Mój ojciec oświadczył w sądzie, „Studio i ciężarówka powinny należeć do Dylana” — dopóki sędzia nie podniósł wzroku i nie powiedział…

Mój ojciec oświadczył w sądzie, „Studio i ciężarówka powinny należeć do Dylana” — dopóki sędzia nie podniósł wzroku i nie powiedział…

Daty domniemanych rozmów.

Szczegóły wpłat.

Odpowiedzi Dylana były szybkie.

Mój ojciec był bezpośredni.

Moja matka mnie wspierała.

Milczałem.

Nie dlatego, że nie miałem nic do powiedzenia.

Bo chciałem, żeby skończyli pierwsi.

Każde wypowiedziane przez nich słowo dodawało kolejne warstwy do historii, którą o mnie zbudowali, a każda kolejna warstwa osłabiała fundamenty ich opowieści.

Poranek się dłużył.

Prawnik zakończył sprawę apelem o sprawiedliwe rozwiązanie.

Sędzia skinął głową.

„Posłuchamy opinii obrony po przerwie”.

Młotek uderzył lekko.

W czasie przerwy wyszedłem na zewnątrz, żeby zaczerpnąć powietrza.

Dołączył do mnie James.

„Dużo powiedzieli” – zauważył. „To dobrze dla nas”.

Skinąłem głową.

Słońce grzało mi twarz.

Oddychałem spokojnie.

Gdy wróciliśmy, pokój znów się uspokoił.

Moi rodzice szepnęli Dylanowi.

Wyglądał na pewnego siebie.

Mój ojciec skrzyżował ramiona.

Niektórzy.

Sędzia zarządził zamknięcie sądu.

James wstał.

Ale zanim przemówił, sędzia Ramirez spojrzał mi prosto w oczy.

W pokoju zapadła całkowita cisza.

Wiedziałem, że następna część zmieni wszystko.

James Whitaker powoli wstał.

Po przerwie w sali rozpraw zapadła cisza, a powietrze było gęste od oczekiwania.

Podszedł do ławki niosąc cienki segregator.

Nic dramatycznego.

Po prostu precyzyjne.

„Wysoki Sądzie” – zaczął spokojnym głosem – „nawet za pozwoleniem sądu obrona chciałaby przedstawić dowody bezpośrednio odnoszące się do rzekomego ustnego porozumienia”.

Sędzia skinął głową.

“Przystępować.”

James otworzył segregator.

„Po pierwsze, mamy serię wiadomości tekstowych i e-maili wymienionych między powodem, panem Dylanem Thompsonem, a moją klientką, panną Alexandrą Thompson.”

Wręczył kopie urzędnikowi, który rozdał je sędziom i osobom po drugiej stronie.

„Te wiadomości zostały wysłane po tym, jak studio zaczęło wykazywać znaczący wzrost, gdy zajęcia się zapełniły, gdy wzrosły przychody i gdy wartość stała się oczywista”.

Przeczytał jeden na głos.

Data ta przypadła na 6 miesięcy po tym, jak zacząłem osiągać zyski.

Skoro studio jest coś warte, musisz się nim ze mną podzielić. To sprawiedliwe. Rodzina nie trzyma wszystkiego dla siebie.

Jeszcze jeden.

Kilka tygodni później.

Mama i tata zgadzają się, że to nie powinno być wszystko twoje. Podpisz papiery, zanim sytuacja się skomplikuje.

Dylan poruszył się na siedzeniu.

Jego prawnik pochylił się i coś szepnął.

Twarz Dylana się napięła.

„To były tylko rozmowy” – powiedział szybko. „Próbowałem z nią przemówić do rozsądku”.

James na niego nie spojrzał.

„Rozumowanie” – powtórzył. „Spójrzmy na moment. Te wiadomości zaczynają się dokładnie wtedy, gdy firma wykazała zysk, a nie przed, ani w trakcie rzekomego ustnego porozumienia”.

Zwrócił się do sędziego.

„Nie ma żadnych dowodów na wcześniejszą dyskusję na temat dzielenia się własnością”.

Pokój wydawał się mniejszy.

Ręce mojego ojca były lekko rozprostowane.

Dłonie mojej matki zacisnęły się mocniej na kolanach.

James kontynuował.

Następnie mamy dokumentację finansową.

Położył na stole kolejny zestaw dokumentów.

„Są to faktury za nowe maty, bloki, poduszki i sprzęt nagłaśniający zakupione do studia.”

Wskazał na daty.

Wszystkie datowane są na kilka miesięcy po rzekomej ustnej obietnicy dzielenia się informacjami.

„Gdyby doszło do jakiegokolwiek porozumienia, składki byłyby dzielone”.

„Nie ma żadnych. Na każdym rachunku pani Thompson jest wymieniona jako jedyna płatniczka.”

Prawnik Dylana wniósł sprzeciw.

„Wysoki Sądzie, to nie ma znaczenia w kontekście umowy ustnej”.

Sędzia podniósł rękę.

„Pozwolę. Kontynuuj.”

Przy stole powoda zaczęło się poruszać.

Dylan spojrzał na swego prawnika szeroko otwartymi oczami.

Mój ojciec pochylił się do przodu, zaciskając szczęki.

James wziął głęboki oddech.

„Wreszcie” – powiedział – „mamy nagraną rozmowę telefoniczną”.

Położył na stole małe urządzenie.

„To jest plik audio z rozmowy między powódką a moją klientką, nagrany legalnie przez pannę Thompson dla jej własnego bezpieczeństwa”.

Sędzia uniósł brwi.

“Przystępować.”

James nacisnął przycisk „play”.

Głos Dylana wypełnił pomieszczenie.

Jasne.

Niecierpliwy.

