„Cameron, nasz samochód już jest.”
Wyglądał na rozdartego. Potem pocałował mnie w czoło.
„Wkrótce porozmawiamy, mamo. Obiecuję.”
Patrzyłam, jak wraca truchtem do Amelii, patrzyłam, jak bierze go pod rękę, patrzyłam, jak wsiadają do limuzyny z jej rodzicami. Stałam na chodniku na Manhattanie w sukience za 35 dolarów i uświadomiłam sobie coś, co zmroziło mi krew w żyłach. Nie traciłam syna przez małżeństwo. Traciłam go przez Sullivansów. I nie miałam pojęcia, jak go odzyskać.
Tygodnie po kolacji zaręczynowej mijały w oparach wykluczenia. Planowanie ślubu rozpoczęło się na dobre, a ja nie byłam jego częścią. Nie do końca. O ile, otrzymywałam sporadyczne informacje z drugiej ręki w krótkich SMS-ach od Camerona lub spontanicznych komentarzach podczas naszych coraz rzadszych rozmów telefonicznych. Ale faktycznym planowaniem zajmowała się Amelia Victoria i najwyraźniej zespół konsultantów ślubnych, których honoraria prawdopodobnie przekraczały moje roczne dochody.
„Zatrudnili Preston and Associates” – powiedziała mi dr Linda Foster pewnego grudniowego poranka przy kawie.
Linda była moją najbliższą przyjaciółką od czasów studiów pielęgniarskich i znała każdą osobę wartą poznania w kręgach towarzyskich Manhattanu.
„To ta firma, która zaplanowała ślub w Vanderbilt w zeszłym roku.”
„Nie wiem, co to znaczy” – przyznałem.
Wyraz twarzy Lindy był łagodny.
„Oznacza to, że na początek pobierają opłatę w wysokości 50 000 dolarów”.
Odstawiłam filiżankę z kawą i nagle poczułam mdłości.
Święta Bożego Narodzenia nadeszły i minęły. Spędziłem je samotnie, jedząc chińskie jedzenie na wynos i oglądając powtórki starych filmów. Cameron pojechał do Connecticut z Sullivansami. Przyjechał w poranek Bożego Narodzenia, mówiąc tym jasnym, fałszywym głosem, którego ludzie używają, gdy są obserwowani.
„Tęsknię za tobą, mamo. Zrobimy coś, jak wrócę. Obiecuję.”
Nigdy tego nie zrobiliśmy.
Styczeń przyniósł falę chłodów, przez którą moje mieszkanie przypominało chłodnię. Nie mogłam sobie pozwolić na ogrzewanie powyżej 18°C, więc większość wieczorów spędzałam otulona kocami, starając się ignorować szczękanie zębami.
To właśnie podczas jednego z tych mroźnych wieczorów, w ostatni wtorek stycznia, wszystko się zmieniło. Cameron zadzwonił, co samo w sobie było zaskoczeniem, pytając, czy mogę podrzucić dokumenty, które zostawił u mnie kilka miesięcy temu – dokumenty prawne ze sprawy, nad którą pracował.
„Jutro cały dzień jestem w sądzie i potrzebuję ich wieczorem” – wyjaśnił. „Czy mógłbyś wpaść do mojego mieszkania i zostawić je u portiera?”
„Oczywiście, kochanie.”
„Dzięki, mamo. Zapasowy klucz jest nadal w tym samym miejscu, jeśli portier ma przerwę. Trzecia doniczka od lewej.”
Następnego dnia otuliłem się cieplej, żeby nie zmarznąć, i pojechałem metrem do Tribeca. Budynek Camerona był z tych z siłownią na drugim piętrze i tarasem na dachu, na który nigdy nie miałem wstępu.
Portiera nie było na swoim stanowisku, więc wyjąłem zapasowy klucz z ukrycia i wszedłem na górę. Byłem w mieszkaniu Camerona tylko kilka razy odkąd się wprowadził, zawsze na jego zaproszenie, zawsze czując się jak intruz w tej eleganckiej, nowoczesnej przestrzeni, która w niczym nie przypominała ciasnych mieszkań, które dzieliliśmy przez całe jego dzieciństwo.
Dokumenty leżały dokładnie tam, gdzie powiedział, w jego domowym biurze. Złapałem teczkę, odwróciłem się, żeby wyjść i zamarłem.
Na biurku Camerona, częściowo ukryty pod czasopismem prawniczym, znajdował się gruby dokument z wydrukowaną u góry umową przedmałżeńską.
Powinnam była wyjść. Powinnam była uszanować jego prywatność, wziąć dokumenty i odejść. Ale zobaczyłam na tym papierze imię mojego syna i coś, może instynkt macierzyński, a może strach, kazało mi go wyciągnąć i przeczytać.
