Spokojny, stalowy głos Davida przeciął powietrze. Szedł naprzód, trzymając tablet wyświetlający dane o stanie zapasów w czasie rzeczywistym. Stanął naprzeciwko Marka, o głowę wyższy, a jego obecność całkowicie przytłaczała. Uniósł tablet, żeby wszyscy mogli go zobaczyć.
„Panie Thompson, twierdzi pan, że inwestował pan w nowe skrzydło, ale nasz system zarządzania aktywami przedstawia zupełnie inną historię. Dwa tygodnie temu podpisał pan umowę na zakup dziesięciu najnowocześniejszych respiratorów i systemu MRI nowej generacji. Dokładnie w tym samym czasie, gdy przewodnicząca przebywała w Niemczech i negocjowała te umowy. Całkowita wartość kontraktu wyniosła 2 miliony dolarów. Jak pan to wyjaśni?”
Mark prychał, a pot spływał mu po twarzy.
„Przesyłka jest w drodze. Są komplikacje z odprawą celną. Co wiesz o logistyce międzynarodowej?”
David uśmiechnął się zimno i pogardliwie. Przesunął palcem po ekranie, wyświetlając wiadomość e-mail.
„Może nie jestem ekspertem od spraw celnych, ale umiem czytać. To e-mail z potwierdzeniem od naszego niemieckiego dostawcy, który wysłał mi dziś rano. Potwierdzają, że nigdy nie otrzymali żadnej płatności od Apex za to zamówienie. I oczywiście żaden sprzęt nie opuścił ich magazynu”.
Kolejne zbiorowe westchnienie przetoczyło się przez hol. Dowody Davida były niepodważalne. Naciskał dalej, jego słowa niczym precyzyjne cięcia chirurga obnażały kłamstwa Marka.
Twierdziłeś, że sprzęt jest w drodze, a nasz magazyn jest pusty. Wykorzystałeś wymówkę, że potrzebujesz pilnej zaliczki, żeby zabezpieczyć zamówienie, sprzeniewierzyłeś fundusze i przelałeś je do fikcyjnej firmy, podczas gdy panna Jones nagle mogła kupić luksusowy apartament za dokładnie taką kwotę. Naprawdę myślałeś, że Przewodnicząca się nie dowie?
Mark oniemiał, zatoczył się do tyłu, drżąc. Nigdy nie wyobrażał sobie, że David będzie tak dobrze poinformowany. Zawsze postrzegał Davida jako mola książkowego, zafascynowanego medycyną i chirurgią, a nie kogoś, kto śledziłby jego finansowe wybryki.
Spojrzałem na Davida z nowym podziwem. Okazało się, że podczas mojej nieobecności nie tylko wywiązywał się ze swoich obowiązków medycznych, ale także po cichu chronił dziedzictwo mojej rodziny. Zebrał wszystkie te dowody, czekając na mój powrót, aby pomóc mi wyciąć raka w naszej organizacji.
Dawid obrócił się do mnie, jego spojrzenie było stanowcze.
„Pani Przewodnicząca, jako ordynator oddziału kardiologii i członek rady lekarskiej, mogę potwierdzić, że brak tego sprzętu już negatywnie wpłynął na opiekę nad pacjentami. Działania pana Thompsona to nie tylko defraudacja; stanowią one bezpośrednie zagrożenie dla życia naszych pacjentów. To niewybaczalne przestępstwo”.
Ostatnie słowa Davida były nokautującym ciosem. Mark osunął się na podłogę, z pustym wzrokiem, bez reszty pozbawiony walki. Prawda została obnażona na oczach wszystkich. Hol przypominał teraz publiczną salę sądową.
Wiedziałem, że nadszedł moment, by przywrócić porządek i potwierdzić swoją władzę. Wszedłem na mały podest przy recepcji i odebrałem mikrofon drżącemu recepcjoniście.
„Do wszystkich obecnych tu dziś pracowników, pacjentów i gości” – powiedziałem, a mój głos rozniósł się echem po całej sali – „to, co się tu dzisiaj wydarzyło, jest powodem wielkiego wstydu dla Szpitala Uniwersyteckiego Apex. W imieniu zarządu składam wszystkim najszczersze przeprosiny za to, że staliście się świadkami tej haniebnej sceny”.
Spojrzałem na tłum, na twarze czekające na zmianę.
