Julian wstał i pociągnął mnie za sobą. Mocno trzymał mnie w uścisku, trzymając mnie w miejscu, gdy nogi zaczynały mi się łamać.
Sięgnął do kieszeni na piersi i wyciągnął nieskazitelnie białą jedwabną chusteczkę. Z delikatnością, która przeczyła jego imponującej postawie, otarł wino z mojego policzka i oczu.
„Panie… panie Thorne?” – wyjąkała pani Vance, cofając się o krok. Mikrofon drżał jej w dłoni. „Co… co pan robi? To sprawa rodzinna. Ta kobieta jest nikim”.
Julian odwrócił się do niej. Jego ruchy były powolne, drapieżne.
“Nikt?”
Jego głos rozbrzmiewał w kościele. Nie potrzebował mikrofonu. Posiadał głos, który dowodził salami konferencyjnymi i uciszał zamieszki.
Objął mnie ramieniem w talii i przyciągnął do siebie. Wino z mojej sukienki wsiąkło w jego marynarkę, ale on nawet nie drgnął.
„Trzy lata temu” – Julian zwrócił się do tłumu, rozglądając się po sali – „miałem katastrofalny wypadek na autostradzie I-95. Mój samochód dachował. Zapalił się. Moja ochrona była nieprzytomna. Byłem uwięziony, wykrwawiałem się i czekałem na śmierć”.
W pokoju panowała grobowa cisza.
„Przejechały obok mnie dziesiątki samochodów” – kontynuował Julian. „Robili zdjęcia. Zwalniali, żeby się pogapić. Ale zatrzymała się tylko jedna osoba”.
Spojrzał na mnie.
„Ta kobieta wyciągnęła mnie z płonącego wraku gołymi rękami. Rozdarła własne ubranie, żeby opatrzyć moje rany. Została ze mną do przyjazdu karetki, a potem zniknęła w nocy, nie prosząc o nagrodę, przysługę, ani nawet nie podając swojego imienia. Szukałem jej trzy lata”.
Ponownie zwrócił wzrok na panią Vance, która wyglądała, jakby miała zaraz zwymiotować.
„Ona jest jedyną osobą w tym pokoju z duszą. A ty śmiesz nazywać ją zastępcą?”
„Ja… nie wiedziałam” – wyszeptała pani Vance.
„Nie obchodziło cię to” – poprawił Julian. „A co do twojego syna…”
Julian się roześmiał. To był zimny, przerażający dźwięk.
„Ryan nie jest z dziedziczką, pani Vance. Isabella Sterling nie istnieje. To aktorka, którą zatrudniłem w londyńskim teatrze”.
Pani Vance upuściła mikrofon. Uderzył o podłogę z ogłuszającym piskiem sprzężenia zwrotnego.
„Co?” – wykrztusiła.
„Miesiąc temu dowiedziałem się, że mój pracownik – twój syn – zaręczył się z kobietą, która uratowała mi życie” – wyjaśnił Julian lodowatym głosem. „Zrobiłem weryfikację. Widziałem jego SMS-y. Widziałem jego chciwość. Więc zastawiłem pułapkę. Kazałem „Isabelli” się do niego zgłosić. Zaoferowałem mu fałszywą fuzję, fałszywą fortunę i fałszywą przyszłość, żeby sprawdzić, czy zdradzi swoją narzeczoną”.
Julian spojrzał na mnie, a jego oczy złagodniały. „Oblał test w niecałe dwadzieścia cztery godziny. Sprzedał cię za złoto głupców”.
Zakręciło mi się w głowie. Dziedziczka była fałszywa? Julian Thorne to zaaranżował?
„Dlaczego?” wyszeptałam, patrząc na niego.
„Bo on chciał cię zniszczyć” – mruknął Julian, tylko dla mnie. „A ja nie mogłem patrzeć, jak kobieta, która dała mi drugie życie, marnuje swoje na tchórza”.
Zwrócił się do oszołomionej publiczności.
„Ryan Vance myśli, że dziś się żeni. Ma rację co do daty, ale myli się co do pana młodego”.
Julian obrócił się do mnie. Ujął obie moje poplamione winem dłonie w swoje.
„Wiem, że to nagłe” – powiedział, a jego intensywność paliła mnie w gardle. „Wiem, że to wygląda jak szaleństwo. Ale znam cię od trzech lat. Znam twoją odwagę. Znam twoją dobroć. I wiem, że zasługujesz na coś lepszego niż mężczyzna, który traktuje cię jak opcję”.
Zatrzymał się i spojrzał na księdza, który stał z otwartymi ustami w tle.
„Wyjdź za mnie, Mayo” – powiedział Julian. „Teraz. Dzisiaj. Nie pozwól im wygrać. Nie pozwól, żeby zobaczyli cię złamaną. Napiszmy razem zakończenie tego scenariusza”.
Serce waliło mi jak młotem. Wyjść za mąż za nieznajomego? Wyjść za mąż za miliardera, którego kiedyś uratowałam?
Ale potem spojrzałem na panią Vance. Wyglądała na przerażoną. Spojrzałem na tłum. Wyglądali na oszołomionych.
