„Zamknij się” – powiedziałem, nie patrząc na nią. „Nie jesteś mi nic winna. Nic mi nie jesteś winna. Po prostu wynoś się z mojego domu”.
Jax zrobił krok do przodu i po raz pierwszy dostrzegłem coś niebezpiecznego w jego oczach — arogancję, którą zawsze dobrze ukrywał.
„Nie będziesz w stanie udowodnić niewierności” – powiedział cicho, ale stanowczo. „A nawet jeśli ci się uda, będziesz musiała płacić mi alimenty i oddać połowę swojego majątku, wliczając to mieszkanie. Powodzenia z rozwodem, Avo”.
Uśmiechnęłam się. Nie mogłam się powstrzymać. Małym, szczerym uśmiechem.
„Zobaczymy” – odpowiedziałem po prostu i wyszedłem.
Usłyszałem, jak Jax woła za mną na korytarzu, ale nie obejrzałem się. Wsiadłem do windy, drzwi się zamknęły i w końcu pozwoliłem sobie na szerszy uśmiech.
Naprawdę myślał, że nie mam dowodów. Że natknąłem się na to przypadkiem właśnie teraz. Że byłem na tyle głupi, żeby nie wiedzieć, że spadek to majątek odrębny.
Wróciwszy do samochodu, chwyciłem telefon i wybrałem numer cioci Carol. Odebrała po drugim dzwonku, jej głos był radosny.
„Avo, kochanie, jak było w Japonii?”
Pozwoliłam, aby mój głos zadrżał, jakbym płakała.
„Ciociu Carol, wróciłam wcześniej i przyłapałam Jaxa z inną kobietą.”
Cisza po drugiej stronie.
„Co?” – zapytała w końcu i po tonie poznałam, że zaskoczenie było szczere. „Jak?”
„Z inną kobietą. Gdzie?”
„W naszym mieszkaniu” – odpowiedziałam, wkładając w głos cały ból, jaki potrafiłam z siebie wykrzesać. „Była tam. Byli razem i ona jest w ciąży, ciociu Carol”.
„O mój Boże” – mruknęła. Usłyszałem, jak bierze głęboki oddech.
„Nie wiem, co robić” – ciągnąłem, pozwalając, by mój głos się załamał. „Jak on mógł mi to zrobić?”
„Avo, kochanie, gdzie jesteś?” zapytała ciocia Carol, a w jej głosie słychać było troskę lub kalkulację.
„Jestem w samochodzie w garażu budynku. Nie mogę wrócić do tego mieszkania. Nie teraz.”
„Chodź tu. Wróć do domu. Porozmawiamy. Naprawimy to.”
Nie odpowiedziałem od razu.
„Muszę zadzwonić do prawnika. Składam pozew o rozwód.”
„Ava, nie musisz być taka drastyczna. Porozmawiajmy. Może…”
„Zdradził mnie, ciociu Carol” – przerwałam jej, dodając stanowczości w głosie. „W naszym mieszkaniu. Żadna rozmowa tego nie naprawi”.
„Masz rację” – powiedziała po chwili. „Masz absolutną rację. Zostaw to mnie. Porozmawiam z nim. Ten chłopak to usłyszy”.
Rozłączyłam się i pozwoliłam sobie ponownie się uśmiechnąć.
Teraz pozostało już tylko czekać na rozpoczęcie pokazu.
Nie minęło ani minuty. Przez aplikację aparatu zobaczyłem, że telefon Jacksona dzwoni. Spojrzał na ekran, a jego twarz stała się jeszcze bledsza.
„To moja mama” – powiedział do Madison, która zbierała swoje rzeczy porozrzucane po całym mieszkaniu.
Odebrał i natychmiast odsunął telefon od ucha. Nawet przez kamerę słyszałem krzyki ciotki Carol.
„Jesteś głupi, czy tylko udajesz? Jak mogłeś dać się jej złapać w mieszkaniu z Madison? Nie potrafisz pomyśleć głową przez pięć sekund?”
