Podczas rozprawy rozwodowej jej arogancki mąż przechwalał się, że odbierze jej wszystko, pewien, że jego kochanka i drogi prawnik już wygrali tę bitwę — aż do momentu, gdy jej cichy prawnik wystąpił, ujawnił przygotowania, które poczyniła w tajemnicy, i doprowadził do tak szokującego zwrotu w sądzie, że zniszczył plany jej męża, ujawnił przestępstwa finansowe i zmienił salę sądową w scenę najbardziej upokarzającego upadku, jakiego sobie nie wyobrażał.

Podczas rozprawy rozwodowej jej arogancki mąż przechwalał się, że odbierze jej wszystko, pewien, że jego kochanka i drogi prawnik już wygrali tę bitwę — aż do momentu, gdy jej cichy prawnik wystąpił, ujawnił przygotowania, które poczyniła w tajemnicy, i doprowadził do tak szokującego zwrotu w sądzie, że zniszczył plany jej męża, ujawnił przestępstwa finansowe i zmienił salę sądową w scenę najbardziej upokarzającego upadku, jakiego sobie nie wyobrażał.

„Ojcze, on mnie uratował…” – wyjąkała Lily, próbując mnie bronić.

„Powiedziałem. Z powrotem. Do. Samochodu.”

Każde słowo miało ogromny ciężar. Lily pochyliła głowę i bezszelestnie odeszła pod eskortą dwóch mocno wytatuowanych ochroniarzy. Kiedy drzwi eleganckiego, czarnego SUV-a zatrzasnęły się z hukiem, Silas odwrócił się do mnie. Wyciągnął z kieszeni kurtki srebrną zapalniczkę Zippo i otworzył ją wyćwiczonym ruchem. W jego szarych oczach zatańczył ogień.

„Jax” – powtórzył moje imię, jakby chciał je posmakować. „W moim świecie nic nie jest za darmo. Uratowałeś mi to, co najcenniejsze. To sprawia, że ​​jestem ci wdzięczny. A Silas Vance nie lubi być nikomu zbyt długo dłużny”.

Przysunął się bliżej, zniżając głos na tyle, żebyśmy obaj mogli go usłyszeć: „Ale dotknąłeś też czegoś, czego nie powinieneś był widzieć. Zobaczyłeś rzeczy, których nie powinieneś był widzieć. Ta ciężarówka nie była przypadkiem, Jax. To była wiadomość. A ty, w jakiś głupi sposób, wskoczyłeś w środek rozmowy między demonami”.

Dreszcz przebiegł mi po plecach. Ból w ramieniu wydawał się mniej przerażający niż prawda, którą właśnie wyjawił. Ten wypadek był nieudaną próbą zamachu.

„Chciałem tylko uratować życie” – powiedziałem, starając się, żeby mój głos nie drżał. „Nie obchodzą mnie twoje sprawy”.

„Teraz już wiesz” – Silas wyprostował się, klepiąc mnie po zdrowym ramieniu – tak mocno, że o mało nie upadłem na kolana z szoku. „Nie możesz wrócić do normy po tym, jak ochroniłeś córkę Vance’a przed kulami. Ci faceci tam, ci, którzy prowadzili tę ciężarówkę, nie będą cię postrzegać jako miłego przechodnia. Będą cię postrzegać jako cel”.

Odwrócił się i skinął na swoich popleczników. Wysoki, imponujący mężczyzna o prehistorycznej, pozbawionej wyrazu twarzy wystąpił naprzód i podał mi staromodny telefon bez funkcji lokalizacji.

„Zatrzymaj to” – powiedział Silas, nie oglądając się za siebie. „Kiedy zadzwoni, odbierz. Nie opuszczaj tego miasta, nie próbuj dzwonić na policję. Jeśli chcesz dożyć jutrzejszego wschodu słońca, zrób, co mówię”.

Ryk silników motocyklowych przerwał ciszę zachodzącego słońca. Konwój ruszył z piskiem opon, zostawiając mnie pośród szczątków i pełnych współczucia spojrzeń otaczających mnie ludzi.

Usiadłem na ziemi, wpatrując się w telefon. Neonowe światła restauracji migotały, wydając ciche kliknięcia. Podszedł do mnie starszy kelner, drżącymi rękami podał mi parującą filiżankę kawy.