Pierwsze kilka stron zawierało standardowe, szablonowe przepisy dotyczące podziału majątku nabytego przed ślubem, dotyczącego wspólnego majątku. Nic niezwykłego.
Potem dotarłem do strony siódmej.
Sekcja 7B. Podział i zarządzanie dochodami.
W przypadku kontynuacji małżeństwa po upływie początkowego okresu zdefiniowanego jako pierwsze pięć lat, 70% 70% dochodu zarobionego przez Camerona Morrisona zostanie przekazane na wspólne konta zarządzane przez wyznaczonych powierników, w szczególności Marcusa Sullivana i Victorię Sullivan, na potrzeby planowania majątkowego, zarządzania inwestycjami i ochrony majątku rodzinnego.
Przeczytałem to trzy razy, pewien, że źle zrozumiałem.
70% dochodów Camerona przez 10 lat zarządzali rodzice Amelii.
Ręce zaczęły mi się tak trząść, że strony trzeszczały. Przewracałem kartki, znajdując kolejne klauzule, które przyprawiały mnie o mdłości. Decyzje finansowe wymagające zgody komitetu rodzinnego. Zakup nieruchomości pod nadzorem Sullivan Family Trust. Strategie inwestycyjne podyktowane rekomendacjami Marcusa Sullivana.
To nie była umowa przedmałżeńska. To było przejęcie finansowe.
Wyciągnąłem telefon i zacząłem robić zdjęcia, a moje ręce trzęsły się tak bardzo, że połowa zdjęć wyszła rozmazana. Zrobiłem je ponownie, zmuszając się do zachowania spokoju, żeby wszystko udokumentować.
Następnie ostrożnie odłożyłam dokument tam, gdzie go znalazłam, zabrałam papiery prawne Camerona i opuściłam mieszkanie.
Zdążyłam dotrzeć na ulicę, nim zdążyłam usiąść na ławce, oddychając szybko i urywanie.
Zadzwonił mój telefon. To była Rachel, moja młodsza siostra, dzwoniąca ze swojej kancelarii prawnej w Bostonie.
Hej, Taylor. Zły moment?
„Rachel”. Mój głos się załamał. „Potrzebuję twojej pomocy”.
20 minut później jechałem Uberem do hotelu Rachel. Złapała pierwszy pociąg z Bostonu, gdy tylko usłyszała panikę w moim głosie.
Siedzieliśmy w jej pokoju w hotelu Marriott w Midtown. Mój telefon między nami przybliżył zdjęcia, które zrobiłem.
Rachel milczała przez długi czas, przeglądając zdjęcia. Była prawniczką specjalizującą się w prawie rodzinnym od 15 lat i widziała wszystkie możliwe rodzaje intercyz.
W końcu podniosła wzrok. Jej twarz była blada.
„Taylor, to oszustwo finansowe ubrane w prawniczy język”.
„Czy oni mogą to zrobić? Czy to w ogóle legalne?”
„Technicznie rzecz biorąc, jeśli Cameron podpisze to dobrowolnie, tak”. Wskazała na telefon. „Ale to? To drapieżne. Te klauzule zasadniczo dają Marcusowi Sullivanowi kontrolę nad 70% zarobków Camerona przez dekadę. I spójrz tutaj”. Przybliżyła punkt 9. „Jest tam klauzula o rozwiązaniu małżeństwa. Jeśli Cameron złoży pozew o rozwód w ciągu pierwszych 10 lat, traci nie tylko zarządzany dochód, ale także dodatkową karę równą dwuletniemu wynagrodzeniu. Złapali go w pułapkę”.
„Oni próbują.”
Rachel odłożyła telefon.
„Pytanie brzmi, czy Cameron wie, co podpisuje?”
Pomyślałam o moim synu. Genialny. Tak. Był najlepszy na roku na Uniwersytecie Columbia. Ale jeśli chodzi o miłość i związki, był naiwny. Chciał wierzyć w to, co najlepsze w ludziach, zwłaszcza w tych, których kochał.
„Nie wiem” – przyznałem – „ale muszę mu powiedzieć”.
Rachel złapała mnie za rękę.
„Taylor, posłuchaj mnie. Jeśli pójdziesz z tym teraz do Camerona, może ci nie uwierzyć. Jest zakochany. Pewnie już zdążyła cię przedstawić jako nadopiekuńczą matkę, która nie chce cię puścić”.
Prawda ta uderzyła mnie z całą mocą, ponieważ Amelia robiła to subtelnie przez wiele miesięcy.
„Więc co mam zrobić? Pozwolić mu podpisać się i oddać życie?”