„Mamo, uspokój się. Mogę ci to wyjaśnić?” Jackson próbował odpowiedzieć, ale ona mu nie pozwoliła.
„Wyjaśnij co? Lata, Jackson. Lata planowania, lata opieki nad tą dziewczyną, zdobywania jej zaufania, budowania wszystkiego cegła po cegle, a ty to wszystko psujesz, bo nie możesz utrzymać spodni na sobie”.
Nigdy nie słyszałam, żeby ciocia Carol tak krzyczała. Maska uprzejmej, życzliwej kobiety całkowicie opadła.
„Naprawię to” – próbował powiedzieć Jax, ale jego głos był słaby.
„Napraw to. Jak to naprawisz? Ona składa pozew o rozwód. Już powiedziała, że wnosi pozew o rozwód”.
„Ona nie ma dowodów. Nie może udowodnić cudzołóstwa”.
„Przyłapała cię w mieszkaniu z twoją ciężarną kochanką, idioto. Jakiego wyraźniejszego dowodu chcesz?”
Słyszałem głos wujka Charlesa. Ciocia Carol musiała włączyć mu głośnik, bo jego głos był wyraźnie słyszalny.
„Jesteś idiotą” – powiedział wujek Charles z przerażającym spokojem, gorszym niż krzyki jego żony. „Całkowitym i skończonym głupcem. Zaufaliśmy ci. Daliśmy ci jedno zadanie. Ożeń się z nią, zdobądź jej zaufanie, zmuś ją do podpisania pełnomocnictwa, a ty nawet tego nie potrafiłeś zrobić”.
„Próbowałem. Nie chciała podpisać. Ale zmuszę ją, żeby wycofała się z rozwodu” – nalegał Jax z desperacją w głosie. „Porozmawiam z nią. Przeproszę”.
„Jak?” – zapytał wujek Charles, wciąż zachowując ten przerażający spokój. „Jak zamierzasz zmusić kobietę, która właśnie przyłapała cię na zdradzie, do wycofania rozwodu? Jakie masz argumenty?”
Cisza.
„Tak właśnie myślałem” – kontynuował wujek Charles. „Nic nie masz. Straciliśmy wszystko przez ciebie”.
„Jeszcze go nie straciliśmy” – argumentował Jax, ale bez przekonania. „Wciąż będzie musiała oddać mi połowę majątku po rozwodzie. Nawet z cudzołóstwem, jest podzielony”.
Ciotka Carol wybuchnęła gorzkim śmiechem.
„Naprawdę jesteś głupi. Te nieruchomości to jej spadek. Nie wchodzą w grę przy podziale. Ona się z tobą rozwodzi. Zostaniesz z niczym, a do tego będziesz miał ciężarną kochankę na utrzymaniu. Gratulacje, Jax. Udało ci się wszystko zepsuć.”
Zobaczyłem, jak Jax ciężko osuwa się na sofę, wciąż trzymając telefon przy uchu i chowając twarz w dłoniach.
„Możesz tu przyjść?” – zapytał słabym głosem. „Musimy coś zrobić. Potrzebujemy planu”.
„Nie” – powiedziała ciocia Carol beznamiętnie. „Sama wpakowałaś się w ten bałagan. Teraz sama się z niego wydostań. Mam dość, Jax. Mam dość ciebie. Mam dość tej całej sytuacji”.
I się rozłączyła.
Jax siedział wpatrzony w telefon przez prawie pięć minut. Madison próbowała podejść, ale ją odepchnął.
„Musisz stąd wyjść” – powiedział jej chłodno. „Madison, natychmiast. I nie wracaj”.
„Ale Jax, nie mam dokąd pójść.”
„To już nie mój problem” – krzyknął, wstając. „Idź do rodziców. Idź, gdzie chcesz, ale uciekaj stąd”.
