Uśmiechnęła się promiennie.
„Dzień dobry, panowie. W czym mogę pomóc?” zapytała.
„Dzień dobry” – powiedziałem. „Chciałbym potwierdzić mój plan podróży. Nazywam się Robert Sullivan, kabina 847”.
Patricia wpisała moje nazwisko do komputera i wpatrywała się w ekran, marszcząc brwi.
„Panie Sullivan” – powiedziała powoli – „widzę, że ma pan rezerwację na siedmiodniowy rejs po Karaibach, ale… to trochę dziwne”.
„Ale co?” – zapytał łagodnie Carl.
„Cóż” – powiedziała – „według naszego systemu ma pan rezerwację tylko na lot w jedną stronę. Nie ma rezerwacji na lot powrotny. Zazwyczaj nasze oferty pakietowe obejmują transport w obie strony”.
Wiedziałem, co oznacza odpowiedź, ale usłyszenie jej na głos i tak było jak cios w pierś.
„Co to właściwie znaczy?” – zapytał Carl, udając głupka.
„To oznacza, że kiedy rejs zakończy się za siedem dni” – wyjaśniła Patricia – „nie będzie miał pan/pani lotu powrotnego do Chicago powiązanego z tą rezerwacją. Może to błąd systemu albo osoba, która rezerwowała podróż, postanowiła osobno załatwić lot powrotny”.
„Kto zarezerwował ten pakiet?” – zapytałam, choć już wiedziałam.
Patricia ponownie spojrzała na ekran.
„Kupił go Michael Sullivan, kartą na jego nazwisko” – powiedziała. „Czy to pana krewny?”
„To mój syn” – powiedziałam cicho.
„Och!” – odpowiedziała, znów się uśmiechając, nic nie rozumiejąc. „W takim razie na pewno zajmie się pan/pani powrotem. Mimo to radzę się z nim skontaktować. Loty z Miami do Chicago szybko się zapełniają”.
Z Carlem wymieniliśmy spojrzenia. Nie musieliśmy nic mówić.
„Patricio” – powiedział Carl – „czy pan Sullivan mógłby kupić bilet powrotny już teraz? Dla bezpieczeństwa?”
„Oczywiście” – powiedziała. „Sprawdzę dostępność”.
Pisała przez chwilę.
„Mam wolne miejsce na lot do Chicago w przyszłą sobotę o 15:00, w dniu zakończenia rejsu” – powiedziała. „Koszt to siedemset pięćdziesiąt dolarów”.
„Chcę” – powiedziałem natychmiast, wyjmując z portfela moją zużytą, ale starannie trzymaną kartę kredytową.
Podczas gdy Patricia dokonywała zakupu, Carl pochylił się w moją stronę i szepnął: „Robert, właśnie znaleźliśmy pierwszy niezbity dowód. Twój syn celowo ominął cię w drodze do domu. To świadczy o jego zamiarze”.
Kiedy wyszliśmy z biura, wyszliśmy na otwarty pokład. Niebo było idealnie błękitne, powietrze ciepłe od lekkiej karaibskiej bryzy – taki dzień, o jakim marzą ludzie rezerwujący rejsy w mroźne zimy na Środkowym Zachodzie.
„Carl” – powiedziałem, patrząc na wodę – „każdy nowy dowód boli bardziej. To tak, jakbym wciąż na nowo uświadamiał sobie, że mój własny syn chce, żebym odszedł”.
„Wiem” – odpowiedział Carl. „Ale każdy nowy dowód dodatkowo cię chroni. Zobacz, co zrobiłeś. Teraz masz potwierdzony bilet powrotny opłacony własną kartą, a my mamy dowód, że Michael nigdy nie miał zamiaru go kupić”.
Mój telefon zawibrował. SMS od Michaela.
Dzień dobry, tato. Jak się spało? Dobrze odpocząłeś w kabinie?
„Sprawdza, czy nadal jesteś tam, gdzie myśli”, powiedział Carl, zerkając na ekran. „Prawdopodobnie spodziewał się, że odpiszesz z kabiny”.
Postanowiłem coś sprawdzić.
Dzień dobry, synu, napisałem. Spałem bardzo dobrze. Jestem teraz na pokładzie, opalam się. Statek jest cudowny.