„Młody człowieku” – wyszeptał. „Gdybym był tobą, żałowałbym, że obudziłem się po tym wypadku. Silas Vance nikomu nie jest winien pieniędzy; płaci tylko krwią. Oficjalnie trafiłeś do piekła”.

Wziąłem łyk gorzkiej kawy, wpatrując się w czarne smugi dymu, które motocykliści zostawiali na horyzoncie. Nigdy nie bałem się śmierci, ale w tej chwili dziwny niepokój ogarnął mój umysł. Nagle przypomniałem sobie spojrzenie Lily, zanim wsiadła na motocykl – to nie był zwykły strach, ale ciche wołanie o pomoc.

Noc zapadła szybko na tej pustyni. A kiedy telefon w mojej kieszeni zawibrował po raz pierwszy, wiedziałem, że moje dawne życie naprawdę dobiegło końca w gruzach baru.

Telefon w kieszeni wibrował jak umierający skorpion. Nacisnąłem „odbierz”. Żadnego powitania, tylko zimny głos:

„Wstań. Idź w stronę alejki za zrujnowanym warsztatem samochodowym na końcu ulicy. Czeka tam Ford z lat 70. Nie pozwól nikomu iść za tobą”.

Sygnał nagle się urwał. Wstałem, czując, jakby każdy kręg kostny został zmiażdżony pod naporem bólu. Ratownik medyczny próbował mnie powstrzymać, ale wystarczyło, że spojrzałem na wciąż czających się w pobliżu popleczników Silasa, a on się cofnął i schował w cieniu. W tym mieście cisza była jedynym sposobem na długie życie.

Powlokłem się ciężkim krokiem w stronę alejki. Popielatoszary ford stał nieruchomo pod słabym, żółtawym światłem latarni. Drzwi samochodu otworzyły się automatycznie. Za kierownicą siedział mężczyzna, który właśnie podał mi telefon – nazywał się Kael, zabójca o oczach, które nigdy nie mrugały.

„Wejdź” – rozkazał Kael. „Przewodniczący czeka”.

Pędziliśmy przez noc, przez rozległe, oświetlone księżycem solniska. Naszym celem była rezydencja otoczona wysokimi kamiennymi murami, schowana głęboko w wapiennym paśmie górskim. Nie była to rezydencja zwykłego motocyklisty; to była forteca.

Kael poprowadził mnie długimi korytarzami, gdzie na każdym rogu stali na straży ciężkozbrojni mężczyźni. W końcu ciężkie dębowe drzwi się otworzyły, odsłaniając duże pomieszczenie wypełnione zapachem cedru i drogiego bourbona.

Silas Vance siedział za dużym biurkiem, a lampa oświetlała wychudłe rysy jego twarzy. Ale moją uwagę bardziej przykuła Lily. Siedziała w kącie pokoju, teraz ubrana w prostszą sukienkę, ale na jej twarzy wciąż malował się szok. Kiedy mnie zobaczyła, spróbowała wstać, ale spojrzenie Silasa sprawiło, że pozostała w miejscu.

„Jak twoje rany?” zapytał Silas, obracając w dłoni kieliszek wina.

„Jeszcze nie umarłem” – odpowiedziałem krótko, zmagając się z pulsującym bólem w ramieniu.

Silas wstał i powoli podszedł do okna z widokiem na dolinę. „Ta ciężarówka należała do związku transportowego rodziny Moretti. To podziemni władcy sąsiedniego stanu. Chcieli nam dać znać: nikt nie jest bezpieczny, nawet nasza własna krew”.

Odwrócił się, jego wzrok był ostry, jakby chciał przebić moją duszę. „Wiesz, dlaczego cię tu wezwałem, Jax? Nie po to, żeby zapłacić ci plikiem banknotów i się ciebie pozbyć. Moretti widział twoją twarz. Wiedzą, że to ty pokrzyżowałeś ich plan. Jeśli cię wypuszczę przez tę bramę, powieszą cię na jakiejś latarni, zanim zdążysz zobaczyć świt”.

„Czego więc chcesz?” zapytałem, czując, że pułapka się zaciska.

„Chcę, żebyś ją chroniła” – Silas wskazał na Lily. „Mój system bezpieczeństwa ma kreta. Nie mogę teraz ufać żadnemu z moich podwładnych. Ale ty… jesteś zmienną. Nie pasujesz do tego świata; ratujesz ją z instynktu, a nie z rozkazu. Moretti nie oczekiwałby, że powierzę córkę obcemu”.

