Mój mąż nagle zmarł, gdy byłam w czwartym miesiącu ciąży. Moja teściowa kazała mi pozbyć się dziecka i wyrzuciła mnie na ulicę, ale lekarz po zbadaniu mnie powiedział: „nie rezygnuj z dziecka. Chodź ze mną…” – Wiadomości

Mój mąż nagle zmarł, gdy byłam w czwartym miesiącu ciąży. Moja teściowa kazała mi pozbyć się dziecka i wyrzuciła mnie na ulicę, ale lekarz po zbadaniu mnie powiedział: „nie rezygnuj z dziecka. Chodź ze mną…” – Wiadomości

Morales spojrzał na mnie ze skomplikowanym wyrazem twarzy.

„Nie udało nam się go jeszcze zlokalizować. Ale jesteśmy pewni jednego. Nie wyjechał za granicę, jak twierdziła jego matka. Nadal jest w kraju i prawdopodobnie jest gdzieś przetrzymywany”.

Serce mi się ścisnęło. Strach znów mnie ogarnął.

„Ale skąd wiedziałeś, że musisz przybyć na miejsce odosobnienia na czas?”

Morales się uśmiechnął.

„Dzięki SMS-owi. Dziś rano otrzymaliśmy anonimową wiadomość z nieznanego numeru. Brzmiała ona: ‘Rekolekcje św. Judy. Ratujcie kogoś’. Natychmiast się zmobilizowaliśmy. Na szczęście dotarliśmy na czas”.

Anonimowa wiadomość.

Kto — kto znał plan Romero i powiadomił policję?

W mojej głowie znów zakręciła się lawina pytań. Ale kimkolwiek był, zawdzięczałem mu życie. Ta osoba uratowała mnie i mojego syna.

Śledztwo nabrało tempa.

Na podstawie nagrań z telefonu Alexa policja miała wystarczająco dużo dowodów, aby wydać ogólnokrajowy nakaz aresztowania Romero Vargasa i jego wspólników. Jego zdjęcie pojawiło się we wszystkich mediach.

Isabella i jej brat, usłyszawszy tę wiadomość, załamali się. Nie mogli uwierzyć, że osoba, której zaufali, była śmiertelnym wrogiem rodziny – i niebezpiecznym przestępcą.

Przyznali się do wszystkiego – począwszy od sposobu, w jaki Romero ich podchodził i manipulował nimi, aż po plan wypadku.

Jednak miejsce pobytu Alexa pozostało tajemnicą.

Z każdym dniem moja nadzieja trochę słabła. Bałam się – bałam się, że już go nigdy nie zobaczę. Co zrobimy z synem?

Ale tydzień później, gdy już prawie straciłam wszelką nadzieję, niespodziewany telefon ze szpitala w odległym górskim hrabstwie sprowadził na mnie słaby promyk nadziei.

Powiedzieli, że właśnie przyjęli pacjenta – ofiarę wypadku samochodowego z amnezją, bez dokumentów.

Jedynym znakiem rozpoznawczym była długa blizna na lewym ramieniu.

Długa blizna na lewym ramieniu.

Na moment serce mi stanęło.

Doskonale pamiętałem tę bliznę – pamiątkę ze studiów, kiedy Alex spadł z motocykla, kiedy mnie podwoził. Stała się nie do pomylenia.

„Czy… czy ta blizna jest w okolicy łokcia?” – zapytałam drżąc, kurczowo trzymając się tej kruchej nadziei.

„Tak, proszę pani” – odpowiedziała pielęgniarka po drugiej stronie. „Pacjent ma liczne urazy, zwłaszcza głowy, co spowodowało chwilową amnezję. Jest już przytomny, ale nie pamięta, kim jest. Nie pamięta niczego”.

Nie słyszałem nic więcej.

Dzwoniło mi w uszach.

Łzy spływały mi po twarzy.

Tym razem były to łzy radości i nadziei.

On żył.

Mój mąż naprawdę żył.

Szybko przekazałem tę wiadomość detektywowi Moralesowi. Natychmiast wysłał ze mną dwóch detektywów do szpitala, aby potwierdzić tożsamość.

Podróż do tego wiejskiego szpitala była jeszcze dłuższa niż do ośrodka wypoczynkowego, ale nie czułem zmęczenia.

Moje serce biło z niecierpliwego oczekiwania — aby go znowu zobaczyć, zobaczyć go osobiście.

Kiedy dotarliśmy, już zmierzchało.