Jego odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
To dobrze, tato. Baw się dobrze. Zwiedziłeś już cały statek?
Kolejne dziwne pytanie.
Jeszcze nie, napisałem. Jest bardzo duży. Wczoraj odwiedziłem restauracje i kasyno. Dzisiaj chcę zobaczyć basen i może spa.
Idealnie, tato, napisał. Tylko uważaj przy barierkach. Czasami ludziom zawroty głowy przy ruchu i mogą stracić równowagę.
Twarz Carla zbladła.
„Robert” – powiedział powoli – „właśnie zasugerował, jak według niego umrzesz – „wypadek” przy barierkach”.
„Wiem” – powiedziałem, czując chłód nawet w ciepłym słońcu. „On teraz podsuwa tę historię, żeby później brzmiała wiarygodnie”.
„Nie martw się, synu” – odpowiedziałem. „Zawsze jestem ostrożny. Trzymam się z dala od krawędzi”.
„Mam taką nadzieję, tato” – odpowiedział. „Bardzo cię kocham i chcę, żebyś wrócił cały i zdrowy”.
Obłuda w jego słowach o mało mnie nie rozbawiła – chcę, żebyś wrócił cały i zdrowy, od człowieka, który kupił mi bilet w jedną stronę i wynajął kogoś, kto dokończy robotę.
Przez resztę dnia dopracowywaliśmy z Carlem nasz plan. Potrzebowaliśmy więcej dowodów, więcej nagranych rozmów, więcej elementów układanki, które do siebie pasowały. Musieliśmy też ustalić, czy na pokładzie rzeczywiście ktoś pracuje z Michaelem – a jeśli tak, to kto.
Tego popołudnia poszliśmy na taras przy basenie. Miejsce tętniło życiem – amerykańskie rodziny w kąpielówkach, pluskające się dzieciaki, muzyka płynąca z głośników, zapach kremu do opalania i grillowanych burgerów unoszący się w powietrzu.
Kiedy siedzieliśmy na leżakach, cicho rozmawiając, zauważyłem go.
Przy barze przy basenie stał mężczyzna po czterdziestce, ubrany w zieloną koszulę z długim rękawem i spodnie zamiast stroju kąpielowego, który i tak wyglądał nie na miejscu w tropikalnym słońcu. Za każdym razem, gdy patrzyłem w jego stronę, odwracał twarz, udając, że patrzy na coś innego. Ale jego wzrok zawsze błądził z powrotem. Do mnie.
„Carl” – powiedziałem.
Wyszeptał. „Mężczyzna w zielonej koszuli przy barze. Widzisz, jak nas obserwuje?”
Carl nonszalancko odwrócił głowę, jego ruchy były naturalne.
„Tak” – mruknął. „Nie wyobrażasz sobie. On obserwuje ciebie, nie mnie”.
„Co robimy?” – zapytałem.
„Sprawdźmy coś” – odpowiedział. „Wstań i idź w stronę windy. Zostanę tu i będę obserwował. Jeśli pójdzie za tobą, mamy odpowiedź”.
Zrobiłem dokładnie to. Wstałem, zebrałem swoje rzeczy i ruszyłem w stronę windy, jakbym był po prostu zmęczony i zmierzał na drzemkę. Kiedy drzwi się otworzyły i wszedłem do środka, obejrzałem się.
Mężczyzna w zielonej koszuli wyszedł z baru i szedł w moim kierunku.
Moje serce zabiło mocniej, gdy drzwi windy się zamknęły. Nacisnąłem przycisk pokładu 12, gdzie znajdowała się kabina Carla. Przez chwilę czułem się bezpiecznie, otoczony stalą i maszynami, a nie otwartą wodą.
Piętnaście minut później Carl wszedł do domku z napiętym wyrazem twarzy.
„Miałeś rację” – powiedział. „Poszedł za tobą do windy. Kiedy zobaczył, że wjeżdżasz, wsiadł do następnej. Nie ma co do tego wątpliwości, Robercie. Ktoś tu cię obserwuje dla Michaela”.
„Co robimy?” – zapytałem. „Skoro już wie, kim jestem, to jestem celem”.