„Nie”. Rachel wstała, krążąc po małym pokoju hotelowym. „Potrzebujemy dowodów. Prawdziwych dowodów. Nie tylko drapieżnej intercyzy. Musimy wiedzieć, dlaczego Sullivansowie to robią. Jaka jest ich sytuacja finansowa? Po co im kontrola nad pieniędzmi Camerona?”
„Myślisz, że mają kłopoty?”
„Myślę, że ludzie nie podpisują takich intercyz, chyba że są zdesperowani”. Odwróciła się do mnie. „Pamiętasz ten komentarz, który widziałaś w internecie o bankructwie funduszu Marcusa Sullivana?”
„Myślisz, że to prawda?”
„Myślę, że musimy się tego dowiedzieć. Znam kogoś, kto może pomóc”.
Okazało się, że osobą, którą zajmowała się Rachel, był James Cooper, prywatny detektyw specjalizujący się w sprawach oszustw finansowych.
Spotkaliśmy go 3 dni później w kawiarni w dzielnicy finansowej. James nie był taki, jakiego się spodziewałam. Bez trencza, bez fedory, bez papierosa zwisającego z ust. Wyglądał jak księgowy, którym, jak wyjaśniła Rachel, był, zanim został śledczym.
„Pani Morrison”. Mocno uścisnął mi dłoń, a potem wyjął tabletkę.
Rachel przedstawiła mi podstawowe informacje.
„Przeprowadziłem już wstępne badania dotyczące Marcusa Sullivana. Szybko. Dokumenty są bardziej publiczne, niż ludzie myślą, jeśli wie się, gdzie szukać”.
Obrócił tablet w naszą stronę.
„Marcus Sullivan zarządzał funduszem private equity o nazwie Sullivan Capital Partners w latach 2010–2020. W szczytowym okresie fundusz zarządzał aktywami o wartości około 200 milionów dolarów”.
Liczba ta była tak duża, że wydawała się nierealna.
„A teraz?” zapytała Rachel.
„Fundusz jest teraz nieczynny, rozwiązano go w listopadzie 2020 r. po serii katastrofalnych niepowodzeń inwestycyjnych”.
Przesunął palcem po innym ekranie.
„Marcus stracił około 150 milionów dolarów od inwestorów w startupie technologicznym, który upadł, a kolejne 40 milionów dolarów w przedsięwzięciu z branży nieruchomości na Florydzie, które nigdy nie powstało”.
„To prawie wszystko” – powiedziałem.
„Dokładnie. Pozostali inwestorzy wnieśli pozew. Sprawy zostały rozstrzygnięte poza sądem, prawdopodobnie o resztę majątku, który Marcusowi pozostał, a według publicznych danych nie było go wiele.”
Pokazał nam więcej dokumentów. Hipoteki na nieruchomości w Connecticut i na Manhattanie. Zastawy pod pojazdy. Zadłużenie na kartach kredytowych sięgające setek tysięcy.
„Sullivansowie są spłukani” – stwierdziła Rachel beznamiętnie.
„Gorzej niż bankrut. Mają dług w wysokości około 20 milionów dolarów, rozłożony na różnych wierzycieli i ugody prawne”.
Poczułem się chory.
„Ale wyglądają na tak bogatych. Ubrania, kolacje, biżuteria.”
„Dym i lustra” – powiedział James. „To nic niezwykłego. Ludzie zamożni lub dawniej zamożni często zachowują pozory, aby uniknąć towarzyskiego wstydu i utrzymać przy życiu potencjalne możliwości. Założę się, że połowa biżuterii Victorii Sullivan to cyrkonie. Dom w Connecticut obciążony hipoteką po brzegi”.
„Więc potrzebują pieniędzy Camerona” – powiedziałem.
„Co więcej. Potrzebują potencjału zarobkowego Camerona”. James wyciągnął kolejny dokument. „Twój syn jest na dobrej drodze, żeby zostać partnerem w Morrison Incline w ciągu 3 lat. Kiedy już zostanie partnerem, jego roczny dochód prawdopodobnie przekroczy 700 000 dolarów. W ciągu 10 lat, nawet po opodatkowaniu, to spora kwota”.
700 000 dolarów. Nie mogłem sobie tego nawet wyobrazić.
„Umowa małżeńska ma na celu skierowanie 70% tej kwoty na kontrolowane przez nich konta”.
Rachel dodała: „Oni nie szukają tylko ratunku. Szukają długoterminowego rozwiązania swojego kryzysu finansowego”.
„A mój syn jest tym rozwiązaniem”.
Wyraz twarzy Jamesa wyrażał współczucie.
„Przykro mi, pani Morrison, ale tak.”
