Rejestry płatności.
Rodzice.
Podpisy upoważniające do terapii rehabilitacyjnej na łonie natury.
Wszystko to było przedstawione w formie umów prawnych, które dawały Dale’owi prawo do opieki nad dzieckiem na okres od sześćdziesięciu do dziewięćdziesięciu dni.
Zrzeczenie się odpowiedzialności.
Formularze zgody na udzielenie świadczeń medycznych.
Rodzice oddali swoje dzieci na pastwę potwora, wierząc, że w ten sposób im pomagają.
Teczka Matthew’a leżała z przodu.
Brandy podpisała kontrakt dwa tygodnie temu, dzień po wyjeździe Juliana do Tajlandii.
Cel programu 60-dniowego: wyeliminowanie płaczu, zwiększenie męskiej odporności, ustanowienie reakcji dominacji.
Ręce Juliana trzęsły się, gdy fotografował każdą stronę.
Potem zobaczył inny folder oznaczony jako „Współpracownicy sieciowi”.
W środku znajdowały się imiona, adresy i numery telefonów.
Piętnastu mężczyzn prowadzi podobne operacje w pięciu stanach.
Niektórzy z nich to byli koledzy Dale’a z wojska.
Inni to rodzice, którzy przeszli przez program ze swoimi dziećmi i zdecydowali się na franczyzę.
To było coś więcej, niż tylko jeden sadystyczny dziadek.
Było to zorganizowane przedsięwzięcie przestępcze, maskujące się pod trudną terapią miłosną.
Julian usłyszał za sobą jakiś ruch.
Odwrócił się i zobaczył Dale’a, który chwiejnie podnosił się na kanapie, a jego oczy były zamglone od alkoholu i snu.
„Do diabła, Julian?”
Zmieszanie Dale’a przerodziło się w gniew.
„Nie powinnaś wracać, dopóki…”
„Znalazłem mojego syna przywiązanego do drzewa” – powiedział cicho Julian.
Spokój w jego głosie go zaskoczył.
Był to ten sam ton, którego używał przed rozbiciem siatki kłusowniczej.
Zimno.
Kontrolowane.
Absolutnie pewien swoich następnych ruchów.
Dale wstał, lekko się chwiejąc.
„Chłopak potrzebował dyscypliny.
Brandy się zgodziła.
Chodzi o to, żeby zrobić z niego mężczyznę, a nie—”
„W twojej szopie jest zamknięta dwunastoletnia dziewczynka.”
Wyraz twarzy Dale’a stwardniał.
„To nie twoja sprawa.
Jej rodzice podpisali.
Mam dowody na znęcanie się nad dziećmi, bezprawne pozbawienie wolności i handel ludźmi.
Udokumentowałem wszystko.
Sfotografowałem twoje pliki, twoją sieć, twoją listę lokalizacji.”
Julian podniósł telefon.
Zabieram syna.
Zabieram Sophię Morrison.
A potem rozbiorę wszystko, co zbudowałeś.
Dale poruszał się szybciej, niż Julian oczekiwał po pijanym sześćdziesięciodwulatku.
Rzucił się w stronę szafki na broń zamontowanej na ścianie.
Julian go przechwycił.
Dwanaście lat pracy w terenie kontra dwadzieścia lat szkolenia wojskowego, które zblakło z powodu wieku i alkoholu.
Roztrzaskali biurko, rozrzucając papiery.
Dale’owi udało się zdobyć karabin myśliwski, ale Julian przewidział ten krok.
Zamachnął się nogami Dale’a i starszy mężczyzna upadł ciężko, a karabin brzęknął w oddali.
„Myślisz, że możesz to powstrzymać?” Dale splunął krwią z rozciętej wargi, plamiąc zęby.
„Myślisz, że rozumiesz jak działa świat?
Te dzieci trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze i odbudować.
Ich rodzice o tym wiedzą.
Społeczeństwo o tym wie.
Ty jesteś problemem, Julian.
Ty i wszyscy inni słabi mężczyźni wychowujący słabe dzieci.”
Julian spojrzał na mężczyznę, który torturował jego syna.
„Poświęciłem dwanaście lat na rozbijanie organizacji przestępczych.
Wiem dokładnie, jak rozmontować to, co zbudowałeś.