„Będziemy mądrzejsi” – powiedział Carl. „Nie będziemy się przed nim ukrywać. Każemy mu się ujawnić. Jutro zrobimy małe przedstawienie w miejscu publicznym – z kamerami i ludźmi dookoła. Sprawimy, że poczuje się na tyle bezpiecznie, żeby do ciebie podejść, a potem pozwolimy mu mówić”.
Tego wieczoru, żeby zminimalizować ryzyko, zjedliśmy kolację w domku Carla, a nie w restauracji. Zamówiliśmy jedzenie z obsługi pokoju i jedliśmy przy szumie oceanu za drzwiami balkonowymi.
Mój telefon zadzwonił ponownie. Clare.
„Cześć, Robert” – powiedziała radosnym, słodkim głosem. „Jak się masz? Tu Clare. Jak rejs?”
Po raz pierwszy od miesięcy zadzwoniła do mnie bezpośrednio.
„Co za niespodzianka, Clare” – powiedziałam spokojnie. „Rejs jest piękny. Jeszcze raz dziękuję za prezent”.
„Wspaniale” – powiedziała. „Michael powiedział mi, że rozmawialiście wczoraj i że jesteście bardzo szczęśliwi. To daje nam dużo spokoju”.
Carl ponownie włączył dyktafon.
„Tak, dobrze się bawię” – powiedziałam. „Chociaż mam pytanie, Clare. Wczoraj byłam w biurze rejsów i powiedziano mi, że nie mam biletu powrotnego. Czy wiesz coś na ten temat?”
Zapadła długa cisza.
„Och… Robert, jakie to dziwne” – powiedziała w końcu. „Michael zajął się wszystkimi szczegółami. Może był błąd w systemie. Ale nie martw się, zajmiemy się tym”.
„Już to zrobiłam” – odpowiedziałam. „Kupiłam sobie bilet powrotny, żeby mieć pewność”.
Kolejna pauza.
„Ty… już kupiłaś bilet powrotny?” powtórzyła. „Nie musiałeś tego robić, Robert. Mieliśmy się wszystkim zająć”.
„Po prostu zdenerwowałam się, myśląc, że mogę utknąć w Miami” – powiedziałam lekko. „Wiesz, jak to jest w moim wieku. Lubię mieć wszystko jasne”.
„Oczywiście” – odparła szybko. „Całkowicie rozumiem. No cóż, Robert, pozwolę ci cieszyć się podróżą. Do zobaczenia po powrocie”.
„Clare, zanim wyjedziesz” – powiedziałam – „czy mogę cię jeszcze o coś zapytać?”
„Tak?”
„Dlaczego zdecydowałaś się na tę podróż teraz?” – zapytałam. „Michael powiedział mi, że rozmawialiście o mnie, ale nie wyjaśnił, co skłoniło was do wysłania mnie”.
„No cóż” – powiedziała, a w jej głosie wyczułem napięcie – „ostatnio widzieliśmy cię bardzo zmęczonego, bardzo zestresowanego. Pomyśleliśmy, że potrzebujesz dłuższego odpoczynku”.
„Dłuższego odpoczynku” – powtórzyłem.
„Tak. Wiesz – trochę czasu z dala od wszystkiego. Czasami wszyscy potrzebujemy całkowicie odłączyć się od codzienności”.
Ten sam tekst, którego użył Michael, słowo w słowo. Brzmiał jak wyuczony.
„Rozumiem” – powiedziałem. „Cóż, dziękuję, że się o mnie martwisz”.
„Proszę bardzo, Robert” – odpowiedziała. „Uważaj na siebie i ciesz się każdą chwilą”.
Kiedy się rozłączyłem, Carl pokręcił głową.
„Ta rozmowa” – powiedział – „mówi nam wszystko, co musieliśmy wiedzieć. Clare jest równie zaangażowana jak Michael. To, jak zmienił się jej głos, kiedy wspomniałeś o kupnie własnego biletu… to tak, jakbyś coś zepsuł”.
Trzeciego dnia rejsu Carl i ja postanowiliśmy, że nadszedł czas, aby skonfrontować się z mężczyzną w kolorowych koszulkach – ostrożnie i na naszych warunkach.