Szpital był mały, stary i słabo wyposażony.

Posłuchałem wskazówek pielęgniarki i przyspieszyłem kroku.

Drzwi pokoju 102 otworzyły się powoli.

Tam – na białym, żelaznym łóżku – leżał on.

Choć jego twarz była wychudzona, chuda, a głowa zabandażowana, rozpoznałam go od razu. To samo wysokie czoło, prosty nos i wąskie usta, które tak kochałam.

Siedział, opierając się o poduszki, a jego wzrok utkwiony był w oknie — pustym, pozbawionym duszy wzrokiem.

„Alex” – zawołałam cicho, a mój głos się załamał.

Odwrócił się powoli i spojrzał na mnie oczami zupełnie obcej osoby – wzrokiem, w którym nie było śladu rozpoznania.

Spojrzał na mnie, a potem na mój nabrzmiały brzuch z ciekawością, ale mnie nie rozpoznał.

Moje serce się rozpadło.

On naprawdę o mnie zapomniał.

Zapomniał o żonie, która nosiła w łonie jego dziecko.

Podszedłem i usiadłem na brzegu łóżka.

Wyciągnąłem rękę, próbując dotknąć jego ramienia, na którym widniała znajoma blizna, ale on lekko cofnął rękę — odruch obronny przed obcą osobą.

„Przepraszam… kim pan jest?” zapytał chrapliwym, słabym głosem.

Próbowałam powstrzymać szloch i wymusiłam uśmiech.

„Jestem… Jestem Sophia. Jestem twoją żoną.”

Zmarszczył brwi z wyrazem niedowierzania.

„Moja żona? Ja… nic nie pamiętam.”

Detektywi przy drzwiach nic nie mówili, tylko obserwowali w milczeniu.

Wiedziałem, że to nie jest odpowiedni moment na płacz.

Musiałem mu pomóc sobie przypomnieć.

Zaczęłam mu opowiadać naszą historię – od pierwszego spotkania w moim mieście, przez nasze randki, dzień jego oświadczyn, aż po nasz szczęśliwy ślub.

Opowiedziałam mu o synu, którego będziemy mieli, i o tym, jak bardzo był szczęśliwy.

Im więcej mówiłam, tym bardziej płakałam.

On po prostu słuchał w milczeniu.

Jego wzrok nadal był zagubiony, lecz wydawało się, że w jego oczach pojawiło się lekkie poruszenie emocjonalne.

Kiedy skończyłem, wszedł lekarz. Powiedział, że uraz Alexa jest bardzo złożony. Odzyskiwanie pamięci może zająć dużo czasu, a może nawet nie odzyskać jej całkowicie.

Słysząc to, znów ścisnęło mi się serce.

Ale nie poddawałem się rozpaczy.

Dopóki żył, dopóki był przy mnie, nawet jeśli mnie nie pamiętał, nigdy się nie poddałam.

W kolejnych dniach poprosiłam o możliwość pozostania w szpitalu i opieki nad Alexem. Nie chciałam się z nim rozstawać ani na chwilę.

Codziennie cierpliwie opowiadałam mu nasze stare historie, pokazywałam mu nasze zdjęcia, gotowałam potrawy, które kiedyś uwielbiał – mając nadzieję, że znajomy smak coś w nim rozbudzi.

Ale odpowiedzią było zawsze jego milczenie i puste spojrzenie.

Tymczasem policyjne śledztwo poczyniło ogromne postępy. Na podstawie zeznań Isabelli i zebranych dowodów, udało się zawęzić potencjalne miejsce ukrycia Romero.

Detektyw Morales powiedział mi, że Romero to stary, przebiegły lis – że niełatwo go złapać. Wierzył jednak, że sprawiedliwość, choć powolna, zawsze nadchodzi.

Pewnego popołudnia, gdy obierałem jabłko dla Alexa, on nagle przemówił.

„Mówisz, że jesteś moją żoną. Więc dlaczego… dlaczego jestem tu sama? Dlaczego nikt inny mnie nie odwiedził?”

Jego pytanie mnie zamurowało.

Nigdy nie powiedziałem mu o spisku jego matki i doktora Ramireza. Bałem się, że w jego obecnym stanie byłby to dla niego zbyt wielki szok. Powiedziałem mu tylko, że rodzina jest zajęta ważnymi sprawami i nie może przyjechać.

Ale wyglądało na to, że chociaż stracił pamięć, jego instynkt pozostał nienaruszony.