I dopilnuję, żeby wszyscy wiedzieli, kim jesteś.
Związał Dale’owi ręce i nogi opaskami zaciskowymi z torby podróżnej, zawsze przygotowanej do pracy w terenie, i zakneblował mu usta kuchennym ręcznikiem.
Następnie Julian zebrał wszystkie pliki, każdy kawałek papieru, każde urządzenie elektroniczne, jakie udało mu się znaleźć.
Załadował wszystko do pickupa Dale’a, razem z Matthew i Sophią.
Gdy odjeżdżali od domku, Matthew przytulił się do Juliana, a Sophia siedziała owinięta w koce na tylnym siedzeniu.
Oboje dzieci milczały, słychać było jedynie sporadyczne drżenie oddechów.
„Dokąd idziemy?” zapytał w końcu Matthew.
Szczęka Juliana zacisnęła się w cienką linię.
„Najpierw oboje pójdziecie na badania lekarskie.
I dzwonię do kilku osób.
A potem twój dziadek i wszyscy z nim związani zapłacą za to, co zrobili.
„A co z mamą?”
Głos Matthew’a był taki cichy.
Julian nie odpowiedział od razu.
Zdrada była bolesna.
Brandy podpisała kontrakt.
Skłamałem mu.
Świadomie poddali swojego syna torturom.
Ale Matthew nie musiał się jeszcze nad tym zastanawiać.
Po pierwsze, potrzebowali bezpieczeństwa.
A potem prawda.
A potem sprawiedliwość.
„Damy sobie radę” – powiedział Julian.
„Ale teraz jesteś bezpieczny.
Mam cię.
Nikt już nigdy nie zrobi ci takiej krzywdy.
W lusterku wstecznym Julian widział, jak kabina znika w ciemności za nim.
Ale w myślach był już o trzy kroki do przodu i planował dokładnie, w jaki sposób zniszczy Dale’a Hobbsa i każdego, kto umożliwił mu popełnienie zbrodni.
Nie chodziło tu tylko o zemstę.
Chodziło o to, aby żadne inne dziecko nie skończyło przykute łańcuchem do drzewa w ciemnościach, błagając o pomoc, która może nigdy nie nadejść.
Julian Hunt miał wyjątkowe kwalifikacje, aby zapewnić, że sprawiedliwości stanie się zadość.
O godzinie 3:00 nad ranem, gdy Julian wyniósł Matthew przez drzwi, na oddziale ratunkowym szpitala Mercy General w Clearfield panowała cisza.
Sophia szła obok nich, otulona jego kurtką.
Oczy pielęgniarki przeprowadzającej triaż rozszerzyły się na widok dzieci.
Pokryty komarami tors Matthew’a.
Ślady kajdanek wokół kostki.
Przerażony wyraz twarzy i niedożywione ciało Sophii.
„Potrzebuję lekarzy” – powiedział Julian spokojnie.
„Te dzieci były przetrzymywane wbrew ich woli i wykorzystywane.
Potrzebuję również policji i służb ochrony dzieci.”
W szpitalu zapanował kontrolowany chaos.
Pielęgniarki zaprowadziły Matthew i Sophię do oddzielnych pokoi zabiegowych.
Julian składał zeznania zastępcy szeryfa, Kevinowi Bondowi, krępemu mężczyźnie po czterdziestce, który najwyraźniej został wybudzony ze snu.
„Zatem twój syn był przykuty do drzewa przez trzy dni” – powtórzył zastępca Bond, zapisując coś w notatniku.
„I znalazłeś kolejne dziecko zamknięte w szopie”.
“Tak.
A to tylko jedno miejsce.”
Julian wyciągnął telefon i zaczął pokazywać zdjęcia akt Dale’a.
„Kieruje siecią obejmującą pięć stanów.
Piętnaście lokalizacji.
Możliwe, że kilkadziesiąt dzieci.
Rodzice płacą mu za torturowanie ich dzieci pod pretekstem terapii na łonie natury.
Wyraz twarzy Bonda zmienił się ze sceptycyzmu w przerażenie, gdy przewijał zdjęcia.
“Jezus Chrystus.
Musimy zadzwonić do FBI.
„Już to planowałem” – powiedział Julian.
„Ale jest jeszcze coś, co musisz wiedzieć.
Moja żona, Brandy Hunt, podpisała kontrakt, który postawił mojego syna w takiej sytuacji.
