Moja 4-letnia córka miała silny atak astmy i nie mogła oddychać…

Moja 4-letnia córka miała silny atak astmy i nie mogła oddychać…

Moja czteroletnia córka miała silny atak i nie mogła oddychać. Leżała z trudem na dodatek w kosmetyku, łapiąc powietrze i siniejąc. Krzyczałam, aby ktoś usłyszał na 911, ale moja siostra bliźniaczka powiedziała: „Ona jak zawsze, powinna zostać zauważona”.

Moi matka stali tam i patrzyli, a moja matka dodała: „Pozwólcie jej to z siebie wyrzucić”.

Tata się zgodził.

„Przestanie, kiedy zda sobie sprawę, że nikt się na to nie nabierze”.

zbroja telefoniczna, ale siostra mi wyrwała.

„Do ludzi nie dzwonisz.”

Moja matka trzyma moje ramiona, gdy moja córka leży na zimnym przez cztery minuty i przestała oddychać.

W końcu sąsiad usłyszał mój krzyki i niebezpieczny pod numerem 911.

Teraz opieka społeczna i ujawniają lata zaniedbane.

Piszę do poczekalni pediatrycznej w leczeniu w szpitalu St. Mary’s w Cleveland w stanie Ohio. Moje ręce nie przestają drżeć od niedzieli wszechobecnej. Stan mojej czteroletniej bazy, Iris, jest teraz dostępny, ale dostęp do mnie, kolejne dwie minuty dostępne poza zasięgiem mózgu lub śmierci.

Ona żyje, bo jej sąsiad, Gerald Whitfield, usłyszał mój krzyk dochodzący z otwartego okna i natychmiast po służbie ratowniczej ze swojej kuchni.

Mam na imię Natalie i mam trzy lat. To, co funkcjonowało dwa dni temu, zrujnowało wszystko, co pomyślałem, że wiem o mojej rodzinie. Policja już zebrała zeznania. Służby Ochrony Dziecka wszczęły dochodzenie w ciągu kilku godzin od kategorii Iris. Moja siostra bliźniaczka Priscilla, moja matka Lorraine i mój ojciec Arthur jest obecny przed zarzutami, które mogą być karalne.

Zespół lekarzy, którzy byli ślepi i zbyt zdesperowani, przez akceptację rodziny, przez którą można było zobaczyć bezpośrednio.

Musiało się to wydarzyć, bo całe życie wierzyłam, że jestem problemem. problemy, że to moja nadopiekuńczość rodzicielska jest problemem. Wierzyłam im, kiedy mówi, że jestem dramatyczna, zabiegam o uwagę i zwróciłem się do hipochondryczki. Przekonywali mnie, że Iris manipuluje, udając, że jej problemy z oddychaniem do spektaklu teatralnego, mające na celu utrzymanie mnie w ryzach.

Mylili się.

Niebezpiecznie, wręcz źle.

Aby zrozumieć, jak to się stało, że znaleźliśmy się w tym sklepie, w którym moja matka została sina, podczas gdy moja matka mnie powstrzymywała, zawierała dynamikę wydarzeń, które zdefiniowały całe moje istnienie.

Priscilla i ja urodziliśmy się w odstępie różnicowym minuty pewnego lutowego poranka w 1993 roku. Od chwili, gdy przyszliśmy na świat, moi założycieli hierarchię, która nigdy nie nastąpiła zachwianiu.

Priscilla była pierwsza, zdrowa i krzycząca. Ja za nią, z pępowiną owiniętą wokół pierwszej części, wymaga pierwszej natychmiastowej wymiany.

Sytuacja rodzinna, legenda, nadeszło to zdarzenie życiowe. Priscilla była wojowniczką, tą, która przetrwała, tę. Ja mam kruchym powikłaniem, które o mało nie podlega ryzyku.

Nasze zdjęcia z wypadków opowiadają historię dwóch dziewczynek, które są identyczne, ale żyją w zupełnie innych realiach. Priscilla jest pierwszym planem każdego kadru, z określonym sobą i wyćwiczonym uśmiechem. Ja poszłam na obrzeżach, z niepewnym wyrazem twarzy i defensywną postawą.

Mama ubierała nas w pasujące stroje, dopóki nie zakończyła się dwunastu lat, ale korzenie kończą się na ubraniach. Priscilla dostała miejsce przy oknie w oknie, większa sypialnia i pierwszy wybór wszystkiego, od kostiumów na Halloween po motywie przyjęć urodzinowych.

