Ale gdy wracaliśmy do naszych domków, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że coś jest nie tak.
Być może to było spowodowane tym, że Elliot ciągle sprawdzał telefon, chociaż byliśmy na środku oceanu i mieliśmy słaby zasięg.
Być może Ava wydawała się zbyt entuzjastyczna, jakby udawała szczęście, zamiast je czuć.
Później tej nocy, gdy szykowałam się do snu, usłyszałam głosy dochodzące z sąsiedniej chaty.
Ściany były cieńsze, niż się spodziewałem, a ich rozmowa była wyraźnie słyszalna przez system wentylacyjny.
Jego głos był cichy i poruszony.
„Nigdy nie rozmawialiśmy o tym czasie z tobą, Avo.”
„To nie było częścią planu”.
Jej głos był wyższy i bardziej natarczywy.
„Plany się zmieniają, Elliot.”
„Teraz nie mamy wyboru”.
„Szansa jest tuż tutaj”.
„To zaszło za daleko” – powiedział.
„Nie czuję się komfortowo z—”
„Od kiedy czujesz się niekomfortowo z powodu czegoś, co przynosi korzyści nam obojgu?”
Potem ich głosy stały się szeptami.
Ale napięcie było niezaprzeczalne.
Przycisnęłam ucho do ściany, serce waliło mi jak młotem, a ja próbowałam wyłowić więcej słów.
Słyszałem jedynie natarczywe pomruki i odgłosy przypominające przekładanie papierów.
Następnego ranka wszyscy znów się uśmiechali.
Ava przyniosła mi kawę do łóżka.
„Pomyślałam, że może chciałbyś zacząć dzień spokojnie” – powiedziała słodko.
Elliot wydawał się bardziej zrelaksowany, zapytał o moje plany i zaproponował, żebyśmy spotkali się na lunchu.
Ale nie mogłem zapomnieć tego, co usłyszałem.
Nie mogłem przestać się zastanawiać, jaki plan omawiali i dlaczego Elliot tak bardzo opierał się jakiemukolwiek harmonogramowi.
Nie miałem pojęcia, że za chwilę odkryję, jak bardzo myliłem się w swoich przeczuciach i w jak wielkim niebezpieczeństwie się znalazłem.
Trzeciego dnia moje epizody dezorientacji stały się zauważalnie gorsze.
Zacząłem naprawdę panikować, bo myślałem, co się dzieje z moim umysłem.
Incydenty nie były już sporadycznymi wpadkami.
Zdarzały się często, były przerażające i całkowicie nieprzewidywalne.
Obudziłem się o trzeciej nad ranem na pokładzie statku, stojąc w piżamie przy barierce, nie pamiętając, że opuszczałem swoją kabinę.
Ocean rozciągał się bez końca we wszystkich kierunkach – czarny i tajemniczy, pod rozgwieżdżonym niebem.
Przez kilka przerażających minut nie mogłam sobie przypomnieć, jak mam na imię, a co dopiero, jak się tu znalazłam.
Dwadzieścia minut później ochroniarz znalazł mnie, wciąż stojącą przy barierce w koszuli nocnej i kapciach, drżącą z zimna w chłodnym nocnym powietrzu.
„Proszę pani, czy wszystko w porządku?” Jego głos był łagodny, ale zaniepokojony.
To był ton, jakiego ludzie używają, zwracając się do zdezorientowanych starszych osób, które obawiają się, że mogą zrobić coś niebezpiecznego.
„Nic mi nie jest” – odpowiedziałam automatycznie, choć nic w tej sytuacji nie było w porządku.
„Po prostu zaczerpnąłem świeżego powietrza.”
„Tutaj jest za zimno, żeby nosić piżamę” – powiedział dyplomatycznie.
„Czy mogę odprowadzić cię do kabiny?”
Droga powrotna była upokarzająca.
Inni pasażerowie patrzyli z mieszaniną litości i dyskomfortu, jaką odczuwają ludzie, gdy są świadkami, jak czyjaś godność rozpada się na kawałki.
Trzymałem głowę wysoko.
Wewnątrz rozpadałem się.
Następnego ranka podczas śniadania Ava była wyjątkowo uważna.
Krążyła wokół mnie niczym zatroskana pielęgniarka.
„Wyglądasz na wyczerpaną, Rose” – powiedziała, siadając naprzeciwko mnie.
„Źle spałeś?”
„Czasami ruch statku może dezorientować.”
„Nic mi nie jest” – powtórzyłem.
Ale moje ręce się trzęsły, gdy sięgałem po kawę.
