„Już zrujnowałeś życie Emmy” – powiedziałem chłodno. „Znów trafiła do rodziny zastępczej przez ciebie. Myślała, że ją porzuciłem przez ciebie. Była w szoku z twojego powodu”.
Mój ojciec znowu wstał gniewnie. „To szaleństwo, Sarah. Wychowaliśmy cię lepiej”.
„Wychowałeś mnie w przekonaniu, że rodzina coś znaczy, ale nauczyłeś Emmę, że nigdy tak naprawdę nigdzie nie będzie przynależeć. Więc nie, nie wychowałeś mnie lepiej. Wychowałeś mnie dokładnie tak.”
Skierowałem się do drzwi. „Policja będzie tu w ciągu godziny, żeby was wszystkich aresztować. Radziłbym wam zadzwonić do adwokata, ale szczerze mówiąc, biorąc pod uwagę dowody przeciwko wam, nie będzie to miało większego znaczenia”.
Zatrzymałem się w drzwiach. „Emma jest już w domu, cała i zdrowa. Sąd orzekł, że jej odebranie było oszustwem i natychmiast wróciła pod moją opiekę. Zawiodłeś – tak jak zawiodłeś jako porządny człowiek”.
W ciągu kolejnych tygodni wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak im powiedziałem. Wydano nakaz ochrony, zakazujący mojej rodzinie kontaktowania się ze mną i Emmą. Zarzuty karne zostały postawione. Jessicę aresztowano za znęcanie się nad dzieckiem. Moja matka została oskarżona o wykonywanie zawodu bez licencji i składanie fałszywych zeznań. A mój ojciec został oskarżony o oszustwo.
Ale to pozew cywilny był tym, za co tak naprawdę ich zmusiłem do zapłaty. Mój prawnik, David, był bezwzględny. Mieliśmy dokumentację, nagrania, zeznania świadków i dowody w postaci nagrań wideo. Działania mojej rodziny były tak ewidentnie złośliwe i szkodliwe, że ich własny prawnik doradził im ugodę. Ugoda była na tyle znacząca, że wystarczyło na założenie funduszu na studia dla Emmy, kupno nowego domu w innym mieście i pokrycie wszystkich kosztów terapii Emmy tak długo, jak będzie tego potrzebowała. Co ważniejsze, musieli zrzec się wszelkich praw, do których mogli dochodzić jako dziadkowie. Mieli dożywotni zakaz kontaktu z Emmą, a gdyby kiedykolwiek próbowali się z nią skontaktować, groziłyby im dodatkowe zarzuty karne.
Mąż Jessiki, Mark, stracił poświadczenie bezpieczeństwa i musieli przenieść się do innej bazy. Jej małżeństwo przeżywało kryzys i ostatnio, jak słyszałem, byli w separacji. Urodziła córkę, ale bez dochodów Marka z wojska i z powodu kosztów sądowych związanych z zarzutami karnymi, mieli problemy finansowe. Moja matka straciła pracę wolontariuszki w ośrodku dla seniorów, gdy jej zarzuty ujrzały światło dzienne. Firma inżynieryjna mojego ojca po cichu poprosiła go o przejście na wcześniejszą emeryturę, gdy zarzuty oszustwa trafiły do lokalnych mediów.
Ale to wszystko nie miało takiego znaczenia, jak bezpieczny powrót Emmy. Emma trafiła do doświadczonej rodziny zastępczej, Johnsonów, specjalizującej się w opiece nad dziećmi po traumatycznych przeżyciach. Byli aniołami. Upewnili się, że Emma wiedziała, że walczę o jej odzyskanie, że jej nie porzuciłam i że nic z tego nie było jej winą.
Kiedy Emma wróciła pod moją opiekę zaledwie dwa dni po tym, jak skonfrontowałam się z rodziną, rzuciła mi się w ramiona i trzymała tak mocno, że ledwo mogłam oddychać. Wyszeptała: „Wiedziałam, że po mnie przyjdziesz, mamo. Wiedziałam, że mnie nie zostawisz”.
To znów złamało mi serce. Ta mała dziewczynka, porzucona przez biologicznych rodziców, a potem znęcana emocjonalnie przez moją rodzinę, wciąż wierzyła, że po nią przyjdę – wciąż wierzyła w naszą miłość.
Przeprowadziliśmy się do nowego miasta, oddalonego o jakieś dwie godziny drogi, gdzie nikt nie znał naszej historii. Emma rozpoczęła terapię u dr Amandy Wells, psycholog dziecięcej specjalizującej się w traumie adopcyjnej. Zajęło to miesiące, ale Emma powoli zaczęła dochodzić do siebie po tym, co zrobiła jej moja rodzina. Nadal czasami miewa koszmary. Nadal wpada w panikę, kiedy muszę iść do lekarza albo kiedy spóźniam się po nią ze szkoły. Ale Emma jest odporna. Jest silniejsza, niż ktokolwiek z nas mógł przypuszczać.
Zbudowaliśmy nowe życie, tylko we dwoje. Mamy nowe tradycje, nowych przyjaciół, nowe wspomnienia. Emma świetnie radzi sobie w nowej szkole i znalazła przyjaciół, którzy nie znają jej historii adopcji. Dla nich jest po prostu Emmą – nie „adoptowaną Emmą” ani „małą Emmą”.
Rok później dostałem list od matki. Błagała w nim o wybaczenie, zapewniała, że jej przykro i pytała, czy moglibyśmy naprawić relacje rodzinne. Powiedziała, że tęsknią za mną i chcą zobaczyć Emmę. Wyrzuciłem list, nie kończąc go. Niektórych mostów, raz spalonych, nie da się odbudować.
Leave a Comment