Ona jest współwinna.”
„Gdzie ona teraz jest?”
“Nie wiem.
Nie było jej w domku.
Bond zanotował jeszcze jedną rzecz.
„Wydamy list gończy.
Panie Hunt, chciałbym, żeby pan zrozumiał, że to, co pan tu odkrył, będzie powodem wszczęcia wielu śledztw.
FBI, policja stanowa, służby ochrony dzieci w wielu stanach.
To się skomplikuje.”
“Ja wiem.”
Głos Juliana był pozbawiony wyrazu.
„Wcześniej współpracowałem z agencjami federalnymi.
Dokumentuję handel dzikimi zwierzętami dla Międzynarodowej Koalicji na rzecz Ochrony Przyrody.
Wiem, jak działają sprawy obejmujące wiele jurysdykcji.”
To przykuło uwagę Bonda.
Jesteś śledczym.
Badacz terenowy i badacz.”
„Dwanaście lat.
Rozbiłem siatki kłusownicze działające na czterech kontynentach.
Wiem, jak budować sprawy.”
Bond przyglądał mu się z nowym szacunkiem.
„Więc zapewne wiesz, że twojej żonie mogą zostać postawione poważne zarzuty.
Spisek mający na celu znęcanie się nad dziećmi, narażanie ich na niebezpieczeństwo, być może handel ludźmi – w zależności od punktu widzenia prokuratora okręgowego.
„Dobrze” – powiedział chłodno Julian.
Z pokoju Matthew wyszedł lekarz.
Wyglądająca na zmęczoną kobieta po pięćdziesiątce, o dobrych oczach.
„Pan Hunt.
Nazywam się dr Carolyn Metcalf.
Muszę z tobą porozmawiać o stanie twojego syna.
Julian wstał.
„Jak źle jest?”
„Fizycznie jest odwodniony i niedożywiony.
Kajdanki pozostawiły głębokie siniaki i otarcia wokół kostki.
Ma ponad dwieście ukąszeń komarów, kilka z nich jest zakażonych.
Możliwe lekkie wychłodzenie organizmu w wyniku trzynocnego narażenia na działanie żywiołów.
Przeprowadziliśmy badania krwi, ale spodziewam się, że dzięki leczeniu całkowicie wyzdrowieje.
„A pod względem psychologicznym?”
Wyraz twarzy doktora Metcalfa pociemniał.
„To potrwa dłużej.
Jest w szoku, panie Hunt.
Ciągle pyta, czy nadal ma kłopoty z powodu płaczu.
Za każdym razem, gdy okazuje emocje, przeprasza.
Cokolwiek zrobił mu twój teść, było to systematyczne znęcanie się psychiczne, mające na celu złamanie jego ducha.
Julian poczuł, jak jego dłonie zaciskają się w pięści.
„Czy mogę go zobaczyć?”
“Oczywiście.
On pyta o ciebie.
Matthew leżał na szpitalnym łóżku, wyglądał niemożliwie maleńko pod białymi prześcieradłami, a do jego ramienia podłączony był wenflon, który podawał płyny.
Gdy zobaczył Juliana, od razu popłynęły mu łzy.
A potem twarz Matthew wykrzywiła się w panice.
“Przepraszam.
„Przepraszam” – wyszeptał.
Wiem, że nie powinnam płakać.
Będę twardszy.
Obiecuję.”
Julian natychmiast znalazł się przy nim i ostrożnie przytulił syna do piersi.
„Mateuszu, posłuchaj mnie.
Płaczesz tyle, ile potrzebujesz.
Nie ma nic złego w płaczu.
Nie ma nic złego w byciu wrażliwym, miłym i delikatnym.
Twój dziadek się mylił.
Słyszysz mnie?
On się mylił.”
Matthew ukrył twarz w ramieniu Juliana i szlochał.
Trzy dni grozy wyzwalane przez dreszcze.
Julian trzymał go, jedną ręką głaszcząc syna po włosach i szepcząc zapewnienia, że to już koniec, że jest bezpieczny, że nikt go już nie skrzywdzi.
Kiedy Matthew w końcu zmusił się do milczenia, Julian powoli ułożył go z powrotem na poduszkach.
„Muszę ci zadać kilka pytań.
Leave a Comment