Pokiwała głową, ale gdy zaczęłam czytać, wzrok miała już gdzie indziej — zapatrzony w okno, za którym wiatr podnosił liście z chodnika.
Kilka dni później zadzwonił telefon. Emma. Nie odbierałam, ale pewnego popołudnia złapała mnie nieprzygotowaną.
— Claruś, kochana, nie gniewaj się, ale musimy porozmawiać.
— O czym?
— O Elizabeth. Nie uważasz, że coś z nią nie tak? Może potrzebna byłaby opinia lekarza. Wiesz, żeby nie zrobiła nic głupiego.
Ścisnęło mnie w gardle.
— Emma, daj spokój. Elizabeth jest w pełni przytomna. Lepiej niż my obie razem.
— Ty nic nie rozumiesz! My chcemy jej dobra!
— Jej dobra, czy swojego? — odpowiedziałam i odłożyłam słuchawkę.
Po tej rozmowie Elizabeth jeszcze bardziej się wycofała. Wydawała się jakby pogodzona z czymś, czego nie chciała nazwać.
Kiedy któregoś wieczoru wychodziłam, powiedziała tylko:
— Clara, jeśli któregoś dnia mnie tu nie zastaniesz, nie martw się. Może po prostu wreszcie poszłam tam, gdzie ludzie niczego nie liczą.
Dwa dni później drzwi jej mieszkania były uchylone.
Leave a Comment