„Nie możemy jednak pozwolić, by działania jednego zgniłego jabłka zdyskredytowały niestrudzone wysiłki setek oddanych pracowników służby zdrowia, którzy każdego dnia ratują tu ludzkie życie. Aby ustabilizować sytuację i zapewnić nieprzerwaną działalność szpitala, podejmuję teraz następujące decyzje wykonawcze”.
Wszyscy w pokoju wstrzymali oddech.
„Po pierwsze” – wskazałem na Marka, wciąż leżącego na podłodze – „pan Mark Thompson zostaje zwolniony i pozbawiony wszelkich tytułów i obowiązków. Nasz dział prawny będzie w pełni współpracował z prokuraturą okręgową, aby oskarżyć go o defraudację i zbadać całą jego dotychczasową działalność. Ochrona, proszę wyprowadzić tego mężczyznę z lokalu”.
Dwóch rosłych ochroniarzy natychmiast ruszyło do akcji i podniosło Marka na nogi. Nie stawiał oporu. Spuścił głowę ze wstydu, gdy prowadzili go przez tłum w stronę wyjścia, a za nim rozległy się pełne pogardy szepty. Niegdyś przystojny prezes wyglądał teraz jak zwykły przestępca.
„Po drugie” – kontynuowałem, a mój głos łagodnieł z szacunkiem – „stanowisko dyrektora generalnego nie może pozostać nieobsadzone. Potrzebujemy lidera z uczciwością, talentem i empatią, który poprowadzi ten statek przez burzę. Tą osobą jest nikt inny, jak tylko człowiek, który odważnie stanął w obronie tego, co słuszne dzisiaj”.
Odwróciłam się do Davida, uśmiechnęłam się i gestem wskazałam na niego.
„Z dumą mianuję doktora Davida Chena tymczasowym dyrektorem generalnym Szpitala Uniwersyteckiego Apex, ze skutkiem natychmiastowym. Jestem przekonany, że dzięki swoim umiejętnościom i moralnemu podejściu dr Chen przywróci temu szpitalowi należne mu miejsce”.
David był lekko zaskoczony moją szybką decyzją, ale szybko się opanował. Wszedł na podium obok mnie i skłonił głowę w stronę tłumu. Natychmiast rozległ się aplauz. Zaczęli od młodszych lekarzy i pielęgniarek, a szybko rozprzestrzenił się na kierowników oddziałów, a nawet rodziny pacjentów. Gromkie brawa nie były tylko dla Davida. Były potwierdzeniem mojej decyzji. Były brawami za wymierzoną sprawiedliwość.
David spojrzał na mnie, jego oczy wypełniły się wdzięcznością i determinacją. Wziął mikrofon i przemówił krótko, ale stanowczo.
„Dziękuję za zaufanie. Obiecuję dołożyć wszelkich starań, aby stworzyć środowisko opieki zdrowotnej, które jest czyste, przejrzyste i stawia pacjenta na pierwszym miejscu. Dziękuję.”
Podczas gdy Mark był wyprowadzany, a David świętowany, wciąż pozostawała jedna nierozwiązana sprawa. Tiffany, niegdyś arogancka stażystka, skuliła się w kącie, z twarzą pokrytą rozmazanym makijażem i łzami. Widząc, że uwaga jest od niej odwrócona, próbowała skradać się do wyjścia, ale Arthur Vance ją zauważył. Dał znak ochronie, która zablokowała jej drogę.
„Panno Jones, dokąd pani tak śpieszy?” – zapytał Arthur uprzejmym, ale chłodnym tonem. „Nie omówiliśmy jeszcze sprawy pozwu przewodniczącej ani szkód, jakie wyrządziła pani szpitalowi”.
Przerażona Tiffany zwróciła się do mnie, błagając mnie wzrokiem. Jej marzenie o byciu żoną potentata prysło. Odebrano jej jedyne wsparcie. Została jej tylko góra kłopotów z prawem. Jęknęła, padając na kolana na zimną podłogę.
„Pani… to znaczy, Pani Przewodnicząca, proszę mi wybaczyć. Wiem, że się myliłem. Jestem młody i głupi. Mark mną manipulował. Proszę, nie zwalniaj mnie. Nie pozwij mnie. Nie mam pieniędzy, żeby zapłacić.”
Zszedłem na dół i podszedłem do niej, patrząc na drżącą dziewczynę u moich stóp. Nie czułem triumfu, tylko smutek i żal z powodu tak błędnego życia.
