Bar pachniał zwietrzałą kawą i tłuszczem z frytek – zapachem, który na stałe wsiąkł w winylową kanapę, przy której siedziała Chloe. Naprzeciwko niej Jason wpatrywał się w telefon, a niebieskie światło ekranu podkreślało jego niezadowolenie.
— Zobacz to — mruknął, podsuwając jej ekran pod twarz.
Na zdjęciu z Instagrama Mark i Sarah, znajomi ze studiów, pozowali na białej plaży, z turkusowym oceanem za plecami.
— Malediwy. Znowu. Fajnie mieć żonę, która dokłada się do życia — rzucił z przekąsem.
Chloe upiła łyk letniej wody.
— Wyglądają na szczęśliwych — powiedziała spokojnie.
— Szczęśliwych? Wyglądają na bogatych. Jego żona jest wiceprezeską w firmie marketingowej. A ty? Trzy tygodnie nad jakimś „logo”. Ile za to dostaniesz? Pięćset dolarów?
Chloe spuściła wzrok. „Logo” było w rzeczywistości pełnym rebrandingiem globalnego koncernu technologicznego. Kontrakt opiewał na ćwierć miliona dolarów. Jason jednak wierzył, że jego żona jest przeciętną freelancerką, która ledwo wiąże koniec z końcem.
— Wystarcza na rachunki — odpowiedziała cicho.
— Ledwo. Mam trzydzieści lat. Powinienem jeździć Teslą, a nie pięcioletnią Hondą. Potrzebuję partnerki z ambicją. Kogoś, kto buduje imperium, a nie zbiera kupony rabatowe.
Nie wiedział, że Honda była w całości opłacona przez nią. Nie wiedział, że czynsz ich „taniego” mieszkania pokrywała spółka-córka należąca do jej rodzinnego funduszu. Nie wiedział, że tydzień wcześniej anonimowo spłaciła jego zadłużenie na karcie kredytowej.
Ukrywała majątek, bo bała się być kochana za pieniądze, a nie za siebie.
Test, który miał pokazać prawdę o ich relacji, zaczynał ją niszczyć.
— Staram się, Jason — wyszeptała.
— Staraj się bardziej.
Leave a Comment