Zaśmiała się. „Zobaczę, co da się zrobić”.
Czasem, późno w nocy, odtwarzałem w myślach tę scenę: Victoria stała na czele stołu, mówiła spokojnym, pewnym głosem: „Jak wszyscy wiecie, mama zmarła w zeszłym miesiącu”.
Powiedziała to z taką pewnością. Z taką łatwością. Spodziewała się, że kłamstwo się sprawdzi, bo powiedziała je głośno, pierwsza i z papierami w ręku.
Nie wiedziała, że tego ranka piłem kawę z babcią.
Nie wiedziała, że jeden SMS może przywołać ducha.
Nie wiedziała, że kobieta, którą uznała za zmarłą, była dziesięć minut drogi stąd, że żyła i była niezwykle zmotywowana, by sprostować fakty.
Niektóre programy kończą się fiaskiem, ponieważ ktoś zauważy lukę w dokumentach. Na przykład, gdy podpis się nie zgadza, data jest błędna lub bank zgłasza podejrzaną transakcję.
Plan Victorii zakończył się fiaskiem, bo ofiara przyszła na własny pogrzeb.
I ostatecznie uznała, że to będzie najwłaściwsza kara ze wszystkich – nie więzienie, nie grzywny, ani nawet nie formalna publiczna hańba, ale obraz, który miał ją prześladować do końca życia:
Jej matka, żywa i wściekła, stała w drzwiach, podczas gdy pełen ludzi pokój patrzył na nią, aż zdała sobie sprawę, że pochowała niewłaściwą osobę.
KONIEC.
Leave a Comment