzeć, wierząc, że jej nie ma. Dlaczego się tu ukrywa”.
Richard skinął głową. „Wrócimy jutro wieczorem z urządzeniem nagrywającym. Dowiemy się, co się naprawdę dzieje”.
Spojrzałem na magazyn jeszcze raz, moje serce pękło i zrosło się jednocześnie. Rebecca żyła.
Ale pytanie, które mnie teraz dręczyło, było jeszcze bardziej bolesne niż wcześniej.
Dlaczego?
Jeśli nadal tu jesteś, skomentuj 13, żebym wiedział, że podążasz tą drogą razem ze mną. A gdyby to było na twoim miejscu – po odkryciu, że twoje dziecko żyje od czterech lat, ukryte za kłamstwami – czy od razu byś się z nim skonfrontował, czy milczał i obserwował dłużej, aż prawda wyjdzie na jaw?
Zanim przejdziemy dalej, prosimy zwrócić uwagę, że kolejna część tej historii zawiera elementy dramatyczne dodane w celach fabularnych i edukacyjnych. Jeśli nie chcesz kontynuować, możesz zatrzymać film w tym miejscu.
Nie mogliśmy się jeszcze z nią skonfrontować – nie wiedząc, co tak naprawdę planują Derek i Rebecca. „Jutro” – powiedział cicho Richard, kiedy odjeżdżaliśmy tej nocy spod magazynu. „Wrócimy jutro z lepszym sprzętem”.
Każdy instynkt podpowiadał mi, żeby uciekać z powrotem, walić w te metalowe drzwi, aż Rebecca je otworzy i wytłumaczy. Ale Richard miał rację. Konfrontacja z nią teraz skończyłaby się tylko kłamstwami. Jeśli chcieliśmy poznać prawdę – pełną prawdę – musieliśmy jej posłuchać, zanim zaczniemy działać.
W czwartek wieczorem Richard odebrał mnie tuż przed jedenastą. Na tylnym siedzeniu leżała mała, czarna teczka.
„Urządzenie nagrywające” – powiedział. „Przyjaciel był mi winien przysługę. Bezprzewodowe. Czysty dźwięk. Możemy słuchać na żywo”.
Podał mi dwie maleńkie słuchawki.
O północy zaparkowaliśmy ponownie na Cooper Street, schowani za tym samym ogrodzeniem z siatki. Magazyn wyglądał w ciemności jeszcze bardziej samotnie, a pojedyncze, przyćmione światło paliło się w środku niczym ostrzeżenie.
Richard poruszał się szybko i bezszelestnie. Z boku budynku, jakieś dwa metry nad ziemią, znajdowało się uchylone okno. Ostrożnie wspiął się na nie, ustawił urządzenie na wewnętrznej półce, skierował je w stronę środka pomieszczenia, a następnie zszedł z powrotem.
„Teraz czekamy” – szepnął, podając mi słuchawkę.
Cisza była nie do zniesienia.
Północ minęła. Potem druga.
Chwilę po pierwszej na ulicę przemknęły światła reflektorów.
„Samochód Dereka” – wyszeptał Richard.
Zaparkował przed magazynem, rozejrzał się i zapukał raz. Drzwi natychmiast się otworzyły.
Rebecca czekała.
Zaparło mi dech w piersiach, gdy do moich uszu dotarły dźwięki – kroki, zamykane drzwi, a potem głos Dereka, ostry i zirytowany.
„Przyszedłem do domu w zeszłym tygodniu” – warknął – „to był pierwszy i ostatni raz. Rozumiesz?”
Potem rozległ się głos Rebekki, obronny. „Potrzebowałam aktu urodzenia Sophie do nowych dokumentów tożsamości. Nie mogłeś go zdobyć bez zadawania pytań”.
„Nie obchodzi mnie to” – powiedział Derek. „Sąsiad cię widział. W budynku są teraz kamery”.
„Uważałam” – upierała się Rebecca. „Była druga w nocy. Miałam na sobie szalik”.
„Nie byłeś wystarczająco ostrożny. Nigdy więcej tam nie wracaj.”
Pauza.