Spojrzał na mnie, a jego wzrok nie był już spojrzeniem zupełnie obcej osoby. W jego oczach dało się dostrzec nutę badawczego zainteresowania.

„Czy ty… czy ty coś przede mną ukrywasz?”

Nie wiedziałam co odpowiedzieć.

Po prostu pochyliłem głowę i w milczeniu kontynuowałem obieranie jabłka.

Nie wiedziałem, że to właśnie pytanie okaże się kluczem otwierającym zamknięte drzwi pamięci i że prawda, którą za chwilę sobie przypomni, będzie powiązana z jeszcze bardziej zaskakującą tajemnicą: tożsamością osoby, która tamtego dnia powiadomiła policję, żeby mnie uratować.

Pytanie Alexa odbijało się echem w mojej głowie, nie pozwalając mi odnaleźć spokoju. Stracił pamięć, ale jego instynkt wydawał się niezwykle czujny.

Wiedziałam, że nie mogę tego przed nim ukrywać wiecznie.

Choć prawda była bolesna, miał prawo ją znać.

Ale jak mogłam mu to powiedzieć, skoro każdy szczegół tej historii mógł być ciosem w jego i tak już kruchą psychikę?

Postanowiłem zacząć od najprostszych rzeczy.

Tej nocy, po tym jak pielęgniarka go zbadała, usiadłem obok niego na łóżku i wziąłem go za rękę.

„Alex, wiem, że masz wiele pytań. Nie będę już niczego przed tobą ukrywać, ale musisz mi obiecać, że cokolwiek usłyszysz, zachowasz spokój, dobrze?”

Spojrzał na mnie – wciąż z nutą wątpliwości – ale w końcu skinął lekko głową.

Zacząłem mówić powoli, starając się, żeby mój głos nie drżał.

Nie powiedziałem mu od razu o spisku jego matki i doktora Ramireza, który miał go zabić. Powiedziałem mu tylko o trudnościach jego firmy – o jego decyzji o sfingowaniu własnej śmierci, żeby mnie chronić.

Opowiedziałam mu o swoim bólu, myśląc, że straciłam go na zawsze.

Opowiedziałem mu później, jak traktowała mnie jego matka.

Im więcej mówiłam, tym bardziej nie mogłam powstrzymać łez.

Alex słuchał w milczeniu.

Jego dłoń w mojej lekko się ścisnęła.

Nic nie powiedział, ale widziałem w jego pustych oczach, że zaczynają się formować fale emocji.

„Więc… moja matka cię wyrzuciła i zmusiła do pozbycia się naszego dziecka?” – przemówił w końcu.

Jego głos był chrapliwy, pełen niedowierzania.

Skinąłem głową.

Łzy znów zaczęły płynąć.

„Ale ja tego nie zrobiłam. Zatrzymałam naszego syna.”

Spojrzał na mój brzuch, a potem na mnie z niesamowicie skomplikowanym wyrazem twarzy – mieszanką bólu, poczucia winy i odrobiny wdzięczności.

Powoli podniósł rękę, jakby chciał dotknąć mojego brzucha, po czym cofnął ją do połowy.

„Jestem okropnym mężem” – mruknął.

Po raz pierwszy odkąd się obudził, użył zaimka „ja” w odniesieniu do siebie.

Niewielka zmiana.

Ale we mnie rozpaliło to wielką nadzieję.

Być może pamięć mu wracała.

Kilka dni później stan zdrowia Alexa znacznie się poprawił. Mógł już samodzielnie poruszać się po pokoju.

Każdego dnia byłam przy nim, kontynuując nasze opowieści. Wydawało się, że słodkie wspomnienia stopniowo wypełniały pustkę w jego umyśle.

Zaczął sobie przypominać rozproszone fragmenty – obraz mojego promiennego uśmiechu w dniu naszego ślubu, uczucie pierwszego kopnięcia naszego syna w moim łonie.

Za każdym razem ściskał moją dłoń mocno i przepraszał bez przerwy.

Tymczasem na zewnątrz wciąż trwały nieustanne poszukiwania Romero.

Detektyw Morales powiedział mi, że Romero był niezwykle przebiegłym przestępcą. Ciągle zmieniał kryjówki, co bardzo utrudniało pracę stróżom prawa.

Zapewnił mnie jednak, że sieć się zaciska, a jego pojmanie nie potrwa długo.