Kiedy wystąpiło dziewięć lat, zachorowałem na zapalenie płuc, przez które trafiłem do szpitala na sześć dni. Moi rodzice odwiedzili mnie dwa razy w ciągu całego pobytu, wyjaśniając, że Priscilla ma zawody gimnastyczne, których nie można przegapić.

Pielęgniarki stałe się dla mnie zastępczą rodziną podczas hospitalizacji, przemycając mi dodatkowe kubki z budyniem i jedną stację po dyżurze, aby zobaczyć filmy na małym telewizorze zamontowanym na ścianie. Jedna z pielęgniarek, Deborah, powiedziała mi coś, czego nigdy nie zapomnę. powiedział, że niektórzy mają problemy z nad chorymi dziećmi, gdy choroba przypomina im o własnej bezbronności.

Mając dziewięć lat, nie do końca rozumiałam, co miała na myśli. Mając trzydzieści jeden lat i patrząc, jak moja córka walczy o życie, podczas gdy moi rodzice bagatelizowali jej cierpienie, uznając je za manipulację, w końcu zrozumiałam.

Ten schemat powtarzał się przez cały okres mojego dojrzewania. Każda poważna choroba, której doświadczyłam, była postrzegana jako próba zwrócenia na siebie uwagi. Zapalenie gardła paciorkowcowego stało się „dramatem”. Złamany nadgarstek w wypadku rowerowym został uznany za niezdarność, mającą na celu odwrócenie uwagi od osiągnięć Priscilli. Kiedy miałam szesnaście lat i doświadczyłam tego, co dziś uznaję za swój pierwszy atak paniki, mama kazała mi przestać ośmieszać się publicznie. Ojciec zasugerował, że zazdroszczę mojej siostrze nominacji na królową balu maturalnego i kreuję kryzys, żeby walczyć o uwagę.

Priscilla wcześnie zrozumiała, że ​​wzmacnianie tych narracji zapewnia jej aprobatę rodziców. Stała się głównym głosem, który lekceważył moje doświadczenia, przewracając oczami na moje objawy, sugerując naszym rodzicom, że prawdopodobnie udaję to, o czym mówię.

Nasza dynamika była trucizną od samego początku, ale wciąż do niej dążyłem, wciąż miałem nadzieję, że ta bliźniacza więź, którą mieliśmy dzielić, w końcu się zmaterializuje.

Poznałam mojego męża, Dereka, na trzecim roku studiów na Uniwersytecie Stanowym Ohio. Był pierwszą osobą, która powiedziała mi, że moje uczucia są ważne, że moje doświadczenia mają znaczenie, że nie jestem z natury złamana ani dramatyczna. Pobraliśmy się, gdy miałam dwadzieścia cztery lata, a Iris przyszła na świat trzy lata później.

Praca Dereka jako inżyniera naftowego wymagała od niego częstych podróży, czasem trwających tygodniami. Jego nieobecność sprawiła, że ​​byłem podatny na wpływy rodziny w sposób, którego nie dostrzegałem, aż było prawie za późno.

Iris urodziła się z chorobą, którą lekarze nazwali reaktywną chorobą dróg oddechowych, prekursorem astmy, która uczyniła ją podatną na ciężką niewydolność oddechową. W wieku dwóch lat zdiagnozowano u niej umiarkowaną, przewlekłą astmę, wymagającą codziennego przyjmowania leków zapobiegawczych i inhalatorów ratunkowych w przypadku ostrych epizodów.

Stałem się nadmiernie czujny, jeśli chodzi o czynniki wyzwalające ataki, ponieważ dowiedziałem się, że zimne powietrze, infekcje dróg oddechowych, silne zapachy i wysiłek fizyczny mogą wywoływać ataki.

Reakcja mojej rodziny na diagnozę Iris ujawniła wszystko na temat tego, jak postrzegała choroby mojego dzieciństwa.

Lorraine stwierdziła, że ​​astma jest dramatycznie naddiagnozowana i że lekarze próbują jedynie sprzedawać leki. Arthur zasugerował, że dzieci wychowywane w atmosferze nadmiernego rozpieszczania rozwijają „urojone choroby”, aby utrzymać uwagę rodziców. Priscilla, która niedawno urodziła własną córkę, Kennedy, zasugerowała, że ​​dobre matki nie wychowują chorych dzieci, a problemy z oddychaniem Iris odzwierciedlają mój lękowy styl wychowania.

Powinnam była wtedy zerwać kontakt. Powinnam była zrozumieć, że ludzie, którzy bagatelizują stan zdrowia małego dziecka, traktując go jak wykreowany dramat, nie są bezpieczni.