Lily nagle się odezwała, jej głos drżał, ale był stanowczy: „Ojcze, on jest ranny! On nie jest wojownikiem. Nie możesz go do tego zmusić”.

„Ona nie ma wyboru, Lily” – warknął Silas. „Ty też nie, Jax. Ty chronisz moją córkę, ja chronię twoje życie. To jedyny kontrakt, który utrzymuje cię przy życiu”.

Wyciągnął teczkę i rzucił ją na stół. W środku znajdowały się zdjęcia kolejnej masakry – wysadzony w powietrze samochód, nikt nie ocalał.

„To właśnie Moretti robi tym, którzy stają mu na drodze. Zdecydowałeś się stanąć między nim a jego celem. Teraz jesteś częścią tej walki”.

Właśnie wtedy rozległ się głośny huk z zewnętrznej bramy. Piskliwy alarm przerwał ciszę rezydencji. Kael wpadł do pokoju z naładowanym pistoletem.

„Są tutaj!” krzyknął Kael. „Konwój nieoznakowanych pojazdów przebija się przez bramę”.

Silas nawet nie drgnął. Otworzył szufladę, wyciągnął posrebrzanego Pythona i rzucił mi klucz.

„Prowadź Lily przez tunel za górą. Tam czeka Ducati. Nie zatrzymuj się, dopóki nie dotrzesz do bezpiecznego domu na granicy z Meksykiem”.

„A ty?” szlochała Lily.

„Pokażę im, dlaczego ta ziemia nosi nazwę Vance” – powiedział Silas, a jego oczy płonęły krwiożerczym ogniem. „Idź już!”

Złapałem Lily za rękę. Ból w ramieniu został zagłuszony przez adrenalinę buzującą w żyłach. Wpadliśmy do ciemnego jak smoła tunelu akurat w chwili, gdy w głównym holu rozbrzmiały strzały z karabinu maszynowego.

W mroku tunelu gorący oddech Lily musnął moje ucho. Uświadomiłem sobie, że nie jestem już włóczęgą z baru. Trzymałem w dłoniach najcenniejszy dar opętania demona, a za nami ścigała mnie armia śmierci.

Drzwi tunelu otworzyły się, odsłaniając stromą ścianę klifu. Z rykiem zawył motocykl Ducati, czekając niczym czarna pantera. Wskoczyłem na niego, ciągnąc za sobą Lily.

Trzymaj się mocno! – krzyknąłem, przekrzykując wyjący wiatr.

Wcisnąłem gaz do dechy, motocykl ruszył w pustynną noc, akurat gdy pocisk samonaprowadzający przemknął obok nas, zmieniając wyjście z tunelu w gigantyczną kulę ognia. Zapierający dech w piersiach pościg oficjalnie się rozpoczął.

Ducati ryczało jak rozwścieczona bestia, mknąc przez rozległą, ciemną noc pogranicza Arizony. Wiatr gwizdał przez szczeliny w moim kasku, lodowato zimny i ostry jak brzytwa. Za mną Lily kurczowo trzymała się mojej talii, jej ciało drżało, ale jej ramiona zaciskały się, jakbym był jej jedyną deską ratunku w tym oceanie ciemności.

W lusterku wstecznym zobaczyłem oślepiające światła reflektorów przecinające noc za nami. To nie były światła policyjne. To były światła śmierci. Opancerzone SUV-y Morettiego pędziły z zawrotną prędkością, nie zrażając się zdradliwym terenem.

„Doganiają nas!” krzyknęła Lily przez wiatr.

Nie odpowiedziałem, zaciskając zęby, by stłumić potworny ból w ramieniu, który rozdzierał każdy nerw. Krew przesiąkła przez bandaż, plamiąc kurtkę, ale adrenalina zamieniała mnie w maszynę. Nacisnąłem bak i wcisnąłem pedał gazu do dechy. Motocykl mknął piaszczystą, żwirową ścieżką, a każdy wstrząs sprawiał, że moje kości miały zaraz pęknąć.

Huk! Huk!

Rozległ się odgłos strzałów. Kule dużego kalibru przeszyły drogę tuż obok tylnego koła. Nie chcieli nas złapać żywych, chcieli nas wykończyć na miejscu.

