Arthur Vane nacisnął przycisk na biurku.
„Strażniku, idź odprowadzić gościa. I dopilnuj, żeby Cole miał mały „wypadek” w drodze powrotnej”.
Drzwi się otworzyły. Ale to nie ochrona weszła.
Byli to dwaj agenci FBI w czarnych garniturach oraz prokurator okręgowy Nowego Jorku.
Twarz Arthura Vane’a zmieniła się diametralnie. „Co to jest? Kto ci pozwolił tu wejść?”
Jackson wstał i zapiął marynarkę. „Myślisz, że przyszedłem tu sam, Arthurze? Myślisz, że jestem na tyle naiwny, żeby przynieść oryginalne dowody do kryjówki wroga?”
Wskazał na drogie pióro wieczne schowane w kieszeni na piersi. Ukryta kamera.
„Cała rozmowa była transmitowana na żywo do biura FBI. I nie chodziło tylko o mnie”.
Jackson podszedł bliżej do Arthura, który teraz drżał i się cofał.
„Kiedy dowiedziałem się, że jesteś moim ojcem, nie tylko dowiedziałem się o mojej przeszłości. Wykorzystałem 50 milionów dolarów w gotówce – pieniądze, które planowałem przekazać – na…
„Zatrudniłem najlepszych prywatnych detektywów i najlepszych biegłych rewidentów, żeby przeszukali akta Vane Enterprises”.
Jackson rzucił kolejny plik na stół.
„Pranie brudnych pieniędzy, przekupstwo i… ach, i wypadek samochodowy mojej matki. Wygląda na to, że przecięto hamulce. Sprawa jest zamknięta, ale mechanika znalazłem. On pilnie potrzebuje pieniędzy, a ja mam ich dużo.”
Arthur Vane osunął się na krzesło. Jego imperium, reputacja, którą budował przez 40 lat, właśnie rozpadło się w 10 minut z rąk nieślubnego syna, którego kiedyś uważał za śmiecia.
„Ty…” – wyszeptał Artur. „Jesteś moim synem. Niszczysz własne dziedzictwo”.
Jackson pochylił się, blisko ucha swojego okrutnego ojca.
„Mylisz się. Moim dziedzictwem nie jest ta wieża. Moim dziedzictwem jest prawda”.
Sześć miesięcy później.
Imperium Vane’a upadło. Arthur Vane odsiadywał wyrok dożywocia za morderstwo i pranie brudnych pieniędzy.
Jackson Cole stał przed bramą Domu dla Chłopców im. św. Judy.
Pani Martha przeszła na emeryturę (po złożeniu kluczowych zeznań w zamian za ułaskawienie). Jackson kupił całą nieruchomość. Nie tylko ją wyremontował. On ją zburzył.
W dawnym miejscu budowano nowoczesną szkołę z internatem. Miejsce dla porzuconych dzieci, gdzie miały być kształcone, kochane i uczone samodzielnego funkcjonowania.
Znak przed szkołą był przykryty czerwoną tkaniną. Jackson ją ściągnął.
Nie jego imię. Nie Arthur Vane.
Na znaku widniał napis: Szkoła z internatem im. Eleny Rossi.
Jackson uśmiechnął się, patrząc w jasnoniebieskie niebo Chicago. Zachował Astona Martina, ale wiedział, co zrobi z pieniędzmi, które mu zostały. Nie potrzebował 200 milionów dolarów do szczęścia. Wystarczy wiedzieć, kim się jest.
A ty jesteś Jackson Cole – syn Eleny, który pokonał diabła za pomocą monet, które on czcił.
Leave a Comment