„Mówisz, że tobą manipulowano. Kto groził, że mnie wyrzucą? Kto krzyczał na starego lokaja? Kto transmitował na żywo, chwaląc się nielegalnie zdobytym bogactwem? To były twoje wybory. Byłeś zaślepiony chciwością i urojeniem władzy, która nigdy do ciebie nie należała”.
Zwróciłem się do mojego prawnika.
„Arthur, natychmiast zwolnij pannę Jones ze stażu za poważne wykroczenie. Przygotuj również akta dla prokuratury okręgowej dotyczące jej roli jako odbiorcy zdefraudowanych funduszy. To mieszkanie zostało kupione za skradzione pieniądze. Będzie musiała zwrócić każdy cent”.
Słysząc to, Tiffany kompletnie opadła z sił, szlochając niekontrolowanie. Wiedziała, że jej życie się skończyło. Luksusowy apartament, designerskie torby, wystawne podróże – wszystko to zostanie jej odebrane. Zostanie wrzucona z powrotem w brutalną rzeczywistość, naznaczoną plamą, której nigdy nie zdoła zmyć.
David podszedł. Nie powiedział ani słowa więcej. Wyjął z kieszeni małą wizytówkę i delikatnie położył ją na podłodze przed nią.
„To wizytówka bardzo dobrego psychiatry” – powiedział spokojnie David. „Myślę, że potrzebujesz pomocy z zaburzeniami osobowości i urojeniami wielkościowymi. Mam nadzieję, że po tym, jak zapłacisz cenę za swoje błędy, nauczysz się być porządnym człowiekiem, zanim spróbujesz zostać sławnym”.
Czyn Dawida, choć łagodny, był najsurowszą karą. Zdarł z niej resztki dumy, wskazując, że nie była po prostu przestępczynią, ale osobą z chorą duszą.
Dwóch ochroniarzy podniosło Tiffany na nogi i wyprowadziło ją na zewnątrz. Jej krzyki ucichły za szklanymi drzwiami. Hol wrócił do normalnego rytmu, ale powietrze wydawało się czystsze. Tłum się rozszedł. Lekarze i pielęgniarki wrócili do swoich obowiązków. Automatyczny system nagłaśniający zagrał, jakby nic się nie stało.
Oparłam się o ladę recepcji, czując, jak ogarnia mnie fala wyczerpania. Adrenalina zniknęła, pozostawiając głębokie, miażdżące zmęczenie. Przeżyłam długi lot, druzgocący szok emocjonalny i napiętą walkę. Wygrałam, ale moje serce było puste. Cóż warte było to zwycięstwo, skoro mąż, którego kiedyś kochałam, okazał się potworem? Rodzina, którą broniłam, została oficjalnie rozbita.
David podszedł do mnie z otwartą już butelką wody. Nic nie powiedział, po prostu mi ją podał i stanął tak, żeby osłonić moją twarz przed ostrym słońcem wpadającym przez okno.
„Napij się wody, Catherine” – powiedział cicho. „Świetnie ci poszło. Twój ojciec byłby dziś z ciebie dumny”.
Wziąłem mały łyk. Chłodna woda ukoiła moje suche gardło i gorycz w duszy. Spojrzałem na niego, a oczy mnie piekły.
„David, jestem taka zmęczona. Myślałam, że jestem silna, ale to boli bardziej, niż sobie wyobrażałam”.
Spojrzał na mnie z głębokim współczuciem i delikatnie położył mi dłoń na ramieniu. To był kojący, uspokajający dotyk.
„Oczywiście, że boli. Jesteś człowiekiem, nie ze stali” – uspokajał. „Ale byłaś na tyle odważna, żeby stawić temu czoła i wyciąć raka. Teraz czas się wyleczyć. Mam tu swoje sprawy. Idź do domu i odpocznij”.
Skinęłam słabo głową. Musiałam wrócić do domu, ale nie po to, żeby odpocząć. Czas było przygotować się do kolejnej bitwy: rozwodu.
Arthur Vance podszedł, wciąż trzymając teczkę. Zrozumiał od razu.
„Pani Przewodnicząca, przygotowałem już pozew rozwodowy. Sąd, mając te dowody niewierności i defraudacji, szybko go uwzględni. Czy zechciałaby Pani podpisać?”
Wziąłem głęboki oddech, zbierając w sobie determinację.
„Daj mi długopis.”
Podpisałam się zdecydowanym, niewzruszonym gestem. Ten podpis zakończył dziesięć lat mojego życia, zniweczył iluzję szczęśliwej rodziny i otworzył nowy rozdział.