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Wokół nas kawiarnia tętniła normalnym życiem. Ludzie zamawiali latte, pisali na laptopach, śmiali się z przyjaciółmi, a nikt z nich nie zdawał sobie sprawy, że cały mój świat się wali.
„A co z Amelią?” – zapytałem w końcu. „Czy ona wie?”
James zawahał się.
„Tutaj sprawa się komplikuje. Monitorowałem jej e-maile.”
„Czekaj, jak?”
„Nie pytaj”. Uniósł rękę. „Powiedzmy, że mam metody. A to, co odkryłem, sugeruje, że Amelia ma konflikt wewnętrzny”.
Znalazł serię korespondencji e-mailowej między Amelią i Victorią, która miała miejsce w ciągu ostatnich 6 miesięcy.
Pierwszy był z września, od Victorii Sullivan do Amelii Sullivan, na temat sytuacji Camerona.
Kochanie, wiem, że masz wątpliwości, ale musisz zrozumieć, że to małżeństwo to nasza jedyna realna opcja. Inwestorzy twojego ojca krążą wokół nas i bez stabilnego źródła dochodu stracimy wszystko. Cameron jest idealny. Odniósł sukces. Zaczynał od zera. Będzie więc wdzięczny za nasze powiązania. A co najważniejsze, kocha cię. Wykorzystaj to. Tu chodzi o przetrwanie.
Poczułem, jak łzy napływają mi do oczu. Rachel ścisnęła moją dłoń.
James przewinął do kolejnego e-maila. Tym razem od Amelii do Victorii, z datą listopadową.
Od Amelii Sullivan do Victorii Sullivan, temat dotyczy sytuacji Camerona.
Próbowałam porozmawiać z tatą o zmniejszeniu oczekiwań. Cameron to dobry człowiek. Nie zasługuje na taką manipulację. Owszem, może nam pomóc, ale dlaczego musi to być tak drapieżne? Dlaczego nie możemy być z nim po prostu szczerzy?
„Ona próbowała się bronić” – powiedziała cicho Rachel.
James skinął głową.
„Początkowo tak. Ale spójrz na to kolejne sprzed dwóch tygodni.”
Od Victorii Sullivan do Amelii Sullivan. Rzeczywistość podmiotowa.
Dość. Twój sentymentalizm jest wzruszający, ale bezużyteczny. Jeśli nie dojdzie do tego małżeństwa i nie dopilnujesz podpisania intercyzy, twój ojciec straci wszystko. Zostaniemy pozwani do sądu w niepamięć. Każda więź, którą zbudowaliśmy, każda relacja, która mogłaby pomóc ci w karierze, przepadnie. I po co? Za jakąś szlachetną ideę uczciwości. Dorośnij, Amelio. Tak działa świat. Zabezpiecz małżeństwo. Podpisz intercyzę. Ratuj tę rodzinę albo bądź odpowiedzialny za jej zniszczenie.
Po tym zdarzeniu Amelia nie odpowiedziała.
„Uległa” – wyszeptałem.
„Boi się” – poprawił ją delikatnie James. „Amelia Sullivan to 27-letnia kobieta, której przez całe życie powtarzano, że lojalność wobec rodziny jest najważniejsza. Jej rodzice wykorzystują to przeciwko niej”.
„To nie znaczy, że jest to słuszne”.
„Nie” – zgodził się. „Nie ma”.
Spojrzałem na e-maile, na ten portret kobiety, którą chciałem zobaczyć jako złoczyńcę. I zdałem sobie sprawę, że była bardziej skomplikowana. Nie była zła. Była w pułapce. Ale wciąż trzymała w niewoli mojego syna.
„To nie wszystko” – powiedział James, wyciągając kolejny dokument. „Znalazłem dowód na to, że w tej sytuacji był jeszcze jeden gracz”.
Dokument wskazywał przelewy z konta oznaczonego jako MRE Holdings na konto osobiste Victorii Sullivan. Niewielkie kwoty, 5000 tu, 3000 tam, ale stały poziom w ciągu ostatniego roku.
„Kim jest Emma Reed?” zapytała Rachel.
„Marcus Reed. Jest szefem Amelii w Lux and Co. Jest też jednym z inwestorów, którzy stracili pieniądze, gdy upadł Sullivan Capital Partners”.
„O nie” – wyszeptałem.
„Jest coraz gorzej. Marcus Reed i Amelia byli w romansie, który trwał około 4 miesięcy. Skończył się dwa miesiące temu, ale Reed wysyłał pieniądze Victorii, w zasadzie szantażując ją. Grozi, że ujawni romans, jeśli Sullivanie nie zwrócą pieniędzy, które Marcus Sullivan stracił, a tego nie mogą zrobić”.
„Więc on ich szantażuje, żeby szantażowali Camerona” – powiedziała Rachel.
