Trzy miesiące temu wyglądałbym na smutnego. Zrobiłbym się mały.
Dziś spojrzałem mu w oczy. Oceniłem go. Nie jako wybawiciel. Nie jako partner. Ale jako równy.
“Dziękuję,” powiedziałem.
Uśmiechnął się. “Miłego wieczoru.”
“Zamierzam,” odpowiedziałem.
Przeszłam przez drzwi, które trzymał, ale zatrzymałam się i odwróciłam do niego.
“Ale uważaj,” powiedziałem, z figlarnym, ale ostrym błyskiem w oku. “Mam bardzo wysokie wymagania wobec moich gości. I jestem właścicielem tego budynku.”
Zaśmiał się, zaskoczony i zaintrygowany. “Wezmę to pod uwagę.”
Wyszłam w noc, chłodny wiatr muskał moją sukienkę. Poszedłem do samochodu, wsiadłem i odjechałem. Nie oglądałem się za hotel. Nie musiałem.
Niosłem ze sobą królestwo.
zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Leave a Comment