„Arthur, natychmiast rozpocznij postępowanie. Zamroź wszystkie nasze wspólne aktywa. Nie chcę, żeby mógł tknąć choćby centa. Chcę, żeby wyszedł z niczym poza ubraniem, które ma na sobie”.
„Tak, Pani Przewodnicząca” – odpowiedział Artur, przyjmując podpisaną petycję z wyrazem głębokiego szacunku.
Odwróciłam się do Davida, z lekkim, zmęczonym uśmiechem na twarzy.
„Dziękuję, Davidzie. Nie wiem, co bym dziś bez ciebie zrobił.”
Uśmiechnął się ciepło, a uśmiech rozjaśnił jego poważną twarz.
„Nie bądź obcy. W ostatnich dniach życia twój ojciec zrozumiał, kim był Mark. Ale było za późno. Kazał mi obiecać, że zawsze będę się tobą opiekował. Człowiek dotrzymuje obietnic”.
Spojrzałam mu głęboko w oczy i zobaczyłam nie tylko przyjaźń, ale głębokie, trwałe uczucie, którego nie dostrzegałam przez tyle lat. Ale to nie był na to czas. Potrzebowałam czasu, żeby się zagoić, a on to rozumiał.
Wyciągnęłam walizkę i wyszłam ze szpitala. Popołudniowe słońce rzucało mój długi cień na chodnik. Szłam z wysoko uniesioną głową, zostawiając za sobą ruiny przeszłości. Przede mną była przyszłość pełna wyzwań, ale i nadziei. I po raz pierwszy od dawna wiedziałam, że nie będę szła przez nią sama.
Spokój, który zapanował po burzy w szpitalnym holu, był jedynie ciszą przed tsunami. Właśnie wróciłem do domu, nie mając nawet czasu, by paść na łóżko, gdy mój telefon zaczął bez przerwy wibrować. Nie był to jeden telefon, ale lawina powiadomień z serwisów informacyjnych i mediów społecznościowych. Otworzyłem telefon i zalała mnie lawina sensacyjnych nagłówków i złośliwie edytowanych zdjęć, które rozprzestrzeniły się lotem błyskawicy po platformach społecznościowych.
Pracownik służby zdrowia Aerys z zazdrości atakuje młodą stażystkę.
Prawdziwa historia. Zdradzająca żona i kochanek lekarza wrabiają męża, żeby przejąć firmę.
Dramat w Apex. Dyrektor generalny obalony w brutalnym zamachu stanu przez żonę i jej kochanka.
Ktoś pobrał transmisję na żywo Tiffany i fachowo ją zmanipulował. Wycięli fragmenty, w których zbeształa lokaja, przechwalała się i zachowywała arogancko. Zachowali tylko fragmenty, na których wyglądam surowo, David osłania mnie ochronnie i Mark klęczy i żałośnie błaga. Nagraniom towarzyszyły tysiące jadowitych komentarzy, ewidentnie zaaranżowanych przez profesjonalną farmę trolli.
Spójrz na zimną twarz tej żony. To prawdziwa sztuka.
Biedny mąż. Pewnie ciągle go w domu dręczy.
Słyszałem, że sypia z tym lekarzem od lat. To był tylko pretekst, żeby wyrzucić męża z domu.
Upuściłem telefon, a dreszcz przebiegł mi po plecach. Nie doceniłem zepsucia Marka. Wiedząc, że nie wygra faktami, uciekł się do taktyki spalonej ziemi, wykorzystując opinię publiczną, by zniszczyć moją reputację i reputację Davida. Chciał wciągnąć mnie w bagno razem z sobą i przeinaczyć narrację, aż to ja będę złoczyńcą.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. To był Arthur. Wszedł z ponurą miną, trzymając w ręku kolejny plik dokumentów.
„Pani Przewodnicząca, sytuacja w mediach społecznościowych gwałtownie się pogarsza” – poinformował. „Nasz dział IT powiązał kampanię z czarną agencją PR. Używają tysięcy kont botów, aby atakować oficjalne strony szpitala i wasze profile osobiste. Środki na kampanię zostały przelane z anonimowego konta, ale nie mam wątpliwości, że to ostatnie pieniądze, jakie Markowi udało się ukryć”.
Opadłam na sofę i masowałam pulsujące skronie.
„Czego on chce? Myśli, że dzięki temu odzyska pracę?”