Potem ton Dereka stał się chłodniejszy. „Jeszcze miesiąc. To wszystko. Twoja matka właśnie wpłaciła pięćdziesiąt. W sumie czterdzieści pięć tysięcy. Potem znikamy”.
„A Sophie?” – zapytała cicho Rebecca.
„Zostaje z Dorothy” – powiedział Derek. „Jest czyściej. Bez bałaganu związanego z opieką. Bez śladu”.
Przygryzłam kostkę, żeby nie krzyknąć. Planowali zostawić moją wnuczkę na zawsze.
Po długiej pauzie Derek odezwał się ponownie, jego głos brzmiał niemal swobodnie. „Twój ojciec? Nie sądziłem, że tak szybko się odezwie”.
Rebecca nie odpowiedziała.
„Ale szczerze mówiąc” – kontynuował Derek – „to się sprawdziło. Po jego śmierci twoja matka płaciła szybciej. Pieniądze na poczucie winy. Obwiniała siebie. To sprawiło, że stała się bardziej hojna”.
Żołądek mi się przewrócił. Henry – mówi się o nim jak o dźwigni w transakcji.
Rebecca nic nie powiedziała.
Richard ścisnął moją dłoń, a całe moje ciało zaczęło się trząść.
„Pięćdziesiąt rat” – kontynuował Derek. „Czterdzieści pięć tysięcy dolarów podzielonych na trzy części, plus to, co przenieśliśmy za granicę. Nowe nazwiska pojawiają się najpierw. Europa potem”.
„A Amber?” zapytała Rebecca.
„Spotka się z nami tam” – powiedział Derek. „Była cierpliwa”.
Bursztyn.
Więc ten romans nie był zdradą. To była strategia.
Zaszurało krzesło.
„Muszę iść” – powiedział Derek. „Nie zbliżaj się więcej do tego domu. Jesteśmy za blisko, żeby to zepsuć”.
„Wiem” – szepnęła Rebecca.
Drzwi się zamknęły. Samochód Dereka odjechał.
Siedziałam zamrożona, łzy płynęły mi po policzkach, a słuchawkę nadal trzymałam przy uchu, długo po tym, jak dźwięk ucichł.
Głos Richarda był cichy. „Dorothy…”
Nie musiał kończyć.
Rebecca nie była ofiarą.
Ona była tego częścią.
W piątek rano Richard zadzwonił do mnie i wiedziałem, że to błąd. „To się nie utrzyma w sądzie” – powiedział cicho. „Ale pokaże nam, gdzie szukać”.
Siedziałam naprzeciwko niego przy kuchennym stole. Po tym, co usłyszeliśmy – bezduszności Dereka i milczeniu Rebekki – nie mogłam spać.
Richard rozłączył się i westchnął. „Zadzwoniłem do faceta, z którym pracowałem w Baltimore. Zna się na komputerach. Będzie próbował wyciągnąć, co się da, z pieniędzmi Dereka”.
„To jest nielegalne” – powiedziałem.
„Tak” – przyznał Richard. „Ale możemy to wykorzystać, żeby wskazać władzom właściwy kierunek. Kiedy już będziemy wiedzieć, z czym mamy do czynienia, zaprosimy odpowiednich ludzi”.
Skinąłem głową. Co to była za granica, którą trzeba przekroczyć?
Godzinę później telefon Richarda zawibrował. Otworzył laptopa, a na ekranie pojawiły się cyfry.
„Główne konto Dereka” – mruknął Richard. „Dziewięćset pierwszego każdego miesiąca. To ty”.
Skrzywiłem się.
„Ale spójrz na to” – powiedział, klikając. „Drugi strumień – tysiąc dwieście dolarów miesięcznie od Eastern Logistics Incorporated. I tak już od czterech lat”.
„Czym jest Eastern Logistics?”
„Firma-wydmuszka” – powiedział Richard. „Rozwiązana sześć miesięcy temu. Zgaduję? Ubezpieczenie na życie twojej córki, przemycane przez fałszywą przykrywkę, żeby uniknąć podejrzeń. Wypłacane w ratach”.
Zrobiło mi się niedobrze.
