Kiedy w końcu dotarliśmy do Zamku Neuschwanstein, poczułem niemal zawroty głowy z ulgi, widząc tłumy turystów i autokary wycieczkowe.
Bezpieczeństwo w liczbach.
„Wycieczka zaczyna się za dwadzieścia minut” – powiedziała Emma, sprawdzając telefon. „W sam raz na kawę”.
Zaprowadziła nas do małej kawiarni przy wejściu, z dala od głównego tłumu.
Zamówiłem kawę, ale jej nie wypiłem, tylko wykorzystałem ten czas, żeby wysłać Sarze starannie sformułowaną wiadomość, która dla każdego wyglądałaby niewinnie.
Cudownie się bawię w Bajkowym Zamku, robiąc mnóstwo zdjęć wszystkiego, co ciekawego widzę. Prześlemy szczegóły, jak wrócę. Kocham Cię.
To był kod.
Miałem nadzieję, że Sarah jest na tyle mądra, by zrozumieć, że normalnie nie wysyłam takich wiadomości, a zwrot o zdjęciach i szczegółach podpowie jej, że może spodziewać się dowodów, gdyby coś mi się stało.
„Wejdziemy?” zapytał David, gdy nasze kubki po kawie były puste.
Zwiedzanie zamku było dwugodzinną gehenną, podczas której starałam się udawać, że jestem zafascynowana sypialnią króla Ludwika, jednocześnie planując ucieczkę.
Emma cały czas była blisko mnie, od czasu do czasu dotykając mojego ramienia lub pleców w gestach, które mogły wyglądać na czułe, ale odbierane były jako groźne.
Podczas wycieczki usłyszałem, jak rozmawiała po niemiecku z kimś, kto najwyraźniej był innym turystą — mężczyzną po czterdziestce, który najwyraźniej ją znał.
Rozmawiali cichym, naglącym tonem. Słyszałem wystarczająco dużo, żeby zrozumieć, że omawiają czas i możliwości.
Ile osób brało udział w tej operacji?
Gdy wychodziliśmy z zamku, Emma zaproponowała nam jeszcze jeden przystanek w sklepie z pamiątkami, ukrytym z dala od głównej części turystycznej.
„Mają piękne szaliki” – powiedziała. „Idealne pamiątki”.
Sklep był mały, słabo oświetlony i prawie pusty. Starszy właściciel ledwo podniósł wzrok, kiedy weszliśmy.
Emma natychmiast zaczęła mi pokazywać szaliki umieszczone z tyłu sklepu, z dala od okien i drzwi.
Wtedy Dawid ruszył, żeby zablokować wyjście.
Byłem uwięziony.
I oni o tym wiedzieli.
„Ta jest śliczna” – powiedziała Emma, unosząc jedwabny szal w głębokim błękicie. „Przymierz ją”.
Ale zamiast owinąć mi go wokół szyi jak normalny szalik, owinęła go ciasno wokół mojej szyi.
Złapałem ją za nadgarstki i spojrzałem jej prosto w oczy.
„Emma” – powiedziałem wyraźnie po niemiecku – „wszystko rozumiem”.
Cała zbladła, gdy uświadomiła sobie, że amerykańska marka cały czas nimi manipulowała.
Szok, który pojawił się na twarzy Emmy, niemal był wart tej chwili grozy.
Zrzuciła szalik i cofnęła się o krok, otwierając i zamykając usta jak ryba wyjęta z wody.
„Mówisz po niemiecku?”
Za mną rozległ się głos Davida – już nie ciepły i pełen miłości, lecz zimny i wyrachowany.
„Wystarczy” – powiedziałem, odwracając się do niego twarzą, jednocześnie mając Emmę w polu widzenia. „Wystarczy, żeby wiedzieć, że planowałeś mnie okraść. Albo coś gorszego”.
Starszy właściciel sklepu podniósł wzrok znad kasy z lekkim zainteresowaniem, jakby groźby ze strony klientów były dla niego codziennością.
Tam nie ma pomocy.
