W noc poślubną wzdrygnęła się i wyszeptała: „Proszę… nie dotykaj mnie”. Moje serce pękło – dopóki nie zauważyłem ciemnych, delikatnych śladów na jej skórze. „Kto ci to zrobił?” – zapytałem, ledwo panując nad głosem.

W noc poślubną wzdrygnęła się i wyszeptała: „Proszę… nie dotykaj mnie”. Moje serce pękło – dopóki nie zauważyłem ciemnych, delikatnych śladów na jej skórze. „Kto ci to zrobił?” – zapytałem, ledwo panując nad głosem.

Lucía zamknęła oczy.

„Niektóre z ran, które widziałaś” – powiedziała cicho – „nie pochodzą tylko od niego. Niektóre wynikają ze sposobu, w jaki nauczyłam się postrzegać siebie”.

Nie mogłem mówić.

„Zniszczył mnie przez lata” – kontynuowała. „Nauczył mnie wierzyć w straszne rzeczy na swój temat – że nie jestem warta ochrony. Nawet po tym, jak wyprowadziłam się z tego domu, te myśli zostały”.

Wskazała na stary, wyblakły znak.

„Czasami, nawet gdy życie z tobą wydaje się bezpieczne… moje myśli wracają tam.”

Poczułem ucisk w piersi – bezradność, złość, zagubienie.

„A dokumenty medyczne?” – zapytałem. „Kto to się nazywa?”

Spojrzała w górę zaskoczona.

„To mój psychiatra” – powiedziała. „Bałam się, że pomyślisz, że jestem zepsuta”.

Przyciągnąłem ją do siebie.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

back to top