Z małej kawiarni po drugiej stronie placu obserwowałem, jak „estetyka” zaczyna się rozpadać. Po około godzinie od rozpoczęcia przyjęcia muzyka ucichła. Goście z „wysokiej sfery” zaczęli się rozglądać z konsternacją, gdy kelnerzy zaczęli zdejmować butelki szampana ze stolików. Kierownik willi poinformował Biancę, że skoro przelew został cofnięty, przyjęcie jest skończone, chyba że okaże kartę kredytową z limitem 80 000 dolarów.
Bianca, oczywiście, wydała wszystkie swoje pieniądze na buty i fryzurę. Jej przyszły mąż, „arystokrata”, był równie bez grosza, polegając na jej rzekomym bogactwie. Luksusowe magazyny schowały aparaty, gdy światła zostały przyciemnione. „Ślub Stulecia” zakończył się szlochem panny młodej na gołej marmurowej posadzce, podczas gdy jej goście szukali najbliższego wyjścia.
Pokój prostego życia
Dowiedziałem się, że klasy nie da się kupić, a już na pewno nie da się zbudować życia na wykluczeniu ludzi, którzy cię kochają. Mam trzydzieści cztery lata i resztę wieczoru spędziłem, jedząc prosty, pyszny makaron w lokalnej trattorii, ubrany w „zwykłe” ubrania i delektując się prawdziwą Italią.
Biancę pozywają obecnie właściciele willi i firma cateringowa. Jej małżeństwo z „wyższej sfery” przetrwało dokładnie czterdzieści osiem godzin, zanim jej mąż zdał sobie sprawę, że nie odziedziczy fortuny. Nie czuję się winna. To nie ja zrujnowałam jej ślub, tylko jej własna próżność. Nadal mam naszyjnik babci i pewnego dnia dam go komuś, kto ceni osobę, która go nosi, bardziej niż zdjęcie, jakie tworzy. Estetykę mojego życia definiuje teraz jedno: prawda. I to najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam.
Leave a Comment