Część 2: Coś, co nie powstaje w tydzień
Dr Keller odsunął wydruk nieco bliżej mnie, jakby chciał, żebym naprawdę na niego spojrzała, nie tylko przelotnie.
– Nie mogę podać dokładnej daty – powiedział w końcu. – Ale to nie jest coś, co rozwija się w ciągu kilku tygodni. Patrząc na wielkość i strukturę… mówimy raczej o miesiącach. Być może latach.
Lata.
Słowo zawisło między nami ciężkie jak stalowa belka.
W głowie zaczęłam przeglądać wspomnienia jak akta sprawy: zmęczenie, które przypisywałam treningom. Wahania wagi. Uczucie zimna, które zrzucałam na karierę w wojsku i brak snu. Mgła w głowie w dni, gdy „ściana” była wyższa niż zwykle.
Za każdym razem dzwoniłam do taty.
Za każdym razem słyszałam: To normalne.
– Czy przy takiej zmianie… – zaczęłam powoli – …wyniki krwi byłyby zawsze idealne?
Dr Keller spojrzał na mnie uważnie. – Niekoniecznie. Czasem odchylenia są subtelne. Czasem pojawiają się i znikają. Czasem ktoś interpretuje je zbyt optymistycznie.
Optymistycznie.
Albo niedbale.
Albo zbyt pewnie siebie.
– Powinna pani była być skierowana do endokrynologa już dawno temu – powiedział spokojnie. – Nawet przy „leniwej tarczycy”, jak to pani ujęła. Zwłaszcza jeśli wystąpiło omdlenie w młodym wieku.
Serce uderzyło mi mocniej.
– On mówił, że ma to pod kontrolą – powtórzyłam, bardziej do siebie niż do niego.
– Bycie ojcem i bycie lekarzem to dwie różne role – odpowiedział cicho. – Czasem trudno je rozdzielić.
To zdanie zabolało bardziej niż cokolwiek innego.
Leave a Comment