Zainkasował składkę z jej ubezpieczenia na życie.
Głos Richarda stał się ciaśniejszy. „Policz. Twoje dziewięćset w ciągu czterdziestu dziewięciu miesięcy – czterdzieści pięć tysięcy. Strumień ubezpieczeniowy – tysiąc dwieście w tym samym okresie, kolejne sześćdziesiąt tysięcy. To ponad sto tysięcy zbudowanych na kłamstwach. Na twoim żalu. Na śmierci Henry’ego”.
Przeszedł na inny ekran. „Cztery dni temu Derek przelał sześćdziesiąt pięć tysięcy na zagraniczne konto na Grand Cayman”.
Wielki Kajman.
Konta były współwłasnością.
Richard przełknął ślinę. „Derek Callahan i Amber Daniels”.
Przysunęłam się bliżej. „Amber, nie Rebecca?”
„Nie Rebecca” – powiedział Richard ponuro. „Nie Rebecca Hayes. Nie Rebecca Callahan. Nic.”
„Jeśli Derek i Amber założyli to konto razem” – wyszeptałam, a prawda wślizgnęła się w nią niczym ostrze – „to Rebecca nie jest tego częścią”.
Oczy Richarda spotkały się z moimi. „Dokładnie.”
Oparłam się o krzesło, oszołomiona. „Ona nie wie” – wyszeptałam. „Rebecca nie wie, że Derek planuje wyjechać z Amber”.
Richard już pisał. Potem obrócił laptopa w moją stronę.
„Rezerwacja lotu” – powiedział. „Zarezerwowane dwa dni temu. Dwa bilety. American Airlines. Poniedziałek – 11:15 – z międzynarodowego lotniska w Filadelfii. Kierunek: Grand Cayman. W jedną stronę”.
Pasażer 1: Derek Callahan.
Pasażer 2: Amber Daniels.
Bez Rebeki. Bez Sophie.
„Derek nie zabiera ze sobą Rebekki” – powiedział Richard. „Zabiera Amber”.
Przycisnęłam dłonie do twarzy. Derek przekonał Rebeccę, żeby sfingowała swoją śmierć, ukrywała się przez cztery lata, pozwoliła ojcu umrzeć w przekonaniu, że odeszła. Obiecał jej nowe życie – a teraz miał ją zostawić z niczym.
„Ona nie wie” – powtórzyłem głuchym głosem. „Rebecca nie ma pojęcia”.
Richard chwycił mnie za rękę. „Co chcesz zrobić?”
Spojrzałem na dwa nazwiska na ekranie – Derek i Amber – wyjeżdżające za trzy dni.
Pomyślałam o Rebecce w tym magazynie, wierzącej, że Derek ją kocha, wierzącej, że mają plan, wierzącej, że poświęciła wszystko dla przyszłości, która nigdy nie miała jej obejmować. Wciąż byłam wściekła na córkę. Pozwoliła Henry’emu umrzeć. Zabrała mi pieniądze. Okłamała wszystkich.
Ale ona także została oszukana — wykorzystana i porzucona.
A ona nadal była moją córką.
„Skonfrontujemy się z nimi” – powiedziałem. „Obojgu. Zanim Derek odejdzie, Rebecca musi poznać prawdę – a Derek musi odpowiedzieć za wszystko”.
W piątek po południu Richard ponownie zadzwonił do swojego konsultanta technicznego. „Potrzebuję wszystkiego, co możesz zdobyć na temat Amber Daniels” – powiedział. „Jeśli planują to razem, to się ze sobą komunikują. Potrzebujemy dowodów, żeby pokazać je Rebecce”.
Zajęłoby to całą noc.
Nie spałem. Ciągle widziałem ekran – dwa bilety w jedną stronę. Poniedziałek, 11:15. Dwa dni do końca.
W sobotę rano zadzwonił telefon Richarda. Przyszedł plik – miesiące wiadomości i rachunków, które z każdej strony przedstawiały ten sam obraz.
Szukaliśmy imienia Dereka. Richard przestał przewijać.
„Tutaj” – powiedział. „10 listopada”.
Leave a Comment