„Przyniosłam ci świeży sok pomarańczowy” – powiedziała, stawiając przede mną wysoką szklankę z tym swoim szerokim, zachęcającym uśmiechem.
“Świeżo wyciskane z bufetu.”
„I nie zapomnij o porannych lekach.”
„Bardzo ważne jest, aby trzymać się harmonogramu, zwłaszcza gdy nasza codzienność ulega zakłóceniu”.
Oczywiście miała rację.
Od lat brałam te same leki – tabletki na ciśnienie, suplementy wapnia i łagodny lek przeciwdepresyjny, który przepisał mi lekarz po śmierci Richarda.
Ostatnio jednak wyglądały trochę inaczej, niż pamiętałem.
Kształty były subtelnie nieprawidłowe.
Kolory nie są takie, jakich się spodziewałem.
Kiedy wspomniałem o tym lekarzowi okrętowemu podczas, jak twierdziła Ava, rutynowego badania kontrolnego, skinął głową z lekceważeniem.
„Marki generyczne często różnią się wyglądem, pani Bennett.”
„Firmy farmaceutyczne zmieniają procesy produkcyjne — różne barwniki, różne powłoki”.
„Dopóki kupujesz je w tej samej aptece, nie ma powodu do obaw.”
W tamtym czasie to miało sens.
Dlaczego miałbym wątpić w profesjonalistę medycznego?
Ava zaczęła również nosić moją torebkę podczas naszych codziennych wycieczek.
Twierdziła, że chce pomóc, bo ostatnio wydawałem się trochę rozkojarzony.
Tak miło.
Tak troskliwy.
Zajęła się kluczem do mojego pokoju, moimi kartami kredytowymi, nawet balsamem do ust, wszystko zorganizowała tak sprawnie, że czułam się zaopiekowana, a nie poniżona.
„Po prostu skup się na tym, żeby dobrze się bawić” – mawiała ciepło.
„Pozwól mi zająć się szczegółami.”
Tego popołudnia, kiedy ona i Elliot byli w spa na masażach dla par, ja postanowiłem odpocząć w mojej kabinie.
Ale gdy leżałem na wąskim łóżku, wpatrując się w sufit i słuchając odległych odgłosów śmiechu dochodzących z tarasu przy basenie, wciąż odtwarzałem sobie w pamięci fragmenty ich szeptanej rozmowy.
Oś czasu.
Plan.
Sposób, w jaki Elliot zdawał się opierać temu, co forsowała Ava.
A potem był jej komentarz na temat wujka – jak swobodnie wspomniała o jego problemach z pamięcią, jak zadowolony wydawał się być w tym „cudownym” ośrodku.
Coś w tej historii sprawiało wrażenie wyuczonej na pamięć, jakby opowiadała ją wiele razy różnym osobom.
Próbowałem odepchnąć te myśli.
Próbowałem przekonać samego siebie, że jestem paranoikiem, bo moja własna jasność umysłu się pogarszała.
Jednak wątpliwości wciąż powracały, uporczywie szukając szczelin w tamie.
Coś się ze mną działo.
Coś wykraczającego poza normalne starzenie się.
Zacząłem podejrzewać, że nie jest to do końca naturalne.
Ale to, co odkryłem później, zmieniło wszystko.
Na statku panowała uroczysta noc.
Główna sala jadalna wyglądała niczym z bajki — kryształowe żyrandole rzucały ciepłe światło na stoły nakryte nieskazitelnie białymi obrusami, a orkiestra na żywo grała delikatny jazz, dzięki czemu rozmowa nabierała bardziej osobistego charakteru.
Ava wyglądała absolutnie olśniewająco w złotej sukience z cekinami, która przylegała do jej sylwetki niczym płynny metal.
Za każdym razem, gdy się poruszała, odbijało się w niej światło.
Sukienka prawdopodobnie kosztowała więcej niż moja miesięczna rata kredytu hipotecznego.
Znów zastanawiałem się, jak ktoś, kto zarabia nauczycielską pensję, może sobie pozwolić na takie ubrania.
Ale może Elliot to kupił.
Zawsze był hojny wobec ludzi, na których mu zależało.
„Wyglądasz dziś pięknie, kochanie” – powiedziałem jej, gdy usiedliśmy przy naszym zwykłym stoliku niedaleko parkietu.
„Dziękuję, Rose.”
„Wyglądasz bardzo elegancko w tej granatowej sukience.”
Wyciągnęła rękę i czule ścisnęła moją dłoń.