„Nie, on wie, że to niemożliwe” – podsumował Arthur. „Chce wymusić na tobie korzystniejszą ugodę rozwodową. Albo, mówiąc prościej, chce się zemścić. Ludzie wciśnięti w kozi róg są niebezpieczni”.
Wziąłem łyk gorącej herbaty, zmuszając się do jasnego myślenia. Nie będę negocjował, ani o grosz. On postanowił zagrać nieczysto, a ja pokażę mu, ile kosztuje rozgniewanie kobiety, która nie ma już nic do stracenia.
„Jakie są twoje rozkazy? Czy powinniśmy wyłączyć możliwość komentowania i wydać komunikat prasowy?”
Pokręciłem głową.
„Nie. Im więcej się ukrywamy, tym bardziej winni się wydajemy. Niech gadają. Liczy się tylko prawda. Złoto nie boi się ognia. Arthurze, zorganizuj formalną konferencję prasową na jutro rano. Zaproś wszystkich – główne stacje informacyjne, gazety miejskie, a zwłaszcza internetowe tabloidy, które mnie oczerniają. Stawię im czoła osobiście”.
Artur skinął głową, a w jego oczach pojawił się podziw.
„Rozumiem. Załatwię to natychmiast.”
Tej nocy sen był niemożliwy. Przechadzałam się po wielkiej, pustej rezydencji, domu niegdyś pełnym szczęśliwych wspomnień, teraz zimnym i cichym. Zaglądałam do pokojów moich dzieci. Moje dwa małe aniołki spały smacznie, nieświadome burzy szalejącej wokół ich matki. Przysięgłam sobie, że będę silna dla nich, dla dziedzictwa mojego ojca i dla siebie. Nie ulegnę.
Następnego ranka główna sala widowiskowa Szpitala Uniwersyteckiego Apex była wypełniona reporterami. Błyski fleszy aparatów fotograficznych migały bez przerwy, a trzaski migawek tworzyły napiętą, duszną atmosferę. Wszyscy chcieli poznać szczegóły skandalu wartego miliardy dolarów.
Weszłam do sali w prostej, konserwatywnej czarnej sukience, z twarzą umalowaną tak, by wyglądała na opanowaną i zdecydowaną. Obok mnie stał David w swoim znajomym białym fartuchu, jego obecność była spokojna i dostojna. Nasze przybycie przykuło uwagę wszystkich kamer w sali. Usiedliśmy przy stole prezydialnym.
Otworzyłem konferencję prasową, a mój głos był pewny i wyraźny.
„Dzień dobry, panie i panowie z prasy. Nazywam się Katherine Hayes. Zwołałam tę konferencję prasową nie po to, by bronić siebie, ale by bronić honoru Szpitala Apex i jego oddanego personelu. Informacje krążące obecnie w mediach społecznościowych są złośliwym sfabrykowaniem, zredagowanym wyłącznie w celu zniesławienia i oczernienia”.
Młody reporter wstał i zadał ostre pytanie.
„Pani Hayes, opinia publiczna uważa, że pani i doktor Chen mają romans i że zwolniła pani męża, żeby zrobić miejsce dla kochanka. Jak pani na to reaguje?”
W sali zapadła cisza, czekając na moją reakcję. Ale zanim zdążyłem się odezwać, David wziął mikrofon. Wstał, spojrzał prosto na reportera, a potem przesunął spokojnym wzrokiem po sali.
„Chciałbym odpowiedzieć na to pytanie” – powiedział David, a jego głęboki głos wyraźnie niósł się przez głośniki. „Jeśli chodzi o relacje między mną a przewodniczącą Hayes, mogę potwierdzić, że jesteśmy starymi przyjaciółmi ze studiów medycznych, zaufanymi kolegami i partnerami zawodowymi. Nie ma absolutnie żadnego nielegalnego romansu, jak głoszą plotki”.
Zatrzymał się i wziął oddech.
„Nie będę jednak ukrywał jednej prawdy. Żywię uczucia do Catherine od 15 lat, odkąd byliśmy studentami, przez jej małżeństwo, aż do dziś. To miłość zrodzona z szacunku i podziwu. Ale nigdy nie przekroczyłem granicy etyki przyjaciela czy lekarza. Zachowałem te uczucia dla siebie, aby mogła być szczęśliwa. Ale dziś, widząc, jak tchórz ją oczernia, nie mogę dłużej milczeć”.
