Właściciel: Emma Reyes
Na przystani powitał ich pracownik z tabletem. Patricia wysunęła się do przodu.
„Caldwell” – powiedziała tonem, jakby to było nazwisko arystokracji.
Pracownik przesunął palcem po liście.
„Witamy. Rezerwacja jest na… Reyes Holdings.”
Patricia zmarszczyła brwi. „To pomyłka.”
Tablet został obrócony w jej stronę.
WŁAŚCICIEL: EMMA REYES
Kolor zniknął z jej twarzy.
Kilka godzin później, gdy wrócili na plażę, łódź, która ich przywiozła, zniknęła. Horyzont był pusty. Cisza była głośniejsza niż ocean.
„To jakiś absurd!” – krzyczała Patricia. – „Przywróćcie łódź!”
Pracownik, Miles, zachował spokój. „Rezerwacja została dziś zaktualizowana przez właścicielkę. Transport wrócił na ląd zgodnie z procedurą.”
Ethan spojrzał na tablicę przy ścieżce:
HARBORLIGHT ISLAND HOUSE — WŁASNOŚĆ PRYWATNA
WŁAŚCICIEL: EMMA REYES
„Emma…?” – wyszeptał.
Telefon z wyspy
Mój telefon zadzwonił. Chaos po drugiej stronie był niemal namacalny.
„Emma Reyes!” – warknęła Patricia. – „Co ty zrobiłaś?”
„Co zrobiłam?” – powtórzyłam spokojnie.
„Odwołałaś łódź! Zamknęłaś dom! To był nasz wyjazd!”
„Nie wasz” – odpowiedziałam łagodnie. – „Mój. Byliście zaproszeni.”
Patricia próbowała odzyskać kontrolę. „Ty nas karzesz.”
„Nie. Ustalam warunki.”
Zapadła cisza.
Wyjaśniłam jasno:
- Dostaną tymczasowy kod do domu po oficjalnym potwierdzeniu ode mnie.
- Za dwie godziny przypłynie zwykła łódź powrotna – bez luksusowych dodatków.
- Koszt transportu zostanie obciążony kartą Richarda.
- Po powrocie spotkamy się i ustalimy granice na przyszłość.
„Chcę przeprosin” – dodałam. – „Nie za niezręczność. Za to, że nazwałaś mnie darmozjadem i traktowałaś jak kogoś gorszego.”
Leave a Comment