W noc poślubną wzdrygnęła się i wyszeptała: „Proszę… nie dotykaj mnie”. Moje serce pękło – dopóki nie zauważyłem ciemnych, delikatnych śladów na jej skórze. „Kto ci to zrobił?” – zapytałem, ledwo panując nad głosem.

W noc poślubną wzdrygnęła się i wyszeptała: „Proszę… nie dotykaj mnie”. Moje serce pękło – dopóki nie zauważyłem ciemnych, delikatnych śladów na jej skórze. „Kto ci to zrobił?” – zapytałem, ledwo panując nad głosem.

„Nie jesteś zepsuty” – wyszeptałem. „Leczysz się. A leczenie wymaga czasu”.

Powoli rozluźniła się w moim uścisku, choć część jej nadal czuła się na baczności — jakby czekała, aż wszystko się rozpadnie.

Tej nocy Lucía po raz pierwszy od naszego ślubu spała spokojnie. Kiedy sięgnąłem po jej telefon, żeby nastawić budzik, moją uwagę przykuła nowa wiadomość.

Nieznany numer.

„Myślałeś, że ślub cię uratuje. Do zobaczenia wkrótce.”

Krew mi zamarła.

Spojrzałem na Lucíę – śpiącą, ufną, wrażliwą.

Nie wiedziałem, kto wysłał tę wiadomość.
Nie wiedziałem, jak daleko sięgała jej przeszłość.

Ale wiedziałem jedno:

Nasza historia nie zaczęła się od ślubu.
Zaczęła się od bitwy.

I nadal nie wiedziałam, czy niebezpieczeństwo czyha za drzwiami,
czy też kryje się głęboko w bliznach, które próbujemy wyleczyć.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top