“Schyl się!” ryknąłem.

Gwałtownie skręciłem, zrzucając motocykl z trasy prosto w kaktusy i głazy dzikiej pustyni. Ducati gwałtownie się zachwiało, ale dzięki nisko położonemu środkowi ciężkości utrzymało się. SUV-y za nami zatrzymały się na chwilę z powodu wąskiego terenu, ale natychmiast ich dwa motocykle oderwały się, przeskakując kopce ziemi i zbliżając się do nas.

Z lewej strony podszedł zbir, wyciągając długi sztylet z zamiarem przecięcia opony. W tym krytycznym momencie puściłem kierownicę, chwytając solniczkę i pieprzniczkę, którą niechcący wsunąłem do kieszeni kurtki w barze – instynktowny ruch ratunkowy. Rzuciłem ją z impetem za siebie.

Szkło roztrzaskało się na jego wizjerze. Zachwiał się, stracił orientację i roztrzaskał o dużą skałę, powodując przerażającą eksplozję metalu.

Ale ten drugi facet był tuż za mną. Uniósł pistolet, jego ciemna lufa była skierowana prosto w głowę Lily.

“Jax, uważaj!”

Nie miałem wyboru. Nacisnąłem przedni hamulec. Ducati obróciło się o 180 stopni w poślizgu, który spalił drogę. Gdy jego motocykl rzucił się do przodu, kopnąłem go mocno w bok. Kierowca stracił panowanie nad motocyklem, spadł z siodełka i kilkakrotnie przekoziołkował po rozgrzanym piasku.

Nie zatrzymałem się, żeby sprawdzić, czy żyje. Zawróciłem i pomknąłem dalej w kierunku mglistego pasma górskiego na horyzoncie.

Jakieś dwie godziny później, gdy księżyc był już wysoko na niebie, na chwilę oderwaliśmy się od myśliwych. Zjechałem do małej jaskini ukrytej za głębokimi wąwozami. Silnik zgasł, pozostawiając przerażającą ciszę, przerywaną jedynie urywanymi oddechami dwojga ludzi, którzy właśnie wrócili znad krawędzi śmierci.

Upadłem na zimny kamień, z urywanymi oddechami. Ból naprawdę nadszedł, intensywny i bezlitosny.

Lily podbiegła do mnie. Szarpnęła rąbek sukienki, jej małe, drżące dłonie dotknęły mojej rany. „Tak bardzo krwawisz… Jax, dlaczego to zrobiłeś? Nic nie jesteś winien mojemu ojcu ani nic mnie”.

Spojrzałem jej w oczy w słabym świetle księżyca. Te oczy nie miały już charakteru wytwornej damy, lecz były pełne bólu i rozpaczy.

„Nie uratowałem twojego ojca” – wyszeptałem. „Uratowałem dziewczynę w tamtej knajpie. Nie zasłużyła na śmierć za grzechy mężczyzn”.

Lily zamarła. Łza spłynęła jej po policzku na moją dłoń. „W moim świecie nikt nie robi niczego bez celu. Wszyscy patrzą na mnie i widzą tylko moc Silasa Vance’a. Jesteś pierwszą osobą, która widzi… mnie”.

Zaczęła opatrywać moje rany z czułością, jakiej nigdy nie doświadczyłem od nikogo. W tej ciemnej jaskini, otoczony mordercami, nagle uświadomiłem sobie, że chronię coś cenniejszego niż samo życie: duszę nieskalaną mrokiem gangu.

„Jeszcze nie jesteśmy bezpieczni” – powiedziałem, z trudem podnosząc się. „Moretti ma oczy i uszy wszędzie. Bezpieczny dom na granicy… jesteś pewien, że to tajne miejsce?”

Lily skinęła głową, ale w jej oczach czaił się cień sceptycyzmu. „To jedyne miejsce, do którego mój ojciec nigdy nikogo nie zabrał. Ale Jax… jeśli tam pojedziemy, będziesz musiał odejść, prawda?”

Milczałem. Odpowiedź powinna brzmieć „Tak”, ale widząc samotność w oczach Lily, serce mi zamarło.

Nagle telefon zawibrował mi w kieszeni. Wiadomość, tylko kilka słów:

„Biały tygrys został przykuty łańcuchem. Ofiara biegnie w kierunku granicy. Wykończyć ich.”

