Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak współlokatorzy. Rozmawialiśmy o sprawach organizacyjnych, o Antku, o rachunkach, ale unikaliśmy tematów, które naprawdę bolały. Antek coraz częściej zamykał się w swoim pokoju i rysował smutne obrazki: mamę i tatę stojących daleko od siebie, po dwóch stronach kartki.
W końcu podjęłam decyzję. Zaczęłam szukać pracy na pół etatu, żeby móc się utrzymać, i wynajęłam małe mieszkanie na Pradze. Było skromne, ale dawało mi poczucie niezależności. Michał próbował mnie zatrzymać.
– Marta, proszę… Zróbmy jeszcze jedno podejście! – mówił, a w jego głosie pojawiła się desperacja.
Ale ja już wiedziałam, że nie potrafię żyć w cieniu podejrzeń i tajemnic. Że codzienne zastanawianie się, co jeszcze przede mną ukrywa, zniszczy mnie do końca.
Kiedy pakowałam walizki, Antek podszedł do mnie i zapytał cicho:
– Mamo, czy już nigdy nie będziemy razem?
Przytuliłam go mocno i obiecałam, że zawsze będziemy rodziną – choć już inną niż dotąd. Rodziną, która będzie musiała nauczyć się nowego porządku.
Dziś patrzę na swoje odbicie w lustrze i zastanawiam się, kiedy to wszystko się zaczęło. Kiedy zaufanie po raz pierwszy pękło, nawet jeśli wtedy tego nie zauważyłam. Czy da się je jeszcze posklejać? Czy warto walczyć o coś, co być może już dawno przestało istnieć?
Leave a Comment