„To kaskada desperacji” – potwierdził James. „Reed chce odzyskać swoje pieniądze. Sullivanowie potrzebują dochodów Camerona, żeby spłacić Reeda i inne długi. Amelia jest w środku, a Cameron jest zupełnie nieświadomy”.
Wstałem, bo potrzebowałem się ruszyć i pomyśleć.
„Muszę mu to powiedzieć.”
„Taylor” – zaczęła Rachel.
„Muszę mu powiedzieć. Zasługuje na to, żeby wiedzieć.”
„Zgadzam się” – powiedział James. „Ale musisz działać strategicznie. Jeśli pójdziesz z tym do Camerona, Amelia i jej rodzina wszystkiemu zaprzeczą. Powiedzą, że e-maile są sfabrykowane, że dane finansowe są mylące, że jesteś zgorzkniałą matką, która nie potrafi zaakceptować szczęścia syna”.
„Co więc mam zrobić?”
James i Rachel wymienili spojrzenia.
„Potrzebujesz czegoś więcej niż informacji” – powiedziała powoli Rachel. „Potrzebujesz siły nacisku”.
“Wpływ.”
„Dowody, których nie da się zaprzeczyć. Dowody publiczne”.
James otworzył na tablecie jeszcze jeden dokument.
„Mogę ci zapewnić wszystko, czego potrzebujesz. Dokumenty finansowe, e-maile, dokumentację szantażu Reeda, ale musimy być ostrożni, kiedy i jak z tego korzystasz”.
„Kiedy ślub?” zapytała Rachel.
„15 czerwca. Za 5 miesięcy.”
„To daje nam czas” – powiedział James. „Czas na zbudowanie solidnej argumentacji. Czas na znalezienie odpowiedniego momentu”.
Spojrzałam na te dwie osoby, moją siostrę i nieznajomego, który stał się moim sojusznikiem, i poczułam przypływ czegoś, czego nie czułam od miesięcy. Nadziei.
„Powiedz mi, co mam zrobić” – powiedziałem.
I wtedy zaczęliśmy planować.
Przez następne 6 tygodni moje życie stało się tajną operacją. Kontynuowałam swoją codzienną rutynę, brałam dyżury pielęgniarskie, chodziłam do klubu książki, chodziłam na kawę z Lindą. Ale pod spodem zbierałam dowody z pomocą Jamesa.
Udokumentowaliśmy wszystko. Wniosek o upadłość Marcusa Sullivana, zadłużenie Victorii na karcie kredytowej, kredyt hipoteczny na ich posiadłość w Connecticut, przelewy Marcusa Reeda, każdy e-mail między Amelią a jej matką, który ukazywał skalę manipulacji.
James znalazł nawet zapisy dotyczące pozwu złożonego przeciwko Marcusowi przez innego inwestora; pozew ten, gdyby trafił do sądu, mógłby zakończyć się postawieniem zarzutów karnych.
„To coś więcej niż tylko sprawa twojego syna” – powiedział mi James podczas jednego z naszych spotkań w lutym. „Marcus Sullivan oszukał wielu inwestorów. Jeśli to wyjdzie na jaw, może to doprowadzić do upadku całej rodziny”.
„Dobrze” – powiedziałem, zaskakując sam siebie swoją jadowitością.
Rachel wyglądała na zaniepokojoną.
„Taylor, muszę cię o coś zapytać.”
„Jaki jest twój cel końcowy?”
“Co masz na myśli?”
„No bo co chcesz, żeby się stało? Chcesz, żeby Cameron odwołał ślub? Chcesz zniszczyć Sullivanów? Chcesz, żeby Amelia poniosła konsekwencje?”
Zastanowiłem się nad tym. Pomyślałem o mailach Amelii, jej oczywistym niepokoju, jej nieudanych próbach sprzeciwienia się rodzicom.
„Chcę, żeby Cameron znał prawdę” – powiedziałem w końcu. „Chcę, żeby podjął świadomą decyzję dotyczącą swojego życia. Jeśli nadal chce poślubić Amelię, wiedząc wszystko, jeśli kocha ją na tyle, by pomóc jej wyrwać się z rodzinnego bałaganu, to będę go wspierał. Ale zasługuje na to, by nie dać się manipulować”.
Rachel uśmiechnęła się smutno.
„Jesteś lepszym człowiekiem niż ja.”
„Jestem po prostu matką chroniącą swojego syna”.
Ale nawet kiedy to mówiłem, zastanawiałem się, czy nie kłamię, bo jakaś część mnie, mroczna, wściekła część, której nie lubiłem dostrzegać, pragnęła cierpienia Sullivana. Pragnęła, żeby poczuli upokorzenie i bezsilność, które ja czułem przez nich. Pragnęła zemsty.