Spojrzałem na Juliana. Pod siłą i gniewem zobaczyłem człowieka, którego uratowałem. Zobaczyłem wrażliwość, którą ukrywał przed wszystkimi. Ofiarowywał mi tarczę. Ofiarowywał mi miecz.
Podwójne drzwi z tyłu kościoła znów się otworzyły.
„MAYA!”
To był Ryan.
Wbiegł do kościoła, wyglądając na rozczochranego. Miał przekrzywiony krawat i rozczochrane włosy. Mocno się pocił. Właśnie dostał SMS-a od „dziedziczki”, która go zwalniała i ujawniała żart.
Pobiegł wzdłuż nawy i zatrzymał się nagle, gdy zobaczył Juliana trzymającego mnie.
„Szefie?” – wydyszał Ryan, pochylając się, żeby złapać oddech. „Co… co ty tu robisz? Maya? Co się dzieje?”
Julian się uśmiechnął. To był uśmiech niczym u rekina, pełen zębów i bezlitosny.
„Przyszedłeś akurat na ceremonię, Ryan” – powiedział Julian uprzejmie. „Usiądź. Jesteś teraz w ostatnim rzędzie”.
Część 4: Wymiana mocy
Ryan spojrzał to na drżącą matkę, to na szefa, który trzymał narzeczoną. Uświadomienie sobie tego faktu powoli do niego docierało, a na jego twarzy malowało się przerażenie.
„Fuzja…” wyjąkał Ryan. „Isabella… powiedziała…”
„Powiedziała, że jesteś nudny i skąpy” – podpowiedział Julian pomocnie. „To nie było w scenariuszu, nawiasem mówiąc. To była tylko jej osobista opinia”.
„Wrobiłaś mnie!” krzyknął Ryan, czerwieniąc się na twarzy. Spojrzał na mnie, a na jego twarzy malowała się desperacja. „Maya, kochanie! Posłuchaj mnie! To był błąd! Moja matka… zmusiła mnie do tego! Naciskała na mnie! Kocham cię!”
„Stój” – rozkazał Julian.
Nie krzyczał. Po prostu wypowiedział to słowo z absolutnym autorytetem. Usta Ryana zamknęły się gwałtownie.
„Zostawiłeś diament, żeby gonić za cyrkonią, Ryan” – powiedział Julian. „Zaproponowałem ci fałszywą ofertę, żeby sprawdzić, czy masz choć odrobinę uczciwości. Udowodniłeś, że jej nie masz”.
Ryan zrobił krok naprzód i sięgnął po moje ramię. „Maya, proszę. Znasz mnie. Jesteśmy razem od dwóch lat. Nie możesz za niego wyjść. On jest… on jest potworem”.
Spojrzałam na Ryana. Widziałam pot na jego górnej wardze. Widziałam chciwość w jego oczach, nawet teraz. Nie żałował, że mnie zranił; żałował, że stracił „bogatą dziewczynę”. Żałował, że miał kłopoty z szefem.
Potem spojrzałem na Juliana.
Stał między mną a Ryanem jak mur. Nie przejmował się winem na garniturze. Nie przejmował się skandalem. Zaaranżował wielką, kosztowną i chaotyczną imprezę tylko po to, żeby mieć pewność, że nie wyjdę za mąż za złego mężczyznę.
Julian spojrzał na mnie z góry. „Twój wybór, Maya. Możesz odejść. Zamówię samochód, który zawiezie cię, gdziekolwiek zechcesz. Albo… możesz skoczyć na głęboką wodę”.
Pomyślałem o komentarzu „zastępczym”. Pomyślałem o latach, kiedy pani Vance sprawiała, że czułem się mały. Pomyślałem o Ryanie, który ignorował moje telefony, żeby dostać większą wypłatę.
Nie byłem kimś tymczasowym.
Spojrzałam na Ryana. „Masz rację, Ryan” – powiedziałam zaskakująco spokojnym głosem. „Znam cię. I wolałabym nie wiedzieć”.
Odwróciłam się do Juliana. Sięgnęłam w górę i złapałam za klapy jego drogiej marynarki.
„Nie chcę samochodu” – wyszeptałem.
Oczy Juliana lekko się rozszerzyły. „Czego chcesz?”
„Chcę wygrać.”
Pociągnęłam go w dół. To nie był grzeczny pocałunek. Pocałowałam go z całą frustracją, adrenaliną i nagłym, gwałtownym pożądaniem krążącym w moich żyłach.
W sali wybuchła wrzawa. Rozległy się westchnienia, szepty, a nawet kilka okrzyków z tyłu.
Julian zamarł na ułamek sekundy, zaskoczony, a potem rozpłynął się w powietrzu. Jego ramiona zacisnęły się wokół mnie, obejmując mnie, odwzajemniając pocałunek z namiętnością, od której miękły mi kolana. To było prawdziwe. Jak kotwica w czasie burzy.
Rozstaliśmy się bez tchu.
„Tak” – wyszeptałam mu do ust.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!
Leave a Comment