Po prostu podpisz papiery transferowe, Alex. Nie będziesz tego robić wiecznie. Jesteś na to za słaby. Podpisz teraz, zanim będę musiał pozwać i zrobić z tego aferę. Nie poradzisz sobie sam.

Nagrywanie zakończone.

Na sali sądowej zapadła cisza.

Moja matka odwróciła twarz od ławki i wbiła wzrok w podłogę.

Mój ojciec spuścił głowę i chwycił się poręczy.

Dylan otworzył usta.

Zamknięte.

Otwarte ponownie.

Nie wydobył się żaden dźwięk.

Sędzia spojrzał na Dylana.

„Panie Thompson, czy rozpoznaje pan ten głos?”

Przełknął ślinę.

„Tak, Wasza Wysokość.”

„Czy zaprzecza Pan złożeniu takiego oświadczenia?”

Zawahał się.

„Byłem sfrustrowany.”

„Zirytowany?” powtórzył sędzia.

Jej ton stał się ostrzejszy.

„Twierdzisz, że troszczysz się o dobro swojej siostry, ale to nagranie sugeruje przymus. Mówisz o pozwie jako o presji. Nazywasz ją kruchą, jednocześnie żądając, by całkowicie oddała swój majątek”.

Dylan próbował przemówić.

„Nie miałem na myśli…”

Sędzia mu przerwał.

„W swoim wniosku powołałeś się na wcześniejszą umowę ustną. Tymczasem dowody wskazują, że taka umowa nie istniała, zanim firma zyskała na wartości. Wiadomości, które wysłałeś, pojawiły się po sukcesie. Zakupów dokonała wyłącznie panna Thompson. A teraz to nagranie pokazuje, jak pod groźbą naciskasz na nią, żeby podpisała umowę”.

Zwróciła się do mojego ojca.

„Panie Thompson, podpisał pan oświadczenie, w którym stwierdził, że był pan świadkiem rozmów o dzieleniu się. Czy podtrzymuje pan to oświadczenie?”

Głos mojego ojca był cichy.

„Myśleliśmy… myśleliśmy, że to zrozumiałe”.

„Rozumiem” – powiedział sędzia – „albo zakładam po fakcie”.

Spojrzała na moją matkę.

„Pani Thompson.”

Moja matka nie podniosła wzroku.

„Chcieliśmy tego, co sprawiedliwe”.

Sędzia odchylił się do tyłu.

„Sprawiedliwość nie jest determinowana przez to, kto odnosi korzyści po wykonaniu pracy. Sąd dostrzega pewien schemat. Naciski są wywierane dopiero wtedy, gdy składnik aktywów staje się wartościowy. Brak dowodów wcześniejszej umowy, brak wkładu finansowego ze strony powoda i wyraźne próby wymuszenia przeniesienia własności”.

Zwróciła się bezpośrednio do Dylana.

„Twoje twierdzenie opiera się na przedstawieniu twojej siostry jako niezdolnej do pracy. Tymczasem dokumenty wskazują na jej konsekwentne zarządzanie, rozwój i odpowiedzialność. Dowody przeczą twojej narracji”.

W pokoju panowała cisza.

Teraz nie słychać już żadnych szmerów.

Tylko ciężar tego, co zostało ujawnione.

James wrócił na swoje miejsce.

Nie uśmiechnął się.

Nie było mu to potrzebne.

Siedziałem bez ruchu.

Prawda obroniła się sama.

I to było druzgocące.

Sędzia powrócił po krótkiej przerwie.

Na sali sądowej zapadła cisza.

Ten rodzaj ciszy, który drażni skórę.

Usiadła, złożyła ręce i spojrzała na każdego z nas z osobna przez pokój.

Gdy jej wzrok do mnie dotarł, zatrzymał się na mnie jeszcze przez chwilę.

„Zapoznałam się ze wszystkimi dowodami” – zaczęła spokojnym i rozważnym głosem. „Roszczenie powoda opiera się na rzekomej ustnej umowie o współwłasności studia jogi i związanego z nim pojazdu. Uzupełniające oświadczenie i zeznania wskazują na niestabilność emocjonalną panny Thompson jako podstawę interwencji”.

Zatrzymała się, pozwalając słowom się uspokoić.

„Jednak strona pozwana przedstawiła jasną dokumentację. Dokumentację finansową wykazującą wyłączną odpowiedzialność za wszystkie ulepszenia, zakupy i koszty operacyjne. Kontakty od powoda pojawiają się dopiero po tym, jak firma zyskała wymierną wartość. A co najważniejsze, jest to nagrana rozmowa, w której powód wyraźnie naciska na pannę Thompson, aby ta przejęła własność pod groźbą postępowania sądowego”.

Zwróciła się do Dylana.

„To nie jest troska. To oportunizm.”

Dylan siedział sztywno.

Jego prawnik wykonał niewielki ruch, ale sędzia kontynuował.

Sąd nie znalazł wiarygodnych dowodów na istnienie wcześniejszej umowy. Odręczny testament pana Harolda Thompsona jest jednoznaczny: pełne prawo własności do panny Alexandry Thompson. Nie wykazano żadnego wkładu finansowego ze strony powoda. Nie istnieje żaden model współzarządzania.

„Roszczenie zostaje odrzucone w całości.”

Spojrzała na Dylana i moich rodziców.

„Ponadto wszelkie dalsze próby nękania, zmuszania lub kwestionowania prawa własności panny Thompson mogą skutkować dodatkowymi konsekwencjami prawnymi, w tym obrazą sądu lub karami cywilnymi. Sprawa jest zamknięta”.

Młotek uderzył jeden raz.

Ostry.

Finał.

Pokój odetchnął.

Kilka osób na galerii poruszyło się.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

back to top