Spojrzałem na ekran, potem na Lily. Ta wiadomość nie była do mnie. To była wiadomość od informatora Silasa z gangu dla Morettiego. I została wysłana na ten sam telefon, który dał mi Silas.

Dreszcz przebiegł mi po plecach. Silas Vance nie dał mi tego telefonu, żeby mnie uratować. Wykorzystał mnie i Lily jako przynętę, żeby zdemaskować zdrajców, albo, co gorsza… żeby zwabić całą frakcję Moretti w śmiertelną pułapkę, w której to my byliśmy pionkami.

„Lily” – złapałam ją za ramię, a mój głos był stanowczy. „Nie możemy już iść do tego bezpiecznego domu. Twój ojciec i Moretti… wykorzystują nas jak pionki”.

Odległy dźwięk helikoptera przerwał ciszę. Reflektory z góry omiatały okolicę niczym drapieżne oczy żerującego potwora. Gra właśnie osiągnęła nowy poziom, gdzie przyjaciele i wrogowie byli od siebie oddaleni o włos.

Łopaty wirnika helikoptera przecinały powietrze z trzaskiem niczym zęby śmierci. Snop światła przesunął się po ścianie klifu, zaledwie kilka metrów od miejsca, w którym się chowaliśmy. Wciągnąłem Lily głębiej w cień, zaciskając spocone dłonie na kolbie karabinu.

„Jax, co się dzieje?” – wyszeptała Lily, a jej głos zadrżał ze strachu. „Mój ojciec… nigdy by mi tego nie zrobił”.

Spojrzałem na telefon w dłoni, niebieskie światło ekranu oświetlało moją zakrwawioną i zakurzoną twarz. „W świecie Silasa Vance’a liczy się tylko władza. Więzy rodzinne czy życie kogoś obcego, takiego jak ja, to tylko liczby na skali. Wie, że ten telefon jest monitorowany. Chce, żeby Moretti skoncentrował wszystkie swoje wysiłki tutaj, żeby mógł swobodnie zniszczyć ich twierdzę po drugiej stronie granicy”.

„Więc jesteśmy przynętą?” wykrzyknęła Lily, a w jej oczach pojawiła się rozpacz.

„Jesteśmy tylko pionkami, które wypełniły swoją misję” – zacisnąłem zęby. „A teraz, gdy wróg nas otacza, nasze siły nie mają zamiaru przyjść nam z pomocą”.

Światła helikoptera zgasły tuż przy wejściu do jaskini. Z głośnika rozległ się głos, niosąc się echem po kanionie: „Lily Vance! Wychodź! Rodzina Morettich chce tylko porozmawiać. Nie pozwól, żeby ten włóczęga zginął na próżno”.

Sprawdziłem magazynek. Zostało tylko siedem naboi. Ducati na zewnątrz było oślepione światłami, niedostępne. Byliśmy osaczeni.

„Słuchaj” – odwróciłam Lily twarzą do siebie. „Jeśli tam wyjdziesz, wykorzystają cię, żeby zmusić Silasa do podpisania umowy o oddaniu terytorium. Albo cię zabiją, żeby go upokorzyć. Wierzysz mi?”

Lily spojrzała na mnie; między nieuchronną śmiercią a zdradą rodziny została jej tylko jedna kotwica. Skinęła głową, a łzy spływały jej po twarzy.

„Mam plan” – powiedziałem szybko. „To szaleństwo, szanse na przeżycie są mniejsze niż dziesięć procent. Ale to jedyny sposób, żebyśmy nie musieli już być niewolnikami żadnego mężczyzny”.

Chwyciłem telefon, włączyłem nagrywanie i wyrzuciłem go przez wejście do jaskini. W chwili, gdy telefon uderzył o ziemię, strzeliłem do zapasowego zbiornika paliwa, który wyjąłem z samochodu i postawiłem przy wejściu.

WYSIĘGNIK!

Nastąpiła eksplozja, płomienie i dym buchnęły wysoko, tworząc białą ścianę, która zasłoniła helikopter i zbliżających się najemników.

„Uciekaj!” krzyknąłem.

Zamiast biec z powrotem tą samą drogą, popchnąłem Lily w stronę wąskiej szczeliny na końcu jaskini, którą zauważyłem od momentu wejścia. Było to strome zejście do rwącej podziemnej rzeki poniżej – jedyne, co mogło nas wyrwać z upału helikoptera.

