Obleżenie
Obudziły ją niebieskie światła.
Titan natychmiast stanął na nogach, niski pomruk wibrował w jego piersi.
Evelyn podczołgała się do okna.
Pole za przyczepą było pełne radiowozów. Jednostki taktyczne. Tarcze. Karabiny wycelowane w jej dom.
Megafon zaskrzeczał.
„MIESZKANIEC DOMU. PROSZĘ NATYCHMIAST WYJŚĆ.”
Uważali, że je ukradła.
Nie mogła dosięgnąć wózka.
„Proszę” – szepnęła do Titana. – „Zostań.”
Gdyby ruszył w ich stronę, ktoś mógłby strzelić.
„PRZYGOTOWUJEMY SIĘ DO WEJŚCIA.”
Zaczęła czołgać się do drzwi.
„Pięć.”
Palce ślizgały się na zamku.
„Cztery.”
Ramiona drżały.
„Trzy.”
Titan zaszczekał raz.
„Dwa.”
Zamek ustąpił.
„Jeden.”
Drzwi się otworzyły.
Evelyn opadła do tyłu, ręce uniesione. Czerwony punkt lasera spoczął na jej piersi.
Wtedy z linii funkcjonariuszy wyrwał się głos.
„TITAN!”
Mężczyzna rzucił tarczę i pobiegł. Owczarek skoczył na niego, przewracając go na kolana. Funkcjonariusz objął pysk psa i rozpłakał się.
„Myślałem, że zginąłeś.”
Inny oficer dopadł Scout.
Perimeter się rozluźnił. Medycy. Radio. Ulga.
W centrum tego wszystkiego leżała Evelyn.
Pierwszy oficer spojrzał na nią. Zobaczył ślad na dywanie, który wyżłobiła czołgając się. Posiniaczone kolana. Mokry koc.
„Wyszła pani tam?”
„Nie mogłam ich zostawić.”
„Czołgała się pani.”
Skinęła głową.
Zdjął rękawice i ujął jej dłonie.
„Dziękuję.”
Nie formalnie. Po ludzku.
Potem rozkazał salut honorowy.
Karabiny opadły. Funkcjonariusze stanęli na baczność.
Leave a Comment