Na początku marca, dwa tygodnie przed tym, co miało się stać najważniejszą konfrontacją w moim życiu, zadzwonił Cameron.
„Mamo, możemy porozmawiać?”
Moje serce podskoczyło.
„Oczywiście, kochanie. Co się dzieje?”
„Po prostu… tęsknię za tobą. Mam wrażenie, że prawie się nie widujemy.”
„Ja też za tobą tęsknię.”
„Czy mogę wpaść dziś wieczorem? Tylko we dwoje?”
„Tak. Tak, oczywiście.”
Przyszedł o 19:00 z tajskim jedzeniem z mojej ulubionej knajpy, taniej niedaleko mojego mieszkania, do której chodziliśmy, kiedy studiował. Jedliśmy siedząc na mojej nierównej kanapie, jak za dawnych lat.
„No więc” – powiedział między kęsami pad thaia. „Jak się masz?”
„Mam się dobrze, jestem zajęty.”
„Z czym?”
Myślałem o śledztwie, dowodach, planach.
„Po prostu życiowe sprawy, wiesz.”
Skinął głową, ale wyglądał na zaniepokojonego.
„Mamo, muszę cię o coś zapytać i chcę, żebyś była ze mną szczera.”
Mój puls przyspieszył.
“Dobra.”
„Czy lubisz Amelię?”
Pytanie wisiało między nami. Mogłem skłamać. Mogłem powiedzieć „tak”. Jest cudowna. Tak się cieszę. Mogłem wybrać łatwiejszą drogę, ale nigdy nie skłamałem mojemu synowi.
„Myślę” – powiedziałem ostrożnie – „że Amelia jest w trudnej sytuacji i myślę, że zasługujesz na kogoś, kto będzie cię stawiał na pierwszym miejscu”.
Cameron odłożył jedzenie.
„To nie jest prawdziwa odpowiedź”.
„To jedyna odpowiedź, jaką mogę ci teraz dać.”
„Bo nie chcesz mi powiedzieć, że jej nie lubisz.”
„Ponieważ jest to bardziej skomplikowane niż lubienie lub nielubienie.”
Wziąłem go za rękę.
„Cameron, czy wiesz coś na temat sytuacji finansowej rodziny Amelii?”
Jego wyraz twarzy był drżący.
„Dlaczego o to pytasz?”
„Bo mi na tobie zależy. Bo coś jest nie tak.”
„Mamo”. Cofnął rękę. „Wiem, co robisz. Amelia ostrzegała mnie, że możesz próbować nastawić mnie przeciwko jej rodzinie”.
„Ostrzegała cię?”
„Powiedziała, że matki czasami mają problem z odpuszczaniem. Że widzą problemy tam, gdzie ich nie ma, bo nie chcą, żeby ich synowie je zostawili”.
Te słowa uderzyły mnie jak policzek, bo były dokładnie tym, czego się obawiałam. Dokładnie tą samą narracją, którą budowała Amelia.
„Cameron, kocham cię.”
„Mamo. Wiesz, że tak. Ale Amelia zostanie moją żoną i musisz to uszanować”.
Niedługo potem wyszedł, zabierając ze sobą większość jedzenia. Siedziałem sam w mieszkaniu, a resztki pad thai krzepły w pojemniku, i zdałem sobie sprawę, że czas mi ucieka.
Ślub był za 3 miesiące. Cameron już bronił Amelii przede mną. Jeśli chciałem uratować syna, musiałem działać szybko, bardzo szybko.
Kwiecień nadszedł z kwitnącymi wiśniami i zaproszeniami ślubnymi. Zaproszenie przyszło pocztą we wtorek. Kremowy karton z wytłoczonym napisem, taki, który kosztował 5 dolarów za sztukę. Otworzyłam je stojąc przy skrzynce pocztowej, z lekko drżącymi rękami.
Państwo Marcus Sullivan mają zaszczyt zaprosić Państwa na ceremonię zaślubin ich córki Amelii Catherine Sullivan z Cameronem Jamesem Morrisonem.
Moje nazwisko nie pojawiło się nigdzie na zaproszeniu, ani jako matki pana młodego, ani nawet drobnym drukiem na dole. Byłam po prostu kolejnym gościem.
Tego wieczoru zadzwoniłem do Rachel, a mój głos był napięty ze złości, którą tłumiłem przez tygodnie.
„Nawet nie uwzględnili mnie na zaproszeniu”.
„To celowe” – powiedziała Rachel. „Wymazują cię z narracji, sprawiając, że Cameron myśli, że jego życie zaczęło się, gdy poznał Amelię”.
„Działa. Już prawie nie dzwoni.”