David podszedł bliżej i zobaczyłem, jak wsunął rękę do kieszeni kurtki.
„Maggie, myślę, że zaszło nieporozumienie.”
„Naprawdę? Bo doskonale zrozumiałam, kiedy Emma ci powiedziała, że jestem idealnym celem. Bogata wdowa. Nie mam rodziny. Mnóstwo pieniędzy. To było całkiem jasne.”
Emma otrząsnęła się z szoku i podeszła do mnie z drugiej strony.
Za kilka sekund będę uwięziony między nimi i nie będę miał dokąd uciec.
„Ty sprytna mała myszko” – powiedziała.
Jej akcent stał się teraz wyraźniejszy, a angielski mniej ogładzony.
„Ale nie na tyle sprytny.”
Wtedy wyciągnąłem telefon i wcisnąłem przycisk odtwarzania w aplikacji do nagrywania głosu, którą uruchomiłem, gdy weszliśmy do sklepu.
„Mówiłeś coś o moim sprytnym zachowaniu?” – zapytałem głośno. „Proszę, kontynuuj. Opowiedz mi więcej o swoim planie”.
David rzucił się na mój telefon, ale ja już byłam w ruchu — chwyciłam ciężki ceramiczny wazon z pobliskiej półki i zamachnęłam się nim w stronę jego głowy.
Trafienie rozległo się z satysfakcjonującym trzaskiem, a on zatoczył się do tyłu.
Emma wyciągnęła do mnie rękę, ale byłem gotowy.
W ciągu dwóch lat terapii żałoby odbywałam sesje radzenia sobie z gniewem, wykorzystując kickboxing.
Mogłem mieć pięćdziesiąt sześć lat, ale byłem w lepszej formie niż większość ludzi o połowę młodszych.
Mój łokieć trafił w splot słoneczny Emmy, przez co zgięła się wpół.
Pobiegłem do drzwi, krzycząc po niemiecku o pomoc tak głośno, jak potrafiłem.
“Hilfe! Hilfe! Sie wollen mich ausrauben!”
Na ulicy panował ruch, bo turyści wracali do swoich autobusów.
Kilka osób odwróciło się, słysząc moje krzyki, a w pobliżu parkingu zobaczyłem policjanta.
„Polizei!” krzyknęłam, biegnąc w jego stronę.
Za mną usłyszałem wychodzących ze sklepu Davida i Emmę.
Emma krzyczała coś o jakimś szalonym amerykańskim turyście, który próbował kontrolować sytuację, ale ja już dochodziłam do policjanta.
„Sprechen Sie Englisch?” sapnęłam. “Czy mówi Pan po angielsku?”
„Tak, oczywiście” – powiedział. „W czym problem?”
„Te dwie osoby”. Wskazałem na Davida i Emmę, którzy przestali mnie gonić, gdy zobaczyli policjanta. „Próbowali mnie okraść. Przyprowadzili mnie tu, żeby zrobić mi krzywdę”.
Oficer wyglądał na sceptycznego.
„Razem jesteście turystami.”
„Nie” – powiedziałem. „Myślałem, że tak. Ale oni planowali to od miesięcy”.
Wyciągnąłem telefon.
„Mam dowody – zdjęcia, nagrania.”
Emma podeszła do nas, a na jej twarzy malował się niepokój.
„Panie policjancie, bardzo mi przykro” – powiedziała. „Moja macocha ostatnio miewa napady. Dezorientacja. Paranoja. Próbujemy namówić ją na wizytę u lekarza”.
Macocha.
Sprytny.
Wyjaśniało im, dlaczego podróżowaliśmy razem, ale także dawało im wymówkę na ewentualne nieprzewidywalne zachowanie z mojej strony.
„Ona kłamie” – powiedziałem stanowczo. „Nazywam się Margaret Sullivan. Jestem obywatelką amerykańską, a ci ludzie planowali mnie okraść. Sprawdź mój paszport. Sprawdź ich paszport. Powiedziała mi, że ma dwadzieścia cztery lata, ale w jej paszporcie jest napisane, że ma dwadzieścia dziewięć”.