Patrzyłem, jak Madison zaczyna płakać, pospiesznie zbierając swoje rzeczy, prawie wybiegając z mieszkania. Jax został sam w salonie, krążąc tam i z powrotem, sięgając po telefon, coś pisząc, kasując, pisząc ponownie.
Wysyłał mi wiadomości. Widziałem powiadomienia pojawiające się na moim telefonie.
„Avo, proszę, pozwól mi wyjaśnić. To był błąd, chwila słabości. Czułam się samotna. Często cię nie było. Kocham cię. Zawsze cię kochałam. Czy możemy to naprawić, proszę?”
Usunąłem wszystkie wiadomości, nie odpowiadając. Wyłączyłem kamery i odchyliłem się w fotelu samochodu.
Faza pierwsza zakończona.
Teraz pozostało już tylko czekać do jutra.
Następnego ranka obudziłem się wcześnie. Poprosiłem już pana Harrisona, żeby przygotował wszystko do doręczenia tego dnia. Punktualnie o ósmej rano dwóch urzędników sądowych się rozdzieliło. Jeden poszedł do kamienicy, gdzie mieszkali wujek Charles i ciocia Carol. Drugi poszedł do mojego mieszkania, gdzie mieszkał Jax.
Byłem w biurze pana Harrisona, kiedy zadzwonił telefon. To była ciocia Carol. Odebrałam.
„Ava” – krzyknęła. W jej głosie słychać było teraz panikę. Ani śladu wczorajszej, powstrzymywanej wściekłości. Czysta panika. „Co to ma być? Nakaz eksmisji? Wyrzucasz nas?”
„Tak” – odpowiedziałem po prostu.
„Ale dlaczego? Co myśmy zrobili? Spróbuj to przedyskutować. Avo, proszę. Nie możesz tego zrobić. Nie mamy dokąd pójść. Jesteśmy starzy. Nie mamy pieniędzy na…”
„To nie mój problem” – przerwałem jej, używając dokładnie tych samych słów, których Jax użył wobec Madison dzień wcześniej.
„Ale to przez to, co zrobił Jax. Nie mamy z tym nic wspólnego” – prawie się roześmiała. „Nie mamy z tym nic wspólnego. Serio?”
„Oczywiście, że nie. Jesteśmy równie zaskoczeni jak ty. Ten idiota…”
„Ciociu Carol” – przerwałam jej zimnym głosem. „Wiem wszystko. O wyjazdach, które nie były na Maui, o przeniesionych czynszach, o planie, który miałaś od śmierci moich rodziców. Wiem wszystko”.
Po drugiej stronie panuje absolutna cisza.
„Więc tak” – kontynuowałem. „Masz trzydzieści dni, żeby się wynieść z mojego domu i sugeruję, żebyś wykorzystał ten czas na znalezienie dobrego prawnika, bo będzie ci potrzebny”.
Rozłączyłem się zanim zdążyła odpowiedzieć.
Dwie minuty później mój telefon zadzwonił ponownie. Jax.
Odpowiedziałem.
„Ava, to poważna sprawa?” – zapytał, a w jego głosie słychać było coś innego. Strach.
„Rozwód. Sprzeniewierzenie. Kradzież. Pozywasz mnie?”
“Tak.”
„Ale po co te oskarżenia? Nie masz na to żadnych dowodów, prawda?”
„Tak, mam.”
„Jaki dowód? Jak?”
„Kamery bezpieczeństwa w całym mieszkaniu, Jax, z dźwiękiem, zainstalowane kilka dni temu. Mam nagranie z tobą i Madison. Mam nagranie ze spotkania w kuchni, gdzie wszyscy wyznajecie cały plan. Mam dokumenty potwierdzające sprzeniewierzenie pieniędzy, fałszywe podróże, wszystko.”
Cisza.
„Nagrałeś nas?” – zdołał w końcu powiedzieć.
„Nagrałem cię i przekazałem wszystko organom ścigania”.
„Ale to nielegalne. Nie można nagrywać ludzi bez ich zgody”.