Zamiast tego, wciąż próbowałem udowodnić im prawdziwość Iris, pokazując jej leki na receptę, wyjaśniając plan leczenia jej pulmonologa, demonstrując, jak używać nebulizatora podczas spotkań rodzinnych. Każdy przedstawiony przeze mnie dowód był przekręcany, by potwierdzić ich wersję wydarzeń.

Leki stały się dowodem na to, że przedawkowałam zdrowe dziecko. Pulmonolog był szarlatanem, żerującym na moim lęku. Terapia nebulizatorem przypominała teatralne przedstawienia, do udziału w których wyszkoliłam Iris.

Derek starał się ograniczać nasz kontakt z rodziną, ale jego harmonogram podróży oznaczał, że często zostawałam z Iris sam na sam przez dłuższy czas. W takich chwilach tęskniłam za kontaktem z dorosłymi. Chciałam, żeby Iris poznała swoich dziadków i ciocię. Wciąż wierzyłam, że jeśli spędzą z nią wystarczająco dużo czasu, zobaczą to, co ja – dzielną dziewczynkę walczącą z prawdziwą chorobą z większą odwagą, niż większość dorosłych jest w stanie się w niej zmieścić.

Dwa tygodnie temu Derek wyjechał na trzytygodniowe zadanie do Teksasu. Dzień po jego wyjeździe Iris przeziębiła się od koleżanki z przedszkola. W ciągu czterdziestu ośmiu godzin infekcja wirusowa wywołała stan zapalny dróg oddechowych, który sprawił, że jej podstawowe oddychanie stało się bardziej utrudnione.

Zgodnie z zaleceniami pulmonologa zwiększyłam dawkę jej leków zapobiegawczych i pozwoliłam jej odpocząć w domu, zamiast iść do szkoły.

Moja mama zadzwoniła w czwartek, żeby zaprosić nas na niedzielny obiad do ich domu w Lakewood Heights. Wyjaśniłem, że Iris wraca do zdrowia po przeziębieniu i że jej astma daje o sobie znać.

Odpowiedź Lorraine była dokładnie taka, jakiej się spodziewałam. Powiedziała, że ​​„świeże powietrze” dobrze zrobi Iris, że trzymanie jej w mieszkaniu pogarsza jej stan i że muszę przestać traktować każdy katar jak nagły przypadek medyczny.

Wbrew rozsądkowi zgodziłem się przyjść. Powtarzałem sobie, że stan Iris się poprawia, że ​​jej oddech się ustabilizował, że kilka godzin z rodziną nie zaszkodzi.

Starannie spakowałem jej zapasy na wypadek nagłego wypadku – trzy inhalatory ratunkowe, przenośny nebulizator, doustne kortykosteroidy na ciężkie epizody. Myślałem, że jestem przygotowany na wszystko.

Dotarliśmy do domu rodziców około 14:00 w niedzielę po południu. W nocy zrobiło się nieprzyjemnie zimno, temperatura spadła do nieco ponad 4 stopni. Owinąłem Iris w jej najcieplejszy płaszcz i wyniosłem ją z samochodu, aby zminimalizować jej kontakt z lodowatym powietrzem, które mogłoby uciskać jej drogi oddechowe.

Priscilla była już tam z mężem Keithem i córką Kennedy. Kennedy miała pięć lat, była zdrowa i energiczna – dokładnie taka, jaką według mojej rodziny powinno być prawidłowo wychowane dziecko. Biegała w kółko po salonie, a Iris siedziała cicho na kanapie obok mnie, oddychając nieco szybciej, niż bym chciał, ale stabilnie.

Problemy zaczęły się już w trakcie przystawek.

Mama przygotowała deskę serów, a ktoś – wciąż nie wiem kto – dodał ozdobę z suszonych kwiatów, które rozpyliły w powietrzu pachnący pył. Iris niemal natychmiast zaczęła kaszleć.

Sięgnąłem po inhalator ratunkowy i podałem jej dwie dawki, obserwując, jak jej klatka piersiowa unosi się i opada, gdy lek otwierał jej drogi oddechowe.

Priscilla skomentowała to tak, że wszyscy mogli usłyszeć. Powiedziała coś o tym, jak w rekordowym tempie udało mi się zmienić czterolatkę w „profesjonalną ofiarę”.

Arthur się roześmiał. Lorraine zasugerowała, że ​​może jeśli nie sięgnę po leki przy pierwszym kaszlu, Iris „nauczy się sama uspokajać” jak normalne dzieci.

