Sześć miesięcy po ślubie mojego syna, fotograf zadzwonił do mnie: „Proszę pani… Proszę wejść”.

Sześć miesięcy po ślubie mojego syna, fotograf zadzwonił do mnie: „Proszę pani… Proszę wejść”.

„Wspaniale” – powiedziała Olivia, rozjaśniając się. „To jesteś gotowy, żeby kontynuować?”

Skinąłem głową, posyłając mi uśmiech, który, jak miałem nadzieję, wyglądał na wyraz kapitulacji.

„Myślę, że tak. Chciałbym zacząć od kwoty, o której rozmawialiśmy, 400 000. Ale zanim podpiszę cokolwiek ostatecznego, powinienem najpierw skonsultować się z księgowym”.

Hasło przewodnie. Sarah kazała mi go użyć, jeśli czułbym się niepewnie lub gdybym uzyskał wystarczające informacje. Biorąc pod uwagę coraz bardziej podejrzliwą obserwację Davida, wydawało się to rozsądne.

Uśmiech Olivii lekko przygasł.

„Twój księgowy jest aż tak potrzebny. Nasze dokumenty są dość obszerne.”

„To tylko formalność” – zapewniłem ją. „Thomas zawsze nalegał, żeby Gordon analizował każdą istotną decyzję finansową. stare nawyki”.

„Oczywiście” – powiedział gładko David, wstając z krzesła. „Dokładność zawsze jest wskazana, choć jestem pewien, że twój księgowy potwierdzi to, o czym rozmawialiśmy. Meridian oferuje niezrównane możliwości dla kogoś na twoim stanowisku”.

„Spodziewam się”, odpowiedziałem, również wstając. „Odezwę się w przyszłym tygodniu, jak już porozmawiamy”.

Olivia odprowadziła mnie do drzwi. Jej uśmiech był profesjonalny, ale w oczach malowało się rozczarowanie opóźnieniem.

„Z niecierpliwością czekam na Twój telefon, Eleanor.”

Idąc korytarzem w stronę recepcji, usłyszałem zamykające się za mną drzwi gabinetu. Niemal natychmiast rozległy się stłumione głosy, coś, co brzmiało jak kłótnia.

Zwolniłem kroku, wytężając słuch, lecz mogłem rozróżnić tylko ton, nie słowa.

Recepcjonistka uśmiechnęła się, gdy przechodziłem.

„Miłego popołudnia, pani Thompson.”

„Dziękuję” – odpowiedziałam automatycznie, w myślach już przetwarzając spotkanie i zastanawiając się, czy zrozumiałam, czego potrzebowała Sarah.

Na zewnątrz wiosenne popołudnie zrobiło się pochmurne, chłodny wiatr niósł ze sobą zwiastuny zbliżającego się deszczu. Szybkim krokiem podszedłem do rogu, gdzie Sarah powiedziała, że ​​się z nią spotkam. Moje serce w końcu zwolniło, gdy budynek południka oddalił się za mną.

Czarny SUV zatrzymał się obok mnie, a gdy otworzyły się tylne drzwi, ukazała się zaniepokojona twarz Sary.

„Wszystko w porządku?” zapytała, gdy wślizgnąłem się na siedzenie obok niej.

„Tak” – odpowiedziałem, nagle wyczerpany, bo przedstawienie się skończyło. „Chociaż wydaje mi się, że David pod koniec nabierał podejrzeń”.

Sarah skinęła głową i zwróciła się do technika siedzącego na przednim siedzeniu, który już przeglądał nagranie.

„Co mamy?”

„Wstępna ocena wygląda obiecująco” – odpowiedziała młoda kobieta, nie odrywając wzroku od swojego sprzętu. „Mamy jasne oświadczenia dotyczące przepływu środków przez konta zagraniczne, przyznanie się do wykorzystywania nowych inwestycji do wypłaty istniejących zysków oraz wyraźne potwierdzenie 60-dniowego ograniczenia wypłat”.

Poczułem ulgę.

No i to wystarczyło.

„Mamy to, czego potrzebowaliśmy.”

Sarah krótko ścisnęła moją dłoń.

„Wygląda na to, że tak. Poszło ci znakomicie, Eleanor. Lepiej, niż mogliśmy się spodziewać.”

SUV skierował się w stronę bezpiecznego domu, w którym pracował zespół – nieznanego budynku biurowego oddalonego o kilka przecznic.