„Cieszę się, że jesteśmy tu wszyscy razem”.
„To była idealna podróż.”
Elliot wydawał się bardziej zrelaksowany niż przez cały tydzień.
Naprawdę się śmiał, gdy słuchał opowieści Avy o jej najtrudniejszych uczniach i pytał mnie o moje plany dotyczące odnowienia pokoju gościnnego, gdy wrócimy do domu.
Po raz pierwszy odkąd weszliśmy na pokład, wydawał się obecny, zaangażowany, nie rozpraszany przez niewidzialne zmartwienia.
Kiedy zespół zaczął grać „Moon River”, jedną z ulubionych piosenek Richarda, oczy Avy rozbłysły.
„Och, uwielbiam tę piosenkę” – powiedziała.
„Elliot, zatańcz ze mną.”
Wstała i wyciągnęła rękę z figlarnym uśmiechem.
„Nie jestem dobrym tancerzem” – zaprotestował.
Ale on już odsuwał krzesło.
„Właśnie dlatego jest tak fajnie” – zaśmiała się, pociągając go w stronę lśniącego parkietu, gdzie inne pary już się kołysały.
Uśmiechnęłam się, obserwując, jak poruszają się razem w delikatnym świetle.
Elliot miał rację.
Nie był dobrym tancerzem.
Ale Ava rekompensowała jego niezręczność naturalną gracją, prowadząc go przez proste kroki, dzięki którym wydawało się, że są dla siebie stworzeni.
Może za dużo o tym wszystkim myślałam.
Być może po prostu stresowali się planowaniem ślubu i presją w pracy.
Być może błędnie odczytałem normalne napięcie w związku jako coś złowrogiego.
Wtedy przy moim stoliku pojawiła się kelnerka.
Była młoda — miała może dwadzieścia pięć lat — z zaniepokojonymi brązowymi oczami i wyrazem twarzy, który kazał mi zachować czujność.
Z precyzją i skupieniem otworzyła przede mną oprawione w skórę menu i powiedziała na tyle głośno, żeby mogli ją usłyszeć siedzący przy sąsiednich stolikach.
„Oto specjalne menu deserów, o które pani prosiła.”
Nie zamawiałem żadnego menu, specjalnego ani żadnego innego.
Zdezorientowany spojrzałem w dół, spodziewając się zdjęć wymyślnych ciast i czekoladowych wypieków.
Zamiast tego, między stronami znajdowała się złożona serwetka do koktajli.
Moje imię zostało na nim napisane pospiesznie niebieskim atramentem.
Moje ręce drżały, gdy rozkładałem je pod przykryciem menu.
Widziałem, jak wstała, żeby zatańczyć i dodała ci czegoś do drinka.
Mały biały proszek z maleńkiej buteleczki w jej torebce.
Nie reaguj.
Zmień okulary, gdy wróci.
Natychmiast zwróć się o pomoc.
Moja krew zamieniła się w lód.
Spojrzałem na kelnerkę.
Stała tam z profesjonalnym opanowaniem, ale w jej oczach malował się smutek i przejęcie.
„Dziękuję” – wyszeptałam, a mój głos ledwo zagłuszył muzykę.
Skinęła mi lekko głową i odeszła, zostawiając mnie samego z najbardziej przerażającym odkryciem w moim życiu.
Spojrzałem w stronę parkietu.
Ava wdzięcznie obracała się w ramionach Elliota. Jej cekinowa sukienka mieniła się światłem niczym gwiazdy, a jej śmiech niósł się ponad muzyką.
Wyglądała tak pięknie.
Tak szczęśliwy.
Tak zupełnie niewinny.
Potem spojrzałem na nasz stolik.
Dwie szklanki czerwonego wina stały obok siebie – moja była w połowie pusta, jej ledwo tknięta.
Wyglądały identycznie: elegancki kryształ, wypełniony tym samym głębokim bordowym płynem.
Nie zastanawiając się długo i nie zastanawiając się długo, by przekonać samego siebie, żeby tego nie robił, po prostu je zamieniłem.
Kiedy wrócili do stołu kilka minut później, oboje lekko zdyszani i uśmiechnięci, Ava promieniała.
„To było wspaniałe” – powiedziała.
„Nie tańczyłam tak od lat.”
Usiadła na krześle i natychmiast sięgnęła po wino.
„Moje wino” – powiedziała, unosząc kieliszek w toaście.
„Dla rodziny i najwspanialszych wakacji, jakie mogłam sobie wyobrazić.”