Policjant spojrzał niepewnie między nas.
Dawid zrobił krok naprzód ze swoim najbardziej czarującym uśmiechem.
„Panie policjancie, przepraszam za zakłócenie porządku. Moja dziewczyna jest ostatnio bardzo zestresowana i myślę, że podróżowanie było dla niej zbyt dużym obciążeniem”.
Mówił z autorytetem człowieka, który przywykł do tego, że mu się wierzy.
„Może mógłby Pan polecić lekarza, który mówi po angielsku.”
Widziałem, że oficer dał się zwieść.
Trzech turystów mających rodzinną kłótnię nie było wysoko na jego liście priorytetów, a spokojna i rozsądna postawa Davida była bardziej przekonująca niż moje histeryczne oskarżenia.
„Muszę zadzwonić” – powiedziałem szybko. „Do ambasady amerykańskiej”.
„Oczywiście” – powiedział oficer – „ale może lepiej byłoby rozwiązać tę sprawę po cichu”.
„Nie. Wróć do hotelu. Odpocznij. Porozmawiaj z rodziną.”
Dawid energicznie skinął głową.
„Dokładnie to samo, co myślałem. Dziękuję, oficerze.”
Ale gdy wracaliśmy do samochodu Emmy, zdałem sobie sprawę, że popełniłem straszny błąd.
Wyjawiłem, że znam ich plan, ale nie udało mi się im uciec.
Teraz wiedzieli, że stanowiłem zagrożenie.
I za wszelką cenę chcieliby mnie uciszyć.
„Wsiadaj do samochodu, Maggie” – powiedział cicho David.
Jego ręka wróciła do kieszeni i byłem pewien, że miał przy sobie broń.
„Chyba wolałbym wrócić do Monachium autobusem” – powiedziałem.
„Nie sądzę, żeby to już było możliwe” – powiedziała Emma, otwierając drzwi samochodu. „Proszę, nie utrudniajcie tego bardziej, niż to konieczne”.
Autobus już odjeżdżał, zabierając mi ostatnią szansę na bezpieczne ocalenie.
Policjant zajął się już innymi turystami.
Znów byliśmy sami.
Wsiadłem do samochodu, bo nie widziałem innego wyjścia.
Ale moje myśli krążyły.
Nie mogli mnie zabić na zamku – zbyt wielu świadków, zbyt duża kontrola.
Ale co się stanie, gdy podczas dwugodzinnej podróży powrotnej do Monachium krętymi górskimi drogami zabraknie zasięgu sieci komórkowej?
To była zupełnie inna historia.
Kiedy Emma uruchomiła silnik, zauważyłem, że pojechała inną trasą, niż tą, którą jechaliśmy rano.
David odwrócił się na siedzeniu pasażera, żeby mi się przyjrzeć. Jego przyjazna fasada całkowicie zniknęła.
„Wiesz, Maggie” – powiedział swobodnie – „naprawdę powinnaś była po prostu cieszyć się wakacjami. Planowaliśmy, żeby to było szybkie i bezbolesne”.
„Naprawdę?” zapytałem. „A może miałem wypadek na tym punkcie widokowym dziś rano?”
Emma się roześmiała, ale nie było w tym śmiechu ani krzty humoru.
„Jesteś mądrzejszy niż nasze przeciętne ofiary. Większość z nich nie zdaje sobie z tego sprawy, dopóki nie jest za późno”.
„Ile ich było?” zapytałem.
„Wystarczy” – powiedział David. „Samotne wdowy zaskakująco łatwo znaleźć. Portale randkowe, grupy wsparcia w żałobie, spotkania kościelne. Wszystkie pragną tego samego – kogoś, kto się nimi zaopiekuje, kogoś, kto sprawi, że znów poczują się wyjątkowe”.
Jego zwyczajne okrucieństwo wywołało u mnie mdłości.
