Twarz Millera zbladła. „Co mówisz?”
„Arthur nie chronił mnie, płacąc szantażyście” – powiedziałem. „Ochraniał mnie, przenosząc „dowody” co kilka lat, żeby nigdy ich nie odnaleziono. Ostatni raz przeniósł je sześć miesięcy temu. Właśnie tutaj”.
Wrzuciłem luźną stertę ziemi do dziury. Spod świeżej ziemi wyłonił się kawałek podartego, pożółkłego materiału. Rękaw. Kość.
„Artur umarł, bo próbował ukryć mój grzech” – powiedziałem, patrząc Millerowi w oczy. „Mój syn jest potworem, bo wychowałem go w domu zbudowanym na sekretach. Nie chcę iść do więzienia, detektywie. Ale mam już dość kopania”.
Sięgnąłem do kieszeni fartucha i wyciągnąłem nożyce ogrodowe. Miller na sekundę się wzdrygnął, myśląc, że zaatakuję.
Zamiast tego podawałem mu je, rączką do przodu.
„Te 20 000 dolarów jest w torbie pod podłogą” – powiedziałam. „Rejestrator jest w kuchni. A mój mąż jest na obwodnicy autostrady I-80. Pójdę z tobą. Chyba spędziłam już wystarczająco dużo czasu w tym ogrodzie”.
Epilog
Historia oczywiście rozeszła się po sieci. Sekret bibliotekarki. Matka, która uwięziła syna. Gazety nazywały mnie samozwańczą mścicielką. Niektórzy nazywali mnie bezwzględną zabójczynią. Ale kobiety z mojego klubu brydżowego – te po czterdziestce, które wiedziały, jak to jest żyć z męskim temperamentem – po prostu wysyłały mi książki do więzienia.
Mówią, że prawda cię wyzwoli. Ale nigdy nie mówią, że prawda zazwyczaj czeka, aż nie będziesz miał już nic do stracenia.
Siedzę teraz w celi i po raz pierwszy od czterdziestu ośmiu lat nie słyszę pukania do drzwi. Nie podskakuję na dźwięk skrzypiących desek podłogowych.
Cisza jest wreszcie moja.
Leave a Comment