Po śniadaniu poszliśmy do kasyna. To było idealne miejsce: gwarno, pełno kamer, obsługa dookoła, hałas, który zagłuszał nasze głosy.
„Plan jest taki” – wyjaśnił Carl, idąc. „Ja usiądę przy stole do pokera niedaleko wejścia. Ty usiądziesz sam przy automacie do gry i będziesz udawał, że wypiłeś trochę za dużo. Jeśli ten facet cię obserwuje, uzna cię za bezbronnego, łatwy cel. Ludzie tacy jak on nie potrafią się temu oprzeć”.
Usiadłem przy automacie, wrzuciłem kilka banknotów i zacząłem naciskać przyciski. Udawałem, że trochę się chwieję na stołku, mamrotałem coś do siebie i śmiałem się zbyt głośno z niczego. Wypiłem sok pomarańczowy ze szklanki i trzymałem ją tak, jakby to była mimoza.
Nie trwało to długo.
Po około dwudziestu minutach zobaczyłem, jak idzie w moim kierunku. Ten sam mężczyzna, tym razem w żółtej koszuli zamiast zielonej, ale z tym samym bystrym wzrokiem i wyćwiczonym uśmiechem.
„Przepraszam pana” – powiedział, przesuwając się
na siedzenie przy automacie obok mnie. „Wszystko w porządku? Wyglądasz na trochę zmęczonego”.
„Och, tak” – powiedziałam, bełkocząc na tyle, żeby brzmiało to wiarygodnie. „Chyba zjadłam za dużo mimos na śniadanie. Te wakacje są niebezpieczne”.
Uśmiechnął się, lustrując mnie wzrokiem od góry do dołu, kalkulując.
„Płyniesz pierwszy raz na rejsie?” – zapytał.
„Tak” – odpowiedziałam. „Mój syn podarował mi tę wycieczkę. Mówi, że muszę się zrelaksować. Chyba przesadzam”.
Przekazałam mu dokładnie to, co chciał usłyszeć.
„Jaki troskliwy syn” – powiedział. „Jest z tobą na rejsie?”
„Nie, nie” – powiedziałam szybko. „Został w Chicago. To tylko dla mnie. Specjalny prezent, żebym mogła się całkowicie zrelaksować”.
Powoli skinął głową, a ja dostrzegłam błysk czegoś brzydkiego w jego oczach. Przydatna informacja. Żadnych świadków. Żadnej rodziny na pokładzie.
„No to zdecydowanie musisz się tym cieszyć” – powiedział. „Zwiedziłeś już cały statek?”
„Prawie” – odparłem. „Wczoraj byłem na górnym pokładzie i oglądałem zachód słońca. Jest piękny, ale szczerze mówiąc, trochę mnie przeraża bycie tak blisko wody”.
„Boisz się?” – zapytał. „Dlaczego?”
„Och, jestem bardzo niezdarny” – powiedziałem ze śmiechem. „Zawsze boję się, że podejdę za blisko relingów. Przy takim ruchu statku łatwo byłoby stracić równowagę i spaść. Nawet nie wiedziałbym, co mnie uderzyło”.
Wyraz jego twarzy się zmienił – bardzo nieznacznie, ale zauważalnie. Właśnie dostał idealną wymówkę.
„Masz rację, że jesteś ostrożny” – powiedział. „Zwłaszcza w nocy. Pokłady robią się śliskie”.
„Naprawdę?” – powiedziałem, szeroko otwierając oczy. „Och, to straszne. Może po kolacji powinienem zostać w kabinie”.
„Tak będzie bezpieczniej” – powiedział z udawaną troską. „Na którym piętrze jest twoja kabina?”
I oto – pytanie, na które czekaliśmy.
„Ósme” – powiedziałem. „847. Ma piękny balkon, ale jak mówiłem, boję się oprzeć o poręcz. Kręci mi się w głowie”.
Mężczyzna uśmiechnął się w sposób, który przyprawił mnie o mdłości.
„Cóż, proszę pana” – powiedział, wstając. „Miło było pana poznać. Mam nadzieję, że reszta rejsu będzie się panu podobać”.