„A kiedy zajdzie taka potrzeba, zabijasz ich wszystkich” – powiedziała Emma, skręcając w jeszcze węższą drogę.
„Zwykle są tak wdzięczni za uwagę, że chętnie oddają pieniądze” – kontynuowała. „Ty jednak stałeś się problemem”.
Spojrzałem przez okno, próbując zapamiętać punkty orientacyjne — cokolwiek, co mogłoby mi się później przydać.
Droga znów zaczynała się piąć w górę, wiła się przez gęsty las, z jedną stroną stromych zboczy.
Idealne miejsce na wypadek samochodowy.
Mój telefon zawibrował, sygnalizując otrzymanie wiadomości tekstowej, a ja zobaczyłem, że David i Emma byli spięci.
„Nie odbieraj” – ostrzegł David.
Ale mogłem zobaczyć podgląd wiadomości na ekranie blokady.
To była Sarah.
Mamo, martwię się. Zadzwoniłem do ambasady. Oczekują od ciebie odpowiedzi do 18:00 czasu lokalnego, albo wyślą kogoś, żeby cię sprawdził.
Nigdy w życiu nie byłam tak wdzięczna za nadopiekuńczość mojej córki.
„To moja córka” – powiedziałem spokojnie. „Ona dokładnie wie, gdzie jestem i z kim. Jeśli coś mi się stanie, ambasada amerykańska będzie mnie szukać”.
Emma zaklęła po niemiecku i zatrzymała samochód na poboczu drogi.
Byliśmy na odludziu, otoczeni lasem, a dzień szybko się kończył.
„To komplikuje sprawę” – powiedział David.
„Nie do końca” – odpowiedziała Emma. „Musimy tylko przyspieszyć nasz harmonogram”.
Sięgnęła do schowka i wyjęła strzykawkę — taką samą, jaką wcześniej widziałam w jej torebce.
„Co to jest?” zapytałem, choć byłem pewien, że nie chcę wiedzieć.
„Coś, żebyś był bardziej skłonny do współpracy” – powiedziała Emma, sprawdzając zawartość strzykawki. „Nie martw się – po kilku sekundach nic nie poczujesz”.
Wtedy zdałem sobie sprawę, że mam do rozegrania ostatnią kartę.
Dowody, które ukryłam w kosmetyczce w mieszkaniu.
„Zanim to zrobisz” – powiedziałem – „powinnaś wiedzieć, że wysłałem już wszystko mojej córce. Zdjęcia twojego paszportu, nagrania twoich rozmów, a nawet próbki tych pigułek, które próbowałeś mi dać dziś rano”.
Ręka Emmy znieruchomiała.
„Kłamiesz.”
„Naprawdę? Sprawdź swoją torebkę. Czy wszystkie te pigułki nadal tam są?”
Emma gorączkowo przeszukiwała swoją torebkę, podczas gdy David chwycił mój telefon i przeglądał moje wiadomości i zdjęcia.
„Mówi prawdę” – powiedział ponuro. „Zrobiła zdjęcia wszystkiego”.
„W takim razie mamy większy problem niż tylko ona” – stwierdziła Emma.
„Jeśli przesłała dowody komuś innemu, nie możemy pozwolić jej wykonać tego telefonu o szóstej” – powiedział David.
Ale ja już ruszyłem – złapałem klamkę i wyskoczyłem z samochodu w stronę lasu.
Za mną usłyszałem krzyki Emmy i trzask drzwi samochodu.
Ale biegłem dalej w głąb lasu, mając nadzieję, że znajdę pomoc, zanim oni mnie znajdą.
Rozpoczęło się polowanie, a ja byłem ofiarą.
Ale po raz pierwszy odkąd zaczął się ten koszmar, miałem coś, czego się nie spodziewali: przewagę, bezpieczne dowody i świadomość, że ludzie mnie szukają.
Teraz musiałem tylko pozostać przy życiu wystarczająco długo, aby mnie odnaleziono.