„Tak, mogę. W moim własnym mieszkaniu, z moimi kamerami bezpieczeństwa, to całkowicie legalne”.
Słyszałem, jak ciężko oddychał po drugiej stronie słuchawki.
„Ile chcesz?” – zapytał w końcu. „Ile chcesz, żeby wszystko zapomnieć, żeby wycofać pozwy? Dziesięć tysięcy? Dwadzieścia tysięcy? Ile?”
Tym razem naprawdę się zaśmiałem.
„Jax, naprawdę myślisz, że chcę pieniędzy? Mam pieniądze. Chcę sprawiedliwości i zwrotu mojego majątku”.
„Twoje aktywa nigdy nie były twoje”.
„Nie. I te dwieście osiemdziesiąt tysięcy dolarów, które sprzeniewierzyłeś z czynszów przez pięć lat. I moją biżuterię, którą ukradłeś i oddałeś swojej kochance. I lata kłamstw.”
„Oddam ci wszystko z odsetkami. Tylko wycofaj pozwy.”
„Nie. Nie masz gdzie spać. Jak myślisz, jak mi to oddasz z nawiązką?”
„Avo, proszę. To mnie zniszczy. Zniszczy moich rodziców. Nas wszystkich.”
„Powinieneś był o tym pomyśleć wcześniej.”
„Robisz to z zemsty za to, że cię zdradziłem? Już przeprosiłem”.
„Nie, Jax. Robię to, bo przez ponad dekadę planowałeś oszustwo przeciwko mnie. Bo wykorzystałeś śmierć moich rodziców. Wykorzystałeś moją słabość, moje zaufanie. Bo jesteś dokładnie takim człowiekiem, który zasługuje na zapłatę za swoje zbrodnie”.
„Przestępstwa? Właśnie podjąłem złe decyzje dotyczące naszych pieniędzy. To ryzyko w biznesie”.
„Przywłaszczyłeś sobie pieniądze. Sfałszowałeś umowy. Ukradłeś biżuterię. Dopuściłeś się oszustwa. To są przestępstwa, Jax. I odpowiesz za nie.”
Słyszałem, jak po drugiej stronie zaczął płakać. Nie był to płacz manipulacyjny, którego prawdopodobnie użyłby, gdybyśmy stali twarzą w twarz. To był płacz prawdziwej rozpaczy.
„Proszę” – błagał. „Stracę wszystko. Nie będę miał nic”.
„Witaj w klubie” – odpowiedziałem chłodno. „Też chciałeś mnie zostawić z niczym. Różnica polega na tym, że byłem mądrzejszy i odkryłem to pierwszy”.
Słyszałem, jak połyka ślinę na drugim końcu.
„Moi rodzice” – zaczął, ale głos go zawiódł. „Moi rodzice mnie zabiją. Zabiją mnie za to, że na to pozwoliłem”.
„To nie mój problem.”
„Nie rozumiesz?” Jego głos stał się rozpaczliwy. „Będą mnie obwiniać za wszystko. Powiedzą, że pokrzyżowałem im plany, że byłem głupi i nieostrożny”.
„A ty nie?” – przerwałam mu. „Byłeś głupi i nieostrożny. Dałeś się przyłapać z kochanką”.
„Nie wiedziałem, że wrócisz wcześniej.”
„Nie mówię tylko o tamtym dniu, Jax. Mówię też o Wigilii, kiedy ogłosiłeś całej sali ciążę Madison. Kiedy twoi rodzice mówili o tym, że w końcu dostaną nieruchomości, które ich zdaniem im się należały. Kiedy wszyscy wznieśli toast za przyszłość”.
Po drugiej stronie panuje absolutna cisza.
„Byłeś tam?” Jego głos był cienki.
„Tak. Przyjechałem też wcześniej z imprezy firmowej. Wszystko słyszałem. Wszystko widziałem i wyszedłem, zanim ktokolwiek zauważył.”
„Ale później wysłałeś mi wiadomość, że byłeś na imprezie firmowej”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!
Leave a Comment