Szczere i odważne wyznanie Davida wprawiło w osłupienie całą salę. Nikt nie spodziewał się, że człowiek tak odnoszący sukcesy i skryty jak on, publicznie wyzna swoją nieodwzajemnioną miłość w obronie kobiety, na której mu zależało. Szmery ucichły, zastąpione spojrzeniami pełnymi współczucia i szacunku.
David kontynuował, dając znak asystentowi, żeby wyświetlił obraz na dużym ekranie za nimi. To był raport z laboratorium DNA.
„Jeśli chodzi o prawdziwy powód zwolnienia pana Thompsona, to jest to dowód, który wczoraj zatailiśmy, mając nadzieję, że da mu to ostatnią odrobinę godności. Udowodnił, że na to nie zasługuje. To test DNA potwierdzający ojcostwo pana Marka Thompsona i trzyletniego chłopca, który obecnie mieszka w Domu Dziecka Rosebud”.
Widownia wybuchła śmiechem. Wszystkie kamery obróciły się w stronę ekranu.
„Pan Thompson spłodził dziecko z inną kobietą cztery lata temu, na długo zanim poznał stażystkę, Tiffany Jones. Po śmierci matki z powodu choroby porzucił własnego syna w domu dziecka. Nigdy go nie odwiedził ani nie udzielił mu wsparcia, mimo że wiedzie luksusowe życie. Mężczyzna, który nie tylko zdradza żonę i defrauduje pieniądze z firmy, ale także porzuca własne ciało i krew. Czy taki człowiek ma prawo mówić o moralności lub grać ofiarę?”
To odkrycie było ciosem nokautującym, który całkowicie zdziesiątkował opinię publiczną. Wszelkie podejrzenia wobec mnie zniknęły, zastąpione falą wściekłości skierowanej w stronę Marka. Wizerunek dostojnego prezesa rozsypał się w pył, zastąpiony portretem zimnego, bezdusznego potwora.
Spojrzałam na Davida, przepełniona emocjami. Aby mnie chronić, obnażył najgłębszy zakątek swojego serca. Po cichu odnalazł to biedne dziecko, żeby pomóc mi odwrócić bieg wydarzeń.
Konferencja prasowa zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem prawdy. Późniejsze doniesienia prasowe przyniosły zupełnie odwrotny skutek – chwalono moją odwagę i uczciwość Davida, a jednocześnie ostro potępiano działania Marka.
Po konferencji prasowej Mark został całkowicie odrzucony. Stracił nie tylko pracę i reputację, ale także był bezlitośnie atakowany przez opinię publiczną. Przyjaciele, którzy kiedyś mu schlebiali, teraz unikali jego telefonów. Pieniądze, które udało mu się ukryć, szybko uszczuplały się z powodu opłat agencji PR i jego własnych rozrzutnych nawyków zakupowych.
Zdesperowany i spłukany, Mark przypomniał sobie drogie prezenty, którymi obsypał Tiffany: luksusowy apartament, samochód, designerską biżuterię. Uznał, że to jego własność i ma prawo ją odzyskać, żeby spłacić długi i wynająć prawnika. Pojawił się w jej apartamencie, tym, który moi prawnicy zastawili, ale jeszcze nie zajęli, pijany i wściekły, walił w drzwi.
Kiedy Tiffany otworzyła list, na jej twarzy nie malowała się tęsknota, lecz czysta pogarda. Ona również stała w obliczu ruiny – została zwolniona, spłukana i publicznie upokorzona.
„Co ty tu robisz?” – prychnęła. „Przyszedłeś mnie oskubać? Zaraz sama wyląduję na ulicy”.
„Oddaj mi kluczyki do samochodu i całą biżuterię, którą ci dałem” – krzyknął Mark, wpadając do mieszkania. „To były moje pieniądze. Musisz mi je oddać”.
„Twoje pieniądze?” Tiffany zaśmiała się szyderczo. „To były pieniądze, które ukradłaś ze szpitala. Teraz to dowód. Myślałaś, że byłam na tyle głupia, żeby je zatrzymać i pójść z tobą do więzienia? Sprzedałam wszystko, żeby zapłacić grzywny i koszty sądowe”.
Słysząc to, Mark wybuchnął śmiechem. Rzucił się na Tiffany, ale tym razem ona się broniła. Drapała go po twarzy, gryźła w ramię, walcząc jak osaczone zwierzę.
„Ty żałosny nieudaczniku! Jeszcze raz mnie uderzysz, a cię zabiję!” – krzyknęła.
Leave a Comment