Bieganie po niemieckim lesie w listopadzie, podczas gdy gonią mnie morderczy oszustwa, to nie do końca tak wyobrażałem sobie spędzenie moich złotych lat.
Mądrzej byłoby pozostać na pokładzie statków wycieczkowych, jak inne rozsądne wdowy – porównywać przepisane leki i narzekać na kolejki w bufecie.
Ale oto byłem, przedzierając się przez zarośla w moich wygodnych butach podróżnych, starając się nie myśleć o tym, ile filmów dokumentalnych o prawdziwych zbrodniach zaczynało się dokładnie w ten sposób.
Za mną słyszałam, jak David i Emma wołają moje imię, ich głosy niosły się echem między drzewami.
Próbowali sprawiać wrażenie zaniepokojonych – jak zmartwieni członkowie rodziny szukający zdezorientowanego starszego krewnego.
Mądre podejście.
Gdyby w tym lesie znajdował się ktokolwiek inny, wyglądałoby to raczej na akcję ratunkową niż obławę.
„Maggie, gdzie jesteś? Martwimy się o ciebie” – zawołała Emma.
Martwi się, że ucieknę. Raczej tak.
Zapuszczałem się coraz głębiej w las, unikając ścieżek, które mogłyby zaprowadzić mnie z powrotem na drogę.
Mój telefon nadal nie miał zasięgu, ale sprawdzałem go, mając nadzieję, że znajdę chociaż jedną kreskę, która pozwoli mi wysłać wiadomość.
Wraz z zachodem słońca w lesie robiło się coraz ciemniej, a temperatura szybko spadała.
Byłem ubrany na wyprawę zamkową, a nie na survival w dziczy. Moja lekka kurtka nie zapewniłaby mi ciepła na długo, a moje botki nie nadawały się do wędrówek po powalonych kłodach i kamienistym gruncie.
Ale żyłem.
I to było więcej, niż zaplanowali dla mnie David i Emma.
Znalazłem zagłębienie pod dużym, powalonym drzewem i wpełzłem do środka, żeby złapać oddech.
Z mojej kryjówki wciąż słyszałem, jak szukają, ale ich głosy były coraz słabsze.
Albo się ode mnie odsuwali, albo coraz lepiej im szło milczenie.
Żadna z opcji nie była szczególnie pocieszająca.
Ponownie wyciągnąłem telefon i sprawdziłem godzinę.
17:47
Trzynaście minut do momentu, w którym Sarah spodziewała się usłyszeć ode mnie.
Gdybym nie dotrzymał terminu, ambasada zaczęłaby mnie szukać.
Ale ile czasu zajmie im znalezienie mnie?
Czy będę żył, kiedy to nastąpi?
Wtedy znów usłyszałem głosy – tym razem znacznie bliżej.
„Nie mogła odejść daleko” – mówiła Emma po niemiecku. „Amerykańska turystka w botkach. Za godzinę będzie wracać na drogę”.
„Chyba że jest mądrzejsza, niż myśleliśmy” – odpowiedział David. „Już udowodniła, że jest bardziej spostrzegawcza niż nasze zwykłe cele”.
„Nieważne, jak bardzo jest mądra” – powiedziała Emma. „Jest uwięziona w lesie, bez zasięgu i nie ma pojęcia, gdzie jest. Musimy po prostu być cierpliwi”.
Pacjent.
Planowali przeczekać, aż wyjdę, wiedząc, że prędzej czy później będę musiał wrócić po jedzenie, ciepło i schronienie.
Ale mylili się w jednej kwestii.
Wiedziałem gdzie jestem.
Raczej.
Podczas jazdy zwracałem uwagę na znaki drogowe i punkty orientacyjne – częściowo z przyzwyczajenia, a częściowo dlatego, że od samego początku czułem, że coś w tej wyprawie jest nie tak.
Byliśmy gdzieś w okolicach Oberammergau w Alpach Bawarskich.
Obszar turystyczny.
Oznaczało to, że będę miał dostęp do szlaków turystycznych, schronisk górskich, a może nawet do wioski, jeśli tylko uda mi się ustalić, w którą stronę iść.