„Taylor, zostało nam 3 tygodnie. James ma wszystko, czego potrzebujemy. Kiedy powiesz Cameronowi?”
Spojrzałam na album, nad którym pracowałam od miesięcy. Każda strona to wspomnienie. Pierwszy dzień Camerona w przedszkolu, ukończenie liceum, dzień, w którym zdobył dyplom prawniczy, 28 lat miłości udokumentowanych fotografiami i odręcznymi notatkami.
„Próba kolacji” – powiedziałem. „Dam mu album, a jeśli Amelia spróbuje mnie powstrzymać, opowiem mu wszystko na miejscu”.
„Jesteś pewien, że chcesz to zrobić publicznie?”
„Mam dość milczenia, Rachel. Mam dość bycia odsuwanym na bok, jakbym się nie liczył”.
„Dobrze”. Jej głos był łagodny. „W takim razie upewnijmy się, że jesteś gotowy”.
Kolejne dwa tygodnie minęły w mgnieniu oka, w ferworze przygotowań. Skończyłam album, każda strona była idealna. Ćwiczyłam, co powiem Cameronowi. Ćwiczyłam zachowanie spokoju, wyobrażając sobie nieuniknioną interwencję Amelii.
James dał mi pendrive’a zawierającego wszystkie dowody, zapisy finansowe, wiadomości e-mail, dokumentację szantażu Marcusa Reeda, wszystko zorganizowane i niepodważalne.
„Schowaj to w bezpiecznym miejscu” – powiedział mi. „Jeśli na kolacji przedślubnej coś pójdzie nie tak, to twoja polisa ubezpieczeniowa”.
Nosiłem pendrive’a na łańcuszku na szyi, ukryty pod ubraniem. Czułem się, jakbym niósł bombę.
Doktor Linda próbowała mi doradzić przy kawie 3 dni przed kolacją.
„Taylor, muszę zapytać, czy jesteś pewien, że to właściwe podejście? Konfrontacja z nimi wszystkimi naraz”.
„Jaki mam wybór? Cameron mnie nie słucha. Myśli, że jestem po prostu zazdrosną matką”.
„Może dlatego, że podchodzisz do tego w niewłaściwy sposób”. Linda z namysłem zamieszała kawę. „A gdyby zamiast konfrontacji z Amelią, po prostu porozmawiałabyś z Cameronem na osobności, pokazała mu dowody, nie robiąc z tego dramatycznej sceny?”
„Próbowałem. Uciszył mnie.”
„Więc zamierzasz zaatakować go z zaskoczenia podczas kolacji przedślubnej.”
Kiedy tak to ujęła, zabrzmiało to okropnie. Ale co innego mogłam zrobić?
„Nie mam już wyboru, Linda. Jeśli teraz czegoś nie zrobię, on się z nią ożeni. A za pięć lat, kiedy zda sobie sprawę, co zrobiła, będzie za późno”.
Linda westchnęła.
„Tylko uważaj. Czasami próba ratowania ludzi odpycha ich jeszcze bardziej.”
Jej słowa nie dawały mi spokoju przez następne kilka dni.
Rankiem w dniu kolacji przedślubnej obudziłem się z bólem głowy, którego nie uleczyła żadna ilość kawy. Ledwo spałem, odtwarzając w myślach każdy możliwy scenariusz. Cameron zobaczy album i zrozumie, co traci. Albo pomyśli, że próbuję nim manipulować. Amelia wycofa się, gdy zostanie skonfrontowana z dowodami. Albo Amelia postawi wszystko na jedną kartę i zdobędzie miano niezrównoważonego.
Sullivansowie albo wyznają winę i błagają o wybaczenie, albo mnie zniszczą.
Spędziłam 3 godziny na przygotowaniach, przebierając się cztery razy. Kolacja próbna odbyła się w Riverside Terrace, lokalu z widokiem na rzekę Hudson. Obowiązywał strój koktajlowy.
W końcu zdecydowałam się na jasnoniebieską sukienkę, którą kupiłam na sam ślub. Jeśli to miała być moja ostatnia szansa, by w znaczący sposób zostać matką Camerona, chciałam wyglądać jak najlepiej.
O 17:00 wsiadłam do metra i pojechałam na miejsce wydarzenia. Album został starannie owinięty w bibułkę, a pamięć USB leżała zimna przy mojej piersi.
Taras nad rzeką wyglądał pięknie w wieczornym świetle. Okna sięgające od podłogi do sufitu wychodziły na wodę, stoły były białe, a szklanki kryształowe. Kwiaty wszędzie – peies i róże, ulubione kwiaty Amelii. Każda kompozycja kosztowała prawdopodobnie więcej niż mój miesięczny czynsz.