Pewnego ranka, gdy czytałem Alexowi książkę, nagle usiadł, trzymając się za głowę obiema rękami, a jego twarz wykrzywił grymas bólu.

„Alex, co się stało?” krzyknęłam zaniepokojona, trzymając go.

Nie odpowiedział – po prostu mocno zamknął oczy i mamrotał niezrozumiałe słowa.

„Ciężarówka… ta droga… Ramirez…”

Potem szeroko otworzył oczy i spojrzał na mnie.

Jego spojrzenie nie było już puste, lecz wypełnione czystym przerażeniem — i rozpoznaniem.

„Sophio! Sophio… Teraz sobie przypominam” – powiedział drżącym głosem. „Pamiętam wszystko tamtego dnia. To nie był wypadek. Ktoś próbował mnie zabić”.

Pamięć mu wróciła.

Nie te słodkie wspomnienia.

Najbardziej przerażające ze wszystkich.

Opowiadał, że w dniu wypadku, gdy jechał samotną górską drogą wskazaną przez matkę, poczuł, że coś jest nie tak.

Potajemnie sprawdził lokalizację w swoim telefonie i odkrył, że droga nie prowadzi tam, gdzie wskazała mu matka.

W tym momencie otrzymał dziwną wiadomość tekstową.

Zawróć natychmiast. To pułapka.

Ale było za późno.

„Z tyłu z pełną prędkością nadjechała ciężarówka i uderzyła w mój samochód” – powiedział Alex, wciąż drżąc. „Zdążyłem tylko skręcić i zrzucić samochód z urwiska”.

Potem nie pamiętał już niczego, aż do momentu, gdy obudził się w szpitalu.

„Dziwna wiadomość” – wyszeptałam z bijącym sercem. „Kto ci ją przysłał?”

Alex zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć.

„Nie wiem. To był niezapisany numer. Ale pamiętam – zanim wyjechałem – że dałem swój zapasowy numer telefonu jednej osobie. Ktoś, komu ufałem, mógłby ci pomóc, gdyby coś mi się stało. Powiedziałem mu, żeby jeśli nie będzie mógł się ze mną skontaktować, powiadomił policję”.

Zamarłem.

Kim była ta osoba?

Osoba, która wysłała Alexowi ostrzeżenie, była tą samą osobą, która powiadomiła policję, żeby mnie uratowała podczas rekolekcji.

Ta osoba znała cały plan Romero, ale potajemnie pomagała nam, działając w ukryciu.

Kim był ten tajemniczy bohater i dlaczego to robił?

Przerażające wspomnienie wypadku wprawiło Alexa w stan ogromnego pobudzenia. Ciągle mówił o ciężarówce, górskiej drodze i tajemniczym komunikacie ostrzegawczym.

Z wielkim trudem — przy wsparciu pielęgniarek — udało nam się go uspokoić i podać środek uspokajający.

Widząc go śpiącego w łóżku, z twarzą wciąż naznaczoną strachem, poczułem ostry ból w sercu na myśl o okropnych rzeczach, przez które musiał przejść — i to w samotności.

Gdy tylko Alex zasnął, natychmiast zadzwoniłem, aby powiadomić detektywa Moralesa.

Był bardzo zaskoczony, gdy dowiedział się, że Alex odzyskał pamięć.

„Doskonale” – powiedział. „To przełomowy moment. Zeznania Alexa będą najbardziej bezpośrednim i przekonującym dowodem, który pozwoli oskarżyć Romero i jego wspólników o usiłowanie zabójstwa. Bądźcie przy nim, opiekujcie się nim i dodawajcie mu otuchy. Wkrótce wyślemy kogoś, kto spisze jego oficjalne zeznania”.

Ale najbardziej zaintrygowała mnie tożsamość tej tajemniczej osoby.

Zapytałem Alexa o to, gdy się uspokoił.

Zmarszczył brwi, usiłując odnaleźć w uszkodzonej pamięci.

Nie mógł sobie przypomnieć, kim ona była.

„Sophio” – powiedział bezradnym głosem – „pamiętam tylko, że to był stary przyjaciel. Ktoś, komu bardzo ufałem, ale z kim straciłem kontakt. Natknąłem się na niego przypadkiem kilka dni przed tym wszystkim. Czułem, że coś jest nie tak z planem mojej matki, więc dałem mu numer zapasowy i poprosiłem, żeby miał na ciebie oko”.