Poczekałem, aż ich głosy ucichną, po czym ostrożnie wyszedłem z ukrycia.
W lesie było już prawie zupełnie ciemno, ale przez nagie gałęzie prześwitywało wystarczająco dużo światła księżyca, aby można było widzieć kilka stóp przed sobą.
Zacząłem się poruszać równolegle do drogi, licząc, że znajdę znak szlaku lub jakiś inny znak cywilizacji.
Moje stopy już zaczynały boleć, a ja robiłem się głodny.
Ale to były drobne zmartwienia w porównaniu z kwestią przeżycia.
Dwadzieścia minut później usłyszałem coś, co sprawiło, że moje serce podskoczyło.
Dźwięk silnika samochodowego.
Nie samochód Emmy, lecz coś cięższego, na przykład ciężarówka albo SUV.
Ruszyłem tak szybko, jak tylko odważyłem się, w stronę dźwięku.
Wyszedłem zza linii drzew akurat w momencie, gdy pojazd niemieckich służb leśnych przejechał obok wąską, gruntową drogą, o której istnieniu nie miałem wcześniej pojęcia.
Wybiegłem na ulicę, machając rękami i krzycząc po niemiecku.
“Hilfe! Bitte helfen!”
Ciężarówka się zatrzymała i wysiadł z niej mężczyzna w mundurze.
Wyglądał na trzydziestolatka i cechował się spokojem i kompetencją, jakich można oczekiwać w nagłych wypadkach.
„Czy ist passiert?” zapytał.
„Jestem Amerykaninem” – powiedziałem, przechodząc na angielski. „Ludzie próbują mnie skrzywdzić. Proszę… Muszę zadzwonić na policję”.
Przyglądał się mojej twarzy przez chwilę, prawdopodobnie próbując ocenić, czy jestem prawdziwą ofiarą, czy po prostu kolejnym zdezorientowanym turystą.
Moja podarta kurtka i zadrapania na rękach od biegania po lesie musiały być przekonujące.
„Wsiadaj” – powiedział z akcentem. „Zawiozę cię na stację”.
Wsiadłem na miejsce pasażera i niemal rozpłakałem się z ulgi.
Po raz pierwszy od kilku godzin poczułem się bezpiecznie.
„Nazywam się Klaus Müller” – powiedział, gdy jechaliśmy. „Jestem tu leśniczym. Mówiłeś, że ktoś próbuje cię skrzywdzić”.
Podałem mu skróconą wersję: Amerykański turysta, jego chłopak i córka planowali mnie okraść, gonili mnie do lasu.
Nie wspomniałem o próbie zabójstwa ani o strzykawce.
To może poczekać na policję.
„Gdzie oni teraz są?” zapytał Klaus.
„Chyba wciąż mnie szukają. Mieli samochód – niebieskie BMW z monachijskimi tablicami rejestracyjnymi”. Próbowałem sobie przypomnieć numer rejestracyjny, ale nic nie mogłem znaleźć.
Klaus wysłał przez radio wiadomość do swojej kwatery głównej w szybkim języku niemieckim, po czym spojrzał na zegarek.
„Policja spotka się z nami na posterunku straży leśnej. Za dziesięć minut.”
Dziesięć minut.
Mogłabym przeżyć jeszcze dziesięć minut.
Jednak gdy minęliśmy zakręt, Klaus nagle nacisnął hamulec.
BMW Emmy stało zaparkowane bokiem na wąskiej drodze, blokując nam drogę.
„To oni” – wyszeptałem.
Klaus natychmiast wrzucił wsteczny bieg, ale było już za późno.
David pojawił się przy oknie kierowcy z czymś, co wyglądało jak pistolet, podczas gdy Emma podeszła do mnie od strony kierowcy.
„Wyłączcie silnik” – powiedział spokojnie David – „i oboje powoli wyjdźcie”.
Klaus spojrzał na mnie przepraszająco.
„Przepraszam. Powinienem był zachować większą ostrożność.”