„Tobie też” – odpowiedziałem.
Podszedł prosto do rzędu automatów telefonicznych przy wejściu. Carl wstał od stolika i swobodnie ruszył w tamtą stronę, udając zainteresowanie inną grą.
Piętnaście minut później Carl wrócił do kabiny z pilnym wyrazem twarzy.
„Robert, musimy porozmawiać, natychmiast” – powiedział, zamykając za sobą drzwi.
„Co się stało?” – zapytałem.
„Poszedłem za nim” – powiedział Carl. „Poszedł prosto do telefonów, wybrał numer i nie wszystko słyszałem, ale wyraźnie usłyszałem to: »Tak, jest na 847, pokładzie 8, z balkonem. Mówi, że boi się zbliżać do barierek. Idealnie pasuje do naszych potrzeb«”.
Nogi mi się ugięły. Usiadłem ciężko.
„Jesteś pewien, Carl?” zapytałem, mimo że wiedziałem, że tak.
„Zdecydowanie” – odparł. „Ten człowiek współpracuje z Michaelem. Teraz wie dokładnie, gdzie cię znaleźć i jak upozorować wypadek”.
„Co teraz zrobimy?” – zapytałem. „Jeśli Michael ma tu kogoś, a ten ktoś zna moje nawyki, jestem w poważnym niebezpieczeństwie”.
„Wyprzedźmy ich” – powiedział stanowczo Carl. „Nie wejdziesz do swojej kabiny do końca rejsu. Zostaniesz tutaj ze mną, gdzie będziesz bezpieczny. A co ważniejsze, zastawimy własną pułapkę”.
„Jaką pułapkę?” Zapytałem.
„Jutro wieczorem gala kapitana” – powiedział Carl. „Wszyscy będą w głównej sali – muzyka, przemówienia, późne godziny. Jeśli ktoś chciałby się wymknąć i „zająć” się czymś, to byłby idealny wieczór”.
„Carl, nie będę wykorzystywał swojego życia jako przynęty” – zaprotestowałem.
„Nie zrobisz tego” – powiedział. „Ale sprawimy, że pomyślą, że tak jest. Powiadomimy odpowiednich ludzi. Będziemy obserwować tę kabinę z każdej strony. Dopilnujemy, żeby ten, kogo zatrudnił Michael, wszedł prosto do klatki”.
Tego popołudnia telefon zadzwonił ponownie. Michael.
„Hej, tato” – powiedział radośnie. „Jak się masz? Podoba ci się rejs?”
„Bardzo” – odpowiedziałem. „Każdy dzień to nowa przygoda”.
„Nadal dobrze śpisz w swojej kabinie?” – zapytał swobodnie. „Nie masz problemów z hałasem?”
Bardzo konkretne pytanie – chciał wiedzieć, czy nadal korzystam z pokoju, w którym będzie czekał jego człowiek.
„Nie, synu” – powiedziałem. „Śpię idealnie. W kabinie jest bardzo cicho”.
„Dobrze, tato. Jutro czwartek, prawda? Masz jakieś specjalne plany?”
„Myślę, że jutro jest gala kapitana” – powiedziałem. „Powinno być bardzo elegancko”.
„O tak” – powiedział. „Te imprezy są świetne. Idziesz?”
„Oczywiście” – odpowiedziałem. „Mam już gotowy zielony garnitur”.
„Doskonale, tato. Baw się dobrze” – powiedział. „O której zazwyczaj kończą się te imprezy?”
Kolejne konkretne pytanie. Układał sobie w głowie plan.
„Nie jestem pewien” – odpowiedziałem. „Prawdopodobnie późno. Po północy”.
„No cóż” – kontynuował – „kiedy to się skończy, idź prosto do swojej kabiny, żeby odpocząć, dobrze? Nie włócz się po pokładach w nocy. To może być niebezpieczne”.
Carl wpatrywał się we mnie z napiętą twarzą. Michael właśnie wydał instrukcje, mimowolnie wskazując dokładny moment, w którym spodziewał się zrealizować swój plan.
„Nie martw się, synu” – powiedziałem. „Pójdę prosto do swojego pokoju, kiedy impreza się skończy”.
Leave a Comment