Informacje były zbyt niejasne, ale byłem pewien, że ta osoba odegrała kluczową rolę w całej sprawie. Nie tylko uratowała życie Alexowi i mnie, ale prawdopodobnie znała inne sekrety, o których jeszcze nie wiedzieliśmy.

W kolejnych dniach, czekając na pełny powrót Alexa do zdrowia, spędziliśmy ze sobą naprawdę wartościowy czas – bez oszustw, bez sekretów.

Wspominaliśmy dawne czasy, rozmawialiśmy o dziecku, które miało się wkrótce urodzić.

Ból i strach zbliżyły nas do siebie, sprawiając, że nasza miłość stała się głębsza i silniejsza niż kiedykolwiek.

Tydzień później detektyw Morales i kilku inspektorów przybyło do szpitala, aby spisać oficjalne zeznania Alexa.

Opisał całe zdarzenie szczegółowo i jasno. Jego zeznania idealnie pokrywały się z dowodami zebranymi przez policję.

„Dzięki tym zeznaniom mamy wystarczające podstawy, by wydać międzynarodowy nakaz aresztowania Romero Vargasa” – powiedział Morales. „Nie uda mu się uciec”.

Tymczasem w naszym rodzinnym mieście odbywał się proces Izabeli i jej brata, w którym dowodami nie dało się zaprzeczyć.

Obaj otrzymali sprawiedliwe wyroki za oszustwo i spisek mający na celu wyrządzenie szkody.

Nie byłem obecny na rozprawie.

Dla mnie wszystko się skończyło.

Miałem tylko nadzieję, że spędzą resztę życia w więzieniu, odpokutowując za swoje grzechy.

Nasze życie powoli wróciło do normy.

Stan zdrowia Alexa szybko się poprawił. Mógł już samodzielnie chodzić, a jego pamięć niemal w pełni powróciła.

Jedyną rzeczą było to, że nadal nie mógł sobie przypomnieć, kim był ów tajemniczy przyjaciel.

To było jak rozwiązany węzeł w naszych sercach.

Aż pewnego popołudnia, gdy zbierałem rzeczy Alexa, które szpital zatrzymał od czasu jego przyjęcia, znalazłem coś małego w kieszeni jego kurtki.

Był to drewniany brelok z misternie rzeźbionym liściem klonu.

Podniosłem go, czując, że jest znajomy.

Gdzieś już to widziałem.

Pokazałem brelok Alexowi.

Wziął go, obrócił w obie strony i nagle jego oczy rozbłysły.

„Liść Klonu” – mruknął. „Kawiarnia Liść Klonu. Właśnie tam go poznałem”.

Pamięć powróciła niczym rzeka.

„Ta osoba… ta osoba to Marcus.”

„Marcus?” – osłupiałem. „Niemożliwe. Charles był ze mną przez cały ten czas, pomagając mi cię szukać. Jak to możliwe, że jest tym tajemniczym pomocnikiem? Skoro wiedział wszystko od początku, dlaczego mi nie powiedział?”

„Nie” – wyjaśnił szybko Alex. „Wiesz, ten Charles… ma to samo imię, ale to inna osoba. Marcus był moim najlepszym przyjacielem na studiach, ale potem jego rodzina wyjechała za granicę i straciliśmy kontakt. Spotkałem go przypadkiem w tej kawiarni”.

Marcus – zupełnie nieznane imię.

Ale dlaczego nam pomógł?

Dlaczego zdecydował się to zrobić w milczeniu?

Właśnie wtedy zadzwonił mój telefon.

To był nieznany numer.

Zawahałem się przez chwilę, ale odpowiedziałem.

“Cześć?”

Cześć, Sophia. Tu Marcus.

Po drugiej stronie słuchawki rozległ się głęboki, nieznany męski głos.

„Myślę, że nadszedł czas, żebyśmy się poznali.”

Zamarłem.

Tajemniczy bohater w końcu się ujawnił.

Ale czy to spotkanie przyniesie odpowiedzi, czy też otworzy drzwi do kolejnej szokującej tajemnicy?

Niespodziewany telefon od mężczyzny o imieniu Marcus zaskoczył mnie tak samo, jak się tego spodziewałam.

Po wielu dniach spekulacji, cichy bohater w końcu zdecydował się pokazać.

Zgodziłem się spotkać.

Spotkanie miało się odbyć następnego popołudnia w tej samej Maple Leaf Café, w której przypadkowo spotkał się z Alexem.

Alex chciał iść ze mną, ale odmówiłem.