Zanurzyliśmy się w ciemność. Uczucie pustki trwało kilka sekund, zanim nasze ciała gwałtownie wpadły do ​​lodowatej wody. Podziemna rzeka, niczym gigantyczny pyton, porwała nas w gęstą ciemność. Próbowałem chwycić Lily za rękę, utrzymując jej głowę nad wodą, mimo przeszywającego bólu w ramieniu, który przeszywał moje ciało.

Dziesięć minut wydawało się wiecznością. Prąd wypchnął nas z małego wejścia do jaskini, prowadzącego prosto w dół, w głęboką dolinę, daleko od miejsca wybuchu. Wyciągnąłem Lily na piaszczysty brzeg i oboje padliśmy, łapiąc oddech jak istoty wypełzające z piekła.

„My… uciekliśmy?” wyszeptała Lily, całe jej ciało drżało.

Zanim zdążyłem odpowiedzieć, snop światła latarki zaświecił nam prosto w twarze. Z krzaków wyłoniła się jakaś postać. Nie był to ani jeden z ludzi Morettiego, ani Silasa.

To był Kael. Zabójca z oczami, które nigdy nie mrugały.

Kael trzymał pistolet z tłumikiem wycelowany prosto w moje serce. „Silas wiedział, że tu trafisz, Jax. Powiedział, że jesteś zbyt mądry, żeby być włóczęgą, ale zbyt niebezpieczny, żeby żyć”.

„Kael, przestań!” krzyknęła Lily, osłaniając się przed bronią. „Jesteś człowiekiem mojego ojca! Przysiągłeś mnie chronić!”

Kael spojrzał na nią ze współczuciem. „Pani, Silas Vance nie chce, żeby jego córka ucierpiała z rąk wroga. Chce symbolu, który zapoczątkuje totalną wojnę. Lilia, która zginęła z rąk Morettich, jest cenniejsza niż żywa Lilia, która zna zbyt wiele prawdy”.

Krew się we mnie zagotowała. Silas nie używał ich tylko jako przynęty. Chciał zabić własną córkę, żeby mieć pretekst do wyeliminowania rywala.

„Kael” – powiedziałem spokojnie, dłonią dyskretnie dotykając sztyletu ukrytego w bucie. „Wiesz, że Silas nie da ci żyć, kiedy skończysz, prawda? Tylko ty wiesz, że zabił swoją córkę. Silas nigdy nie zostawia świadków”.

Ręka Kaela trzymająca pistolet zawahała się lekko. Ta chwila wahania była wszystkim, czego potrzebowałem.

Cisnęłam sztyletem z całej siły. Ostrze wbiło się w nadgarstek Kaela, odbijając jego strzał i wbijając się w skałę tuż obok mojej głowy. Rzuciłam się jak głodny tygrys, wrzucając go w błoto. Mocowaliśmy się zaciekle. Kael był maszyną do zabijania, a ja kimś, kto nie miał już nic do stracenia.

W przypływie wściekłości wyrwałem mu pistolet. Rozległ się dźwięk kliknięcia. Kael leżał nieruchomo. Jego oczy wpatrywały się ze zdumieniem w rozgwieżdżone niebo, zanim zapadł w sen.

Wstałem drżąc i spojrzałem na Lily, która osunęła się na ziemię. Wyciągnąłem do niej rękę.

„Chodźmy” – powiedziałem zimnym, zdecydowanym głosem. „Tym razem nie uciekniemy. Pójdziemy prosto tam, gdzie wszystko się zaczęło. Pokażę Silasowi Vance’owi, jaką cenę trzeba zapłacić za wykorzystanie mnie jako pionka”.

Nie uciekaliśmy już w stronę granicy. Lily i ja skierowaliśmy się na północ, z powrotem w sam środek burzy. W mroku opuszczonego parkingu wsiadłem do SUV-a Kaela – monstrualnej, opancerzonej bestii wypełnionej bronią.

Lily siedziała na miejscu pasażera, w jej oczach nie było śladu słabości. Ocierała krew z twarzy, a jej dłonie już nie drżały. Rozumiała, że ​​aby przetrwać w tym świecie, trzeba stać się wrogiem tego, co się kiedyś kochało.

„Co zamierzasz zrobić, Jax?” zapytała ochrypłym głosem.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

back to top