Przybyłem wcześniej, zgodnie z planem. Sama próba wciąż trwała. Para młoda była po drugiej stronie trawnika, w miejscu ceremonii, ćwicząc swój orszak. Przybyło tylko kilku gości.
Niektórych z nich rozpoznałem z życia Camerona – kolegów ze studiów prawniczych. Przywitali mnie serdecznie, pytając, jak się czuję, i mówiąc, jak bardzo muszę być dumny.
Uśmiechnęłam się, skinęłam głową i starałam się nie krzyczeć.
Victoria Sullivan pojawiła się o 5:30 w obłoku drogich perfum i z trudem skrywała pogardę. Od razu mnie zauważyła.
„Taylor, jaka punktualna z twojej strony”. Jej wzrok przesunął się po mojej sukience. „Czyż nie tak się ubierzesz na jutrzejszy ślub?”
„Mogę być” – odpowiedziałem spokojnie.
„Hm. No cóż, przypuszczam, że pielęgniarki nie mają obszernych garderób.”
Odeszła zanim zdążyłem odpowiedzieć.
Marcus przybył wkrótce potem, trzymając już w ręku szkocką, którą musiał gdzieś zdobyć. Poklepywał mężczyzn po plecach, śmiał się zbyt głośno, odgrywał rolę odnoszącego sukcesy biznesmena. Zastanawiałem się, ile osób w tym pokoju wiedziało, że jest bankrutem.
O 18:00 orszak weselny wrócił z próby. Cameron wyglądał przystojnie w spodniach khaki i niebieskiej koszuli z guzikami. Śmiał się z czegoś, co powiedział jego drużba, Jake. Wtedy mnie zobaczył. Jego uśmiech zniknął na chwilę, zanim przeszedł przez taras.
„Mamo, udało ci się.”
„Oczywiście, że dałem radę.”
Przytuliłam go, trzymając go może chwilę za długo. Wydawał się chudszy, niż pamiętałam.
„Jak przebiegła próba?”
„Dobrze. Trochę chaotycznie, ale dobrze.”
Spojrzał przez ramię na Amelię stojącą ze swoimi druhnami.
„Posłuchaj, mamo, co się stało tamtego wieczoru.”
„W porządku, kochanie. Nie musimy o tym rozmawiać. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że cię kocham. To się nie zmieniło”.
„Wiem”. Dotknęłam jego twarzy, twarzy tego chłopca, którego wychowałam, tego mężczyzny, którego ledwo rozpoznawałam. „Ja też cię kocham, bardziej niż cokolwiek innego”.
Amelia pojawiła się tuż obok niego, promienna w białej sukience letniej, która prawdopodobnie kosztowała tysiąc dolarów. Jej uśmiech był promienny, ale oczy pełne niepokoju.
„Taylor, cieszę się, że mogłaś do nas dołączyć”. Zaborczo objęła Camerona ramieniem. „Czyż to miejsce nie jest przepiękne? Chciałam czegoś romantycznego, ale nie przesadnie formalnego”.
„To piękne” – zgodziłem się.
„Cameron, kochanie, twoi drużbowie czekają. Coś z tymi szelkami”. Pocałowała go w policzek. „Dotrzymam towarzystwa twojej mamie”.
Cameron zawahał się, patrząc między nami. Potem Jake zawołał jego imię i przeprosił, zostawiając mnie sam na sam z Amelią.
Przez chwilę po prostu tam staliśmy, dwie kobiety połączone tylko mężczyzną, którego obie, jak twierdziłyśmy, kochałyśmy.
„To piękny album” – powiedziała Amelia, zerkając na paczkę w moich rękach. „Do czego to służy?”
„To dla Camerona, jego książeczki z dzieciństwa, zdjęć szkolnych, wspomnień. Pomyślałam, że może mu się spodobać”.
„Jak miło.”
Jej ton sugerował coś zupełnie innego.
„Chociaż nie jestem pewien, czy dzisiejszy wieczór to najlepszy moment. Mamy bardzo napięty harmonogram. Kolacja o 19:00, toasty o 20:00 i musimy skończyć do 21:30, bo jutro z Cameronem wstajemy wcześnie rano”.
„Szybko.”
Mimo wszystko uśmiech Amelii stał się ostrzejszy.
„Może lepiej byłoby dać mu to jutro na ślubie. A jeszcze lepiej, po podróży poślubnej. Będziemy mieli więcej czasu, żeby to docenić, po podróży poślubnej”.
Po tym jak podpisał intercyzę, było już za późno.
„Myślę, że dzisiejszy wieczór jest idealny” – powiedziałem stanowczo.
Oczy Amelii się zwęziły.
„Pani Morrison—”
„Jestem Taylor. Nazywasz mnie Taylor od miesięcy.”
Leave a Comment