Chciałem stanąć twarzą w twarz z tą osobą, samemu usłyszeć odpowiedzi na wszystkie pytania, które we mnie piętrzyły.

Dotarłem na miejsce spotkania kilka minut wcześniej. Kawiarnia była mała i przytulna, urządzona w stylu vintage.

Wybrałem stolik przy oknie, skąd mogłem obserwować przechodzących ludzi.

Serce waliło mi jak młotem – byłam jednocześnie podekscytowana i zdenerwowana.

Kim właściwie był ten człowiek?

A jaki był jego prawdziwy cel?

O umówionej porze do kawiarni wszedł wysoki mężczyzna ubrany w prostą, ale elegancką białą koszulę, rozejrzał się dookoła i podszedł prosto do mojego stolika.

Jego twarz była stanowcza i inteligentna. Jego głębokie oczy – które zdawały się skrywać wiele historii – wyróżniały się.

„Cześć, Sophia. Jestem Marcus” – powiedział, wyciągając rękę.

Jego głos był głęboki i ciepły — dokładnie taki sam jak ten, który słyszałam przez telefon.

Uścisnęłam jego dłoń, czując ciepło i siłę jego uścisku.

„Cześć. Dziękuję za przybycie… i dziękuję za wszystko.”

Marcus się uśmiechnął — lekko, ale z nutą smutku.

„Proszę bardzo. Po prostu zrobiłem to, co uważałem za słuszne.”

Usiedliśmy.

Po kilku sekundach niezręcznej ciszy od razu przeszedłem do konkretów.

„Panie Marcus… Naprawdę nie rozumiem, dlaczego nam pan pomógł i skąd tak dobrze znał pan plany doktora Ramireza”.

Marcus nie odpowiedział od razu.

Spojrzał przez okno odległym wzrokiem, jakby przeżywał na nowo długą historię.

W końcu zwrócił się do mnie i wyjawił mi prawdę, która wprawiła mnie w jeszcze większe osłupienie, niż kiedy odkryłem spisek mojej teściowej.

„Bo, Sophio… Romero Vargas jest moim biologicznym ojcem”.

Poczułem jakby przez moje ciało przeszedł prąd elektryczny.

Ojciec biologiczny.

Doktor Ramirez – demon, który zniszczył moją rodzinę – był ojcem człowieka, który uratował nam życie.

To było zbyt absurdalne, zbyt nielogiczne.

„Jak?” – wyjąkałem. „Jak to możliwe? Skoro to twój ojciec, dlaczego mu się sprzeciwiłeś?”

„Dlaczego mu się sprzeciwiłem?” – kontynuował Marcus, a w jego głosie słychać było gorycz. „Bo nie zasługuje na miano ojca. To potwór – i wiem to lepiej niż ktokolwiek inny”.

Marcus rozpoczął swoją opowieść.

Był owocem pozamałżeńskiego romansu Romero z jego matką, która została przez niego oszukana i porzucona tuż po narodzinach Marcusa.

Jego dzieciństwo było ciągiem dni przeżytych w pogardzie i odrzuceniu.

Dopiero gdy był starszy, odkrył prawdę o swoim ojcu.

Szukał go – nie po to, by zdobyć uczucia, lecz by uzyskać odpowiedź – ale znalazł jedynie chłód i zaprzeczenie.

„Widział we mnie plamę” – powiedział Marcus, zaciskając pięści – „uciążliwą istotę.

„Ale się nie poddałam. Śledziłam go potajemnie od lat, zbierając dowody jego zbrodni. Chciałam go wydobyć na światło dzienne – żeby zapłacił za to, co zrobił mojej matce i innym ofiarom”.

Przypadkowe spotkanie z Alexem było punktem zwrotnym.

Kiedy usłyszał, jak Alex opowiada o swoich problemach finansowych i dziwnym zachowaniu matki, Marcus podejrzewał, że stoi za tym ręka ojca. Radził Alexowi, żeby był ostrożny. Dlatego Alex powierzył mu zapasowy numer telefonu.

„Kiedy Alex przestał odpowiadać, wiedziałem, że stało się coś złego” – kontynuował Marcus. „Wykorzystałem swoje kontakty, żeby zbadać sprawę i odkryć cały spisek. Próbowałem ostrzec Alexa, ale nie zdążyłem.

„Wtedy wiedziałam, że nie oszczędzi ani ciebie, ani dziecka, więc znalazłam sposób, żeby zawiadomić policję”.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

back to top