„Za rodzinę” – powtórzył Elliot, unosząc swój kieliszek.
Uniosłem swoją stabilną ręką, chociaż serce waliło mi w żebra jak ptak w klatce, który próbuje uciec.
„Za rodzinę” – powiedziałem.
I patrzyłem, jak bierze długi, syty łyk wina, o którym wiedziałem już, że miało mnie zniszczyć.
Dwadzieścia minut później patrzyłem, jak moja przyszła synowa powoli zatruwa się własną bronią.
Satysfakcja była niemal przytłaczająca.
Wszystko zaczęło się subtelnie.
Ava zaczęła mrugać częściej, jakby miała trudności z koncentracją.
Delikatnie dotknęła czoła i skomentowała, że w jadalni jest ciepło, choć klimatyzacja działa bardzo przyjemnie.
„Czy czujesz się dobrze, kochanie?” zapytał Elliot.
„Nic mi nie jest” – powiedziała.
Jednak jej słowa zabrzmiały odrobinę wolniej niż zwykle.
„Po prostu… wino jest mocniejsze, niż się spodziewałem.”
Wypiła zaledwie pół szklanki, ale nie zamierzałem jej o tym wspominać.
Dziesięć minut później zaczęła bełkotać.
Na początku było to nieznaczne, potem stało się bardziej zauważalne.
„Światła tak błyszczą dziś wieczorem” – zachichotała, wpatrując się w żyrandol niewidzącym wzrokiem.
„Jak małe diamenty tańczące w powietrzu”.
„Czy zauważyłaś kiedyś, jak tańczą diamenty, Rose?”
Elliot zmarszczył brwi i odłożył widelec do deseru.
„Ava, jesteś pewna, że wszystko w porządku?”
„Prawie nic nie piłeś.”
Próbowała wstać i zachwiała się niebezpiecznie, chwytając się oparcia krzesła.
„Czuję się swobodnie” – powiedziała.
„Jakbym była na chmurze.”
„Wszystko się zmienia, ale w dobrym kierunku”.
„Może powinnaś usiąść” – zasugerowałam, starając się nie dopuścić, by w moim głosie zabrzmiała satysfakcja.
„Ruch statku może czasami dezorientować.”
Spojrzała na mnie rozszerzonymi i niewidzącymi źrenicami.
Na jej pięknej twarzy malowało się zdziwienie.
„Rose” – powiedziała cicho, pochylając się bliżej – „czy wiedziałaś?”
„Czy wiesz, że ocean ma tajemnice?”
„Tyle sekretów pływa tam na dole, w ciemnościach.”
Inni goście zaczęli się gapić.
Szepty niosły się zza dłoni.
Ludzie dyskretnie wskazywali na nasz stolik.
Młoda kobieta w designerskiej sukni zachowywała się jak pijana podczas eleganckiej kolacji. To był jeden z tych widoków, który nie dawał spokoju obcym ludziom.
„Ja też mam sekrety” – kontynuowała Ava, a jej głos był coraz głośniejszy i bardziej nieregularny.
„Wielkie sekrety”.
„Ważne sekrety”.
„Ale u mnie są bezpieczne, bo jestem bardzo dobra w dbaniu o bezpieczeństwo”.
Elliot był teraz naprawdę zmartwiony.
Na jego twarzy malował się rumieniec zażenowania i zaniepokojenia.
„Okej” – powiedział.
„To wystarczy.”
„Chodź, Avo.”
„Zabierzmy cię z powrotem do pokoju, żebyś mógł się położyć.”
„Ale ja nie chcę się kłaść” – zaprotestowała.
„Chcę opowiedzieć Rose o sekretach.”
„Powinna znać te sekrety, bo to także jej sekrety”.
“Raczej.”
Moje serce się zatrzymało.
Czy nawet będąc pod wpływem narkotyków i nieprzytomna, miała zamiar wyznać mi, co robiła?
„Nie mówisz logicznie” – powiedział stanowczo Elliot, wstając.
„Chodźmy.”
Gdy prowadził ją w stronę windy, ona nie przestawała mówić — bełkotała o pływających zamkach i złotych rybkach, i o tym, jak wspaniale byłoby mieszkać na zawsze w pałacu nad morzem.
Ta sama chaotyczna, pozbawiona sensu mowa, której doświadczałem od tygodni.
Ta sama przerażająca utrata jasności umysłu, która sprawiła, że zacząłem wątpić w swoje zdrowie psychiczne.
Ale teraz wiedziałem, że to nie było naturalne.
To nie był wiek.
Leave a Comment