Następnego dnia policja potwierdziła, że Elizabeth zmarła spokojnie we śnie, w ośrodku pod miastem, gdzie zgłosiła się dobrowolnie dzień wcześniej. Zostawiła dokładne instrukcje: żadnych nekrologów, żadnej ceremonii, tylko popiół wrzucony do morza.
Potem rozdzwoniły się telefony.
Emma wyła w słuchawkę:
— Jak mogła to zrobić! Oddać wszystko obcym! Po tym wszystkim, co dla niej zrobiłyśmy!
Milczałam. Nie było już czego tłumaczyć.
Później zadzwoniła Sylvia, jej głos był lodowaty:
— Wiedziałaś. Ty ją zmanipulowałaś.
— Nie, — odpowiedziałam spokojnie. — Po prostu ją słuchałam. Czego wy nigdy nie potrafiłyście.
Rzuciła przekleństwo i rozłączyła się.
Minęły miesiące. W mieszkaniu wciąż unosił się zapach mięty i starych książek. Czasem, gdy wieczorem czytałam przy biurku, wydawało mi się, że Elizabeth stoi za mną, gotowa poprawić zdanie, jak dawniej.
Któregoś dnia znalazłam w jej szafie małe pudełko ukryte pod ubraniami. W środku — stara busola, srebrna bransoletka i niedokończony list. Na wieczku napisane: „Dla Clary, gdy będzie gotowa.”
„Clara,
jeśli kiedykolwiek poczujesz, że się zgubiłaś — idź na północ. Niekoniecznie na mapie, tylko w sobie.
Północ to miejsce, gdzie prawda boli, ale nie kłamie.
Leave a Comment