„To nie twoja wina” – powiedziałem. „Planowali to od miesięcy”.
Wysiedliśmy z ciężarówki, pozostawiając ręce widoczne.
Emma znów trzymała strzykawkę, a jej uśmiech był czystym drapieżnikiem.
„Witaj ponownie, macocho” – powiedziała. „Gotowa wrócić do domu?”
Ale nie wiedzieli, że połączenie radiowe Klausa już zostało nawiązane.
Pomoc nadchodziła — nawet jeśli dla nas mogło być już za późno.
David wykonał gest pistoletem w stronę ich samochodu.
„Wszyscy do BMW. Jedziemy na małą przejażdżkę.”
„Gdzie?” zapytał Klaus.
„Gdzieś w spokojniejszym miejscu” – powiedziała Emma. „Gdzieś, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać z rodziną”.
Gdy szliśmy w kierunku ich samochodu, złapałem spojrzenie Klausa i wypowiedziałem bezgłośnie dwa słowa po niemiecku.
„Czas minut.”
Skinął głową niemal niezauważalnie.
Zrozumiał.
Musieliśmy jeszcze przeżyć dziesięć minut.
Kiedy Emma wiozła nas głębiej w góry, BMW przypominało ruchomą trumnę.
Klaus i ja siedzieliśmy na tylnym siedzeniu, a David, siedząc na przednim siedzeniu pasażera, celował w nas pistoletem.
David, zachowując profesjonalizm do samego końca, skrępował nam ręce za plecami.
Najwyraźniej byli przygotowani na przyjęcie wielu zakładników.
Musiałem podziwiać ich skrupulatność, nawet gdy planowali swój upadek.
„No więc, Klaus” – powiedział David swobodnym tonem – „pech, że nas dziś spotkałeś. Złe miejsce, zły czas”.
Klaus nic nie powiedział, ale czułam bijące od niego napięcie. Prawdopodobnie obliczał odległości i kąty, szukając okazji do działania.
Dobry.
Potrzebowałam, żeby był skupiony, a nie wpadał w panikę.
„Dokąd idziemy?” zapytałem.
„Gdzieś ustronnym miejscu” – powiedziała Emma, skręcając w jeszcze węższą drogę. „Tata ma specjalne miejsce, w którym lubi prowadzić trudne rozmowy”.
Papa.
Nawet teraz nadal odgrywała rolę oddanej córki.
Zastanawiałem się, czy to prawda, czy też jest to tylko część ich historii przykrywkowej.
„Od jak dawna to robicie?” – zapytałem. „Mam na myśli polowanie na wdowy”.
Dawid zaśmiał się cicho.
„Dłużej, niż mogłoby się wydawać. Emma jest moją partnerką od prawie ośmiu lat.”
„W jakim sensie partnerem?” Pytanie wyrwało mi się z ust, zanim zdążyłam je zamknąć.
Emma spojrzała na mnie w lusterku wstecznym, a jej uśmiech był czystą złośliwością.
„Co o tym myślisz, Maggie?”
Ta sugestia podziałała na mnie jak fizyczny cios.
David i Emma nie byli po prostu ojcem i córką pracującymi razem.
Byli kochankami podającymi się za członków rodziny.
Cała ta relacja ojciec-córka była po prostu kolejną warstwą ich oszustwa.
„Jesteś chory” – powiedziałem.
„Jesteśmy praktyczni” – poprawił David. „Historia ojca i córki sprawdza się idealnie. Celuje w relacje rodzinne oparte na zaufaniu. Wyjaśnia, dlaczego jesteśmy razem, dlaczego razem podróżujemy, dlaczego tak dobrze się znamy – i jest o wiele bardziej przekonująca niż typowe podejście do romantycznego partnera”.
Emma dodała: „Marks podchodzi z podejrzliwością do nowych chłopaków z pięknymi, młodymi dziewczynami. Ale oddana córka? To po prostu słodkie”.