W trakcie jazdy opisywałem napięcie, które zauważyłem między Olivią i Davidem, ich wymianę spojrzeń, kłótnię, którą usłyszałem, gdy odjeżdżałem.

„Mogą się denerwować” – spekulowała Sarah. „Jeśli coś podejrzewają, mogą przyspieszyć termin lub spróbować przenieść aktywa. Będziemy musieli działać szybko”.

W bezpiecznym domu zespół analizował już nagranie, katalogował obciążające oświadczenia i porównywał je z istniejącymi dowodami.

Ryan też tam był. Chodził nerwowo, aż mnie zobaczył.

„Ellanor” – powiedział z wyraźną ulgą w głosie. „Jak poszło?”

„Najwyraźniej tak” – odpowiedziałam, zatapiając się z wdzięcznością w krześle, gdy ktoś podał mi filiżankę herbaty. „Chociaż będę szczęśliwa, kiedy to się skończy”.

„Wkrótce” – obiecał. „Dzięki tobie”.

Przez kolejne dwie godziny odpowiadałem na pytania, wyjaśniałem odpowiedzi, pomagałem zespołowi zrozumieć niuanse, które mogli przeoczyć. Ostrożne sformułowania Davida, strategiczne przerywanie Olivii, dynamika relacji między nimi – wszystko to potencjalnie cenne dla budowania argumentacji.

W końcu Sarah poprosiła o przerwę.

„Powinieneś iść do domu i trochę odpocząć” – powiedziała mi. „Mamy na razie wszystko, czego potrzebujemy”.

„Co będzie dalej?” zapytałem, zbierając swoje rzeczy.

„Kończymy analizę dzisiejszych dowodów, łączymy je z naszymi istniejącymi aktami sprawy, a następnie przedstawiamy wszystko prokuraturze USA” – wyjaśniła. „Z tym, co mamy teraz, powinni zezwolić na aresztowania w ciągu kilku dni, a nie tygodni”.

„A Nathan?” – zadałam pytanie, które nie opuszczało mojej głowy. „Kiedy mu powiemy?”

Wyraz twarzy Sary złagodniał.

„Gdy aresztowania będą nieuchronne, będziemy chcieli z nim porozmawiać, zanim do nich dojdzie. Przygotujcie go jak najlepiej”.

„Chcę być tą, która mu to powie” – powiedziałam stanowczo. „Powinien usłyszeć to ode mnie, a nie od obcych”.

Skinęła głową.

„Oczywiście, że to załatwimy.”

Ryan zaproponował, że mnie odwiezie do domu, na co z wdzięcznością przystałem. Emocjonalne obciążenie popołudnia sprawiło, że byłem wyczerpany i niepewny, czy uda mi się bezpiecznie poruszać po bostońskich korkach.

„Byłeś dziś niesamowicie odważny” – powiedział, gdy jechaliśmy przez coraz ciemniejsze ulice miasta, a deszcz zaczął uderzać o przednią szybę.

Lekko pokręciłem głową.

„Nie odważny, lecz konieczny.”

„Oba” – nalegał. „Większość ludzi nie miałaby odwagi stawić czoła tym ludziom, wiedząc to, co ty wiesz, zachować spokój, gdy rozmawiali o oszukaniu ciebie i twojego syna”.

„A skoro już o odwadze mowa” – powiedziałem, zmieniając temat – „Co skłoniło cię do dalszych dociekań po zobaczeniu tych zdjęć ślubnych? Wiele osób zbagatelizowałoby swoje podejrzenia”.

Dłonie Ryana lekko zacisnęły się na kierownicy.

„Moja babcia” – powiedział po prostu. „Po tym, jak straciła wszystko przez Meridian, stała się inna, zawstydzona, wycofana. Zmarła z przekonaniem, że nie potrafiła zarządzać swoim życiem. Nie mogłem na to pozwolić”.

Przez kilka minut jechaliśmy w milczeniu, krople deszczu spływały po szybach, zniekształcając światła miasta.

„Co zrobisz, kiedy to się skończy?” – zapytałem w końcu.

Uśmiechnął się lekko.

„Wróć do fotografii. To jest to, co kocham, choć może jestem bardziej wybredny w kwestii klientów ślubnych”.

Żart, choć łagodny, nieco przełamał napięcie. Uśmiechnąłem się i ja – to był pierwszy szczery uśmiech od tygodni.

Gdy byłem w domu, Ryan nalegał, żeby odprowadzić mnie do drzwi, mimo że padał deszcz.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

back to top