Powinnam była wtedy wyjść. Powinnam była wziąć córkę, wyjść przez drzwi wejściowe i nigdy się nie oglądać.

Zamiast tego stłumiłem gniew i skupiłem się na monitorowaniu oddechu Iris. Jej poziom tlenu utrzymywał się na akceptowalnym poziomie na pulsoksymetrze, który trzymałem w jej torbie na pieluchy. Czuła się niekomfortowo, ale stabilnie.

Kolację podano około godziny 17:00.

Moja mama przygotowała pieczonego kurczaka z warzywami, danie, które było jej ulubionym daniem z dzieciństwa. Rozmowa koncentrowała się na niedawnym awansie Priscilli w firmie marketingowej i zbliżającym się recitalu baletowym Kennedy’ego. Nikt nie pytał o Iris ani nie zwracał na nią uwagi, poza sporadycznymi, wymownymi spojrzeniami, gdy kaszlała.

Po kolacji dzieci zostały wysłane do salonu, żeby się pobawić, podczas gdy dorośli zostali przy stole na deser. Ustawiłem się tak, żeby widzieć Iris przez drzwi, obserwując, jak siedzi na dywanie z pluszakami Kennedy’ego, podczas gdy jej kuzyn tańczył w pobliżu. Jej oddech był nadal lekko przyspieszony, ale Iris uśmiechała się, była zaangażowana i dobrze się bawiła, mimo że czuła się źle.

Wszystko zmieniło się około godziny 7:00.

Kennedy chciała się bawić w gonitwę, a Iris, za wszelką cenę pragnąc wziąć w niej udział i zostać zaakceptowaną, próbowała za nią pobiec.

Wysiłek fizyczny jest jednym z głównych czynników wyzwalających u Iris. Po sześćdziesięciu sekundach biegu gwałtownie się zatrzymała, przyciskając dłoń do klatki piersiowej i otwierając i zamykając usta, próbując nabrać powietrza do ściśniętych płuc.

Już się ruszałem, gdy ona osunęła się na podłogę z twardego drewna.

Jej usta były sine. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała z wysiłku, gdy oddychała przez niemal zaciśnięte drogi oddechowe. Świszczący oddech wydobywający się z jej gardła był dźwiękiem, który nawiedza koszmary każdego rodzica chorego na astmę – wysokim, rozpaczliwym gwizdem, świadczącym o silnym skurczu oskrzeli.

Uklęknąłem obok niej i wyciągnąłem z kieszeni inhalator ratunkowy. Wstrzyknąłem jej dwa razy prosto do ust, licząc sekundy i czekając, aż lek zadziała.

Nic się nie stało.

Jej kolor skóry stale się pogarszał. Sinica rozprzestrzeniła się od ust do okolic ust.

Krzyczałam, żeby ktoś zadzwonił pod 911. Mój głos nie brzmiał jak mój własny. Był surowy, przerażony i absolutnie pierwotny.

Pierwsza w drzwiach pojawiła się Priscilla.

Spojrzała na Iris leżącą na podłodze, spojrzała na mnie, podającego jej kolejną dawkę leku ratunkowego, i wypowiedziała słowa, które będą dźwięczeć w moich uszach do końca życia.

Powiedziała mi, że Iris „jak zwykle udaje, żeby zwrócić na siebie uwagę”.

Nie mogłam przetworzyć tego, co słyszałam. Moja córka siniała na podłodze, jej klatka piersiowa ledwo się poruszała, a moja siostra bliźniaczka nazywała to przedstawieniem.

Znów zaczęłam krzyczeć, tym razem konkretnie do Priscilli, błagając ją, żeby zadzwoniła pod numer 911, tłumacząc, że Iris nie może oddychać, że umiera na naszych oczach.

Moi rodzice weszli razem do salonu.

Moja matka obserwowała tę scenę z tym samym lekceważącym wyrazem twarzy, jaki miała przez całe moje dzieciństwo, ilekroć chorowałam.

Powiedziała mi, żebym „pozwoliła Iris wyrzucić to z siebie”, że wszystko będzie dobrze, kiedy przestanie otrzymywać oczekiwaną reakcję.

Arthur skinął głową na znak zgody. Powiedział, że Iris „przestanie, gdy zda sobie sprawę, że nikt nie daje się nabrać na jej sztuczki”.

Sięgnęłam po telefon, który zostawiłam na stoliku kawowym po sprawdzeniu wiadomości.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top