Klaus słuchał uważnie, a ja miałam nadzieję, że zapamiętuje każde słowo raportu policyjnego, który – miejmy nadzieję – złoży już po jego śmierci.
Samochód skręcił na drogę, która wyglądała na opuszczoną drogę leśną, ledwie mieszczącą jeden pojazd.
Gałęzie drzew uderzały o okna, gdy wspinaliśmy się coraz wyżej w góry.
„Już prawie” – oznajmiła radośnie Emma.
„Co dokładnie się stanie, kiedy już tam dotrzemy?” – zapytałem, choć byłem pewien, że nie chcę tego wiedzieć.
„Rozmawiamy” – powiedział David. „O waszych kontach bankowych, kartach kredytowych, hasłach finansowych – o wszystkim, czym tak niechętnie się dzieliliście”.
„A potem” – kontynuował – „ty i Klaus mieliście nieszczęśliwy wypadek na szlaku. Bardzo tragiczny. Dwóch turystów, którzy zgubili się w lesie, wpadło do wąwozu w ciemnościach”.
Klaus odezwał się po raz pierwszy odkąd wsiedliśmy do samochodu.
„Ludzie wiedzą, gdzie jestem” – powiedział cicho. „Mój przełożony, policja… będą mnie szukać”.
„Oczywiście, że tak” – powiedziała Emma. „I w końcu znajdą wasze ciała. Ale do tego czasu tata i ja będziemy już w samolocie do naszego następnego celu”.
„Ile osób zabiłeś?” zapytałem.
„Czy to ma znaczenie?” David wzruszył ramionami. „Tak czy inaczej będziesz martwy”.
Ta bezpretensjonalna brutalność zapierała dech w piersiach.
Nie byli to zdesperowani przestępcy działający pod wpływem impulsu.
Byli bezwzględnymi zabójcami, którzy zamienili morderstwo w model biznesowy.
Samochód zatrzymał się w końcu na małej polanie otoczonej gęstym lasem.
Nie było tam żadnego budynku, żadnego schronienia – tylko palenisko z popiołem, co świadczyło o tym, że miejsce to było wcześniej używane.
„Koniec drogi” – powiedziała Emma, wyłączając silnik.
David gestem dał Klausowi i mnie znak, żebyśmy wyszli.
Ze związanymi rękami musieliśmy niezgrabnie wydostać się z tylnego siedzenia.
Emma wyjęła latarkę i oświetliła polanę, odsłaniając strome, skaliste zbocza z trzech stron.
Idealne miejsce na wypadek.
Ciała staczały się po skałach i mogły nie zostać odnalezione przez wiele miesięcy.
„Usiądź przy ognisku” – rozkazał David, wskazując bronią środek polany.
Usiedliśmy na powalonym pniu drzewa, który najwyraźniej został tam umieszczony w tym celu.
Ile innych ofiar siedziało na tym samym pniu drzewa, słuchając wyjaśnień Davida i Emmy, jak umrą?
„No to teraz” – powiedział David, wyciągając tablet. „Zacznijmy od twoich danych bankowych. Numery kont, hasła, pytania bezpieczeństwa”.
„Idź do diabła” – powiedziałem.
Emma stanęła za mną i poczułem, jak coś ostrego ukłuło mnie w szyję.
Nie strzykawka, lecz coś mniejszego.
Może nóż.
„Spróbujmy jeszcze raz” – powiedział cierpliwie David. „Konto w Bank of America. Jaki jest numer konta?”
Nóż wbił się głębiej w moją szyję.
Poczułem ciepłą strużkę spływającą mi do kołnierza.
„Potrzebuję telefonu” – powiedziałem. „Numery kont są zapisane w mojej aplikacji bankowej”.
Emma się zaśmiała.
„Myślisz, że jesteśmy głupi? Spróbujesz wezwać pomoc.”
„Telefon nie ma tu zasięgu” – zauważyłem. „Możesz obserwować wszystko, co robię”.
Dawid rozważył to, po czym skinął głową w stronę Emmy.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!
Leave a Comment